Zofia Stopińska

Zofia Stopińska

email Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej w ramach I DNI MUZYKI ORGANOWEJ SANOK 2020

           W dniach 16 -18 października 2020 r. w Sanoku odbędzie się Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej w ramach I DNI MUZYKI ORGANOWEJ SANOK 2020, którego pomysłodawcą jest Łukasz Kot – prezes Stowarzyszenia Pro Artis. Celem Festiwalu jest popularyzacja muzyki organowej i kameralnej na terenie województwa podkarpackiego oraz przybliżenie twórczości dawnych i współczesnych kompozytorów.
           W ramach tego wydarzenia, od piątku do niedzieli, wystąpią wybitni artyści z różnych stron Polski: dr hab. Piotr Rojek, prof. AMKL we Wrocławiu - Dyrektor Artystyczny Festiwalu (organy, Wrocław), prof. dr Łukasz Długosz (flet, Gdańsk), dr hab. Agata Kielar-Długosz (flet, Gdańsk), prof. zw. dr hab. Roman Perucki (organy, Gdańsk), dr hab. Henryk Jan Botor (organy, Tychy-Kraków).
           Koncerty są bezpłatne i odbędą się w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Sanoku.
Dodatkowo, w sobotę w Państwowej Szkole Muzycznej I i II st. im. Wandy Kossakowej w Sanoku odbędzie się Mistrzowski Kurs Improwizacji dla uczniów podkarpackich szkół muzycznych II st.

Poniżej przedstawiamy szczegółowy program Festiwalu.
Organizatorzy proszą o przestrzeganie norm sanitarnych podczas wydarzeń Festiwalowych.
Serdecznie zapraszamy wszystkich do udziału!

P r o g r a m

16 października 2020 r. , godz. 19:00, Kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa
– dr hab. PIOTR ROJEK, prof. AMKL we Wrocławiu Polska-Wrocław (organy)

17 października 2020 r., godz. 10:00, Państwowa Szkoła Muzyczna I i II st. w Sanoku
Mistrzowski Kurs Improwizacji dla uczniów podkarpackich szkół muzycznych II st.
– dr hab. PIOTR ROJEK, prof. AMKL we Wrocławiu Polska-Wrocław (organy)

godz. 19:00, Kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa
– prof. zw. dr hab. ROMAN PERUCKI, Polska-Gdańsk (organy)
– dr hab. AGATA DŁUGOSZ, Polska-Gdańsk (flet)
– prof. dr ŁUKASZ DŁUGOSZ, Polska-Gdańsk (flet)

18 października 2020 r. , godz. 18:00, Kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa
– dr hab. HENRYK BOTOR, Polska-Tychy-Kraków (organy)

IV Rzeszowska Jesień Muzyczna - Recital wokalny i Trio stroikowe z fortepianem

10 października 2020 18:00 sala koncertowa Instytutu Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego, ul. Dąbrowskiego 83
Recital wokalny: Magdalena Molendowska (sopran), Julia Samojło (fortepian)

W programie: S. Moniuszko, W. Żeleński, R. Strauss, M. Weinberg, P. Szymański

Transmisja
14 października 2020 18:00
Kanał Youtube SPMK

11 października 2020 15:00 sala kameralna Filharmonii Podkarpackiej im. A. Malawskiego, ul. Szopena 30
Trio stroikowe z fortepianem: Maksymilian Lipień (obój), Piotr Lato (klarnet), Damian Lipień (fagot), Jacek Tosik-Warszawiak (fortepian)

Transmisja
15 października 2020 18:00
Kanał Youtube SPMK

Jubileuszowo z Maestro Kazimierzem Pustelakiem - cz. I

          Z wielką radością zapraszam Państwa do przeczytania wywiadu z Maestro Kazimierzem Pustelakiem, jednym z najwybitniejszych artystów powojennej polskiej sceny operowej, o którym Jarosław Iwaszkiewicz pisał, że: „Głos mu się leje jak wino z amfory”. Przez długie lata Kazimierz Pustelak zachwycał publiczność polskich i światowych scen operowych oraz filharmonicznych niezwykłym głosem o pięknej barwie, cudownej lekkości i doskonałości również w wysokim rejestrze, i znakomitej technice. Publiczność i krytycy muzyczni podziwiali Artystę także za elegancję, kulturę i wyczucie stylów.

           Maestro, rozmawiamy w roku Pana 90. urodzin - proszę przyjąć ode mnie i za moim pośrednictwem od mieszkańców Podkarpacia najlepsze życzenia – dużo zdrowia na długie lata, aby każdy dzień przynosił wiele radości i aby cieszył się Pan miłością najbliższych.
           - Bardzo dziękuję za tak piękne życzenia. Cieszę się, że płyną one z moich rodzinnych stron, bo urodziłem się Nowej Wsi niedaleko Rzeszowa.

           Mieszkańcy Podkarpacia szczycą się tym, że pochodzi Maestro z naszych stron, a młodsi – szczególnie ci, którzy marzą o karierze śpiewaka albo śpiewaczki, z pewnością chcieliby dowiedzieć się, czy pochodzi Maestro z rodziny o tradycjach muzycznych i kiedy rozpoczął Pan naukę śpiewu?
           - W mojej rodzinie nie było muzyków, ale ja bardzo lubiłem śpiewać. Przed wojną uczęszczałem do szkoły powszechnej i otrzymałem zadanie, aby coś zaśpiewać. Wtedy okazało się, że mam dobry głos. Kiedyś rodzice zapytali mnie, co bym chciał robić w swoim życiu, to powiedziałem, że chciałbym pracować w takim teatrze, w którym się nie mówi, tylko się śpiewa, chociaż nie wiedziałem, że taki teatr istnieje.
           Po wojnie rozpocząłem naukę w II Liceum Ogólnokształcącym w Rzeszowie i wkrótce zapisałem się do chóru, a prowadziła go pani Zofia Stachurska, która była także dyrektorem Szkoły Muzycznej w Rzeszowie. Bardzo polubiłem śpiewanie w chórze, bo występowaliśmy podczas różnych uroczystości i śpiewaliśmy nawet w teatrze. Kiedyś po próbie Pani Zofia Stachurska powiedziała: „Kaziu! Masz bardzo ładny głos i musisz uczyć się śpiewać!”.
           Rok przed maturą trafiłem do Szkoły Muzycznej, a tam uczyła śpiewu pani Maria Świeżawska. Była świetną nauczycielką i bardzo dużo się u niej nauczyłem.
Przypomnę jeszcze wydarzenie, które dotyczy pani rodzinnych stron, a świadczy najlepiej, że w mojej rodzinie też się śpiewało. W młodości śpiewałem nawet w Handzlówce, gdzie proboszczem był mój stryj ks. Ludwik Pustelak. Niedługo po okupacji przyjechaliśmy do Handzlówki z Zaczernia (gdzie urodzili się zarówno ks. Ludwik, ks. Józef i ich młodszy brat oraz siostra), z przedstawieniem „Chata za wsią”. Byłem wtedy młodym chłopakiem ze wsi i miałem małą rólkę do śpiewania, a dziewczynę, która mnie uwodziła, grała moja ciotka – siostra ks. Ludwika (śmiech).
Nasze przedstawienie bardzo się Handzlowianom spodobało. Mogło to być w 1947 roku, a potem w pięknych lasach handzlowskich mieliśmy obóz harcerski. Miło wspominam te pobyty i tamte czasy.

           Marzył Pan o śpiewie, ale ukończył Pan studia na Wydziale Rolnym Uniwersytetu Jagiellońskiego i jako inżynier rolnik pracował Pan w Wojewódzkiej Radzie Narodowej w Rzeszowie.
           - Pochodziłem ze środowiska wiejskiego i postanowiłem wybrać bardziej praktyczny zawód. Dlatego zdałem egzamin na studia w Uniwersytecie Jagiellońskim na Wydziale Rolnym, ale o śpiewie nie zapomniałem i równocześnie uczyłem się śpiewu prywatnie u pana profesora Czesława Zaremby.
Był wspaniałym nauczycielem i po dwóch latach nauki byłem już ukierunkowanym śpiewakiem. Wiele pomógł mi także w doskonaleniu sztuki śpiewaczej pan Józef Gaczyński.
           Po ukończeniu studiów uniwersyteckich wróciłem jednak w rodzinne strony i tak jak pani powiedziała, pracowałem jako inżynier rolnik w Rzeszowie. Trwało to dwa lata, bo niespodziewanie otrzymałem telefon z Krakowa. Pojawiła się szansa, abym rozpoczął pracę w wymarzonym zawodzie.

