relacje

„Muzyczne krajobrazy” - Recital Alicji Płonki

             „Żyłam sztuką, żyłam miłością” – tę wspaniałą arię Toski z opery „Tosca” G. Pucciniego z wielkim uczuciem śpiewała podczas recitalu w rzeszowskim ratuszu dr Alicja Płonka, znakomita śpiewaczka i pedagog śpiewu solowego, absolwentka Wydziału Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie prof. Adam Szybowskiego i prof. Moniki Swarowskiej-Walawskiej.
            W niedzielny wieczór 19 października 2019 roku, w koncercie zorganizowanym przez Rzeszowski Teatr Muzyczny „Olimpia” wraz z Estradą Rzeszowską pod honorowym patronatem prezydenta Rzeszowa Tadeusza Ferenca, w znakomitej akustyce zabytkowej sali posiedzeń rzeszowskiego ratusza cudownie brzmiały czarowne dźwięki natchnionych fraz głębokich, nastrojowych pieśni i arii Ch.W. Glucka, R. Schumanna, C. Debussy’ego, P. Czajkowskiego, G. Verdiego, G. Pucciniego, M. Karłowicza, A. Dvořaka, R Leoncavalla, F. Obradosa. Artystka urzekła licznie zgromadzoną publiczność pięknem śpiewu, głębią fraz, wyczuciem stylów prezentowanych utworów, znakomitą dykcją, oszczędną interpretacją aktorską, wbudzając u słuchaczy głębokie wzruszenia i szczery podziw.
             W recitalu wystąpił także absolwent klasy śpiewu solowego dr Alicji Płonki w Szkole Muzycznej II stopnia w Tarnowie Grzegorz Rubacha – tenor, obecnie student I roku Wydziału Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej w Katowicach, który nośnym dźwiękiem o wyrównanych rejestrach z wielką starannością zaśpiewał arię starowłoską F. Durante pt. „Danza, danza fanciulla” (Tańcz, tańcz dziewczyno) i przesyconą głębokim liryzmem pieśń M. Karłowicza pt. „Zasmuconej”.
              Na koniec artystka i jej uczeń w scenicznym opracowaniu, z artystycznym rozmachem zaśpiewali duet Lia San i Ferrego „Myszka” z operetki P. Abrahama pt. „Wiktoria i jej huzar”. Rozbawiona publiczność nie chciała wypuścić solistów z ratuszowej sceny. Toteż na bis dr Alicja Płonka ż wielką werwą zaśpiewała transkrypcję pieśni hiszpańskiej J. Nin pt. „El vito”.
              Artystom towarzyszył przy fortepianie Sławomir Kokosza, absolwent Akademii Muzycznej w Krakowie, kameralista i pedagog, starając się wydobyć z niemłodego już instrumentu w sali posiedzeń rzeszowskiego ratusza najpiękniejsze dźwięki i frazy, jakie tylko były możliwe.
              Mienił się ten niezwykły koncert różnymi barwami muzycznych krajobrazów. Towarzyszyły mu strofy poezji K.I. Gałczyńskiego, Ewy Korczyńskiej i niżej podpisanego, a także myśli o muzyce C. Debussy’ego, jak choćby ta, którą cytuję.
              „Tylko muzyka jest w stanie wywoływać fantastyczne krajobrazy, połączyć świat rzeczywisty z urojonym, zapanować nad tajemniczą poecją nocy, nad tysiącem utajonych szmerów liści muskanych promieniami księżyca.”
               Recital dr Alicji Płonki i jej ucznia Grzegorza Rubachy z towarzyszeniem fortepianowym Sławomira Kokoszy w rzeszowskim ratuszu na długo pozostanie w naszej pamięci.

Andrzej Szypuła

Recital Kai Danczowskiej zakończy III Rzeszowską Jesień Muzyczną

          Wielką ucztę muzyczną przygotowali na ostatni weekend października organizatorzy III Rzeszowskiej Jesieni Muzycznej, czyli Stowarzyszenie Polskich Muzyków Kameralistów. Ostatnie koncerty odbywają się w sali koncertowej Instytutu Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego.
          Dzisiaj wróciliśmy z fantastycznego koncertu w wykonaniu świetnych polskich instrumentalistów młodszego pokolenia, a byli to: Krzysztof Książek – fortepian, Jakub Jakowicz – skrzypce, Maria Sławek – skrzypce, Katarzyna Budnik – altówka i Bartosz Koziak – wiolonczela.
          Wieczór rozpoczął Kwartet fortepianowy a-moll Nicht zu schnell – Gustawa Mahlera z Jakubem Jakowiczem w roli skrzypka. Środkowe ogniwo tworzyła mało znana Fantazja na kwartet fortepianowy Franka Bridge’a – tym razem na skrzypcach grała Maria Sławek, a koroną wieczoru był przepiękny, rewelacyjnie wykonany Kwintet fortepianowy f-moll op. 34 Johannesa Brahmsa. Ten koncert na długo pozostanie w naszej pamięci.

III Rzeszowską Jesień Muzyczną zakończy recital jednej z najwybitniejszych polskich skrzypaczek Kai Danczowskiej, a przy fortepianie zasiądzie Jej córka Justyna Danczowska.
          Na program złożą się: Partita Grażyny Bacewicz (w tym roku przypada 50 rocznica śmierci tej wybitnej polskiej kompozytorki), Sonata na skrzypce i fortepian amerykańskiego kompozytora Philipa Glass’a oraz równie interesująca Sonata na skrzypce i fortepian Fazila Say’a, tureckiego kompozytora muzyki klasycznej j filmowej.
           Koncert finałowy rozpocznie się jutro – 27 października 2019r. o godz. 16:00 w Sali koncertowej Instytutu Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego przy ul. Dąbrowskiego.
Wstęp na koncert jest wolny.

Od współczesności do baroku - muzyka polska i włoska przez cztery pory roku

          25 października 2019 roku doskonały wieczór w Filharmonii Podkarpackiej za sprawą Polish Art Philharmonic i występującego w podwójnej roli: dyrygenta i solisty - skrzypka Michaela Maciaszczyka.
          Motto programu "Od współczesności do baroku - muzyka polska i włoska przez cztery pory roku" mówiło samo za siebie.
Usłyszeliśmy kolejno:
Piotra Mossa - "Elan na smyczki",
Stanisława Moryty - "Cztery utwory w polskim stylu",
Mieczysława Karłowicza - "Serenadę na orkiestrę smyczkową op.2" a po przerwie, w wykonaniu Michaela Maciaszczyka oraz Zespołu - "Cztery pory roku" Antonia Vivaldiego.
          Zarówno Skrzypek jak i młodzi muzycy Polish Art Philharmonic w pełni zasłużyli na zgotowaną im przez rzeszowskich melomanów owację.
W podzięce Muzycy na bis ofiarowali III część koncertu skrzypcowego a - moll Jana Sebastiana Bacha.

