Muzyczne powroty w rodzinne strony
Inauguracja 72. Sezonu artystycznego odbyła się 9 października, ale w tym roku Filharmonia Podkarpacka zorganizowała także kilka bardzo ciekawych koncertów przed oficjalnym rozpoczęciem sezonu. Odbyły się one nie tylko w Rzeszowie, ale także w miejscowościach na terenie naszego województwa w ramach projektu „Przestrzeń otwarta dla muzyki”, a finansowane były z budżetu Województwa Podkarpackiego.
Pragnę teraz powrócić do koncertu, który odbył się 25 września tego roku w Filharmonii Podkarpackiej, bo tego koncertu nie można pominąć. Pierwszą część wypełniły dzieła Johannesa Brahmsa: Uwertura Akademicka op. 80 i Koncert podwójny a-moll op. 102, a po przerwie publiczność wysłuchała Symfonii nr 36 C-dur „Linzkiej” Wolfganga Amadeusa Mozarta. Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Podkarpackiej dyrygował Noam Zur, a partie solowe Koncercie podwójnym a-moll wykonali dwaj znakomici muzycy związani z Akademią Muzyczną w Katowicach - prof. dr hab. Szymon Krzeszowiec - skrzypce i jego syn Filip Krzeszowiec – wiolonczela.
Szymon Krzeszowiec, jest znakomitym skrzypkiem, od 2001 roku prymariuszem Kwartetu Śląskiego, z którym koncertuje na całym świecie. Jest także pedagogiem i prowadzi klasę skrzypiec oraz kieruje Katedrą Instrumentów Smyczkowych w Akademii Muzycznej w Katowicach.
22 letni Filip Krzeszowiec jest obecnie studentem Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach klasie wiolonczeli Aleksandra Geberta oraz Pernoo School of Musical Performance w Paryżu, w klasie Jérôme Pernoo. Filip Krzeszowiec jest laureatem wielu krajowych i międzynarodowych konkursów wiolonczelowych, w tym zdobywcą pierwszych nagród, a także prowadzi ożywioną działalność koncertową.
Chcę jeszcze dodać, że Koncert podwójny a-moll na skrzypce i wiolonczelę Johannesa Brahmsa jest rzadko wykonywany, ze względu na trudności techniczne i interpretacyjne w partiach solowych. Potrzebni są dwaj znakomici wirtuozi, którzy potrafią ze sobą współpracować. Idealnymi okazali się panowie Szymon i Filip Krzeszowcowie. Przede wszystkim zachwycali w pojawiających się od początku w części I Allegro partiach solowych i muzycznych dialogach. Należy także podkreślić bardzo dobrą współpracę solistów z dyrygentem i orkiestrą.
Po tym dość długim, ale moim zdaniem niezbędnym wstępie, zapraszam Państwa na spotkanie z Panem Szymonem Krzeszowcem, z którym miałam przyjemność rozmawiać w przeddzień koncertu po próbie.
Bardzo Pana proszę, aby na początku rozmowy przybliżył nam Pan historię muzycznej rodziny Krzeszowców, która wywodzi się z Rzeszowa
Faktycznie nasza rodzina wywodzi się z tych stron. Mój tato, Henryk Krzeszowiec który także przyjechał z nami do Rzeszowa, chodził do Szkoły Muzycznej II stopnia , która jest tuż obok Filharmonii.
Pamiętam, że jak byłem małym chłopcem przyjeżdżaliśmy tutaj odwiedzać dziadków. Dla mnie każdy przyjazd do Rzeszowa jest powrotem w rodzinne strony i sprawia mi ogromną przyjemność nie tylko ze względów artystycznych, ale także sentymentalnych. Tym razem szczególnie, bo reprezentujemy trzy pokolenia Krzeszowców.
Tato, który jest pianistą, po ukończeniu szkoły muzycznej II stopnia studiował w Akademii Muzycznej w Katowicach, poznał tam moją mamę, pobrali się i zamieszkali w tym mieście. Dlatego nasza rodzina zaczęła się formułować artystycznie w Katowicach.
Mam dwóch braci, którzy także są muzykami. Jeden jest flecistą, ja jestem skrzypkiem, a najmłodszy został wiolonczelistą.
Na estrady zaczyna wchodzić także już następne pokolenie. Mam córkę skrzypaczkę, a syn Filip, z którym wystąpimy wspólnie z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Podkarpackiej jest wiolonczelistą.