           Debiutował Maestro w Krakowie, ale nie w operze, tylko w operetce i śpiewał Pan w „Krainie uśmiechu” u boku samej Iwony Borowickiej.
           - Owszem, rozpoczynałem w Krakowie, ale pojechałem tam na zaproszenie pana Jerzego Gerta, który kierował wówczas Orkiestrą i Chórem Polskiego Radia w Krakowie, a także był kierownikiem artystycznym Teatru Muzycznego w Krakowie. Po rozmowie miałem próbne nagranie i pamiętam, że śpiewałem wtedy arie z „Rigoletta” i „Strasznego dworu”. Mój krótki występ spodobał się i dyrektor Jerzy Gert zaproponował mi pracę.
           Powiedziałem szczerze, że bardziej interesuje mnie teatr operowy niż operetka. Aby mnie przekonać do operetki, dyrektor Gert dał mi zaproszenie na przedstawienie „Hrabiny Maricy”.
Operetki były wówczas wystawiane w budynku dawnej ujeżdżalni koni, którą dostosowano dla potrzeb teatru muzycznego – była scena, kanał dla orkiestry i duża sala na około tysiąc miejsc.
Poszedłem na ten spektakl i byłem zachwycony, bo przedstawienie było znakomite. Iwona Borowicka królowała, była po prostu fenomenalna. Była nie tylko znakomitą śpiewaczką, ale również tancerką i świetnie mówiła teksty. Mało jest aktorów teatrów dramatycznych, którzy by jej dorównali interpretacją słowa mówionego.
           Dyrektor Gert zapytał mnie po spektaklu o wrażenia. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że bardzo mi się podobało i jestem gotów podpisać umowę. Podpisałem umowę od razu na dwa etaty. Zostałem solistą w Teatrze Muzycznym i w Zespole Orkiestry i Chóru Polskiego Radia w Krakowie.
           Jak już pani powiedziała, debiutowałem operetką „Kraina uśmiechu” Franza Lehára. Moje wynagrodzenie było dosyć dobre, bo otrzymywałem około czterech tysięcy pensji zasadniczej i oprócz tego otrzymywałem wynagrodzenie za nagrania. Na etacie Polskiego Radia miałem normę 20 minut nagrania miesięcznie, a operetka trwała zazwyczaj ponad 2 godziny. Dodam, że wszystkie wystawiane operetki były nagrywane. To mi się opłacało.

           Został Pan w krainie operetki dość długo, pomimo, że marzył Pan o operze. Pamięta Maestro swój debiut operowy?
            - Przez dwa lata byłem solistą w Teatrze Muzycznym, ale cały czas myślałem o operze, jak większość młodych śpiewaków. Zresztą później trochę zmieniły się warunki pracy, bo zlikwidowane zostały etaty solistów w Polskim Radiu i ta współpraca wyglądała zupełnie inaczej.
W tym samym czasie, a był to 1957 rok, otrzymałem propozycję z Teatru Operowego. Spektakle operowe wystawiane były dwa razy w tygodniu w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.
            Tydzień przed premierą opery „Eugeniusz Oniegin” Piotra Czajkowskiego przyjechał na próbę pan z Ministerstwa Kultury, który był znawcą sztuki operowej i śpiewu. Od jego opinii zależało, czy dane przedstawienie ukaże się w przygotowywanej formie. Stwierdził, że brak jest Leńskiego, chociaż było co najmniej trzech wykonawców tej partii, ale żaden mu nie odpowiadał.
Wtedy ktoś stwierdził, że jest dobry, młody śpiewak w operetce i można go spotkać w porze obiadowej w Grandzie. Rzeczywiście tam zazwyczaj jadałem obiady. Zarabiałem nieźle i starałem się dobrze odżywiać, aby mieć energię do śpiewania.
            Podczas obiadu podeszło do mnie dwóch panów – pan Weber, dyrektor Krakowskiego Towarzystwa Operowego i pan z Ministerstwa Kultury. Przedstawili się, a później zapytali, czy w czasie dziesięciu dni nauczę się partii Leńskiego. Stwierdziłem, że mogę się nauczyć, ale nie zgodzi się na to mój dyrektor pan Gert.
Zapewnili mnie, że to już ich sprawa, aby dyrektor Gert się zgodził.

            Podjął się Pan bardzo trudnego zadania.
            - To prawda, musiałem szybko wziąć się do roboty, bo oprócz arii są tam trudne ansamble, duety, a do tego prawie od razu musiałem uczestniczyć w próbach scenicznych, szybko szyli mi kostiumy, ale podczas próby generalnej byłem już dobrze przygotowany. Wszystko poszło bardzo dobrze, premiera była nadzwyczaj udana, publiczność nagrodziła nas długimi brawami, ukazały się entuzjastyczne recenzje znakomitych znawców sztuki operowej. Mój występ bardzo się spodobał i pisano, że wreszcie mamy tenora lirycznego.
            To był początek mojej współpracy z Operą Krakowską. Mogłem się poświęcić pracy w operze, chociaż miałem jeszcze przez jakiś czas kontakt z operetką, bo miałem jeszcze zobowiązania jako wykonawca głównych partii.

            Był Pan już dobrze pod każdym względem przygotowany do śpiewania repertuaru operowego.
            - Ja też tak sądzę. Dla mnie ważną szkołą była praca w Polskim Radiu. Jak już wspomniałem, wszystkie spektakle były nagrywane, a później przesłuchiwaliśmy je. Na nagraniu słychać było wszelkie niedoskonałości, dlatego nauczyłem się dbałości o dokładność, nie tylko strony wokalnej, ale także muzycznej. Wiele zawdzięczam dyrektorowi Jerzemu Gertowi, bo dla młodego, „zielonego” śpiewaka była to znakomita szkoła, a oprócz tego szybko stałem się znanym śpiewakiem, ponieważ te operetki były retransmitowane w programach radiowych.
            U dyrektora Gerta poznałem także spory repertuar oratoryjny oraz dużo utworów polskich kompozytorów. Nagrywaliśmy także opery – na przykład utrwaliliśmy operę "Faust" księcia Antoniego Radziwiłła. Dzisiaj jest to nieznana opera, a szkoda, bo jest naprawdę piękna i trudna.
            Pamiętam nagranie Króla Davida Arthura Honeggera, to jest także bardzo trudne dzieło. Odbył się znakomity koncert w Filharmonii w znakomitej obsadzie śpiewaków, a wystąpiły m.in. takie gwiazdy, jak: Krystyna Szczepańska, Stefania Woytowicz. To było wyjątkowo piękne wydarzenie.W ten sposób rozpoczęła się na dobre działalność na polu muzyki oratoryjno-kantatowej.
            Pamiętam, jak podczas przygotowań potężnego dzieła „Weihnachtsoratorium” („Oratorium na Boże Narodzenie”) Johanna Sebastiana Bacha pod batutą Stanisława Wisłockiego, podeszły do mnie w przerwie panie Krystyna Szczepańska i Stefania Woytowicz, mówiąc: „Ty jesteś osesek, ale ponieważ masz bardzo ładny głos i jesteś wyjątkowo muzykalny, to proponujemy ci przejście na ty”. Bardzo mnie to ucieszyło.
            Potem prawie wszystkie filharmonie proponowały mi udział w koncertach oratoryjnych. Nie mogłem przyjąć wszystkich propozycji i wybierałem tylko niektóre, te naprawdę duże wydarzenia. Pamiętam, że śpiewałem w Filharmonii Narodowej podczas koncertu otwarcia gmachu Filharmonii po odbudowie i wykonywałem (jeśli dobrze pamiętam), „Pieśni kurpiowskie” Karola Szymanowskiego. Odnieśliśmy wspólnie z Chórem i Orkiestrą duży sukces.
Wykonywałem bardzo różnorodny repertuar.

            Występował Maestro często w koncertach oratoryjno-kantatowych, z recitalami pieśni, a repertuar operowy także był ogromny, bo ponad 70 partii.
            - Miałem także nie mniej partii muzyki oratoryjnej. Wspomniała Pani o recitalach, z którymi często występowałem, a przeważały w nich pieśni – szczególnie pieśni Stanisława Moniuszki, które są przepiękne. Jak wykonywałem pieśni Stanisława Moniuszki za naszą zachodnią granicą, to często zachwyceni melomani i krytycy nie mogli uwierzyć, że tej muzyki nie skomponował romantyczny kompozytor niemiecki.

            Wiem, że przez pewien czas przebywał Pan na stypendium we Włoszech.
            - Owszem, trafiłem tam w drodze konkursu, który odbywał się w Warszawie przy ulicy Nowogrodzkiej. Oceniało nas bardzo duże jury złożone z profesorów ze wszystkich uczelni i wszyscy popierali swoich uczniów. Byłem jedynym uczestnikiem, który nie miał swojego pedagoga w jury, ale wygrałem ten konkurs.
            W tym czasie dyrektorem Opery Warszawskiej był Jerzy Semkow, który tworzył zespół śpiewaków. Okazało się, że interesował się mną już wcześniej, a po wygraniu tego konkursu, zaproponował mi, że po powrocie ze stypendium zaangażuje mnie w Warszawie.
Musiałem nawet podpisać odpowiedni „cyrograf” w Ministerstwie Kultury w obecności dyrektora Jerzego Semkowa i dyrektora Departamentu Muzyki.

