Rafał Blechacz: Bardzo lubię takie kameralne miejsca
Rafał Blechacz - fortepian fot. z materiałów prasowych ZPSM w Jarosławiu

Rafał Blechacz: Bardzo lubię takie kameralne miejsca

       Miałam szczęście uczestniczyć w znakomitym koncercie, który odbył się 19 marca w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych w Jarosławiu, w wykonaniu Rafała Blechacza, zwycięzcy XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie w 2005 roku. Artysta otrzymał również wszystkie nagrody specjalne za najlepsze wykonania: mazurków, poloneza, koncertu i sonaty, a także nagrodę publiczności. Wydarzyło się to po raz pierwszy w historii Konkursów Chopinowskich.

       W 2007 roku ukończył studia pianistyczne w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy w klasie prof. Katarzyny Popowej-Zydroń.

        Jako zwycięzca Konkursu Chopinowskiego zaczął koncertować w najbardziej prestiżowych Salachna świecie. W 2006 roku podpisał ekskluzywny kontrakt z niemiecką wytwórnią fonograficzną Deutsche Grammophon. Jest drugim w historii, po Krystianie Zimermanie, polskim artystą związanym z tą prestiżową firmą.

       W pierwszej części wieczoru w Jarosławiu przy drugi, fortepianie zasiadł Maciej Wota, absolwent Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie fortepianu i w klasie organów, laureat wielu konkursów pianistycznych, a od roku 2028 jest asystentem w Katedrze Fortepianu UMFC. Maciej Wota jest rodzinnie związany z Jarosławiem. Usłyszeliśmy  Koncet fortepianowy c-moll op.37 Ludwiga van Beethovena , w którym solistą był Rafał Blechacz, a partie orkiestry na fortepianie grał Maciej Wota.

        W części drugiej Rafał Blechacz wystąpił z utworami Fryderyka Chopina, a usłyszeliśmy wspaniałe kreacje: Barkaroli Fis- dur op. 60, Ballady As-dur op. 47, Mazurków op.50 i Scherza cis-moll op. 39. Koncert prowadził pan Boguslaw Pawlak. To był wspaniały wieczór, który na długo pozostanie w pamięci wszystkich, którzy mieli szczęście być na tym koncercie.

        Dodam jeszcze, że organizatorami tego wydarzenia byli: Zespół Państwowych Szkół Muzycznych im. F. Chopina w Jarosławiu, Centrum Kultury i Promocji w Jarosławiu i Towarzystwo Muzyczne w Jarosławiu. 

 Dziękuję pani Grażynie Seredzie, dyrektorce ZPSM w Jarosławiu za zaproszenie i umożliwienie zarejestrowania wywiadu z maestro Rafałem Blechaczem i dzięki temu mogę zaprosić Państwa na spotkanie z mistrzem.

Dobrą wiadomość mamy dla wszystkich Pana fanów. Niedawno skończył Pan nagranie płyty, na której będzie utrwalony także wykonywany w Jarosławiu Koncert fortepianowy c-moll op. 37 Ludwiga van Beethovena.

         To prawda, Już w lipcu tego roku płyta będzie dostępna, a oprócz Koncertu c-moll Beethovena, znajdzie się na niej także Koncert c-moll Mozarta. To taki projekt c-molowy.

Dwadzieścia jeden lat temu, w październiku 2005 roku został Pan zwycięzcą XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie, chyba najważniejszego konkursu pianistycznego na świecie.. Przyznano Panu też nagrody  za najlepsze wykonanie: mazurków, poloneza, koncertu i sonaty. To był początek Pana wielkiej kariery.

        Może ryzykownie jest mówić, że Konkurs Chopinowski w Warszawie jest najważniejszy, ale na pewno jest jednym z trzech, może czterech najważniejszych, bo  rzeczywiście po wygraniu tego konkursu, czuje się, że drzwi do sal koncertowych świata są rzeczywiście pootwierane. Są możliwości nie tylko do koncertowania na całym świecie, ale także kontrakty płytowe są zagwarantowane.  

Często mówi się o tym, że nie przyjmuje Pan wielu zaproszeń i rzadko pojawia się Pan na polskich estradach. Wczoraj przez chwilę przeglądałam w Internecie  Pana profil i odniosłam wrażenie, że trochę w narzekaniach jest sporo przesady.

      Dla mnie zagranie 40 czy 50 koncertów rocznie, to jest dużo. Niektórzy pianiści grają po 100, a nawet 120 koncertów każdego roku. Ja nie mógłbym tak funkcjonować. 50 koncertów to jest dużo, ale przy tej ilości mogę mieć czas na inspiracje, na poszerzanie programu o nowe utwory. Uważam, że gram sporo koncertów. Niedawno wróciłem z tournée po Japonii, koncertowałem na Litwie, niedługo także mam zaplanowane koncerty.

Sporo czasu zajmują Panu nagrania, że wrażenia z wielu wydarzeń zapisuje Pan i być może niedługo powstanie książka.

       Mam już dużo doświadczeń, nazbierało się już sporo materiałów i jest szansa, że książka powstanie.

Jarosław nie jest wielkim miastem. Jak się Pan czuje w takich niewielkich aglomeracjach?

      Bardzo lubię takie kameralne miejsca. Chopin też je bardzo lubił grać w takich mniejszych przestrzeniach. Ma się wtedy poczucie, że jest się bliżej słuchacza i muzyka nas otacza. Należy podkreślić, że w czasach Chopina  dużo koncertów odbywało się w arystokratycznych salonach, a publiczność gromadziła się wokół wykonawców. Dzisiaj grałem w niewielkiej, trochę selektywnej Sali Zespołu Szkół Muzycznych w Jarosławiu, ale fortepian brzmi tutaj bardzo dobrze. W pierwszej części grał ze mną bardzo dobry pianista Maciej Wota, który realizował partie orkiestry w Koncercie c-moll Beethovena. Chcę także podkreślić, nasz pobyt w Jarosławiu został bardzo dobrze zorganizowany.  Mieliśmy wystarczająco dużo czasu, aby w komfortowych warunkach przygotować się do koncertu

Pana mentorem i przyjacielem jest Krystian Zimerman wspaniały człowiek i wielki artysta.