Tadeusz Stopiński

„Stanisław Moniuszko i jego muzyka”

Koncert Chóru Uniwersytetu Rzeszowskiego

           „Kozak”, „Przylecieli sokołowie”, „Kum i kuma”, to niektóre z pieśni Stanisława Moniuszki ze „Śpiewników domowych” w świetnym wykonaniu Chóru Instytutu Sztuk Muzycznych Uniwersytetu Rzeszowskiego pod wprawną dyrekcją Bożeny Stasiowskiej-Chrobak podczas koncertu 23 października 2019 r. w rzeszowskim ratuszu. Znakomicie wypadli soliści: Dagmara Moskwa – sopran i Jakub Trałka – bas, z wielką starannością oddając uroki i tajemnice interpretacyjne pieśni naszego wspaniałego kompozytora muzyki polskiej. Chórowi i solistom towarzyszyła przy fortepianie Gabriela Pisiak, słowo głosił niżej podpisany, cytując listy S. Moniuszki do ukochanej żony. O programie koncertu i działalności Chóru mówił Kajetan Hendzel. Portret najznakomitszego, obok F. Chopina, kompozytora muzyki polskiej Stanisława Moniuszki towarzyszył całemu spotkaniu, dodając nastroju lirycznym, nostalgicznym, ale i skocznym i żartobliwym pieśniom wyrosłym z polskiej tradycji narodowej. Koncert zorganizował Rzeszowski Teatr Muzyczny „Olimpia” wraz z Estradą Rzeszowską, patronat honorowy objął prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc, dofinasowało Miasto Rzeszów.
          Czarowny to był wieczór. W Roku Moniuszkowskim ukazał całe piękno i urok muzyki S. Moniuszki, jej ponadczasową wartość dla nas i przyszłych pokoleń. „A to, co jest narodowe, krajowe, miejscowe, co jest echem dziecinnych naszych przypomnień, nigdy mieszkańcom ziemi, na której się urodzili i wyrośli, podobać się nie przestanie” - pisał o swoich „Śpiewnikach domowych” sam kompozytor. Warto dodać, iż w tym roku w Filharmonii Podkarpackiej im. Artura Malawskiego w Rzeszowie miał miejsce I Międzynarodowy Konkurs Muzyki Polskiej im. Stanisława Moniuszki, stając się ambitną prezentacją twórczości kompozytorów polskich. Konkurs odbywać się będzie w Rzeszowie co dwa lata.
           Chór Uniwersytetu Rzeszowskiego przy wypełnionej po brzegi sali posiedzeń rzeszowskiego ratusza śpiewał z wielką pasją i oddaniem, świetną emisją głosu, czarował ciekawymi interpetacjami, szlachetnym brzmieniem, precyzyjnie realizowanymi zamysłami pani dyrygent. Młodość, radość, muzyka – te trzy dyspozycje połączone razem zachwyciły ratuszową publiczność, która ze wzruszeniem i entuzjazmem nagradzała artystów rzęsistymi oklaskami. Nie obyło się bez bisu.
            W działalności Rzeszowskiego Teatru Muzycznego „Olimpia” radzi widzimy solistów i zespoły muzyczne z Rzeszowa i Podkarpacia. To one nadają smak i ton naszej regionalnej kultury muzycznej, prezentując swoje bogate możliwości i umiejętności także w kraju i za granicą. Otaczajmy je szczególną troską i życzliwością, by radowały nasze oczy i uszy nie tylko na jesienne dni.

Andrzej Szypuła

Perła belcanta


Norma” Vincenzo Belliniego w Operze Krakowskiej

            „Wszyscy geniusze umierają młodo” – mówił o Bellinim poeta Heine. Ten romantyczny mistrz włoskiego bel canta żył tylko 34 lata. To jedną z bellinowskich arii śpiewała w Paryżu Delfina Potocka przy konającym Chopinie, na jego prośbę. Znawcy twierdzą, że to właśnie śpiewne bellinowskie frazy inspirowały chopinowskie nokturny. Obaj mistrzowie muzycznego romatyzmu znali się osobiście i bardzo cenili.
            Bellini napisał „Normę” w okresie swojego pobytu we Francji (premiera w La Scali w 1831 roku), nawiązując do heroicznego nurtu opery francuskiej. Powstało dzieło pełne dramatyzmu, ale i najeżone sporymi trudnościami technicznymi, uzasadnionymi wszakże zamysłem twórczym kompozytora. Miłość, duma, zdrada, niewola, namiętność, żądza władzy, zazdrość, zemsta, tragizm, przekleństwo, zły los, katastrofizm, beznadziejność ludzkich wyborów, sprzeczność ludzkiej natury, rozpacz i ból – wszystko to znajduje w „Normie” swoją artykulację, głęboką i wzruszającą, zmuszającą widza i słuchacza do refleksji filozoficznej natury.
            Opera Krakowska zdaje się obecnie egzystować w świetnym okresie swej artystycznej działalności. Bez zbędnych nowinek, udziwień, pseudounowocześnień mających rzekomo zachęcać współczesnego widza do odwiedzenia tego przybytku sztuki, proponuje klasyczne interpretacje, z pełnym szacunkiem dla partytury, libretta, przy oszczędnej, ale i pełnej wyrazu scenografii, przemawiając do wyobraźni odbiorcy tym, co w teatrze muzycznym najważniejsze – słowem i dźwiękiem, ujętych w formę dzieł sztuki przez niepowtarzalnych mistrzów. Stąd ponadczasowa siła takich dzieł, jak „Norma” Belliniego, która zapisała się złotymi zgłoskami w dziejach opery.
           Wybrałem się do Opery Krakowskiej na dziesiąty spektakl „Normy” 29 września 2019 roku, blisko dwa lata od premiery, która miała miejsce 27 października 2017 roku. Obsada znakomita! Karina Skrzeszewska jako Norma, Paolio Lardizzone jak Pollione, Agnieszka Cząstka-Niezgódka jako Adalgisa, Szymon Kobyliński jako Oroveso, Agata Dembska-Kornaga jako Clotilde, Jarosław Bielecki jako Flavio, Piotr Kutnik i Bartłomiej Litwa jako synowie Normy. Oczywiście, niezawodna Orkiestra, Chór i Balet, wszystko pod wprawną ręką Tomasza Tokarczyka.
            Mówią o „Normie”, że jest perłą belcanta. Ale ten piękny śpiew, wraz z całym zamysłem dramatycznym dzieła, u Belliniego sięga boskich tajemnic sztuki, która, jak pisał Zygmunt Mycielski, jest „światem zmysłów i ducha”. Czyż nie jest ona, sztuka, zwierciadłem, w którym przegląda się człowieczy los? Jakie znaleźć środki wyrazu, by przemówiły do skomplikowanej ludzkiej natury? Muszą spotkać się razem – kompozytor, reżyser, artyści, by znaleźć estetyczną nić porozumienia, by odpowiedzieć sobie na pytanie – o czym będzie ta opowieść i jakimi środkami ma przemówić do widzów i słuchaczy, którzy także chcą być współtwórcami wydarzenia.
            Twórca wizji całości „Normy”, reżyser Laco Adamik wielokrotnie podkreśla, że teatr operowy ma te same zadania, co teatr dramatyczny – mamy przeżywać losy bohaterów, identyfikować się z nimi. Dramat wyrażony przez słowo i muzykę – nic dodać, nic ująć. Od czasów greckich tragedii człowiek w życiu i na scenie tak samo cierpi, cieszy się, zastanawia nad sensem swego istnienia. Ten skupiony, nostalgiczny teatr podkreślają scenografie Barbary Kędzierskiej, surowe, często symboliczne, wydobywające z nas, odbiorców, duchowe refleksje o prawdziwej ludzkiej naturze, pełnej niepokoju i sprzeczności, beznadziei i nadziei...
          Sztuka jest łaską chwili – pisał w zeszytach konwersacyjnych Ludwig van Beethoven. Myślę o tym, gdy słucham i oglądam krakowską „Normę” Vincenza Belliniego.

