Amalgalis Duo - połączenie dwóch artystycznych osobowości w jedną całość
Zapraszam na spotkanie z Ewą Grabowską –Lis i Danielem Lisem, wirtuozami akordeonu, którzy tworzą Amalgalis Duo i wystąpili 16 października 2026 roku podczas koncertu w Filharmonii Podkarpackiej. Muzyka kameralna oraz współczesna twórczość akordeonowa wyznaczają główny nurt ich działalności, ale występują także jako soliści. W swojej działalności konsekwentnie łączą pracę artystyczną, pedagogiczną i organizacyjną.
Nasza rozmowa została zarejestrowana 15 października 2026 roku po próbie.
Amalgalis Duo – intrygująca nazwa i dlatego na samym początku wyjaśnijmy, co ona oznacza.
Daniel Lis: Jak rozpoczynaliśmy współpracę to dosyć długo zastanawialiśmy się nad nazwą. Przede wszystkim chodziło nam o to, żeby nie kojarzyła się z innym zespołem, może też, żeby w nazwie nie było nic, co kojarzy się z akordeonem. Lis – to nasze nazwisko, a część pierwsza to od włoskiego amalgamare (mieszać, łączyć) to połączenie naszych dwóch osobowości w spójną całość.
Zanim te osobowości połączyły się w 2011 roku i powstało Amalgalis Duo, każdy z Was kształcił się, a później rozpoczął działalność artystyczną jako solista. Dla melomanów w Rzeszowie, ten pierwszy okres działalności jest szczególnie interesujący, ponieważ wywodzi się Pan z Rzeszowa. Kto i kiedy zadecydował, że będzie Pan grał na akordeonie.
D. L.: Nasze drogi są bardzo różne, bo spotkaliśmy się dopiero w Katowicach. Ja pochodzę z Rzeszowa, a żona z Kętrzyna. Chcę mocno podkreślić, że nikt mnie nie namawiał do wyboru instrumentu. To ja zdecydowałem o tym i poprosiłem rodziców, żeby zapisali mnie do szkoły muzycznej. Pamiętam tylko, że jak rozpocząłem naukę w pierwszej klasie w Szkole Podstawowy nr 16 w Rzeszowie, koleżanka grała na akordeonie i bardzo mi się ten instrument spodobał. Rodzice nalegali, żeby mój brat także chodził ze mną do szkoły muzycznej. Brat dał się w końcu przekonać, ale tylko ja w końcu ukończyłem szkołę muzyczną I stopnia, a później Liceum Muzyczne w Rzeszowie i za namową mojego znakomitego nauczyciela Jerzego Kołodzieja znalazłem się w Akademii Muzycznej w Katowicach.
Ciekawa jestem czy Panią ktoś zachęcał do nauki gry na akordeonie.
Ewa Grabowska – Lis: Moja droga była podobna. Nie była to na pewno decyzja rodziców, wręcz przeciwnie. Będąc małą dziewczynką obserwowałam jak mój ojciec chrzestny grał, amatorsko wprawdzie, w zespole ludowym w kapeli. Był dyrektorem szkoły podstawowej i mieszkał w tej szkole w mieszkaniu służbowym. To były jeszcze takie szczęśliwe czasy, kiedy w szkołach podstawowych były instrumenty muzyczne. Pamiętam, że w tej szkole było pianino i niewielkie akordeoniki. Jak odwiedzałam go z rodzicami, to mogłam te instrumenty oglądać, ą nawet je dotykać i próbowałam swoich sił.
Z nikim niczego nie ustalając, za namową koleżanki, która wybierała się na egzaminy do szkoły muzycznej i spytała : może ty byś też poszła, bo mój brat skończył naukę w tej szkole i teraz wybiera się do szkoły muzycznej II stopnia. Odpowiedziałam, że oczywiście z nią pójdę. Bez żadnych informacji, bez zapytania rodziców, bez dokumentów, poszłam „z ulicy:” na ten egzamin. Komisja była zdziwiona, ale przesłuchali mnie i zgodzili się, żebym rozpoczęła naukę w ognisku muzycznym.
Rodzice nie byli zachwyceni, bo uważali, że dla takiej wątłej dziewczynki akordeon jest za ciężki, ale ostatecznie się zgodzili. Było trochę kłopotów z kontynuowaniem nauki w szkole muzycznej II stopnia, bo nie było takiej szkoły w niewielkim Kętrzynie. Trzeba było wyjechać do liceum i do szkoły muzycznej II stopnia .