            Ciekawa jestem, jak długo trwał Pana pobyt w centrum doskonalenia śpiewaków operowych La Scali.
            - Na stypendium byłem około 9 miesięcy i muszę powiedzieć, że nauczyłem się tam bardzo dużo. Miałem zajęcia ze znakomitymi pedagogami. Studiowałem m.in. pod kierunkiem maestro Frigerio, jednego z największych włoskich znawców sceny i wokalistyki, a korepetytorem był bardzo życzliwy starszy pan, który przez wiele lat pracował z Arturo Toscaninim.
            Wszyscy zgodnie stwierdzili, że jestem już uformowanym śpiewakiem, gotowym do śpiewania na scenie i dlatego przygotowywałem partie operowe w całości (oczywiście na pamięć). Nauczyłem się w sumie partii tenorowych sześciu włoskich oper: „Cyrulika sewilskiego” Rossiniego, „Don Pasquale”, „Napój miłosny” i „Łucję w Lammeromooru” Donizettiego, „Rigoletto” i „Traviatę” Verdiego. Miałem próby sceniczne z reżyserami. Na jedną z nich przyszedł ówczesny kierownik artystyczny La Scali i po zakończeniu próby wszyscy zgodnie orzekli, że wcale nie śpiewam gorzej niż Gianni Raimondi, który był wtedy gwiazdą nr 1 w La Scali.
            Pod koniec mojego pobytu w Mediolanie otrzymałem kilka bardzo interesujących propozycji udziału w spektaklach operowych ze znanymi śpiewakami, nie tylko we Włoszech. Były już nawet plany związane z otwarciem nowego gmachu operowego w Sydney. Jednak ja chciałem wracać do Polski, bo w czasie mojego pobytu we Włoszech żona urodziła naszą córkę i bardzo chciałem być z rodziną w domu. Ponadto przecież podpisałem zobowiązanie, że po zakończeniu stypendium powrócę i będę śpiewał w Polsce.

            Po powrocie do kraju pożegnał się Pan z Krakowem i przeniósł się Pan do Warszawy.
            - Zaraz po powrocie z Mediolanu poszedłem od razu na Nowogrodzką do Opery Warszawskiej, aby spotkać się z dyrektorem Jerzym Semkowem. W sekretariacie dowiedziałem się, że pan Jerzy Semkow już nie jest dyrektorem, bo został zwolniony, a jego obowiązki pełni dyrektor z Opery Łódzkiej, który z kolei powiedział mi, że jest tylko na krótkim zastępstwie i obsada nowego sezonu zostanie zaplanowana dopiero po powołaniu nowego dyrektora.
            Szczerze mówiąc, ucieszyłem się, że nie będę się musiał przenosić z Krakowa do Warszawy, ale tak się nie stało. Na dyrektora w Warszawie został powołany Bohdan Wodiczko, który wkrótce zatelefonował do mnie i poprosił o szybki przyjazd na rozmowę, bo już planował zespół na otwarcie Teatru Wielkiego.
            Pojechałem na umówioną rozmowę i dyrektor Wodiczko zaproponował mi etat solisty i od razu mieszkanie tuż obok Teatru, w którym mieszkam do dziś. Warunki finansowe nie były w pełni satysfakcjonujące, ale i tak były to najwyższe stawki, jakie mogłem dostać. Dopiero po pewnym czasie wszystko zmieniło się na lepsze.
W ten sposób od sezonu 1961/1962 zostałem solistą Opery Warszawskiej i jeszcze dwa lata pracowaliśmy w budynku przy ulicy Nowogrodzkiej.

            Jaki repertuar preferował dyrektor Bohdan Wodiczko?
            - Będąc solistą, śpiewałem właściwie cały repertuar na mój głos. Dyrektor Bohdan Wodiczko wystawiał dużo nowych oper. Z polskiego repertuaru były to opery „Król Roger” Karola Szymanowskiego oraz „Straszny dwór” Stanisława Moniuszki, ale wystawiane były także tak wybitne dzieła, jak: "Persefona" i "Król Edyp" Igora Strawińskiego, „Don Carlos” Giuseppe Verdiego, „Kawaler srebrnej róży” Richarda Straussa czy „Zamek Sinobrodego” Beli Bartoka.

            Panie Profesorze, jeszcze przed wyjazdem na stypendium do Mediolanu uczestniczył Pan w Międzynarodowym Konkursie Wokalnym w Moskwie, zdobywając II nagrodę, a cztery lata później zdobył Pan I nagrodę w Międzynarodowym Konkursie Wokalnym w Tuluzie. To były ważne wydarzenia w Pana karierze.
            - Na ten konkurs pojechałem w 1957 roku z Krakowa. Po tym konkursie miałem dużo ciekawych propozycji, mogłem podpisać umowę i od razu tam zostać, ale wtedy miałem już na widoku stypendium w La Scali i nawet byłem już zakwalifikowany. Podobnie było po konkursie w Tuluzie w 1961 roku, kiedy byłem już zaangażowany do Opery Warszawskiej. Nie mogłem przyjąć żadnej oferty, ale to wszystko było ważne i miłe.

Szanowni Państwo!
Maestro Kazimierz Pustelak poświęcił mi dużo czasu, stąd wywiad jest bardzo obszerny i postanowiłam podzielić go na dwie części. W najbliższą sobotę (10 października 2020 roku) zapraszam do lektury II części wywiadu, która jest równie, a może nawet bardziej fascynująca jak część I.

Zofia Stopińska

59. Muzyczny Festiwal w Łańcucie - Małgorzata Walewska i Lech Napierała

KONCERT – emisja 11 października 2020r.
MAŁGORZATA WALEWSKA – mezzosopran
LECH NAPIERAŁA – fortepian

W programie:
F. Chopin - Piosnka litewska
M. Karłowicz - Z nową wiosną
F. Schubert - Serenada
G. Martini –Plaisir d'amour
C. Saint-Saens - Printemps qui commence – aria Dalily z oper „Samson i Dalila”
A. Ponchelli -Voce di donna – aria la Cieca z opery „La Gioconda”
G. Verdi - O dischiuso il firmamento – aria Feneny z opery „ Nabucco”
R. Hahn - A Chloris; słowa Théophile de Viau
R. Hahn - L’énamourée; słowa Théodore de Banville
R. Hahn - L’heure exquise; słowa Paul Verlaine

Mezzosopran dramatyczny, Małgorzata Walewska, ukończyła Akademię Muzyczną im. Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie profesor Haliny Słonickiej. Jest laureatką oraz finalistką wielu międzynarodowych konkursów m.in.: Alfredo Krausa w Las Palmas, Luciano Pavarottiego w Filadelfii, Stanisława Moniuszki w Warszawie i Belvedere w Wiedniu.
Po ukończeniu studiów występowała w Theater Bremen, a następnie została zaangażowana przez wiedeńską Staatsoper, gdzie po raz pierwszy pracowała z artystami takimi jak Luciano Pavarotti czy Placido Domingo. Kolejne lata przyniosły angaże w Semperoper w Dreźnie (1999) oraz w Deutsche Oper w Berlinie. W 2005 roku Małgorzata Walewska zadebiutowała w Metropolitan Opera w Nowym Jorku jako Dalila w Samsonie i Dalili. Oprócz Dalili Małgorzata Walewska zaśpiewała w Metropolitan Opera partie Santuzzy i Amneris. Kolejne ważne debiuty na międzynarodowych scenach to rola Azuceny w Operze Królewskiej Covent Garden w Londynie (2009), Mamki w Kobiecie bez cienia w Palacio de Bellas Artes w Meksyku (2012) i Dalili
w Grand Théâtre w Genewie (2012), gdzie orkiestrę prowadził Maestro Michel Plasson. W 2015 roku dodała do swojego repertuaru rolę Kundry w Parsifalu, zaśpiewała także partię Hrabiny
w Damie pikowej w Opéra national du Rhin w Strasburgu.

W latach 2016-2019 artystka zadebiutowała w roli Wdowy w premierowej produkcji Goplany W. Żeleńskiego w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej, wystąpiła także jako Pani Quickly
w Falstaffie i Ciotunia w Peterze Grimesie w Operze w Kolonii oraz jako The Old Lady
w Kandydzie w Operze Krakowskiej. Do swojej dyskografii w sezonie 2018/2019 artystka dodała nagrania Missa pro pace W. Kilara z Orkiestrą Filharmonii Podlaskiej oraz partii Jokebed w operze A. Rubinsteina Mojżesz z Polską Orkiestrą Sinfonia Iuventus.