Andrzej Szypuła

Wspaniały wieczór w Filharmonii Podkarpackiej

18 października 2019 odbył się wspaniały wieczór w Filharmonii Podkarpackiej. Na sukces złożyły się: doskonale dobrany program, Orkiestra, Trio Śląskie no i doskonały dyrygent.
Usłyszeliśmy kolejno:
Uwerturę charakterystyczną op. 27 "W Tatrach" Władysława Żeleńskiego,
Trio na klarnet, waltornię, fortepian i orkiestrę smyczkową Mikołaja Góreckiego,
a po przerwie fragmenty poematu symfonicznego z cyklu "Moja Ojczyzna" Bedřicha Smetany - "Wyszahrad", "Wełtawa" i "Szarka".
Uwertura "W Tatrach" op.27 / pierwotnie nosząca tytuł "Fantazja pasterska" / uznawana jest za najcenniejsze i najbardziej reprezentacyjne dzieło orkiestrowe Władysława Żeleńskiego.Podczas piątkowego wieczoru zabrzmiała wspaniale.
Trio Śląskie w składzie: Roman Widaszek - klarnet, Tadeusz Tomaszewski - waltornia oraz Joanna Domańska - fortepian z towarzyszeniem Kameralnej Orkiestry Smyczkowej Filharmonii Podkarpackiej pod batutą dyrygenta Charles'a Olivieri - Munroe wykonało specjalnie skomponowane dla tego Zespoł przez Mikołaja Góreckiego " Trio concerto na klarnet, waltornię, fortepian i orkiestrę smyczkową" .
Zespołowi temu swe utwory dedykują współcześni kompozytorzy m.in Maciej Małecki, Sławomir Czarnecki, Oskar Prados. Trio koncertuje w roli solistów ze znakomitymi orkiestrami w kraju jak i poza jego granicami. W Rzeszowie zachwycili publiczność wspaniałą grą i cudownym brzmieniem instrumentów.
A po przerwie "Wyszehrad", "Wełtawa" oraz "Szarka" Bedřicha Smetany.
Na sukces wieczoru bez wątpienia największy wpływ miał Charles Olivieri - Munroe, urodzony na Malcie, dorastał w Kanadzie, gdzie studiował fortepian w Królewskim Konserwatorium Muzycznym i na Uniwersytecie w Toronto. Trzykrotnie wygrane stypendia rządowe, pozwoliły mu na studia dyrygenckie w Akademii Muzycznej im.L. Janačka w Brnie. Pan Olivieri - Munroe jest laureatem licznych międzynarodowych konkursów i nagród.
Prowadził doskonałe Orkiestry niemal na wszystkich kontynentach .Od 2015 roku jest Dyrektorem artystyczny i Głównym Dyrygentem Orkiestry Filharmonii Krakowskiej.
O jego umiejętościach przekonaliśmy się w czasie piątkowego wieczoru. Wszystkie wykonane utwory miały jego znamię.
Szczególnie ciekawa była interpretacja utworów Smetany.
Wszystko było przemyślane i odczuwało się wpływ pobytu dyrygenta w Czechach.
Wieczór bez wątpienia na długo pozostanie w pamięci rzeszowskich melomanów.

Tadeusz Stopiński

XXXVI Przemyska Jesień Muzyczna - bajka muzyczna "Piotruś i wilk"

          12 października 2019r. koncert w ramach XXXVI Przemyskiej Jesieni Muzycznej. Do sali kameralnej siedziby Towarzystwa Muzycznego w Przemyślu, Pani Magdalena Betleja, Prezes Towarzystwa Muzycznego w Przemyślu wraz z przyjaciółmi, zaprosiła najmłodszą widownię na wspaniały koncert.

Wykonawcami byli członkowie Kwintetu Dętego Filharmonii Podkarpackiej w składzie:
Rolf Bartkiewicz - flet, kierownictwo artystyczne,
Dariusz Tobiasz - obój,
Robert Mosior - klarnet,
Eugeniusz Haligowski - fagot,
Andrzej Kundys - waltornia oraz zaproszona dodatkowo ;
Ewa Łuczyńska - Kycia - perkusja.
Aranżacji utworu dokonał Krzysztof Ogorzelec a reżyserem i zarazem narratorem był aktor i założyciel teatru S.A.N w Przemyślu - Rafał Paśko.

