Z maestro Jackiem Rogalą nie tylko o dyrygowaniu
27 lutego w Filharmonii Podkarpackiej odbędzie się bardzo interesujący koncert złożony z utworów: Edwarda Griega, Edwarda Elgara i Joanny Wnuk – Nazarowej. Miło mi, że mogę Państwu polecić to wydarzenie wspólnie ze znakomitym dyrygentem dr hab. Jackiem Rogalą, prof. AM w Łodzi, który będzie dyrygował Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Podkarpackiej, a partie solowe wykona Marcin Zdunik, wybitny polski wiolonczelista, solista i kameralista.
Proszę opowiedzieć o utworach, które wykonane zostaną w czasie tego koncertu.
Rozpoczniemy dziełem czysto romantycznym i wykonamy Dwie melodie elegijne op. 34 Edwarda Griega. W pierwszej części wieczoru usłyszą Państwo jeszcze późnoromantyczny Koncert wiolonczelowy e-moll op.85 Edwarda Elgara, który brzmi trochę jak symfonia, bowiem wymaga dialogu pomiędzy solistą i orkiestrą. Jest to czteroczęściowa, duża forma z krótkimi, ale licznymi kadencjami, To dzieło trudne zarówno dla solisty jak i dla orkiestry, w związku z tym mało kto się decyduje na ten koncert, ale to przepiękna, pełna zadumy muzyka odpowiednia na czas wielkiego postu.
Drugą część wieczoru wypełni utwór Joanny Wnuk-Nazarowej, który powstał w XXI wieku. Pragnę podkreślić, że jest to niezwykła postać, która rozpoczynała karierę jako dyrygent i kompozytor tworzący muzykę na potrzeby radia, telewizji i filmów. Później długo była dyrektorem Filharmonii Krakowskiej, przez pewien czas była ministrem kultury, a w latach 2000 – 2018 kierowała NOSPR w Katowicach. Jej wizji, sile i upartości zawdzięczamy, że w Katowicach powstała na miarę światową wspaniała siedziba NOSPR z salą o cudownej akustyce.
Mimo, że była bardzo namawiana, żeby po ukończeniu 70-ciu lat nadal kierować NOSPR-em, ale odmówiła i zajęła się komponowaniem. Skomponowała operę, która została wystawiona w Wawelu, dużo utworów orkiestrowych i na zamówienie mojej filharmonii skomponowała tragikomiczną suitę Siedem grzechów głównych. Jest to pierwszy w historii muzyki tego typu utwór będący suitą orkiestrową, poważny, ale momentami z przymrużeniem oka, a w całości parateatralny. Prawykonaliśmy ten utwór w Kielcach w lutym 2024 roku. W piątek (27. 02.2026 roku) wykonamy ją po raz drugi w Rzeszowie.
Sądzi Pan, że Siedem grzechów głównych Joanny Wnuk-Nazarowej będzie częściej gościć na estradach koncertowych?
Jestem o tym przekonany, bo to bardzo ciekawe dzieło, a Joanna Wnuk-Nazarowa jest cenioną kompozytorką. To także trochę od niej zależy, bo kiedy dyrektorzy filharmonii pytają ją, który utwór mogą zamieścić w programie, to ona wybiera.
Wiem, że kompozytorka była obecna podczas prawykonania dzieła w Kielcach.
Oczywiście. Dobrze jest, kiedy kompozytor towarzyszy nam podczas prawykonania utworu, bo prawie zawsze wnosi jakieś drobne korekty. Dla mnie to była bardzo istotna obecność, bo okazało się, że nasz narodowy wydawca nut popełnił błąd w jednej z części i gdyby nie obecność kompozytorki, to tę część gralibyśmy dwa razy za szybko.
Dzięki obecności kompozytorki przywróciliśmy właściwe tempo i właściwą wymowę jednej z części. Podczas prawykonań bardzo ważna jest obecność kompozytorów.
Mam nadzieję, że praca nad przygotowaniem tego dzieła i pozostałych utworów przebiega harmonijnie i zgodnie z planem.