Artystka śpiewa także repertuar oratoryjny i liczne recitale z akompaniamentem fortepianu lub harfy. W programie ma wiele pieśni kompozytorów polskich i zagranicznych takich jak:
G. Fauré, F. Schubert, S. Moniuszko, K. Szymanowski, F. Chopin czy P. I. Czajkowski oraz cykle Les nuits d'été H. Berlioza czy Wesendonck Lieder R. Wagnera. Od 2013 roku
z towarzyszeniem harfistki Małgorzaty Zalewskiej wykonuje pieśni francuskie m. in. R. Hahna.

Małgorzata Walewska nagrała wiele albumów: od utworów goszczących na stałe w jej repertuarze (Voce di donna), po kolędy (Christmas Time), crossoverowe aranżacje (Walewska
i przyjaciele, Mezzo) czy arie G. F. Händla, pieśni religijne i utwory organowe (Farny).

W 2015 roku Małgorzata Walewska została mianowana Dyrektorem Artystycznym Międzynarodowego Festiwalu i Konkursu Sztuki Wokalnej im. Ady Sari. W 2016 roku Małgorzata Walewska otrzymała nadawany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego Złoty Medal Gloria Artis, podkreślający wybitny wkład artystki w rozwój kultury polskiej.

Lech Napierała jest absolwentem Uniwersytetu Muzycznego w Wiedniu w klasie akompaniamentu wokalistom (specjalność pieśń) Davida Lutza (dyplom z wyróżnieniem).
Występował w tak prestiżowych salach koncertowych jak: wiedeńskie Musikverein, Konzerthaus, Tokio Bunka Kaikan, Filharmonie Narodowe w Warszawie, Berlinie, Sofii, Lubljanie, Bukareszcie, NOSPR w Katowicach, Studio Koncertowym Polskiego Radia im. Lutosławskiego, Wiener Staatsoper, Teatrze Wielkim Operze Narodowej w Warszawie, Operze Narodowej w Lubljanie i wielu innych. Koncertował w Europie, Azji i USA.

Lech Napierała specjalizuje się w wykonawstwie pieśni, jest też cenionym kameralistą partnerując na scenie takim artystom jak Tomasz Konieczny, Olga Pasiecznik, Monika Bohinec, Aida Garifullina, Cigdem Soyarslan, Dorottya Lang, Paul Schweinester, Krzysztof Chorzelski, Gerard Wyss i wielu innym.
Od października 2013 Lech Napierała jest wykładowcą Akademii Muzycznej w Krakowie, gdzie prowadzi klasę kameralistyki i akompaniamentu. Od roku 2018 jest też gościnnym wykładowcą Akademii Operowej, działającej przy Operze Narodowej Teatrze Wielkim w Warszawie, regularnie prowadząc tam kursy pieśni dla wokalistów i pianistów.

W jego dorobku fonograficznym znajdują się płyta nagrana z Aleksandrą Szczęsnowicz, z utworami na dwa fortepiany oraz album solowy, zawierający mazurki Chopina, Szymanowskiego i Maciejewskiego. Obie płyty zostały nagrane i wydane przez wydawnictwo DUX. W maju 2014, nakładem brytyjskiej wytwórni fonograficznej Signum, ukazała się kolejna płyta z jego udziałem, zatytułowana Dreamscape. Album zawiera utwory kameralne i pieśni Roxanny i Andrzeja Panufnik i został nagrany z okazji 100-nej rocznicy urodziny Andrzeja Panufnika. W grudniu 2017 roku razem z Tomaszem Koniecznym dokonał rejestracji Podróży zimowej F. Schuberta, z polskimi tekstami Stanisława Barańczaka. Premiera płyty wydanej przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina miała miejsce w sierpniu 2018 roku podczas festiwalu Chopin i jego Europa.

Filharmonia Podkarpacka - INAUGURACJA SEZONU ARTYSTYCZNEGO 2020/ 2021

INAUGURACJA SEZONU ARTYSTYCZNEGO 2020/ 2021

9 X 2020 r. , piątek, godz. 19:00

ORKIESTRA SYMFONICZNA FILHARMONII PODKARPACKIEJ

MASSIMILIANO CALDI – dyrygent

KONSTANTY ANDRZEJ KULKA – skrzypce

W programie:

L. van Beethoven – Koncert skrzypcowy D - dur;
V Symfonia c- moll op. 67

Nowy sezon koncertowy otworzą dzieła geniusza muzyki – Ludwiga van Beethovena (1770 -1827) – kompozytora, którego 250. rocznica urodzin obchodzona jest w bieżącym roku. Najpierw zabrzmi Koncert skrzypcowy D - dur - jeden z najpiękniejszych utworów w repertuarze wiolinistycznym. Wirtuozowski rozmach, liryzm i pełne dostojeństwa tematy, wpisane są w symfoniczną strukturę tego znakomitego Koncertu skrzypcowego – jedynego w twórczości wielkiego klasyka. Ogromny ładunek emocji i głębokie orkiestrowe brzmienie przyniesie ze sobą V Symfonia c- moll. Początkowy motyw utworu - znany na całym świecie - to symbol zmagań człowieka z przeciwnościami losu. Ekscytujące zakończenie V Symfonii, w jasnej tonacji C-dur, to niejako triumfalny „hymn zwycięstwa”.

Drodzy Melomani,

W wyniku decyzji Ministra Zdrowia, od 3 października 2020 miasto Rzeszów znajduje się w strefie żółtej. W związku z powyższym obowiązują nowe obostrzenia, dotyczące również instytucji kultury. Podczas koncertu 9 października dostępnych będzie jedynie 25 % miejsc na Sali koncertowej. Osoby, które zakupiły bilet na Inaugurację, będą proszeni o zajęcie miejsca wskazanego przez obsługę Filharmonii, celem zachowania środków ostrożności i wytycznych sanepidu. Wejście do budynku Filharmonii Podkarpackiej jest równoznaczne z akceptacją „Regulaminu bezpieczeństwa publiczności podczas imprez organizowanych w okresie epidemii COVID - 19”, dostępnego na stronie internetowej Filharmonii Podkarpackiej, który będzie bezwzględnie przestrzegany przed i w trakcie każdego wydarzenia.

W trosce o Państwa bezpieczeństwo, prosimy o wypełnienie oświadczenia o stanie zdrowia, które należy zostawić przed wejściem na koncert.

/inf. Filharmonia Podkarpacka/

Fairy-Tale Stories - duo Accosphere

            XV Jubileuszowy Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej „Ars Musica” w Iwoniczu zainaugurowany został 27 września 2020 roku w Kościele Parafialnym w Iwoniczu-Zdroju rewelacyjnym występem duoAccosphere, które tworzą znakomici akordeoniści Alena Budziňáková (Słowacja) i Grzegorz Palus (Polska).
            Po koncercie stałam się szczęśliwą posiadaczką dwóch płyt, które chcę po kolei Państwu polecić.
Podczas krótkiej rozmowy o tych krążkach pan Grzegorz Palus powiedział: „Są to nasze pierwsze pandemiczne dzieci.”
            Poprosiłam o przybliżanie zawartości płyty duetu.
„To jest płyta „Fairy-Tale Stories”, która częściowo dzisiaj w repertuarze się pojawiła. Jest to muzyka oparta na twórczości baśniowej, która inspirowała kompozytorów. Mamy na niej suitę „Dziadek do orzechów” op. 71 a Piotra Czajkowskiego oraz Maurice Ravela suitę „Moja Matka Gęś” . Wyjątkowo zamieściliśmy także czeskiego kompozytora Václava Trojana, który zasłynął jak twórca muzyki do filmów bajkowych i muzyki teatralnej.
            Utwór „Bajki”, który nagraliśmy na tę płytę jest wersją jego koncertu na akordeon i orkiestrę symfoniczną. Jest to już legendarne dzieło w świecie akordeonu. Dokonaliśmy jego opracowania na dwa akordeony. Orkiestra symfoniczna i partia solowa przeplata się w naszych aranżacjach.
Pragnę dodać, że ta płyta została wydana przez Sarton RECORDS i jest w dystrybucji internetowej”.
            To są słowa Grzegorza Palusa. Wysłuchałam tego krążka kilka z wielką uwagą i prawdziwą przyjemnością. Polecam Państwu gorąco to wydawnictwo. To płyta dla szerokiego grona słuchaczy w każdym wieku.


Zofia Stopińska

duoAccosphere utwory Fairy Tale Stories

Z Markiem Toporowskim nie tylko o muzyce barokowej.