          W ich wykonaniu młoda widownia wysłuchała "Piotrusia i wilka" op.67 Sergiusza Prokofiewa.Ta niezwykle popularna bajka symfoniczna została skomponowana w 1936 roku na zamówienie Centralnego Domu Dziecka w Moskwie, kierowanego przez Natalię Sac i tam nastąpiło jej prawykonanie 2 maja tego roku.

          Ten z pozoru błahy utwór króluje do dziś na estradach, wychowując kolejne pokolenia przyszłych melomanów. Podoba się nie tylko najmłodszym słuchaczom - także my dorośli w lirycznej i pełnej humoru muzyce Prokofiewa odnajdujemy coś dla siebie.

          W sobotni wieczór działo się wiele. Sala "pękała w szwach". Narracja ilustrowana była animacjami na zainstalowanym ekranie. Były konkursy związane z instrumentami muzycznymi, były wspólne występy dzieci w zorganizowanych przez Panią Ewę Łuczyńską - Kucię dwóch sekcjach perkusyjnych z muzykami Kwintetu, wspólne zdjęcia, no i gorące brawa.

           Ze wzruszeniem przyglądałem się reakcji dzieci, ich opiekunów, rodziców i babć.
Brawo dla organizatorów, brawo dla Pani Prezes Magdaleny Betlei i wszystkich zaangażowanych w organizację tego koncertu członków Towarzystwa Muzycznego w Przemyślu. Na zakończenie dodam tylko, że Towarzystwo Muzyczne w Przemyślu działa od 1862 roku i jest jednym z najstarszych w Polsce.

Tadeusz Stopiński

W Filharmonii Podkarpackiej - drugi koncert w nowym sezonie artystycznym

           11października 2019r. odbył się drugi koncert abonamentowy Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Podkarpackiej w nowym sezonie artystycznym.
Solistą był bułgarski pianista Ivo Varbanov a Orkiestrą dyrygował urodzony w Berlinie Kai Bumann.

          W programie usłyszeliśmy jedną z czterech suit orkiestrowych Jana Sebstiana Bacha, nazwanych przez kompozytora Ouvertures. Tym razem była to Ouverture nr1 BWV1066, kolejnym utworem był wspaniały IV Koncert fortepianowy G-dur op.58 Ludwika van Beethovena. Niestety Solista, nie przekroczył poprawności.
Po przerwie Orkiestra wykonała III Symfonię F-dur op.90 Johannesa Brahmsa.
Przyznam, że dopiero od cudownego Andante poczułem mocniejsze emocje, które towarzyszyły mi do końca koncertu.

 Tadeusz Stopiński

Z Magdaleną Pamułą o III Festiwalu im. Janiny Garści w Stalowej Woli

          Od kiedy pamiętam, środowisko muzyczne w Stalowej Woli kojarzy mi się z kompozytorką i nauczycielką muzyki, która całe swoje zawodowe życie związała z dziećmi. To Janina Garścia, która urodziła się i prowadziła działalność w Krakowie. Po ukończeniu w 1945 roku Szkoły Muzycznej im. Władysława Żeleńskiego w Krakowie, Janina Garścia rozpoczęła pracę pedagogiczną w tej szkole i jednocześnie studiowała w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Krakowie kompozycję u Stanisława Wiechowicza i dyrygenturę u Artura Malawskiego. Od 1951 roku uczyła fortepianu w Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia w Krakowie. Janina Garścia była cenioną kompozytorką, która większość swoich utworów stworzyła z myślą o najmłodszych.
          Skomponowała ponad 700 utworów dla dzieci i młodzieży, głównie na fortepian, ale także na wiolonczelę, obój, flet prosty i perkusję.
Państwowa Szkoła Muzyczna I i II stopnia w Stalowej Woli nawiązała kontakty z kompozytorką w 1983 r. i rozpoczęła organizację konkursów na najlepsze wykonanie Jej utworu. Początkowo były to imprezy szkolne i międzyszkolne, z czasem urosły do rangi Konkursów Ogólnopolskich oraz Konkursów Międzynarodowych. Pani Janina Garścia pełniła w nich funkcję Honorowej Przewodniczącej Jury. Zyskała sympatię uczestników konkursów swoją wyjątkową osobowością i twórczością, której bliska jest dusza dziecka.
          Oprócz odbywających się od lat w maju w Państwowej Szkole Muzycznej I i II stopnia w Stalowej Woli Międzynarodowych Konkursów Muzycznych im. Janiny Garści, od trzech lat jesienią odbywa się w tym mieście Festiwal im. Janiny Garści.
Pomysłodawczynią i szefem artystycznym tego Festiwalu jest pani Magdalena Pamuła, pianistka, znakomita nauczycielka i animatorka życia muzycznego w Stalowej Woli oraz prezes Fundacji Wspierania Kultury „Amadeusz”.
          Tuż po zakończeniu, trwającego od 5 do 7 października, III Festiwalu im. Janiny Garści rozmawiałam z panią Magdaleną Pamułą o tym, co wydarzyło się w Stalowej Woli podczas trzech długich wieczorów w Miejskim Domu Kultury.

          - Faktycznie, to były bardzo długie wieczory, ponieważ koncerty były bardzo różnorodne zarówno jeśli chodzi o repertuar, jak i wykonawców. Chcieliśmy w ciągu tych trzech dni zmieścić wszystko, co zaplanowaliśmy.

           Możemy powiedzieć, że były to podwójne koncerty, bo za każdym razem najpierw na estradzie Miejskiego Domu Kultury w Stalowej Woli prezentowali się młodzi wykonawcy, a później artyści, którzy prowadzą ożywioną działalność w Polsce i za granicą. Pewnie wielu najmłodszych wykonawców, szczególnie tych z małych miejscowości, po raz pierwszy występowało na scenie MDK w Stalowej Woli i było to dla nich nie lada wyzwanie.
           - Z pewnością było to wyzwanie i wielkie przeżycie, bo nawet dla stalowowolskich dzieci, które śpiewały w pierwszym dniu i znają tę scenę bardzo dobrze, to udział w koncercie festiwalowym był dla nich wielkim przeżyciem.
          W każdym dniu występował chór, pierwszego dnia chór Cantus ze Stalowej Woli pod dyrekcją Katarzyny Pisery, drugiego dnia chór dziecięcy z Zespołu Szkół Muzycznych w Kielcach pod dyrekcją Ewy Robak i dzisiaj wystąpił chór z Samorządowej Szkoły Muzycznej w Jeżowem pod dyrekcją Agnieszki Tomaszek. Te chóry miały za zadanie pokazać polską muzykę chóralną, przede wszystkim Stanisława Moniuszki, ale zabrzmiały także utwory innych kompozytorów. Wszystkie dziecięce zespoły chóralne zaprezentowały się znakomicie.
          Środkowe ogniwo pierwszego wieczoru wypełnił występ 17-letniego pianisty Eryka Parchańskiego, utalentowanego ucznia Zespołu Szkół Muzycznych w Kielcach. Wspaniale wykonał część utworów, które grał także niedawno podczas Międzynarodowego Konkursu Muzyki Polskiej w Rzeszowie – m.in. Stanisława Moniuszki i Karola Szymanowskiego.
           Na zakończenie sobotniego wieczoru wystąpili znakomici, światowej sławy, utytułowani muzycy: fleciści Agata Kielar-Długosz i Łukasz Długosz oraz pianista Andrzej Jungiewicz. Program wypełniła muzyka łatwa, lekka i przyjemna, a słuchając mistrzowskich wykonań, publiczność była zachwycona.
Bardzo się cieszę, że tak wspaniali artyści przyjęli nasze zaproszenie i obiecali, że nas jeszcze odwiedzą.

