Moją marką jest wszechstronność
Paweł Kowalski - fortepian fot. Andrzej Świetlik

Moją marką jest wszechstronność

       Bardzo ciekawy koncert odbył się w Filharmonii Podkarpackiej 28 kwietnia 2023 roku, a wykonawcami byli Orkiestra Filharmonii Podkarpackiej pod batutą maestro Marka Pijarowskiego i wybitny pianista Paweł Kowalski. Wieczór rozpoczęła efektowna i błyskotliwa Uwertura Antoniego Szałowskiego, Koncert fortepianowy G-dur oraz wykonana przez solistę na bis Pavana Maurice Ravela, a w części drugiej IX Symfonia e-moll op.95 „Z Nowego Świata” Antonína Dvořáka. Świetne kreacje zostały nagrodzone przez publiczność gorącymi oklaskami.
      Bardzo się cieszę, że mogę Państwa zaprosić na spotkanie z jednym z najbardziej wszechstronnych polskich muzyków, panem Pawłem Kowalskim, który w czasie pobytu w Rzeszowie znalazł czas na rozmowę.

Przepiękny Koncert fortepianowy G-dur Maurice Ravela wymaga zarówno od solisty, jak i orkiestry dobrego przygotowania i wielkiego skupienia.

      - To jest jeden z moich ulubionych koncertów. Kocham każdą jego nutę i każde wykonanie jest dla mnie świętem. W przyszłym sezonie zagram Koncert co najmniej z czterema orkiestrami, wraz z Błękitną rapsodią Gershwina, której 100-lecie premiery będziemy obchodzić w lutym 2024. Ravel zachwycił się jazzem podczas swojego amerykańskiego tournée w 1928 roku i elementy jazzu, podane w bardzo wyrafinowany sposób, znalazły się właśnie w Koncercie G-dur, skomponowanym w latach 1929 – 1931.

Podziwiałam Pana współpracę z orkiestrą i dyrygentem.

      - Dziękuję bardzo. W Koncercie G-dur Ravela fortepian w wielu miejscach jest instrumentem akompaniującym, np. w słynnym solo rożka angielskiego w II części, ale akompaniuje również innym instrumentom w efektownym finałowym Presto. W I części jest aż pięć tematów i sporo zwrotów akcji, a w części III żelazny rytm w bardzo szybkim tempie od pierwszej do ostatniej nuty. Współpraca z Maestro Pijarowskim to wielka przyjemność. To znakomity muzyk, który ma również niezwykły talent do akompaniamentu. Za dwa tygodnie gramy wspólnie I Koncert fortepianowy Wojciecha Kilara, a w listopadzie mój ukochany Koncert fortepianowy Witolda Lutosławskiego. Maestro Pijarowski jest człowiekiem niezwykle życzliwym, a próby, pełne ciekawych uwag, pozbawione są elementu stresu, co dla solisty i muzyków orkiestry tworzy komfortowe warunki. Gratuluję Orkiestrze Filharmonii Podkarpackiej świetnego koncertu i cieszę się na nasze spotkania w przyszłości.

Jak często Pan wykonuje Koncert G-dur Ravela?

      - Poprzednio w listopadzie 2021 w Warszawie z Sinfonią Iuventus pod dyrekcją maestro Jerzego Maksymiuka. Podczas lockdownów w pandemii na estradzie mogło się znajdować nie więcej niż 40 osób. Graliśmy wówczas z Orkiestrą Filharmonii Podkarpackiej online Koncert fortepianowy f-moll Chopina i I Koncert fortepianowy C-dur op.15 Beethovena.

Ostatnio rozmawialiśmy właśnie w listopadzie 2020 roku przed nagraniem w Rzeszowie I Koncertu fortepianowego C-dur Beethovena...

        - Na początku pandemii postawiłem sobie dwa zadania: dbanie o najbliższe mi osoby oraz zachowanie dyscypliny zawodowej. Cenię sobie bardzo program nagrań oraz koncertów online, realizowany podczas pandemii przez polskie filharmonie i instytucje muzyczne. Był on ważny zarówno dla publiczności, która szczególnie w pierwszym okresie pandemii bardzo aktywnie odwiedzała strony z nagranymi koncertami, ale także dla orkiestr, solistów i dyrygentów, potwierdzając, że nasza praca w tym bardzo trudnym okresie ma sens.

Z pewnością wykonawcom brakowało publiczności.