           Z panem Markiem Toporowskim, wybitnym polskim klawesynistą, organistą i dyrygentem, spotykamy się przed koncertem w ramach 23. Mieleckiego Festiwalu Muzycznego. Niedługo zasiądzie Pan przy organach kościoła pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy, ale to nie pierwszy Pana pobyt po pandemicznej przerwie na Podkarpaciu. 5 sierpnia tego roku w ramach XX Międzynarodowego Przemyskiego Festiwalu „Salezjańskie Lato” koncertował Pan w kościele pw. Świętej Trójcy – pp. Benedyktynek w Przemyślu. To wyjątkowo piękne miejsce.
            - Tak, ten klasztor jest niezwykle urokliwym miejscem, piękny kościół, fantastyczna akustyka i cudowna atmosfera tam panowała.
Zabrałem tam ze sobą dwa instrumenty: klawikord częściowo przeze mnie zbudowany i duży klawesyn. Grywam też często koncerty na trzech instrumentach na przykład: klawikord, szpinet, wirginał.

            W Przemyślu przeważały utwory Johanna Sebastiana Bacha, ale były także utwory z Tabulatury przemyskiej i na finał Sonata klawesynowa Dymitra Bortniańskiego do wykonania której klawesyn był potrzebny.
            - Dymitr Bortniański był kompozytorem współczesnym Mozartowi, a nawet go przeżył, bo zmarł w 1825 roku. Komponował wspaniałe wielkie utwory, a niektóre sonaty doskonale nadają się do grania tak na fortepianie, jak i na klawesynie.
Cieszę się, że kościół był wypełniony publicznością, która przyjęła mnie bardzo gorąco.

             Dzisiaj zasiądzie Pan przy organach, które już Pan dobrze zna.
             - Tak, kilka, a może nawet kilkanaście lat temu grałem na tych organach. Bardzo lubię ten instrument i cieszę się, że mogę znowu tutaj zagrać. Dzisiaj gram wyłącznie repertuar barokowy, zarówno solo jak i w części kameralnej, który nie jest wymagający pod względem szybkości zmian registracji. Nie mam dziś asystenta- registranta, a mielecki instrument nie ma urządzeń umożliwiających szybką zmianę registrów.

             Pana działalność od lat toczy się w kilku nurtach, występuje Pan jako klawesynista, organista, często zasiada pan przy innych dawnych instrumentach klawiszowych, przygotowuje i kieruje Pan wykonaniami dużych form instrumentalno-wokalnych. To wszystko wymaga sporo pracy i wiedzy.
             - Ostatnio także dużo gram i nagrywam na fortepianach historycznych, mam niewielką kolekcję instrumentów historycznych. To wszystko wymaga nie tylko przygotowania się do wykonania, ale także przygotowania instrumentów i opieki nad nimi. Muszę też pracować nad umiejętnością dostosowania się do każdego z nich, a wcześniej dobrze poznać każdy instrument i dostosować się do wymagań, a czasami też ograniczeń, które te instrumenty stawiają przed wykonawcą.
             Mogę powiedzieć, że pod względem ilości instrumentów do których mam dostęp, na których gram i nagrywam, jestem chyba jestem jednych z najbogatszych muzyków. Nie chodzi tu o bogactwo finansowe, ale o różnorodność instrumentarium.

             Na Podkarpaciu, po dłuższej przerwie, życie koncertowe tak naprawdę dopiero się rozpoczyna. Pan pewnie też miłą przerwę w koncertach. Jak ją Pan wykorzystał?
             - Mnie też ta przerwa bardzo mocno dotknęła. Właściwie przez prawie pół roku nie grałem koncertów, a miałem zaplanowane w tym czasie ważne dla mnie wydarzenia. Niektóre musiały zostać przełożone na inne terminy, a inne utracone bezpowrotnie.
             W tym czasie przygotowałem trochę nowego repertuaru na instrumenty na których gram. Wielu muzyków zaczęło robić półprofesjonalne filmy. Dla mnie filmy z krótkimi utworami były o tyle ważne, że pozwoliły mi udokumentować instrumenty, które są w mojej kolekcji. Jeżeli Państwo wejdą na stronę www.fortepianarium.wordpress,com , to poznają Państwo moją kolekcję, która jest eksponowana w Zabrzu, tam też organizujemy koncerty i niektóre przynajmniej na niektórych z tych instrumentów udało mi się wyprodukować krótkie filmy, aby udokumentować ich brzmienie.
Zawsze brakowało mi na to czasu, a dzięki wirusowi i pandemii mogłem to zrobić.
             Na szczęście coraz więcej jest koncertów z udziałem publiczności, mam co robić i bardzo tęsknię za Rzeszowem. Bardzo miło wspominam koncerty, które miałem przyjemność grać z Filharmonią Podkarpacką. Były to zazwyczaj duże, oratoryjne projekty w których wykonywałem partie klawesynu, nawet grałem z tym zespołem raz w Musikverein w Wiedniu. Poznałem wielu muzyków grających w Orkiestrze Filharmonii Podkarpackiej z którymi do dzisiaj się przyjaźnię.

             Pamiętam, że konsultowano z Panem zakup klawesynu dla naszej Orkiestry.
              - To prawda i bardzo się cieszę, że ten instrument w Filharmonii Podkarpackiej jest, bo dzięki temu wiele koncertów okazało się możliwych bez pożyczania instrumentu i wielokrotnie na tym klawesynie grałem.

              Dobry instrument ułatwia klawesynistom podróże koncertowe, a jeśli go brak to często trzeba podróżować ze swoim klawesynem.
              - Ja też często zabieram swoje instrumenty, bo w wielu miejscach instrumentów nie ma, ale bardzo sobie cenię jeżeli instrument jest na miejscu. Klawesyn jest dosyć dużym i ciężkim instrumentem. Oprócz umiejętności artystycznych trzeba również użyć siły własnych mięśni w przeniesienie tego instrumentu i odpowiednie zabezpieczenie go przed podróżą samochodem.
Rzeszowski instrument jest uniwersalny, w dobrym stanie, zadbanym i bardzo dobrze, że można na nim grać.

              Często występuje Pan też jako dyrygent.
              - Owszem i zdarza się dosyć często, że kieruję zespołem grając jednocześnie na klawesynie, ale przy dużych formach chętnie biorę batutę i dyryguję.
Mam zaplanowany wkrótce koncert w Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku z Oratorium na Boże Narodzenie Johanna Sebastiana Bacha. Wiem, że na miejscu są muzycy, którzy doskonale wykonują partie basso continuo i mogę się skupić tylko na dyrygowaniu.
Dyrygowanie od klawesynu ma też swoje zalety, ale bywa tak, że trzeba wybrać, czy człowiek skupia się na własnym graniu, czy na prowadzeniu zespołu. Czasami jest to trudne do pogodzenia.

              Założył Pan zespoły specjalizujące się w wykonywaniu muzyki XVII i XVIII wieku – orkiestrę Concerto Polacco i chór kameralny Sine Nomine. Na jakich zasadach one działają?
              - Chór Sine Nomine zakończył działalność już kilka lat temu, natomiast Concerto Polacco działa w tej chwili jako mniejsza formacja kameralna. W tej chwili nie mamy już możliwości organizacyjne podejmowania się dużych produkcji orkiestrowo-chóralnych, dlatego, że nie byliśmy zespołem etatowym. Bez bazy etatowej można funkcjonować przez kilka lat, ale jest to bardzo trudne i w wypadku jakiegokolwiek kryzysu finansowego, chudszych lat, przetrwanie nie jest możliwe. Dlatego teraz koncentrujemy się na graniu w mniejszych składach, a jeżeli dyryguję większymi formami muzycznymi, to zazwyczaj jestem zapraszany jako dyrygent gościnny,
              Na przykład dwa lata temu wykonywałem z Capellą Cracoviensis operę „Hipolit i Arycja” Jeana Philippa Rameau. Do wykonania tego dzieła trzeba zaprosić dużą ilość muzyków grających na instrumentach dętych, bo to jest wyrafinowana instrumentacja wymagająca dużej orkiestry.

              W Mielcu występuje Pan z wybitnymi polskimi flecistami Łukaszem Długoszem i Agatą Kielar-Długosz. Wiem, że już nie raz spotkaliście się z okazjo koncertów.
              - Tak, my regularnie gramy koncerty w trio. Gramy koncerty z programem barokowym i wtedy gram na klawesynie. Jak wykonujemy koncerty muzyki klasycznej i romantycznej , to zasiadam do kopii historycznego fortepianu albo biorę moje pianoforte. Są również napisane specjalnie dla nas utwory na dwa flety i klawesyn, w ramach programu „Zamówienia kompozytorskie”.

             Nie wiedziałam, że interesuje Pana muzyka współczesna.
             - Mam w tej dziedzinie również parę znaczących dokonań m.in. udział w pełnej dokumentacji „live” twórczości Pawła Szymańskiego zrealizowanej przez Narodowy Instytut Audiowizualny. Zainteresowały też mnie napisane dla nas bardzo ciekawe utwory Krzysztofa Baculewskiego i Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil. Iwona Kisiel również napisała interesujący utwór na ten skład. Trochę tych utworów jest i pewnie będą powstawały kolejne.
             Oczywiście te utwory są pewnego rodzaju wyzwaniem, bo grając continuo w wypadku muzyki barokowej można się oprzeć na ogólnych doświadczeniach i swoich umiejętnościach grania basso continuo, to w muzyce współczesnej każdy utwór stawia inne i nowe wymagania. Do każdego utworu trzeba podejść na nowo, bez wcześniejszych umiejętności, które ułatwiałyby „rozgryzienie tego orzecha”.

