Dyrygentura mi spadła z nieba jak grzmot.
Anna Duczmal-Mróz - dyrygent i Orkiestra Kameralna Polskiego Radia Amadeus fot. SDK

Dyrygentura mi spadła z nieba jak grzmot.

     Odbywający się w Sanockim Domu Kultury po raz 35-ty Festiwal Im. Adama Didura obfitował w bardzo ciekawe koncerty i spektakle. Oprócz oratorium, opery, operetki i baletu były recitale wokalne, a także koncert muzyki instrumentalnej wypełniony wariacjami na tematy z oper Mozarta.

      Do wydarzeń festiwalowych z pewnością koncert zatytułowany „Mistrzowskie dzieła, mistrzowskie interpretacje”, w wykonaniu Joanny Moskowicz – sopran i Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia Amadeus pod batutą Anny Duczmal-Mróz.

       Pierwszą część koncertu wypełnił przepięknie wykonany przez Orkiestrę Oktet Es-dur op.20 Feliksa Mendelssohna-Bartholdy’ego.

      W części drugiej po Uwerturze do opery „Cyrulik sewilski” Gioacchino Rossiniego Joanna Moskowicz wykonała arię Rozyny Una voce poco fa z I aktu tej opery, a później usłyszeliśmy arię Łucji Regnava nel silenzio z I aktu opery „Łucja z Lammermooru” Gaetano Donizettiego.
Po Prélude z opery „Traviata” Giuseppe Verdiego Joanna Moskowicz zaśpiewała dwie arie z oper tego kompozytora: arię E strano! z I aktu tej opery oraz arię Mercé, dilette amiche z V aktu opery „Nieszpory sycylijskie”.
Na zakończenie zabrzmiały jeszcze Intermezzo Sinfonico z opery „Rycerkość wieśniacza” Pietro Mascagniego,oraz aria  Casta Diva z I aktu opery „Norma” Vinzenzo Belliniego.

       Występy Joanny Moskowicz i Orkiestry Kameralnej Amadeus pod batutą Anny Duczmal-Mróz zostały entuzjastycznie przyjęte. Każda z wymienionych arii była bardzo wymagająca i pełna popisowych fragmentów. Przepiękny sopran koloraturowy, soczysty i mocny w całym rejestrze, technika oraz kunszt aktorski wzbudzały zachwyt. Gorąco oklaskiwana była także Orkiestra i jej szefowa Anna Duczmal-Mróz.
     Miło mi zaprosić Państwa do przeczytania zarejestrowanej po koncercie w Sanoku rozmowy z tą znakomitą artystką.

Większość melomanów jest przekonana, że Pani mistrzem w zawodzie dyrygenta była mama – maestra Agnieszka Duczmal. Tymczasem nie jest to prawda. Miała być Pani skrzypaczką. Czy będąc bardzo młodą osobą marzyła Pani, aby tak jak mama stanąć przed orkiestrą i dyrygować?

      Nigdy o tym nie marzyłam. Dyrygentura mi spadła z nieba jak grzmot. Byłam wtedy studentką w klasie skrzypiec prof. Krzysztofa Węgrzyna w  Hochschule fur Musik und Theater w Hanowerze w Niemczech i grałam w orkiestrze, którą prowadził znakomity japoński dyrygent Eiji Oue jako gość-rezydent.

      Pewnego razu podczas zajęć zapytał czy ktoś z nas chciałby zadyrygować, bo on będzie otwierać klasę dyrygentury. Nie zwróciłam specjalnie na te słowa uwagi, natomiast mój kolega z pulpitu, który wiedział kim jest moja mama, dla żartu podniósł mi rękę. Nie mając innego wyjścia musiałam stanąć na podium. Eiji wręczył mi swoją batutę i powiedział – dyryguj.
Pamiętam, że to była VII Symfonia Beethovena. Na chwilę zamknęłam oczy, bo nie wiedziałam nawet jak mam zacząć ponieważ nigdy tego nie robiłam. Zupełnie zdałam się na instynkt. Pomyślałam – twoja matka robi to całe życie, to na pewno będziesz wiedziała jak zacząć.
       Popłynęła muzyka i w tej chwili, jak usłyszałam siłę i brzmienie wszystkich instrumentów w orkiestrze, pomyślałam, że to jest właśnie to. Same skrzypce nie wystarczą mi, żeby móc przekazać to, co chciałabym w muzyce zbudować. Poczułam, że to jest orkiestra, wir instrumentów, małych składowych, z których każdy składa się na to niesamowite brzmienie. To jest moje powołanie.

Wiem, że podczas studiów założyła Pani orkiestrę kameralną i prowadziła ją Pani.

       Jak zaczęłam studiować dyrygenturę, to założyłam tę orkiestrę, na której ja ćwiczyłam fach dyrygencki. Grali w niej moi koledzy, którzy uczyli się repertuaru orkiestrowego, ponieważ potrzebowali tego, żeby zacząć życie zawodowe w orkiestrach. Graliśmy razem przez całe studia i nawet dużo występowaliśmy. Grając w tej orkiestrze zarabialiśmy na nasze życie. Zaczęliśmy grać dla przyjemności, a potem to się rozwinęło w profesjonalne działania.