Rodzice myśląc, że mi się to nie uda powiedzieli: „Jak się do tej szkoły dostaniesz, to będziesz mogła się w niej uczyć”.
Na szczęście udało mi się dostać do szkoły muzycznej II stopnia i wyjechałam, aby kontynuować naukę. Za namową profesora Michała Jaroszewskiego znalazłam się w Akademii Muzycznej w Katowicach. Nie żałuję, że takie decyzje podejmowałam i jestem muzykiem.
Kończąc szkołę muzyczną II stopnia i decydując się na studia, czyli wybierając zawód muzyka – akordeonisty Państwo wiedzieli, że akordeon sporo waży , że ma ogromne możliwości, ale jest to instrument bardzo trudny i wymagający od grającego nie tylko talentu, ale także wytrwałości i pracowitości.
E. G. L.: Dziękujemy za słowa, że jest to trudny instrument. Zwykle spodziewamy się, że kojarzy się z łatwością gry, muzyką popularną, ludową, rozrywkową.
W późniejszych latach XX wieku akordeon przeszedł dużą ewolucję jeżeli chodzi o jego konstrukcję i te możliwości brzmieniowe dzisiejszych instrumentów pozwalają na wykonanie wszystkiego. Robimy transkrypcje muzyki orkiestrowej na przykład na duet akordeonowy i to bardzo dobrze brzmi.
To jest naprawdę trudny instrument. Obserwującemu wydaje się, że bardzo łatwo się gra na akordeonie. Synchronizacja i asynchroniczność obydwu rąk są bardzo skomplikowanie, ale dla chcącego nic trudnego.
D. L. : Wracając do początku pani pytania, myślę, ze na szczęście z wielu rzeczy nie zdawaliśmy sobie sprawy kończąc szkołę muzyczną II stopnia, z czym się to wiąże. Nie zdarzyło się nic takiego, co by każdego z nas zahamowało przed decyzją o dalszym rozwoju Tu nie chodzi tylko o akordeon, bo każdy instrument ma swoje trudności, ale o zawód muzyka.
Zawód artysty nie wiąże się z żadnym rodzajem stabilizacji, pewności… W czasach kiedy kończyliśmy szkołę muzyczną II stopnia, czy nawet studia, akordeon był jednak tym „dziwnym instrumentem”.
W Rzeszowie gramy z towarzyszeniem orkiestry i nikt się temu nie dziwi, że akordeon gra z orkiestrą. W tamtych czasach byłoby to zaskakujące. Wiele razy doświadczaliśmy tego, można powiedzieć, że po każdym koncercie, grając solo, czy z zespołem, ktoś podchodził o mówił: „Nie wiedziałem, że akordeon może tak brzmieć”.
Dzisiaj ktoś przychodzi, gratuluje i mówi: „Bardzo mi się podobało. Byłem już kiedyś na podobnym koncercie”. Już akordeon jest na scenach muzyki: klasycznej, barokowej, współczesnej i jest w podświadomości ludzi.
Z tego co pamiętam, najtrudniejszy okres dla tego instrumentu był wówczas, kiedy usiłowano upodobnić akordeon do organów.
E. G. L.: Może to się początkowo wydawało dziwne, niepotrzebne i karykaturalne, bo wiadomo, że w obecnej postaci akordeon ma bardzo dużo możliwości. Trzydzieści czy czterdzieści lat temu mało było koncertowych instrumentów, które mają manuał melodyczny w lewej ręce i można prowadzić tę niezależną linię melodyczną tak jak w organach.
Teraz to nie jest żadna ujma. Dzisiaj się nikt temu nie dziwi, że gramy rzeczy organowe, bo my ich nie zniekształcamy.
Początkowo może, jak sięgamy do nagrań kompozycji, szczególnie organowych Bacha, na akordeonach budowanych kilkadziesiąt lat temu to nie brzmiało dobrze. Dzisiaj mając nowoczesne akordeony nie ma takich przeszkód.
D. L.: Wiele razy graliśmy koncerty na festiwalach muzyki organowej i kameralnej. Nie raz ktoś z organistów, po wykonaniu przez nas kompozycji organowych Bacha czy Vivaldiego, podchodził i mówił : „Możecie zrobić takie rzeczy, które ja chciałbym zrobić, a nie mogę tego zrobić na organach”.