Miło słyszeć, że kolejne pokolenia Krzeszowców decydują się żyć z muzyki.
Z jednej strony cieszymy się, że nasze dzieci chcą być muzykami, ale mamy także wątpliwości, czy zawód artysty w tym kraju pozwoli nam na godne życie. To nigdy nie był łatwy kawałem chleba, ale patrząc na to co się dzieje w świecie artystycznym można mieć dużo wątpliwości. Nawet jak jesteś bardzo dobrym muzykiem, nie ma pewności, że będzie ci łatwo.
Staram się, aby oprócz mnie mieli swoich muzycznych mentorów i w ten sposób pomagać im w dalszym rozwoju.
Pewnie nie tylko ja, ale wielu melomanów cieszy się na Wasz wspólny koncert, bo Pana syn jest już świetnym wiolonczelistą i odnosi sukcesy.
Filip jest jeszcze studentem, ale wydaje mi się, że już odnalazł swoje powołanie w muzyce i nie sądzę, żeby coś się zmieniło. Mam nadzieję, że życie go nie zmusi, bo gra na wiolonczeli to jego pasja.
Wykonają Panowie z naszą orkiestrę pod batutą Noama Zura Koncert podwójny a-moll Johannesa Brahmsa, to przepiękny utwór, ale bardzo wymagający zarówno dla solistów, jak i orkiestry.
Tak, tym bardziej, że po raz pierwszy go wykonamy podczas koncertu. Do tej pory sięgaliśmy po inne utwory. Rzadko też mamy okazję grać razem.
Pana działalność artystyczna toczy się w trzech nurtach: występy solowe, kameralistyka oraz pedagogika, która według mnie także ma ścisły związek życiem artystycznym.
Od studiów związany jestem z Akademią Muzyczną w Katowicach prawie od trzydziestu lat, bo w 1997 roku ukończyłem studia, w następnym roku rozpocząłem pracę w macierzystej uczelni. Także niedawno obchodziłem jubileusz pracy w Kwartecie Śląskim, bo od połowy września 2001 roku jestem prymariuszem w tym zespole.
Kameralistyka przeważa w Pana działalności artystycznej. Czy marzył Pan o tym?
Kilka wątków na to się złożyło. Bardzo dobrze się czułem w muzyce kameralnej i dlatego czułem potrzebę, a nawet marzyłem o grze w zespole kameralnym. To marzenie być może jeszcze długo by tkwiło w sferze niespełnionych marzeń, ale okazało się , że Kwartet Śląski był w potrzebie, a ja byłem trochę na rozdrożu.
Byłem zatrudniony na uczelni i miałem trochę solowych angaży, ale nie myślałem o karierze solistycznej. Coraz częściej myślałem, aby przystąpić do egzaminu na koncertmistrza w dobrej zagranicznej orkiestrze i wyjechać z Polski.
W tym momencie pojawiła się oferta współpracy z Kwartetem Śląskim i udział w koncertach, które już były zakontraktowane. Daliśmy sobie pół roku na poznanie się i po dwudziestu pięciu latach gramy nadal razem.
Znamy się doskonale, spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu regularnie ćwicząc.
Sprawuje Pan artystyczną pieczę nad Międzynarodowym Konkursem Skrzypcowym Mieczysława Weinberga w Katowicach.
Postać Mieczysława Weinberga stała sia bardzo ważna w moim artystycznym życiu, bo już ponad dziesięć lat temu zaczęliśmy w Kwartecie Śląskim studiować jego kameralne dzieła.
Nagle pojawiło się w przestrzeni muzycznej coś nowego i bardzo wartościowego. Weinberg mieszkał w Moskwie i po jego śmierci nikt o nim nie słyszał. Rosjanie traktowali go jako swojego kompozytora, ale on nie dał się zrusyfikować i mówił piękną polszczyzną oraz komponował pieśni do słów polskich poetów.
Jak odkryliśmy, że Weinberg skomponował 17 kwartetów smyczkowych, to postanowiliśmy je najpierw grać, a później nagrać w komplecie. To była niesamowita przygoda, bo ta muzyka jest fascynująca i dorównuje swą jakością muzyce Szostakowicza czy Bartoka.
Postanowiłem także w podobny sposób zająć się utworami skrzypcowymi Weinberga. Aktualnie nagrywam komplet sonat na skrzypce i fortepian Mieczysława Weinberga.