           Sobotni wieczór zatytułowany był: „ Muzyka na każdą porę roku”, natomiast niedzielny: „Muzyka dla przyjaciół”, bowiem występowali wyłącznie goście.
           - Niedziela była nadzwyczajna, bo najmłodsze dzieci z Zespołu szkół Muzycznych w Kielcach z wielką lekkością i łatwością wyśpiewały cały swój program, a później wystąpili soliści i orkiestra „Wirtuozi Lwowa” pod dyrekcją Serhija Burko, którzy poświęcili swój występ pamięci prof. Anatolija Kardaszewa. Pan Artur Jaroń, który jest wychowankiem prof. Kardaszewa, zaprosił swojego ucznia Jacka Ciołczyka i wykonali Concerino a-moll op. 94 Dymitra Szostakowicza, natomiast Tatiana Szewczenko z Arturem Jaroniem wykonali Koncert c-moll na dwa fortepiany Jana Sebastiana Bacha. Chcę jeszcze podkreślić, że prof. Anatolij Kardaszew mieszkał i działał u Odessie, tam studiował u niego Artur Jaroń. W Odessie mieszka także pani Tatiana Szewczenko, świetna pianistka, która także związana była z prof. Kardaszewem.
           Wspaniale zostały wykonane również przez „Wirtuozów Lwowa”: „Orawa” Wojciecha Kilara, „Melodia” Myroslava Skoryka oraz fragmenty „Czterech pór roku” Antonia Vivaldiego i Astora Piazzolli.

           Przed omówieniem poniedziałkowego wieczoru „Amadeusz zaprasza”, trzeba koniecznie powiedzieć o konkursach dla młodzieży, która nie uczy się w szkołach muzycznych, a interesuje się literaturą, malarstwem i pragnie podążać w tym kierunku. Szukając inspiracji, słucha muzyki klasycznej.
           - Po raz trzeci organizowaliśmy konkurs plastyczny „Tak widzę muzykę”, inspirowany muzyką Janiny Garści, a w tym roku dodaliśmy jeszcze drugi temat „Pory roku w muzyce”, stąd fragmenty utworów pod tym tytułem autorstwa Vivaldiego i Piazzolli w niedzielnym koncercie.
Po raz pierwszy zorganizowany został konkurs literacki „Tak piszę o muzyce” i także bardzo się udał.
            Okazuje się, że dzieci i młodzież są naprawdę bardzo wrażliwe. Starczy popatrzeć na obrazy, które są eksponowane na wystawie w Miejskim Domu Kultury, albo przeczytać wiersze. Zarówno obrazy, jak i wiersze opublikowane są w katalogu.

           Dzisiaj rozdane zostały nagrody laureatom konkursu literackiego „Tak piszę o muzyce” i zaprezentowane zostały nagrodzone utwory oraz wystąpiły dzieci z kilku szkół muzycznych.
           - Dzisiaj, jak pani słyszała, specjalny program przygotowały dzieci ze Społecznej Szkoły Muzycznej w Jeżowem, ale wystąpiły także dzieci z małych miejscowości, jak Kraśnik, Domosławice i Leżajsk. Zakończył ostatni festiwalowy wieczór piękny koncert kameralny w wykonaniu: Renaty Johnson-Wojtowicz – sopran, Jagody Pietrusiak-Kasprzyk – flet oraz pianistów Marcina Kasprzyka i Michała Rota. W programie znalazły się znane, lubiane arie operetkowe i operowe, pięknie zaprezentował się flet, pianiści grali solo i w duecie, a na finał wykonali rewelacyjnie Rapsodię węgierską Franza Liszta. Ten brawurowy utwór podsumował III Festiwal im. Janiny Garści w Stalowej Woli.

           Głównym organizatorem Festiwalu jest prowadzona przez Panią Fundacja Wspierania kultury „Amadeusz”. Pewnie trzeba było wielu zabiegów, aby zebrać odpowiednie środki na organizację i zaproszenie do Stalowej Woli tak wspaniałych artystów.
           - Nasz Festiwal jest współfinansowany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Fundację PZU, która zawsze nas wspomaga, Prezydenta Miasta Stalowa Wola, który zafundował nagrody i nasze środki fundacyjne. Trochę to wszystko kosztowało, ale warto było.
Ponieważ Festiwal się rozrasta i w tym roku te koncerty były długie, to już planuję, że w przyszłym roku go wydłużymy.

           Myślę, że uda się wszystko tak zaplanować, aby w kolejnych edycjach Festiwal im. Janiny Garści promował młodych wykonawców, którzy podczas koncertów mogą posłuchać mistrzowskich kreacji sławnych wirtuozów. Dzieci i młodzież, które chcą się wypowiadać za pomocą pióra i pędzla, także mogą znaleźć wiele inspiracji, słuchając muzyki. Wszystko jest ważne i potrzebne.
           - Jestem przekonana, że uda nam się te wszystkie nurty połączyć, a może nawet rozwijać. Możemy liczyć na gościnę i pomoc Miejskiego Domu Kultury w Stalowej Woli. Zapraszam na IV Festiwal im. Janiny Garści w Stalowej Woli za rok, na pewno będzie to wyjątkowy Festiwal, bo odbędzie się w 100-lecie urodzin naszej patronki.
           Zapraszam także w najbliższą niedzielę, 13 października o 18:00, do Muzeum Regionalnego w Stalowej Woli na kolejny koncert z cyklu "Muzyczna Jesień w Galerii Malarstwa Alfonsa Karpińskiego". Tym razem zabrzmią utwory kompozytorów z Hiszpanii, Włoch oraz tych, którzy inspirowali się muzycznymi tradycjami wspomnianych krajów. Utwory wykonane zostaną przez duet w składzie: Lapo Vannucci – gitara i Luca Torrigiani – fortepian. Koncert zatytułowany został „Motywy włoskie i hiszpańskie na 88 klawiszy i 6 strun”.