My zawsze mówimy, że gdyby Bach miał do dyspozycji akordeon, z pewnością byłby zachwycony, bo jest to instrument typowo do muzyki polifonicznej, potrafi grać bardzo głośno, bardzo cicho , modulować dźwięk w trakcie grania i jest przenośny. Bach nie mógł zabrać organów do każdej sali, uwielbiał klawikord, ale już na koncert się nie nadawał, trzeba było wziąć klawesyn, który nie miał takich możliwości, a akordeon łączy tutaj specyfikę instrumentu dętego, smyczkowego…
Pamiętam, że pięćdziesiąt lub czterdzieści lat temu w szkołach muzycznych w naszym regionie uczono prawie wyłącznie na akordeonach klawiszowych, które później zostały zastąpione guzikowymi.
D. L.: Nie na całym świecie. Klawiszowe instrumenty są również używane.
E. G, L.: Niedaleko stąd, bo na Litwie większość akordeonistów gra na instrumentach klawiszowych. Kiedyś mówiono, że na klawiszach nie można wszystkiego zagrać, a to nieprawda. W pierwszych latach uczyłam się grać na akordeonie klawiszowym i dopiero trzy ostatnie lata szkoły muzycznej II stopnia grałam już na akordeonie guzikowym, ale ja mam niewielką rękę i dla mnie faktycznie guziki są lepsze.
Koncert z Waszym udziałem rozpocznie się utworem, który został dla Was skomponowany.
E. G. L.: To Concertino na dwa akordeony i orkiestrę smyczkową znakomitego , młodego, bardzo już znanego i utytułowanego kompozytora Wojciecha Chałupki. Utwór jest bardzo ciekawy, energetyczny i ekspresyjny, a zestawienie współbrzmień akordeonów i orkiestry jest wprost fascynujące.
Natomiast drugą część koncertu rozpocznie Tango Suite (trzy tanga) Astora Piazzolli w oryginale skomponowane na dwie gitary. Całość tworzy formę koncertową , w której środkowe tango jest spokojniejsze. Zaprzyjaźniony z nami Leszek Kołodziejski, także akordeonista, aranżer, solista i kameralista dopisał dla nas partię orkiestry i przekonają się Państwo, że efekt jest znakomity. Leszek ma ogromną wyobraźnię i umiejętność bardzo dobrego rozplanowania formy. Jak już powiedziałam Piazzolla skomponował te tanga na dwie gitary, a wyobraźnia Leszka poszerzyła ten utwór o partie orkiestry. Bardzo się mu to opracowanie udało.
Wiem, że bardzo często Państwo prowadzą swoje koncerty. Może to jest dodatkowe obciążenie, ale łatwiej chyba mówiąc nawiązać kontakt z publicznością.
D. L.: Dla nas to chyba najtrudniejsza rzecz, że nie będziemy się mogli odezwać.
E. G. L.: Jesteśmy przyzwyczajeni, że 90% koncertów sami zapowiadamy. Ma pani rację, że w tym przypadku nasza koncentracja musi być podzielona na: wprowadzenie słuchacza w świat muzyki, którą będziemy prezentować i na skupienie się na wykonywanych utworach. Powiem szczerze, że to nam się bardzo sprawdza i publiczności się to podoba. Oni się czują tak jakbyśmy się już dawno znali. Nie ma takiego dystansu jak podczas koncertu gdy tylko wykonujemy utwory.
D. L. : Jak w naszych koncertach wprowadziliśmy ten element na stałe, to początkowo część muzyków nie była do tego przekonana. Komentowano nawet, że podczas poważnego koncertu powinien być prelegent, a artysta zajmuje graniem. Z koncertów zapowiadanych przez wykonawców robi się audycja dla dzieci. Dzisiaj, w większości koncertów kameralnych jest to przyjęte i oczekiwane. Publiczność chętnie słucha naszych zapowiedzi
Repertuar Waszego duetu ewoluuje w różnych kierunkach.
E. G. L.: Tak, ale cały czas jesteśmy w obrębie muzyki klasycznej. W różnych kierunkach, ale w takim znaczeniu, że gramy dużo muzyki dawnej, barokowej i romantycznej, muzyki XX wieku oraz najnowszej XXI wieku. Gramy kompozycje skomponowane na akordeon, ale także takie, które chcemy zagrać i zajmujemy się transkrypcją. Są to utwory na duet akordeonowy. Dużo ich dla naszego duetu powstało.