       - Jeden z wywiadów ze mną w tym czasie został zatytułowany: „Musimy sobie wyobrazić publiczność”.
(https://jedynka.polskieradio.pl/artykul/2711953,pianista-pawel-kowalski-musimy-sobie-wyobrazic-publicznosc). Dla mnie już towarzysząca mi orkiestra jest doskonałą, krytyczną publicznością.
      Podczas pandemii w wielu filharmoniach koncerty transmitowane były na żywo. Trzeba było grać ze świadomością, że nie ma możliwości dokonania poprawek, a nagrania pozostaną w sieci.
      Do historii fonografii światowej przejdzie na pewno nagranie wszystkich koncertów fortepianowych Beethovena w wykonaniu Krystiana Zimermana, Simona Rattle’a i London Symphony Orchestra, podczas którego muzycy zostali rozmieszczeni w kilkumetrowych odstępach na całej długości nawy dawnego kościoła St Luke’s, a obecnie studia nagrań LSO. Sir Simon Rattle żartował, że utrzymanie kontaktu wzrokowego z muzykami było jak „odpalanie świec dymnych nad górą” („blowing smoke signals over a mountain”). Pomimo takich warunków nagranie jest fantastyczne i moim zdaniem, jedne z najlepszych w historii.
Natomiast powrót do normalności, ze względów ludzkich, możliwości kontaktu z muzykami, jest oczywiście bezcenny.

Nadal jest Pan freelancerem?

        - Tak i bardzo sobie to cenię.
Z radością podchodzę do każdego kolejnego projektu, niezależnie od tego, czy jest to recital, koncert z orkiestrą, koncert kameralny czy jazzowy, a między koncertami komentuję... rozgrywki Bundesligi dla platformy streamingowej Viapley Sport. Procentują godziny, które spędziłem na niemieckich stadionach (śmiech).

Nie znalazłam ostatnio żadnych aktualnych informacji na temat muzyki kameralnej, której kiedyś poświęcał Pan dużo uwagi.

       - To jest w Polsce niestety ‘ekskluzywna” przyjemność ze względu na szczupłe budżety filharmonii i nie aż tak wielką liczbę festiwali. Na Muzycznym Festiwalu w Łańcucie grałem kwintety fortepianowe Brahmsa i Zarębskiego w znakomitym składzie, w którym każdy z nas był o 10 lat młodszy lub starszy od innego muzyka, a wszystkie nazwiska zaczynały się na literę „k”: Kulka, Kolinek, Kowalski, Kamasa, Kwiatkowski. Zagrałem kilkadziesiąt koncertów z Kwartetem Śląskim, a nasza płyta z kwintetami Brahmsa i Zarębskiego była nominowana do nagrody Fryderyka.
       W 2019 roku na festiwalu Konex w Buenos Aires wykonałem półrecital chopinowski, a w drugiej części Kwintet fortepianowy Brahmsa z Quarteto Petrus, kwartetem orkiestry filharmonicznej i za to wykonanie otrzymałem nagrodę Premio Revelacion Stowarzyszenia Argentyńskich Krytyków Muzycznych. Byli chyba zaskoczeni, że pianista po wykonaniu półrecitalu chopinowskiego zagrał na pamięć Kwintet Brahmsa. Traktuję muzykę kameralną z takim samym entuzjazmem, co recitale i koncerty z orkiestrą. Nauczył mnie tego na studiach znakomity profesor Jerzy Marchwiński.

Występował Pan w 40 krajach. Wielu polskich muzyków z wielkim powodzeniem występuje na całym świecie. Czy to jest dobry czas dla polskich wykonawców?

        - Muzyka polska cieszy się zainteresowaniem największych światowych instytucji. W lutym byłem w Barbican Hall w Londynie na koncercie BBC Symphony pod dyrekcją Sakari Oramo, podczas którego wykonano rewelacyjnie III Symfonię „Pieśń o nocy” Szymanowskiego oraz IV Symfonię Bacewicz. Miesiąc temu oglądałem online genialne wykonanie III Symfonii Góreckiego z Aleksandrą Kurzak, Boston Symphony Orchestra, której od lat jestem fanem, pod dyrekcją Giancarlo Guerrero
(https://now.bso.org/player/27112/stream?assetType=episodes&playlist_id=60).
     Moją marką jest wszechstronność. Gram ponad czterdzieści utworów na fortepian i orkiestrę. W repertuarze solowym mam kilka godzin muzyki Chopina. Za granicą staram się grać muzykę polską, np. Koncert fortepianowy Lutosławskiego grałem z orkiestrami radiowymi w Berlinie, Oslo, Zagrzebiu…

 Publiczność przyjęła dzisiaj gorąco wspaniałe kreacje Pana utworów Ravela. Mam nadzieję, że niedługo pojawi się Pan z nowymi pomysłami.

        - Dziękuję, grało mi się znakomicie. Po Koncercie fortepianowym zagrałem na bis Pavanę Ravela. Sala Filharmonii ma znakomitą akustykę, a fortepian koncertowy został do koncertu bardzo dobrze przygotowany. To osoby pracujące w danej instytucji: muzycy orkiestry, dyrektorzy, ludzie zajmujący się organizacją, stroiciel fortepianów, estradowi, kierowca czy portier – wszyscy oni są ważni i tworzą atmosferę miejsca, w którym czuję się komfortowo i do którego chętnie wracam. Filharmonia Podkarpacka jest właśnie takim miejscem.

Zofia Stopińska