Z Panią Magdaleną Pamułą - pianistką, pedagogiem, prezesem Fundacji Wspierania Kultury "Amadeusz" rozmawiała Zofia Stopińska 7 października 2019 roku w Stalowej Woli.

XXIX Festiwal im. Adama Didura przeszedł do historii

Już po raz dwudziesty dziewiąty w Sanoku odbył się festiwal operowy, którego patronem jest Adam Didur, jeden z najlepszych basów w historii muzyki. Jego wspaniała kariera artystyczna może być przykładem dla wielu adeptów sztuki wokalnej. Z Woli Sękowej, małej podsanockiej wsi, trafił do Opery Lwowskiej, później do mediolańskiej La Scali, aż po najsłynniejszy teatr operowy - Metropolitan Opera. Festiwal w Sanoku, któremu patronuje, ma szczęście do świetnych wykonawców, ciekawego i różnorodnego repertuaru. Tak samo było w tym roku, a Festiwal trwał od 17 do 27 września 2019r.

            O tegorocznej edycji Festiwalu im. Adama Didura, która już przeszła do historii, rozmawiam z panem Waldemarem Szybiakiem, Dyrektorem Festiwalu. Proszę powiedzieć o wszystkich nurtach tego Festiwalu.
           - Chcę podkreślić, że nasz Festiwal ma specyficzną strukturę, ponieważ, oprócz części koncertowej, składa się też z Preludium filmowego, Konkursu kompozytorskiego im Adama Didura i Obozu Humanistyczno-Artystycznego.
Od wielu lat rozpoczynamy Preludium filmowym, które cieszy się coraz większą popularnością. Zazwyczaj w czasie trzech dni proponujemy sześć filmów artystycznych. Zawsze staram się, aby było coś z klasyki i coś współczesnego.
           Podczas tegorocznego Festiwalu było kilka akcentów moniuszkowskich i jednym z nich był też filmowy pokaz Jana Rybkowskiego „Warszawska premiera” , czyli o perturbacjach Stanisława Moniuszki z wystawieniem opery „Halka” w 1858 roku. Historia się toczy, a w Polsce jest ciągle tak samo – czyli jak ktoś chce coś zrobić, to musi pokonać wiele przeszkód. Moniuszko nie tylko miał przeszkody ze strony carskich urzędników, ale także i swoich rodaków, którzy nie za bardzo widzieli nowego polskiego kompozytora.
Był też film o legendarnym wirtuozie skrzypiec – o Paganinim, bardzo interesujący film o Jerzym Maksymiuku. „Maksymiuk. Koncert na dwoje” to bardzo ciekawa opowieść o dwojgu ludzi, którzy wspierają się nawzajem zarówno w sprawach codziennych, jak i w sprawach sztuki. Zaproponowaliśmy dwa filmy taneczne: „Biały kruk”, o słynnym rosyjskim tancerzu Rudolfie Nuriejewie oraz „Yuli”, o historii kubańskiego tancerza Carlosa Acosty. Tuż przed festiwalem zagraliśmy film „Pavarotti”, czyli najnowszy dokument.

           Po „Preludium filmowym” rozpoczęły się spektakle i koncerty, a na początek mieliśmy wodewil w czterech aktach „Krakowiacy i Górale”.
           - Świadomie wybrałem ten spektakl w wykonaniu artystów Opery Wrocławskiej, bo to przedstawienie niekonwencjonalne. Jeśli ktoś się spodziewał, że wyjdą Górale z ciupagami i Krakowiacy z pióropuszami, to się mógł zawieść, bo te stroje były zaznaczone tylko symbolicznie. Według mnie bardzo ciekawa była strona wokalna oraz kierunek, w którym podążyła reżyserka.
Z pewnością Wojciech Bogusławski w 1794 roku nie miał na myśli wątków feministycznych, którymi kończy się to przedstawienie, ale dzięki tym unowocześnieniom to stare polskie dzieło bardzo dobrze się oglądało, nie było ramotką.
           Opinie publiczności były podzielone, części spektakl bardzo się podobał, części mniej, niektórzy narzekali, że nie było Górali z Podhala, tylko z Rumunii, ale moje działanie było świadome, bo później mieliśmy sporo klasycznych spektakli.

           Po występie Opery Wrocławskiej, dwa dni spędziła publiczność festiwalowa z Operą Śląską w Bytomiu.
           - W niedzielę, 22 września, mieliśmy w Sanoku spektakl opery „Straszny dwór” Stanisława Moniuszki, klasycznie wystawione dzieło, z bardzo ciekawą reżyserią Wiesława Ochmana.
           W przeddzień mieliśmy bardzo interesujący Koncert Laureatów IV Międzynarodowego Konkursu Wokalistyki Operowej im. Adama Didura, który odbywa się w Bytomiu. Różne teatry operowe i inne instytucje kultury fundowały nagrody w tym konkursie w postaci zaproszeń laureatów na koncerty, postanowiliśmy także i my. Świetnie zaśpiewały sopranistki Bożena Bujnicka i Gabriela Gołaszewska. Bardzo dobrze zaprezentował się zdobywca I nagrody na tym Konkursie, brazylijski tenor Matheus Pompeu, i dobry był ukraiński baryton Victor Yankowsky. Koncert był bardzo ciekawie skomponowany z wizualizacjami z tyłu sceny. Bardzo dobrze został dobrany repertuar, a towarzyszącą śpiewakom orkiestrę prowadził francuski dyrygent Franc Chastrusse Colombier. O wykonawcach i o programie bardzo interesująco, i barwnie mówił Sławomir Pietras. Ten koncert był naprawdę bardzo udany.
           Gabriela Gołaszewska, która pięknie śpiewała podczas tego koncertu, wystąpiła w niedzielę w „Strasznym dworze", debiutując w roli Hanny, była świetna w tej roli i życzymy jej wielu sukcesów.