             Często można się spotkać z kompozytorem i kierować się jego sugestiami.
              - Ta pomoc kompozytora okazuje się często bardzo cenna, bo po wyjaśnieniu idei przez kompozytora, wszystko staje się proste i jasne. No, może trochę prostsze i trochę jaśniejsze. Wiemy też na czym zależy kompozytorowi i na co trzeba zwrócić szczególną uwagę, a gdzie można sobie pozwolić na pewną swobodę, bo takie miejsca też są w nowej muzyce. Są też kompozytorzy, którzy są bardzo trudni i bardzo ich denerwuje najdrobniejsza nieścisłość w stosunku do zapisanego przez nich tekstu.
Granie muzyki współczesnej jest także fascynującą przygodą, bo każdy nowy utwór jest wyprawą z nieznane.

              Za chwilę czeka nas wyprawa w zupełnie inne rejony, bo do epoki baroku. Bardzo dziękuję za poświęcony mi czas i udajemy się na koncert.
              - Ja również bardzo dziękuję i cieszę się, ze przyjechała pani na nasz koncert.

             Chcę się jeszcze podzielić wrażeniami z koncertu, który rozpoczęła przepiękna, ale niełatwa dla wykonawców Sonata e-moll na dwa flety i organy Georga Friedricha Haendla wykonana z wielką precyzją i wdziękiem, podobnie jak pozostałe dwa dzieła na ten skład: Trio sonata A-dur Georga Philippa Telemanna oraz Trio sonata g-moll Antonio Vivaldiego.
Zwrócić trzeba także uwagę, że partia organów była nie tylko bardzo precyzyjna, ale także znakomicie dobrane były rejestry i barwy do brzmienia fletów.
             Pięknie wykonał Pan Marek Toporowski Koncert a-moll BWV 594 Johanna Sebastiana Bacha oparty na kompozycji Vivaldiego. Mnie natomiast bardzo się spodobała przeznaczona na organy solo Batalha de 5. tom anonimowego twórcy portugalskiego. Przyznam się, ze utwór ten usłyszałam po raz pierwszy i zachwyciła mnie zarówno muzyka, dająca wykonawcy możliwość wirtuozowskiego popisu, jak i wykorzystanie przez Marka Toporowskiego możliwości mieleckich organów. To był cudowny wieczór.

Z prof. Markiem Toporowskim, wybitnym polskim klawesynistą, organistą i dyrygentem rozmawiała Zofia Stopińska 14 września 2020 roku w Mielcu.

Miłość największym skarbem - Premiera rzeszowskiej „Olimpii”

            W przeddzień Międzynarodowego Dnia Muzyki 30 września 2020 r. w sali kameralnej naszej Filharmonii o godz.18.00 miała miejsce premiera operetki Jacquesa Offenbacha pt. „Zaręczyny przy latarniach” w wykonaniu artystów Rzeszowskiego Teatru Muzycznego „Olimpia” pracującego pod opiekuńczymi skrzydłami Estrady Rzeszowskiej. Patronat honorowy nad premierą objął prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc, dofinansowało Miasto Rzeszów, a próby odbywały się w gościnnych murach Domu Polonii przy Rynku w Rzeszowie.
            Przed rozpoczęciem operetki z satysfakcją mogłem poinformować zebranych melomanów, iż właśnie z racji Międzynarodowego Dnia Muzyki prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc, na wniosek Rzeszowskiego Towarzystwa Muzycznego, przyznał nagrodę w dziedzinie kultury muzycznej dr hab. Bożenie Stasiowskiej-Chrobak, która jako dyrygentka znakomicie prowadzi Chór Uniwersytetu Rzeszowskiego, jest pedagogiem muzycznym Instytutu Muzyki tegoż Uniwersytetu, współpracuje także z Rzeszowskim Teatrem Muzycznym „Olimpia” w realizacji różnych koncertów, m.in. kolędowych czy patriotycznych.
            Z wielką sympatią i szczerym wzruszeniem oglądałem i słuchałem żartobliwych scenek i uroczych, koloraturowych partii wokalnych starannie przygotowanych przez utalentowanych solistów: Beaty Kraski jako Lizy, Karoliny Pawuli-Szponder jako Anny Marii, Sylwii Wojnar jako Katarzyny i Tomasza Furmana jako Piotra zakochanego w Lizie, ku zazdrości dwu wdów zabiegających o jego względy. Wszelako w przypadku tych ostatnich chodziło o brzęczący skarb, który na końcu, wieczorową porą przy latarniach, okazał się uroczą Lizą. Bo nie pieniądze, a miłość jest największym skarbem. W spektaklu znalazły się także fragmenty z innych operetek J. Offenbacha.
            Mnie przypadła rola listonosza, który przynosi dobre wiadomości. A wszystkim nam z wielką starannością towarzyszył przy fortepianie młody rzeszowski pianista i pedagog Tadeusz Hubka, wspierany przez rzeszowskiego oboistę i pedagoga Dariusza Tobiasza, który grał na oboju i dzwonie orkiestrowym w pieśni pasterskiej i cudownym, lirycznym kwartecie śpiewanym o wieczornej porze. A perliste partie solowe, duety, tercety i kwartety były wprost znakomite, przywołujące na myśl opery W.A. Mozarta czy G. Rossiniego. Zresztą pisał je także Offenbach w klimacie operetki wiedeńskiej, rywalizując z wielkim Janem Straussem, królem walca, nadając im swój własny, francuski styl, pełen lekkości, pogodnego nastroju, wysublimowanego komizmu, dowcipu, z wyraźnymi odniesieniami do opéra comique.
            To wspaniale, że udało się w Rzeszowie zrealizować na naprawdę wysokim poziomie artystycznym operetkę „Zaręczyny przy latarniach” J. Offenbacha, która grana jest na całym świecie z wielkim powodzeniem obok takich dzieł kompozytora, jak „Piękna Helena”, „Życie paryskie” czy „Orfeusz w piekle”. A stało się to za przyczyną znanego tenora związanego z Operą Śląską, pedagoga Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach prof. Feliksa Widery, który rzecz całą zgrabnie wyreżyserował i nadał rzeszowskiej premierze pełen uroku i wdzięku koloryt wiecznie żywych, wspartych cudowymi, nieśmiertelnymi melodiami, ponadczasowych opowieści o zwycięstwie prawdziwej miłości nad marnościami tego świata. Nastrojową scenografię i kostiumy, znakomicie podkreślające klimat operetki, przygotowała Karolina Widera. Cały projekt z ramienia Estrady Rzeszowskiej świetnie koordynowała Roksana Jędryka-Nykiel.
             „Niech miłość zawsze troski koi, nie warto o nic gniewać się, miłość to skarb” – śpiewali artyści w finale operetki. Może w tym właśnie tkwi siła i potęga teatru muzycznego - opery, operetki czy musicalu, że sięga nieustannie do głębokich pokładów ludzkiej duszy, w słowie i muzyce i wyrażając to, co w nas dobre i szlachetne, często na przekór całemu światu, w którym coraz bardziej ginie wrażliwość, autentyczna radość i nadzieja. Sztuka jest po to, byśmy uwierzyli, że mimo wszystko świat jest naprawdę piękny i że warto żyć.
             30 listopada 2020 roku, w wieczór andrzejkowy o godz.18.00 w sali dużej naszej Filharmonii będzie miała miejsce kolejna premiera Rzeszowskiego Teatru Muzycznego „Olimpia” – spektakl pt. „Papa się żeni” oparty na przedwojennym polskim filmie według scenariusza i w reżyserii Tomasza Dajewskiego, scenografii Marka Mikulskiego, opracowaniu muzycznym Andrzeja Szypuły i aranżacji Krzysztofa Mroziaka. Informacje na stronie Estrady Rzeszowskiej i Rzeszowskiego Teatru Muzycznego ”Olimpia”. Zapraszamy!