Wracając do pani pytania o Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Mieczysława Weinberga, chcę przypomnieć, że pierwsza edycja odbyła się w grudniu 2021 roku w Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, zaś druga trzy lata później, bo w 2024 roku. Mamy w naszej uczelni doskonałe warunki, aby organizować wielki międzynarodowy konkurs w salach naszej uczelni.
Dodam, że teraz będzie oddany do użytku kolejny nowoczesny budynek przystosowany dla sztuk scenicznych.
Czy Kwartet Śląski działa w ramach jakiejś instytucji kulturalnej?
Właściwie nie. Kwartet Śląski jest zespołem, który ma swoją markę, ale nie jest związany z żadną instytucją na stałe. Ćwiczymy w Akademii Muzycznej. Trzech z nas jest profesorami w tej uczelni, ale nie jesteśmy zespołem Akademii Muzycznej, Filharmonii Śląskiej, czy innej instytucji. Mamy swoją serię koncertów kameralnych w NOSPR, ale nie można o nas powiedzieć, że jesteśmy związani z tą instytucją.
Wkrótce zespół będzie świętował 50-lecie swojej działalności i jest okazja, aby już teraz wspomnieć o Waszym ogromnym dorobku.
Kwartet Śląski Istnieje nieprzerwanie od 1978 roku. Nasz repertuar obejmuje ponad 450 utworów kameralnych, z czego około 300 to literatura XX i XXI wieku. Mamy na swoim koncie prawie 150 prawykonań kwartetów smyczkowych kompozytorów polskich i obcych, z czego znaczna część jest nam dedykowana.
Cieszymy się międzynarodową sławą, koncertując na estradach większości krajów europejskich oraz w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Meksyku, Japonii, Chinach i Korei Południowej. Staramy się, aby w repertuarze każdego koncertu, zwłaszcza zagranicznego znalazło się chociaż jeden utwór polskiego kompozytora: Szymanowskiego, Lutosławskiego, Weinberga, Goreckiego, Pendereckiego…
Nasz dorobek fonograficzny obejmuje ponad 60 płyt wydanych przez takie wytwórnie, jak: ECM, EMI Poland, Olympia, CD Accord, Chandos, czy Radio Katowice. Nagrania Kwartetu Śląskiego były 26-krotnie nominowane do nagrody „Fryderyka”, a 7-krotnie zespół otrzymał tę statuetkę. Nie brakuje nam ciekawych wyzwań. Na przykład w zeszłym roku wzięliśmy udział w prawykonaniu odkrytego niedawno w bibliotece w Londynie Kwartetu smyczkowego Józefa Kofflera. Ciągle odnajdywane są takie skarby i cieszymy się, że możemy brać udział w odkrywaniu nowej muzyki polskiej.
Zapytam jeszcze na zakończenie o współpracę z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Podkarpackiej, którą przygotowuje i prowadzi Noam Zur.
Pierwszy raz mam przyjemność pracować z tym dyrygentem i bardzo podoba mi się jego kameralne podejście do tego koncertu. Brahms kojarzony jest zazwyczaj z wielką symfoniką, a on zwraca uwagę na co innego i bardzo mi to przypomina pracę nad muzyką kameralną. Dla solistów, którzy muszą się zderzyć z potęgą brzmienia orkiestry symfonicznej, nie zawsze to jest łatwe, a przy takim podejściu jak maestro Zur, mamy duży komfort gry.
Orkiestra jest w świetnej formie i cieszę się, że po raz kolejny mogę z tym zespołem występować. Grają w nim wychowankowie Akademii Muzycznej w Katowicach. Dobrym moim znajomym z czasów katowickich jest koncertmistrz Robert Naściszewski. Jak spotykam kogoś z kim się kiedyś koncertowało, to czuję się jakbym odwiedzał kogoś z rodziny. To duża przyjemność być w Rzeszowie, zwłaszcza, że partie solowe na wiolonczeli gra mój syn.
Bardzo Panu dziękuję za spotkanie.
Bardzo mi było miło z panią porozmawiać.
Zofia Stopińska
Galeria
-
Muzyczne powroty w rodzinne strony
Muzyczne powroty w rodzinne strony
-
Muzyczne powroty w rodzinne strony
Muzyczne powroty w rodzinne strony
-
Muzyczne powroty w rodzinne strony
Muzyczne powroty w rodzinne strony
https://www.klasyka-podkarpacie.pl/wywiady/item/4075-muzyczne-powroty-w-rodzinne-strony#sigProId551c8078e2