          Wiele słyszałam o koncercie, można także powiedzieć o spektaklu zatytułowanym „Callas jakiej nie znacie...” i powiem szczerze, że główna bohaterka tego wydarzenia, Karina Skrzeszewska, śpiewała po prostu znakomicie.
          - Niektórzy melomani mówili do mnie przed tym wieczorem: „...dyrektorze, miała tutaj recital Ewa Podleś, wystąpiły takie znakomitości, jak: Stefania Toczyska, Aleksandra Kurzak, Andrzej Hiolski, Tomasz Konieczny, Andrzej Dobber i nagle Karina Skrzeszewska, która nie zdobyła jeszcze takiej sławy...”. Po koncercie przyznawali się, że zmienili opinię i dziękowali mi za zaproszenie tej Artystki. Wszystkich zachwycił dramatyczny, ciemny głos i dobór repertuaru. Karina Skrzeszewska śpiewała ogromne partie z dużych oper, całe sceny z „Normy”, „Traviaty” i ja uważam, że jest to śpiewaczka w Polsce nadal niedoceniona. Aktualnie jest na tournée w Niemczech i może dzięki pobytowi za granicą w Polsce także zacznie być doceniana. Występ Kariny Skrzeszewskiej nie odbiegał poziomem od poprzednich mistrzowskich recitali w Sanoku. Zdarzało się tak, że Artyści, którzy śpiewali w Sanoku, jak Artur Ruciński czy Tomasz Konieczny, niedługo po występie u nas, odnosili wielkie sukcesy w Metropolitan Opera. Życzymy tego również Karinie Skrzeszewskiej, bo w pełni na to zasługuje.

           Po świetnym recitalu na scenę Sanockiego Domu Kultury powróciła opera.
           - Prawdziwy rarytas, opera komiczna „Don Pasquale” Gaetano Donizettiego w reżyserii Jerzego Stuhra. Mieliśmy szczęście, że na naszej niewielkiej scenie udało się umieścić scenografię. Pod jego kierunkiem wykonawcy partii solowych oraz chór świetnie zostali przygotowani pod względem gry aktorskiej. Po spektaklu Jerzy Stuhr powiedział do mnie: „Dobrze, że pan jest taki uparty. Bardzo się cieszę, że to się w Sanoku pokazało i nie odbiegało od tego, co widzieliśmy na premierze w Krakowie”. Pan Jerzy Stuhr był bardzo szczęśliwy po spektaklu i mówił bardzo szczerze. Zapoznał się także z programem całego festiwalu i usłyszałem parę komplementów, co, nie ukrywam, było bardzo miłe.
           Mnie się nawet bardziej podobał ten spektakl w Sanoku, bo jest to opera kameralna i wszystkie emocje, gesty w Sanoku były widoczne ze względu na bliskość sceny, można było obserwować twarze solistów. Dodać należy, że wszyscy dobrze śpiewali i świetnie grała orkiestra pod dyrekcją Tomasza Tokarczyka. To był bardzo udany wieczór.

           Jeden z wieczorów podczas Festiwalu im. Adama Didura zatytułowany został: „Słynne balety XIX wieku”.
           - Od kilku lat przyjeżdżają do nas artyści ze Lwowa i Kijowa. Jestem przekonany, że w tym roku spektakl w ich wykonaniu był najlepszy. Goście z Ukrainy wystąpili z przedstawieniem „Esmeralda” na podstawie powieści Victora Hugo "Katedra Panny Marii”, czyli znana nam opowieść o Esmeraldzie, Quasimodo, Febusie, Frollo... W głównych rolach świetni byli soliści, a prawdziwą furorę zrobił Quasimodo w wykonaniu Olecha Petryka, który na zakończenie baletu wspiął się na nasz najwyższy pomost, na wysokości 6-7 metrów, i stamtąd na linach kołysał się wzdłuż i wszerz sceny. Było to bardzo efektowne zakończenie, ale bardzo niebezpieczne, bo nie było żadnych zabezpieczeń.
           Bardzo ciekawa była choreografia Victora Szczerbakova i świetne wykonanie. Trzeba jeszcze dodać, że Cesare Pugni jest w Polsce kompozytorem zapomnianym i bardzo dobrze się stało, że pokazaliśmy balet z połowy XIX wieku, który bardzo podobał się publiczności.

           Tuż przed zakończeniem Festiwalu na estradę Sanockiego Domu Kultury powróciła muzyka Stanisława Moniuszki, ale w zupełnie innym wykonaniu.
            - Owszem, bo pojawił się Włodek Pawlik, światowej sławy polski pianista jazzowy, który otrzymał nagrodę Grammy i grał utwory, które już utrwalił na płycie „Pawlik/Moniuszko – Polish Jazz”. Euforia od początku do końca, bo któż z nas nie zna pieśni: „Prząśniczka”, „Znasz-li ten kraj” , „Po nocnej rosie” albo arii Jontka „Szumią jodły na gór szczycie”, Halki „Gdyby rannym słonkiem", Skołuby „Ten zegar stary”. Jazzowe interpretacje Włodka Pawlika i towarzyszących mu muzyków: kontrabasisty Pawła Pańty i perkusisty Adama Zagórskiego, nie dążyły w kierunku udziwnionych improwizacji, a wręcz przeciwnie, w każdej chwili wiadomo było, jaki utwór jest wykonywany, wszystko dążyło w kierunku tradycji, mainstreamu jazzowego. Włodek Pawlik potrafi zawsze nawiązać świetny kontakt z publicznością i owacjom nie było końca. Znakomici byli także pozostali muzycy. Twarz Adama Zagórskiego przypominała mi kogoś znajomego i w rozmowie po koncercie okazało się, że jego ojcem jest świetny tenor Tomasz Zagórski, który bodajże w 1994 roku śpiewał u nas z Romą Owsińską w „Traviacie”.
Wszystkie płyty zostały sprzedane i kto chciał, otrzymał autografy.