Andrzej Szypuła

23. Mielecki Festiwal Muzyczny - YASMIN LEVY (Izrael)

KONCERT FINAŁOWY - YASMIN LEVY (Izrael)
4 października 2020, godz. 19.00
Sala widowiskowa Domu Kultury SCK/Kino Galaktyka
retransmisja koncertu nagranego w Izraelu specjalnie na potrzeby 23. Mieleckiego Festiwalu Muzycznego

Zwieńczeniem 23. Mieleckiego Festiwalu Muzycznego miał być koncert Yasmin Levi. Artystka cieszy się wielką popularnością na świecie, a o jej koncert w ramach 23. MFM telefonicznie dopytywali się fani artystki, również spoza Mielca. Niestety, wokalistka pochodzi z Izraela, który nie tylko zamknął swoje granice, ale też 18 września, wprowadził zakaz opuszczania miejsca zamieszkania. Tym samym Yasmin Levi nie może opuścić kraju i koncertować w Mielcu. Specjalnie dla publiczności 23. Mieleckiego Festiwalu Muzycznego artystka - wraz z zespołem swoich muzyków - nagrała w Izraelu te utwory, które miała wykonać w Mielcu. Ten koncert będziemy więc mogli retransmitować w kinie „Galaktyka” DK SCK. Retransmisja odbędzie się 4 października, o godz. 19, a więc w terminie przewidzianym programem 23. MFM. Bilety na retransmisję w cenie 20 zł będzie można kupić w kasie kina „Galaktyka” (dni robocze od godziny 14, w soboty i niedziele – godzinę przed seansem kinowym, w środy – kasa nieczynna).

Yasmin Levy

Izraelska pieśniarka urodziła się w Baka, starej części Jerozolimy, ale jej przodkowie wywodzą się z hiszpańskiej Andaluzji. Ojciec Yasmin, Jicchak Lewi był pionierskim badaczem długiej i bogatej historii muzyki ladinom, zajmował się także historią i kulturą sefardyjskich Żydów, z dziedzictwa muzycznego tej kultury czerpie również Yasmin, która już od najmłodszych lat interesowała się muzyką. W jej piosenkach mocno pobrzmiewają też akcenty flamenco. Ta andaluzyjsko-żydowska mieszanka w muzyce Yasmin tworzy spójną całość, którą zachwyca się publiczność na całym świecie. Wokalistka wystąpiła na wielu międzynarodowych festiwalach m.in.: WOMAD w Singapurze, Forum Barcelona oraz na noworocznym koncercie BBC w Londynie, a także w jednym z najsłynniejszych miejsc koncertowych na świecie - Carnegie Hall w Nowym Jorku.

Yasmin Levy, jako jedna z nielicznych artystek, była kilkukrotnie wyróżniana w najbardziej prestiżowym plebiscycie BBC World Music Awards.

Pieśniarka ma na swoim koncie kilka płyt: „Romance &Yasmin”, „La Juderia”, „Mano Suave”, „Sentir”, „Libertad”. Jej najnowszy projekt to „Tango”. Pierwszy album Romance & Yasmin z 2000, otrzymał nominację w kategorii „najlepszy debiut” World Music Award - magazynu muzycznego fRoots i programu BBC Radio 3. Drugi album - La Judería (hiszp.: „Dzielnica żydowska”), zawiera m.in. popularne piosenki z filmu Vengo. W 2006 otrzymała kolejną nominację w kategorii „Culture Crossing”, a w 2007 w kategorii „Mid East & North Africa”. Jak mówi sama artystka: Zaczynałam jako piosenkarka ladino, zanim świat wiedział, czym jest ladino. Cudownie, że udało się tchnąć w te utwory nowe życie i dać im rozpoznawalność. Nie jestem jednak tylko wykonawczynią pieśni w języku ladino, a pieśniarką world music, która śpiewa także we współczesnym języku hiszpańskim i sięga po brzmienia, które ją zachwycają. To już nie tylko ladino, ale także flamenco, tango, muzyka Bliskiego Wschodu.

„23. Mielecki Festiwal Muzyczny dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury w ramach programu „Muzyka”, realizowanego przez Instytut Muzyki i Tańca”

IV Rzeszowska Jesień Muzyczna - Kwartet fortepianowy

4 października 2020, niedziela

Kwartet fortepianowy: Anna Maria Staśkiewicz (skrzypce), Katarzyna Budnik (altówka), Marcin Zdunik (wiolonczela), Grzegorz Mania (fortepian).

W programie: R. Schumann, W. Żeleński.

Godz. 18.00, sala koncertowa Instytutu Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego, ul. Dąbrowskiego 83. 

Transmisja online: 8 października 2020, godz. 18.00.

 

Anna Stakiewicz mniejszy scaled

fot.SPMK

Anna Maria Staśkiewicz

jest laureatką III nagrody na XIII Międzynarodowym Konkursie im. H. Wieniawskiego w Poznaniu w 2006 r, laureatką I nagrody i nagrody specjalnej na V Międzynarodowym Konkursie im.K. Szymanowskiego w Łodzi, zwyciężczynią Ogólnopolskich Przesłuchań Skrzypków w Elblągu, XVI Ogólnopolskiego Konkursu Bachowskiego w Zielonej Górze.

Skrzypaczka ukończyła z wyróżnieniem Akademię Muzyczną im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu w klasie skrzypiec prof. Marcina Baranowskiego. Swoje umiejętności doskonaliła również pod kierunkiem prof. Wandy Wiłkomirskiej.

Skrzypaczka koncertowała w: Albanii, Austrii, Brazylii, Bułgarii, Chinach, Estonii, Gruzji, Japonii, Niemczech, Rosji, Rumunii, Słowacji, Szkocji, Szwajcarii, Szwecji, Turcji, USA, we Włoszech, na Ukrainie, Litwie i Łotwie a także w wielu miastach Polski. Współpracowała z większością krajowych zespołów filharmonicznych (Bydgoszcz, Gdańsk, Kraków, Lublin, Łódz, Poznań, Toruń, Warszawa, Zielona Góra), a ponadto z Narodowa Orkiestrą Polskiego Radia w Katowicach, Orkiestrą Polskiego Radia “Amadeus”, Polską Orkiestrą Radiową, Polish Art Philharmonic, Orkiestrą Kameralną Miasta Tychy “Aukso”, Orkiestrą Kameralną “Leopoldinum”, Orkiestrą Kameralną “Wratislavia”, Sinfonietta Cracovia, Sinfonia Iuventus, Sinfonia Varsovia, Sinfonia Viva. Wśród zagranicznych zespołów, które jej partnerowały, znajduja się orkiestry kameralne z Kaliningradu i Zurychu oraz symfoniczne z Ankary, Getyngi, Tirany i Sao Paulo. Koncerty z jej udziałem prowadzli m.in. Mirosław Jacek Błaszczyk, Łukasz Borowicz, Massimiliano Caldi, Agnieszka Duczmal, José Maria Florencio, Robert Kabara, Vladimir Kiradjiev, Michael Maciaszczyk, Jerzy Maksymiuk, Wojciech Michniewski, Marek Moś, Marek Pijarowski, Maxim Vengerov, Antoni Wit. Jako kameralistka współpracowała m.in. z Jose Gallardo, Wldemarem Malickim, Marcelo Nisinmanem, Olgą Pasiecznik, Ewą Pobłocką. Anna Maria Staśkiewicz wystąpiła w charakterze solistki na estradach wielu renomowanych sal, m.in. Municipal Theatre w Sao Paulo, Kaisersaal we Frankfurcie nad Menem, Laeiszhalle, Grosser Konzertsaal w Hamburgu,Konzertsaal im Kulturpalast w Dreznie, Musikvereinssaal w Wiedniu, Raitt Recital Hall w Malibu (USA), Hatch Recital Hall, Eastman School of Music w Rochester ( USA), Grossmunster w Zurichu, Kioi Hall w Tokio, Auli UAM w Poznaniu, Filharmonii Narodowej w Warszawie, Studio S1 PR im. W.Lutosławskiego w Warszawie, Zamku Królewskiego w Warszawie.

Anna Maria Staśkiewicz jest sześciokrotną stypendystką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Fundacji Yamaha Europa oraz laureatką programu stypendialnego “Młoda Polska”.

Od 2015 roku pracuje w orkiestrze Sinfonia Varsovia na stanowisku koncertmistrza.

Katarzyna Budnik 2

fot.SPMK

Katarzyna Budnik

absolwentka Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie skrzypiec prof.: Mirosława Ławrynowicza, Andrzeja Gębskiego i Janusza Wawrowskiego oraz w klasie altówki prof. Piotra Reicherta. Zatrudniona na stanowisku adiunkta w klasie altówki w macierzystej uczelni. Od lutego 2014 roku pełni również funkcję lidera grupy altówek w orkiestrze Sinfonia Varsovia.