D. L.: Rolą artystów, jak jest taka możliwość, jest poszerzanie literatury, inspirowanie kompozytorów. Szczególnie w przypadku akordeonu, bo jest to ciągle młody instrument (liczący od powstania zaledwie 200 lat), a patrząc na utwory, które w oryginale powstały na akordeon mija zaledwie 100 lat. To jest bardzo krótki czas. Jesteśmy na etapie rozwoju kompozycji z myślą o akordeonie i naszą rolą jest też inspirowanie, żeby się tym instrumentem interesowali i pisali nowe utwory.
Mieszkamy na południowym wschodzie Polski i na tym terenie wiele osób przekonanych jest, że akordeon najpopularniejszy jest na terenie: Białorusi, Ukrainy, Rosji… Państwo koncertowali w wielu krajach Europy i na świecie. Jak jest naprawdę?
E. G. L.: W zachodniej Europie – od Niemiec poczynając akordeon jest bardzo popularny. Niemcy, Austria Szwajcaria, Francja, Włochy. Niemcy i Włochy są kolebką fabryk akordeonowych. W zachodniej Europie bardzo dużo ludzi gra w ruchu amatorskim, a w mniejszym stopniu jest rozwinięte szkolnictwo artystyczne profesjonalne. Nie ma porównania do szkolnictwa w Polsce jeśli chodzi o możliwość uczenia się w szkole I stopnia, czy II stopnia i studiów. W krajach zachodniej Europy szkół muzycznych z klasą akordeonu jest niewiele, ale jest za to bardzo dużo ośrodków gdzie można się uczyć grać, gdzie można przychodzić, spotykać się i grać w zespołach, w orkiestrach. Akordeon jest bardzo popularny.
D. L. : Do tego co żona powiedziała mogę dodać, że instrument jest w innym stopniu popularny, nas innym poziomie. W całym blok wschodnim, czyli na terenie dawnego Związku Radzieckiego, ten instrument był wrzucony do specjalnej szufladki. Zresztą tam na uczelniach do dzisiaj akordeon jest w Katedrze Instrumentów Ludowych. Wiadomo, że tam także wzbogacała się literatura na akordeon, ale to była rola konkretnych osób, które potrafiły zainteresować tych najwybitniejszych kompozytorów ich czasów.
Zawsze patrzyliśmy na Francję, że to kolebka akordeonu i jest tam bardzo dużo akordeonistów, ale każdy oczekuje, że to będą walczyki, poleczki, styl musette. Dzisiaj możemy śmiało powiedzieć, że sytuacja, którą mamy w Polsce, jest do pozazdroszczenia przez zachodnie kraje Europy. U nas akordeon wszedł na scenę jako pełnoprawny instrument, a w krajach zachodnich uważany jest za instrument innej kategorii.
W zachodnich uczelniach muzycznych klasa akordeonu ogranicza się do tego, że jest jeden profesor i studenci. W polskich uczelniach jest zazwyczaj kilka osób.
E.G. L.: U nas akordeon rozwija się na różnych polach: w muzyce solowej, kameralnej, zespołowej, orkiestrowej. Dzieje się tak zarówno w muzyce klasycznej, jazzowej, rozrywkowej, ludowej.
Rozmawiamy w czwartek po próbie, jutro przed południem jeszcze jedna próba i koncert.
E. G. L. : Utwory, które gramy dla każdej orkiestry są pewnego rodzaju wyzwaniem, bo nie są znane. Concertino na dwa akordeony i orkiestrę smyczkową Wojciecha Chałupki był przez nas prawykonany w 2025 roku. Graliśmy go z Filharmonią Częstochowską i było to do tej pory jedyne wykonanie. Jeśli chodzi o kompozycje Astora Piazzolli w aranżacji Leszka Kołodziejskiego, to także wykonaliśmy je w pałacu w Rybnej w trakcie festiwalu z Orkiestrą Radomską. Żadna z tych orkiestr, tak samo jak Orkiestra Filharmonii Podkarpackiej nie znała tego utworu.
To co wczoraj dla orkiestry było niepewne, to dzisiaj z nami się już wyjaśniło.
Publiczność usłyszy dwa rzeszowskie prawykonania. Amalgalis Duo także wystąpi w Filharmonii Podkarpackiej po raz pierwszy, bo Pan pewnie już kiedyś grał z naszą orkiestrą jako solista.