            Wieczór finałowy zatytułował Pan „Muzyczne odkrycia...”.
            - Zakończenie tegoroczne edycji było kameralne, ale pokazaliśmy rarytas, który rzadko pokazuje się na festiwalach, bo taki spektakl wymaga bardzo subtelnej, wyrafinowanej publiczności, którą, śmiem twierdzić, że w Sanoku już mamy. Dlatego zdecydowałem się pokazać dzieło kompozytora z przełomu XVI i XVII wieku ojca Domenico Scarlattiego – Alessandro Scarlattiego „Scene Buffe”. To trzy sceny komediowe, które odnalazł przed laty Stefan Sutkowski, legendarny dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej. Te sceny komediowe wystawiane były kiedyś jako przerywniki pomiędzy aktami poważnych, dramatycznych oper. Te sceny przedstawione w ramach jednego spektaklu, w wykonaniu Polskiej Opery Królewskiej, wypadły świetnie. Solistom towarzyszyła Capella Regia Polona – 12-osobowa orkiestra specjalizująca się w grze na instrumentach dawnych. Była subtelność w muzyce, subtelność w dekoracji, świetna reżyseria Jitki Stokalskiej, która także zaszczyciła nas swoją obecnością, bo jak powiedziała, bardzo nas lubi. Wszyscy byli zachwyceni- zarówno wykonawcy, jak i publiczność. Można powiedzieć, że kameralnie i spokojnie zakończyliśmy XXIX Festiwal im. Adama Didura w Sanoku.

           Nie możemy jednak zakończyć naszej rozmowy, bo trzeba chociażby krótko powiedzieć o XXVII Konkursie Kompozytorskim im. Adama Didura. 26 września, przed koncertem „Pawlik/Moniuszko – Polish Jazz”, wykonana została kompozycja, która otrzymała I nagrodę w tegorocznym Konkursie, a tę decyzję podjęli jurorzy pod koniec sierpnia.
           - Dokładnie 29 sierpnia Jury w składzie: Eugeniusz Knapik, Wojciech Widłak i Wojciech Ziemowit Zych, spośród 11 partytur, po wnikliwej analizie i dyskusji, przyznało dwie nagrody i dwa wyróżnienia.
Oba wyróżnienia otrzymał, nagrodzony już kiedyś u nas, Piotr Pudełko, II nagrodę otrzymał Bartosz Witkowski, pochodzący z Rzeszowa, I nagrodę otrzymał w tym roku student Akademii Muzycznej we Wrocławiu Jan Załęski za utwór „Kleurenstudie” na mezzosopran i kwartet smyczkowy. Ten utwór wykonali Magda Niedbała-Solarz – mezzosopran i „Airis String Quartet”.
Sala była wypełniona do ostatniego miejsca i młody kompozytor miał niezwykłą promocję, poprosiłem laureatów o krótkie wypowiedzi na scenie, byli bardzo zadowoleni i dziękowali. Lata mijają, a młodzi kompozytorzy ciągle tworzą. Warto ten konkurs organizować i promować młodych twórców.

           Od poniedziałku (23 września), do środy w Sanockim Domu Kultury gościły dzieci.
           - Od lat dzieci nas rozbawiają. Wszystkie warsztatowe zajęcia związane były z dziełem „Krakowiacy i Górale” Wojciecha Bogusławskiego z muzyka Jana Stefaniego. Były warsztaty: plastyczny, teatralny, wokalny i taneczny. Około 70 dzieci z klas 1-3 przychodziło na zajęcia. Jedne były bardzo zainteresowane, inne trochę mniej, ale naszym zadaniem jest przekonać te, które nie są zainteresowane, że warto. To jest także bardzo cenne przedsięwzięcie, które rozbudza zainteresowanie muzyką. Każdego roku zgłasza się do nas sporo młodych ludzi po wejściówki na koncerty i spektakle, a są to byli uczestnicy naszego Obozu Humanistyczno-Artystycznego. Okazuje się, że ta młodzież interesuje się muzyką, bardzo ciekawie się wypowiadają i mają krytyczny spojrzenie. Jedne spektakle i koncerty się im podobają, inne mniej, zwracają uwagę na głos, na dykcję, barwę dźwięku. Jest w tym sporo młodzieńczej emfazy, ale jest to bardzo pozytywne zjawisko, że ludzie dyskutują na różne tematy związane z muzyką.

            Chyba dwa lata temu, podczas XXV Obozu Humanistyczno-Artystycznego, rozmawiałam z rodzicami, którzy przyprowadzili dzieci na zajęcia. Okazało się, że oni także przed laty uczestniczyli w zajęciach organizowanych tutaj Obozów.
            - Wychowankiem naszego Obozu jest Jarosław Wolanin, który jest szefem Chóru Filharmonii Śląskiej, zainteresował się muzyką podczas jednego z naszych Obozów. Takich osób, które u nas rozpoczynały, a później zawodowo zajęły się muzyką, jest więcej.
            Chcę jeszcze na zakończenie powiedzieć, że mamy kilka rodzin zaprzyjaźnionych z różnych stron Polski, które każdego roku kupują karnety i przyjeżdżają na nasz Festiwal. Przed południem zwiedzają miasto i okolice, jak jest ładna pogoda jadą w Bieszczady, a wieczorem przychodzą do nas na koncerty.
           Przyjeżdżają także dyrektorzy teatrów operowych, w tym roku gościliśmy pana Łukasza Goika – dyrektora Opery Śląskiej i pana Bogusława Nowaka – dyrektora Opery Krakowskiej, byli reżyserzy: Jitka Stokalska i Jerzy Stuhr, Piotr Nędzyński - wielki znawca muzyki, a w szczególności opery, czy Juliusz Multarzyński – artysta fotografik. Te znakomite osobowości tworzą klimat Festiwalu im. Adama Didura. Wszyscy podkreślają, że jest u nas fantastyczna atmosfera, nietuzinkowe podejście do sztuki i spontaniczna, żywo reagująca publiczność.

           Warto takie Festiwale organizować, pomimo, że zgromadzenie środków finansowych nie jest łatwe, bo wystawianie spektakli operowych jest kosztowne.
           - To prawda, chociaż teatry operowe, z którymi współpracujemy, starają się, jak mogą, żeby te koszty były jak najmniejsze, ale wydatki są i tak duże. Przez wiele lat radziliśmy sobie bez większej pomocy samorządów terytorialnych. W tym roku otrzymaliśmy dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pochodzących z Funduszu Promocji Kultury w ramach programu „Muzyka”, realizowanego przez Instytut Muzyki i Tańca. Mamy kilku sponsorów, którzy nam pomagają i mam nadzieję, że w przyszłym roku odbędzie się XXX Festiwal im. Adama Didura w Sanoku.

Z Panem Waldemarem Szybiakiem, Dyrektorem XXIX Festiwalu im. Adama Didura rozmawiała Zofia Stopińska 4 października 2019 roku.

Subskrybuj to źródło RSS