Po studiach dyrygenckich wróciła Pani do Polski?

       Jeszcze w czasie studiów zostałam zaangażowana w Filharmonii Narodowej jako asystent maestro Antoniego Wita i przeprowadziłam się do Warszawy. Przez parę lat mieszkałam w Warszawie. Bardzo szybko zaczęłam swoje zawodowe życie. To się zaczęło od Międzynarodowego Konkursu Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga. Po konkursie mimo, że nie dostałam żadnej nagrody, to otrzymałam bardzo dużo ofert i zaproszeń od przeróżnych filharmonii. W zasadzie nie miałam czasu na studia. Jako 23-latka miałam bardzo dużo pracy.

Kilkanaście lat temu zdecydowała się Pani wrócić do Poznania i rozpocząć pracę w orkiestrze, którą założyła i kierowała nią maestra Agnieszka Duczmal.

        Tak naprawdę wróciłam do Poznania w 2011 roku, ale z Amadeusem współpracowałam już od 2009 roku jako drugi dyrygent.

Jak sama nazwa wskazuje jesteście zespołem Polskiego Radia i wynikają z tej przynależności dodatkowe obowiązki.

        Tak, regularnie w ciągu roku mamy nagrania. Utrwalamy głównie utwory polskich kompozytorów. Te nagrania odtwarzane są w programach Polskiego Radia, a także wydawane są na płytach. Orkiestra ma na swoim koncie ponad 60 płyt.. Bardzo się cieszę, że te nagrania idą w świat.

Między innymi dzięki temu Amadeus prowadzi działalność koncertową w większości krajów europejskich oraz w USA, Kanadzie, Meksyku, Brazylii, Kuwejcie, Tajwanie i Japonii, współpracując często ze światowej sławy solistami. To wszystko odbywa się pewnie kosztem życia prywatnego.

        Owszem nagrywamy, często koncertujemy w Polsce i na świecie, ale na wszystko znajdujemy czas. Wszyscy nabraliśmy takiej wprawy w organizowaniu swojego życia prywatnego, że każdy z nas ma normalną rodzinę, wiedzie normalne życie, w które jest bardzo zaangażowany.
Nasi muzycy maja fantastyczny kontakt ze swoimi dziećmi. Jako ludzie czujemy się szczęśliwi i spełnieni.

Pani rodzice, którzy przez prawie całe zawodowe życie związani byli z tym zespołem, byli dobrym przykładem. Z trojga dzieci, dwie córki wybrały zawód muzyka.

        Moja siostra Karolina Jaroszewska – Rajewska jest solistką wiolonczel w Orkiestrze Filharmonii Narodowej w Warszawie i występuje także solowo. Jest znakomitą wiolonczelistką i ma także troje dzieci. Ja mam jedno dziecko. 
        Teraz będąc szefem, tak staram się zaplanować tak koncerty i nagrania, żebyśmy mieli czas na życie prywatne. Pomiędzy wyjazdami trwającymi dłużej, musimy mieć czas na przygotowanie się, żeby rodziny nie cierpiały z powodu naszych wyjazdów.

Chcę jeszcze powrócić do nagrań. Jako pierwsza orkiestra na świecie nagraliście 5-płytowy cykl ze wszystkimi symfoniami kameralnymi Mieczysława Weinberga pod Pani batutą, które wydane zostały przez niemieckie wydawnictwo CPO oraz DUX. Fakt ten został doceniony przez wielu krytyków w Polsce, Niemczech, Francji i Hiszpanii. Płyty otrzymały 3 nominacje do Fryderyków, nominację do nagrody ICMA 2020 oraz hiszpańską nagrodę magazynu Scherzo - „Exeptional”.

        Nagranie tych symfonii zajęło nam parę lat życia tak naprawdę, bo nagrywaliśmy je w odstępach czasu, a przygotowanie każdej z nich, ”wgryzienie” się w charakter, nastój, w to, jak Weinberg chciałby, żeby zabrzmiały. Nie sztuką jest zagrać utwór od pierwszego do ostatniego dźwięku, ale sztuką jest zadbanie, by miało ono nasze życiowe znaczenie. aby było wyjątkowe.

Grając koncerty za granicą staracie się wykonać chociaż jeden utwór polskiego kompozytora. Jak one są przyjmowane?

       Sa znakomicie przyjmowana przez słuchaczy. Zdarza się nawet, że mają oni swoje ulubione utwory. Na przykład w Japonii najczęściej jesteśmy proszeni o wykonanie „Orawy” Wojciecha Kilara.
Takim dziełem jest także Serenada Mieczysława Karłowicza, która zachwyca wszędzie, albo Grażyna Bacewicz. My te dzieła jako Polacy znakomicie czujemy i publiczność zagraniczna to odbiera, widząc jak emocjonalnie je gramy zakochują się w nich.