      Mam szczęście, że obdarzył mnie przyjaźnią i bardzo mi w życiu pomógł w niezwykle trudnym okresie. Zaraz po wygranym Konkursie Chopinowskim podzielił się ze mną swoim, wówczas 30-letnim doświadczeniem.

Niedawno dowiedziałam się, że zaczął Pan uczyć w swojej macierzystej uczelni Akademii Muzycznej w Bydgoszczy.

      To jest trochę za dużo powiedziane, bo  tylko raz po raz robię króciutkie kursy muzyczne. Natomiast nie mam regularnych studentów. Przy obecnej działalności koncertowej praca etatowa nie byłaby możliwa.

Wspomniał Pan o zaplanowanych niedługo koncertach.

      31 marca mam recital w Mediolanie, później lecę do Korei wykonać Koncert c-moll Beethovena, a potem mam jeszcze parę koncertów w Europie, z tego co pamiętam w Hamburgu  i Poznaniu. W drugiej połowie czerwca będę grał ze skrzypaczką Kim Bomsori w Azji; głównie w Chinach i  Hongkongu,

Jak Pan sobie radzi z dalekimi podróżami, zmianami stref czasowych i klimatu?

       Jeżeli są duże zmiany stref czasowych, to przyjeżdżam w to miejsce minimum 5 dni, a nawet tydzień  wcześniej  przed pierwszym koncertem. Po takim czasie na adaptację zaczynam grać pierwsze koncerty. Dlatego te wyjazdy trwają tak długo. Dawniej trwały jeszcze dłużej, bo nie podróżowało się samolotami, a statkami. Na przykład Rubinstein czy Rachmaninow płynęli do Stanów Zjednoczonych trzy tygodnie i koncertowali tam przynajmniej przez trzy miesiące, albo nawet pół roku.

Życie „na walizkach” to codzienność artystów.

      To prawda, ale jest też czas, kiedy jestem dłużej w domu, z rodziną i przyjaciółmi. Jest mi to bardzo potrzebne. Zawsze bardzo czekam na to czekam.

Ma Pan gotową receptę dla rozpoczynających karierę pianistów co robić, żeby być w najwyższej formie przez długie lata?

       Według mnie, nie ma gotowej recepty dla wszystkich. Trzeba potrafić obserwować siebie. W jakich sytuacjach dobrze się czuję, a w jakich nie. Nie należy powtarzać błędów. Trzeba wiedzieć ile czasu potrzeba na przygotowanie nowego programu, a ile na przypomnienie sobie, który kiedyś już grali.  To jest wszystko bardzo ważne, aby zawsze wychodzić na scenę ze świadomością, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy aby zaprezentować się jak najlepiej.

Inspiruje Pana publiczność?

     Tak, potrzebuję kontaktu z publicznością. Najtrudniejszy dla mnie był czas pandemii, kiedy nie było koncertów i publiczności w salach koncertowych nie było. Także brakuje mi publiczności podczas nagrań i czasami próbuję sobie wyobrażać publiczność.

Wiem, że jest Pan zafascynowany organami. Czy koncertuje Pan na tym instrumencie?

       Nie gram, a nawet nigdy o tym nie pomyślałem. Fascynuje mnie specyfika tego instrumentu, potęgi brzemienia, tajemniczości ogromnych możliwości jakie dają organy, zmiany rejestrów, barw i myślenie polifoniczne. Uwielbiam utwory Bacha wykonywane na organach. Dosyć rzadko mam okazję zasiadać przy organach. Jak jestem w mojej rodzinnej miejscowości, to zawsze idę do kościoła parafialnego, aby spędzić trochę czasu przy organach.

Jest Pan bardzo wrażliwy na cierpienie. Nie unika Pan kontaktów z takimi osobami.

       Nigdy nie unikałem. W miarę możliwości  gram dla podopiecznych Puckiego Hospicjum pw. Św. Ojca Pio. Mam nadzieję, że ta muzyka niesie światło, nadzieję i chwile zapomnienia chorym przebywającym w tym hospicjum.

Koncertuje Pan wyłącznie na fortepianach firmy Steinway & Sons?

      Tak, mam nawet podpisany kontrakt z firmą Steinway. Wszędzie w salach koncertowych przygotowują mi fortepian Steinwaya. Z radością dzisiaj grałem na bardzo dobrym instrumencie, który jest własnością Szkoły Muzycznej w Jarosławiu.

Z zachwytem słuchałam jak potrafił Pan wyczarować tak cudowne dźwięki podczas koncertu. Utwory  Chopina  były dla mnie muzycznymi obrazami. Dźwięki wychodzące spod Pana palców dotykały do najgłębszych zakamarków duszy. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja oklaskiwać Pana  w Polsce południowo-wschodniej.

     Ja także mam nadzieję, że będą okazje. Nie tak dawno koncertowałem w Centrum Paderewskiego w Kąśnej Dolnej, gdzie na terenie parku znajduje się piękny dworek Ignacego Jana Paderewskiego. Wiem, że w tych stronach jest wiele pięknych miejsc, w których organizowane są koncerty i chętnie je kiedyś odwiedzę.

Bardzo dziękuję za wspaniały, pełen wrażeń i wzruszeń koncert oraz za miłą rozmowę.

        Bardzo dziękuję.

Zofia Stopińska