D. L.: Z sentymentem wspominałem na początku próby, że mój pierwszy występ z orkiestrą był na deskach tej Filharmonii podczas koncertu dyplomantów, co kiedyś było fantastyczną tradycją. Dla takich młodych ludzi występ z profesjonalną orkiestrą symfoniczną był wielkim przeżyciem.
Minęło już 30 lat od mojego pierwszego występu, bo było to w 1995 roku, chociaż mówiłem żartem do żony, że mój pierwszy występ w tej Filharmonii był w roli Halabardnika w jasełkach.
E. G. L. : Cieszymy się na jutrzejszy koncert, tym bardziej, że bardzo dużo biletów zostało sprzedanych, co świadczy o zainteresowaniu. To jest dla nas bardzo ważne, bo zrobili to nie znając utworów, które wykonamy. Myślę, że będą zadowoleni, a może nawet trochę zaskoczeni, dlatego, że dużo jest w nich elementów niespodziewanych, które polegają na różnych efektach, ale też dużo dobrze brzmiących.
Zaskoczeniem będzie także fakt, że zamiast pana Jerzego Swobody na podium dyrygenckim stanie jego wychowanka Klaudia Mazur, która nie tak dawno, bo w 2022 roku dyrygowała naszą orkiestrą rozpoczynając pracę z zawodowymi orkiestrami.
E, G. L.: Pan profesor Swoboda nie mógł przyjechać do Rzeszowa ze względów zdrowotnych, ale polecił osobę, którą zna i może jej zaufać. Pani Klaudia radzi sobie znakomicie i godnie zastąpi swego mistrza.
Dzisiaj rozmawialiśmy głównie o akordeonie, ale mam nadzieję, że niedługo będzie okazja do kolejnego spotkania w Rzeszowie i wtedy skupimy się na Państwa działalności artystycznej i dydaktycznej.
D. L. : Chętnie przyjedziemy do Rzeszowa z koncertem kameralnym, bo to główna nasza forma działalności.
Bardzo dziękuję za rozmowę
Szanowni Państwo.
Ponieważ z panią prof. dr hab. Ewą Grabowską – Lis i dr hab., prof. AM z Katowicach, rozmawiałam przed koncertem, pragnę dodać w kilku zdaniach o piątkowych więczorze.
Dzień przed rozpoczęciem prób okazało się, że ze względu na stan zdrowia, nie może przyjechać dyrygent, maestro Jerzy Swoboda. Na szczęście zaproponował w zastępstwie swoją wychowankę Klaudię Mazur, która podjęła się tego zadania, pomimo, że nigdy wcześniej nie dyrygowała tymi utworami.
Po raz pierwszy zabrzmiało w Filharmonii Podkarpackiej Concertino na dwa akordeony i orkiestrę smyczkową Wojciecha Chałupki, kompozytora i saksofonisty młodego pokolenia. Tworząc dla wyśmienitych wirtuozów akordeonu Chałupka mógł bez ograniczeń korzystać z ogromnych możliwości brzmieniowych i technicznych akordeonu. Umiejętne współpracowała z Amalgalis Duo orkiestra smyczkowa pod batutą Klaudii Mazur.
Najważniejsze, że wykonanie zostało bardzo dobrze przyjęte przez publiczność.
Orkiestra i dyrygentka zachwycili także pełnymi różnorodnych barw instrumentalnych, repetycji rytmicznych naśladujących kastaniety czy uderzenia gitarowe, Suitami z baletu El sombrero de tres picos (Trójgraniasty kapelusz) Manuella de Falli.
Przepięknie zabrzmiała wspomniana w wywiadzie Tango Suita Astora Piazzolli w znakomitej aranżacji Leszka Kołodziejskiego.
Wieczór zakończył poemat choreograficzny La Valse Maurice’a Ravela, określony przez kompozytora jako „rodzaj apoteozy wiedeńskiego walca”.
Orkiestra i dyrygentka wykorzystali w pełni możliwości wirtuozowskiego popisu – od pierwszych taktów tremola w najniższych rejestrach instrumentów smyczkowych z którego wyłania się powoli monumentalny wirujący taniec.
Publiczność potrafiła ocenić i docenić walory każdego z wykonywanych utworów. Długie i gorące brawa publiczności były najlepszym tego dowodem.
Zofia Stopińska