Ze wzruszeniem przypominam sobie czas, kiedy Orkiestra Kameralna Polskiego Radia Amadeus pod batutą Agnieszki Duczmal często przyjeżdżała na Festiwale im. Adama Didura do Sanoka i zawsze była owacyjnie przyjmowana. Teraz przyjechaliście po dłuższej przerwie.

       Ostatnio byliśmy tu pięć lat temu, podczas 30. Festiwalu. Pamiętam, że odbyło się wtedy prawykonanie Piotra Mossa – „Zmian Pogody” cyklu pieśni na baryton i smyczki do tekstów Janusza Szubera. Niezapomniany Jarosław Bręk wykonał je wtedy genialnie. Wcześniej byłam tu także z moją siostrą i gitarzystą Łukaszem Kuropaczewskim. Także wspaniale zostaliśmy przyjęci.

Jutro wracacie do domów i pracujecie nad następnymi koncertami.

        W tym roku mieliśmy bardzo dużo koncertów i dużo podróżowaliśmy. Mieliśmy też mnóstwo satysfakcji i radości z programów, które wykonywaliśmy. Każdy był magiczny i wnosił wiele w nasze życie. Niebawem mamy Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego, podczas którego towarzyszyć będziemy uczestnikom ostatniego etapu. Czekają nas koncerty w Niemczech, podczas których grać będziemy m.in. Serenadę Karłowicza, a w Polsce z Chórem Akademickim Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu wykonamy jedno z moich ukochanych dzieł „Requiem” Gabriela Faure. W grudniu pożegnamy rok „Souvenir de Florence” op. 70 Piotra Czajkowskiego i Adagiettem z V Symfonii Gustava Mahlera. To tylko niektóre z zaplanowanych na ten rok koncertów.

„Orkiestra Kameralna Amadeus okazała się zespołem muzycznym najwyższej jakości. To, co pokazała orkiestra w zakresie czystości intonacji, perfekcji zgrania, zdolności modulowania i lekkości wyrazu, było wręcz genialne.” To fragment recenzji, która ukazała się po koncercie 5 października 1992 roku w Niemczech w Feinfühlige Pianistin faszinierte, “Ruhr-Nachrichten”, Dortmund.
Te słowa można by było powtórzyć po dzisiejszym koncercie w Sanoku. Zarówno po wykonaniu Oktetu Es-dur op. 20 Feliksa Mendelssohna-Bartholdy’ego, jak i po części drugiej koncertu, którą wypełniły arie i fragmenty z oper, a śpiewała znakomita Joanna Moskowicz obdarowana przez naturę przepięknym sopranem.
Agnieszka Duczmal, założycielka i szefowa Orkiestry osiągnęła z zespołem bardzo wysoki poziom, który zaowocował w 1976 roku zdobyciem Srebrnego Medalu Herberta von Karajana na Międzynarodowych Spotkaniach Młodych Orkiestr w Berlinie Zachodnim i przekształceniem zespołu w Orkiestrę Kameralną Polskiego Radia Amadeus.
Taki był Amadeus pod batutą Agnieszki Duczmal i taki jest pod kierownictwem Pani. Muzycy podczas koncertu reagują na każdy gest dyrygenta. Na próbach wszyscy są bardzo zdyscyplinowani.

       To wszystko jest prawda. Przez cały czas bardzo intensywnie pracujemy nad tą dyscypliną, każdy słucha siebie nawzajem. Pracujemy nad tym, żeby w każdej akustyce wykonywane przez nas utwory zabrzmiały tak, jakbyśmy chcieli. Zawsze wychodzimy z tego założenia, że po to razem pracujemy, żeby dać z siebie wszystko. I tak jest. Dlatego udaje nam się utrzymać przez cały czas wysoki poziom.
Dzięki temu po koncercie możemy cieszyć się gorącym przyjęciem publiczności.

       Po dzisiejszym koncercie jesteśmy szczęśliwi, bo od początku towarzyszyły nam płynące z sali dobre fluidy. Nawet brawa, które pojawiły się pomiędzy częściami Oktetu nam nie przeszkadzały, bo doskonale rozumiemy, że emocje często trudno hamować.
Jesteśmy szczęśliwi, że w drugiej części koncertu mogliśmy towarzyszyć pani Joannie Moskowicz, bo to cudowna osoba, zarówno jako artystka i jako człowiek. Praca z nią jest spełnieniem oczekiwań i marzeń o współpracy. Doskonale wie jak technicznie poprowadzić frazę i dla nas wszystko jest jasne jak zagrać, żeby pokazać dźwiękiem to, co ona przekazuje słowami.

       Dziękujemy publiczności za gorące przejęcie, a panu dyrektorowi Waldemarowi Szybiakowi za zaproszenie oraz wszystkim pracownikom Sanockiego Domu Kultury za miłą atmosferę.
Z radością tu wrócimy.

Mam nadzieję, że może na kolejny koncert Amadeusa nie będziemy czekać aż pięć lat.
Bardzo dziękuję za rozmowę.

Zofia Stopińska