We wrześniu 2013 roku została laureatką III nagrody prestiżowego konkursu ARD w Monachium. Odniosła również sukcesy w licznych konkursach krajowych i zagranicznych: 47. Międzynarodowym Konkursie im. Ludwiga van Beethovena w Hradec (2008, I nagroda), 15. Międzynarodowym Konkursie im. Johannesa Brahmsa w Pörtschach (2008, I nagroda), 8. Ogólnopolskim Konkursie Altówkowym im. Jana Rakowskiego (2008, I nagroda), Międzynarodowym Konkursie im. Maxa Rostala w Berlinie (2009, II nagroda), Międzynarodowym Konkursie Muzyki Kameralnej im. Maxa Regera w Sondershausen (2009, II nagroda i Nagroda Specjalna za najlepsze wykonanie suity na altówkę solo Maxa Regera) oraz IV Międzynarodowym Konkursie im. Michała Spisaka (2010, II nagroda oraz Nagroda Specjalna).

Jako solistka i kameralistka wielokrotnie koncertowała w Polsce oraz innych krajach Europy (Czechy, Austria, Niemcy, Francja). W 2010 roku brała udział w projekcie Chamber Music Connects the World organizowanym przez Kronberg Academy, gdzie grała z najwybitniejszymi muzykami: Gidonem Kremerem, Tatjaną Grindenko, Yurim Bashmetem oraz Fransem Helmersonem. Występowała na wielu renomowanych festiwalach: m.in. w Muzycznym Festiwalu w Łańcucie, Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Kameralnej ,,Muzyka na Szczytach” w Zakopanem, Kammermusikfest Lockenhaus (gdzie została zaproszona przez Gidona Kremera). W listopadzie 2013 roku ukazała się jej solowa płyta – Viola Recital, za którą altowiolistka otrzymała nagrodę Fryderyk 2014. Za wybitne osiągnięcia otrzymała stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jest również stypendystką programu ,,Młoda Polska”. W 2013 roku została nominowana do ,,Paszportów Polityki”.

marcin zdunik

fot.SPMK

Marcin Zdunik

polski wiolonczelista, solista i kameralista. Wykonuje muzykę od renesansu po dzieła najnowsze, improwizuje, aranżuje i komponuje. Jest zapraszany do udziału w prestiżowych festiwalach muzycznych –  BBC Proms w Londynie, Progetto Martha Argerich w Lugano oraz Chopin i Jego Europa w Warszawie.

Wystąpił jako solista na estradach wielu renomowanych sal, m. in. Carnegie Hall w Nowym Jorku, Cadogan Hall w Londynie i Rudolfinum w Pradze. Wielokrotnie partnerowały mu znakomite zespoły – m.in. Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Narodowej w Warszawie, Orkiestrą Kameralną Unii Europejskiej, Orkiestrą Sinfonia Varsovia i City of London Sinfonia, a także wybitni dyrygenci – np. Andrzej Boreyko, Antoni Wit i Andres Mustonen. Ważną rolę w jego życiu artystycznym odgrywa współpraca z inspirującymi muzykami, m.in. z Nelsonem Goenerem, Gerardem Causse, Krzysztofem Jabłońskim i  Krzysztofem Jakowiczem. W ramach festiwalu Chamber Music Connects the World miał przywilej koncertować wspólnie z Gidonem Kremerem i Yuri Bashmetem. W sezonie artystycznym 2016/17 był artystą rezydentem Filharmonii Narodowej w Warszawie.

Był wielokrotnie nagradzany na międzynarodowych konkursach i festiwalach muzycznych. W 2007 roku został laureatem I nagrody, Grand Prix oraz 9 innych nagród w VI Międzynarodowym Konkursie Wiolonczelowym im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie. W 2008 roku reprezentował Polskie Radio w Bratysławie na Międzynarodowym Forum Młodych Wykonawców organizowanym przez Europejską Unię Radiową (EBU) zwyciężając i zdobywając tytuł New Talent 2008. W 2009 roku otrzymał nagrodę Gwarancja Kultury przyznaną przez TVP Kultura.

W czerwcu 2009 roku ukazała się debiutancka płyta Marcina Zdunika zrealizowana z udziałem Orkiestry Kameralnej Wratislavia, pod kierownictwem Jana Staniendy, zawierająca m.in. nagrania dwóch koncertów wiolonczelowych J. Haydna. Za płytę tę otrzymał nagrodę Fryderyk 2010. Zdunik na płyty nagrał także również komplet utworów na wiolonczelę i fortepian Roberta Schumanna (z pianistką Aleksandrą Świgut; NIFC 2014), „Fantazję na wiolonczelę i orkiestrę” M. Weinberga (z Orkiestrą Sinfonia Varsiovia pod dyr. A. Mustonena; TWON 2015) oraz szereg kompozycji kameralnych. Najnowszy, dwupłytowy album Marcina Zdunika Bach Stories został nagrany przy współudziale pianisty Aleksandra Dębicza i wydany nakładem firmy Warner Classics. Artysta dokonał również wielu nagrań dla Polskiego Radia i Telewizji oraz dla Radia Słowackiego.

Marcin Zdunik kształcił się pod kierunkiem wybitnych muzyków – Andrzeja Bauera i Juliusa Bergera, zaś wiedzę muzykologiczną zgłębiał studiując na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie sam prowadzi klasę wiolonczeli w Akademii Muzycznej w Gdańsku, posiada również tytuł doktora habilitowanego sztuk muzycznych.

Artysta gra na instrumencie wykonanym przez Wojciecha Topę.

Grzegorz Mania fotNataliaJansenOHNEagency

fot. Natalia Jansen

Grzegorz Mania

ukończył z wyróżnieniem studia pianistyczne pod kierunkiem prof. Stefana Wojtasa w Akademii Muzycznej w Krakowie, równocześnie na Uniwersytecie Jagiellońskim ukończył studia prawnicze. Ukończył również z wyróżnieniem studia pianistyczne w Guildhall School of Music and Drama w Londynie, gdzie studiował pod kierunkiem prof. Martina Rosco’e, prof. Charles’a Owen’a oraz prof. Caroline Palmer. Na Uniwersytecie Jagiellońskim uzyskał stopień doktora nauk prawnych za pracę poświęconą muzyce w prawie autorskim, przygotowaną pod kierunkiem prof. dr hab. Janusza Barty, zaś na Akademii Muzycznej w Krakowie stopień doktora habilitowanego sztuki.

Jako solista i kameralista występował w kraju i za granicą, koncertując m.in. w Filharmonii Krakowskiej, Zielonogórskiej, NOSPR, St. Martin in the Fields w Londynie, a takżew Operze oraz Konserwatorium Muzycznym w Hanoi (Wietnam). Występował m.in. podczas Festiwalu „Emanacje” oraz Dni Muzyki Feliksa Mendelssohna. Regularnie koncertuje w Wielkiej Brytanii, wykonując repertuar solowy i kameralny, koncertował także we Francji, w Norwegii, Niemczech, Austrii, Włoszech, Islandii, Izraelu i Stanach Zjednoczonych, na Ukrainie i Cyprze.

Uczestniczył w warsztatach wykonawczych i klasach mistrzowskich m.in. z: Krzysztofem Śmietaną, Wiesławem Kwaśnym, Peterem S. Buck’iem, Anthonym Spiri’m, Triem Altenberg, Jerome’m Rose’m, Wolfgangiem Redik’iem, Ewą Bukojemską, Alisdair’em Beatson’em, Carole Pressland, Victorem Rosenbaum’em, Kają Danczowską. Był uczestnikiem Międzynarodowych Kursów Muzyki Kameralnej w Puławach (2003-2005), a także finalistą międzynarodowych konkursów kameralnych i solowych. Jest doświadczonym i wszechstronnym muzykiem-kameralistą oraz akompaniatorem nagradzanym podczas konkursów instrumentalnych.  Współpracował z wieloma znakomitymi solistami, wspólnie z pianistą Piotrem Różańskim współtworzy Zarębski Piano Duo.

Uczestniczył w wielu konferencjach naukowych, jest autorem i współautorem artykułów i glos prawniczych, a także współautorem podręcznika do prawa autorskiego dla nauczycieli szkół artystycznych. Wspólnie z dr hab. Moniką Gardoń-Preinl przygotował dla PWM 3-częściowy podręcznik do czytania a vista dla uczniów średnich szkół muzycznych. Dla PWM przygotował także zbiór „Na cztery dziecięce ręce” (2018), książkę „Muzyka w prawie autorskim” (2020) oraz wspólnie z dr hab. Piotrem Różańskim zbiór „Grajmy więcej na 4 ręce” (2019).

Obecnie pracuje jako nauczyciel fortepianu, a jako radca prawny z kancelarią Grupa Adwokacka Kraków. Jest współzałożycielem oraz prezesem Stowarzyszenia Polskich Muzyków Kameralistów. Koordynował liczne projekty krajowe i międzynarodowe, m.in. wymiany młodzieży, tournée koncertowe oraz organizację festiwali, konkursów i konferencji naukowych. W 2018 r. otrzymał (wspólnie z prof. S. Wojtasem) Nagrodę Województwa Małopolskiego Ars Quaerendi za wybitne działania na rzecz rozwoju i promocji kultury. Jest także stypendystą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Subskrybuj to źródło RSS