Pracujemy bardzo efektywnie i szybko. Myślę nawet, że wykonanie dzieła Joanny Wnuk-Nazarowej będzie w Rzeszowie lepsze od prawykonania w Kielcach. Zawsze jak dyrygent przygotowuje świeży utwór, to dopiero poznaje pewne zakamarki. Po tamtym doświadczeniu wiem gdzie są miejsca, które przysparzają orkiestrze problemów, gdzie trzeba zadbać o szczególną kolorystykę, skorygować tempa lub dynamikę.
Przy prawykonaniu w Kielcach wybrałem bardzo trudne dla orkiestry pozostałe utwory i nie miałem na Siedem grzechów głównych tak dużo czasu jak tutaj. Po tamtym doświadczeniu zaproponowałem inny repertuar.
Ukończył Pan z wyróżnieniem studia w zakresie dyrygentury i kompozycji w Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Równocześnie studiował Pan na dwóch kierunkach?
Zdając na uczelnię miałem dylemat co studiować najpierw, bo nie zamierzałem równocześnie studiować obu kierunków. Okazało się, że na krótko zawieszono nabór do klasy dyrygentury i rozpocząłem studia na kompozycji. Dopiero po trzech latach rozpocząłem studia na dyrygenturze. Był okres wspólny, ale na dyrygenturze większość przedmiotów miałem już zaliczonych, bo uczęszczałem na nie podczas studiów kompozytorskich. Równolegle nie byłoby to możliwe.
Marzył Pan wtedy aby być kompozytorem i dyrygentem?
Wtedy tak myślałem i pewnie bym tak robił, gdyby nie to, że zaabsorbowały mnie ogromnie sprawy organizacyjnego życia muzycznego. Rozpocząłem pracę w Polskim Radiu. Najpierw we Wrocławiu, a później w Warszawie.
Pamiętam, że był Pan szefem Redakcji Muzyki Współczesnej w Programie II Polskiego Radia.
To było w Warszawie, a wcześniej byłem kierownikiem Redakcji Muzycznej PR we Wrocławiu. Później pracowałem w Ministerstwie Kultury, prowadziłem Polskie Towarzystwo Muzyki Współczesnej, Mało miałem czasu na dyrygowanie i komponowanie.
Jak w 2001 roku zostałem dyrektorem Filharmonii Świętokrzyskiej w Kielcach. to już nie było mowy o tym, żeby komponować. Tym bardziej, że po drodze pojawiały się inne rzeczy takie jak powołanie do życia: Zrzeszenia Filharmonii Polskich, gdzie przez trzy kadencje byłem zastępcą przewodniczącego, a drugą jestem przewodniczącym. Dwukrotnie byłem w Radzie do spraw Instytucji Artystycznych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a aktualnie już drugą kadencję jestem w Radzie Uczelni Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Na to nałożyła się jeszcze praca pedagogiczna w Akademii Muzycznej w Łodzi.
Obowiązków mam tak dużo, że mogę je łączyć jedynie z dyrygowaniem podejmując się gościnnie prowadzenia jednego koncertu w miesiącu. Resztę czasu muszę spędzać w Kielcach. Na komponowanie już nie mam czasu.
Będzie czas dopiero na emeryturze.
Podobnie jak Joanna Wnuk-Nazarowa marzę, że może wtedy wrócę do pisania muzyki.
Maestro Jacek Rogala podczas koncertu w Filharmonii Podfkarpackiej 28.10.2022r., fot. z archiwum Filharmonii Podkarpackiej.
Pana praca na stanowisku dyrektora Filharmonii Świętokrzyskiej przez 25 lat minęła na budowaniu zespołu i siedziby.
Budowa nowego budynku zajęła mi dziesięć lat. Dużym wyzwaniem była także budowa wizerunku. Wymaga to stałej aktywności na co dzień.
Wszystko co dotyczy utrzymania budynku, każdy dokument przechodzi przez Pana biurko, bo dyrektor musi go podpisać.
Poza tym ciągle trzeba się starać o dotacje. Z czasem instytucja się rozrosła do 110 etatów i grupy współpracujących osób. Trzeba organizować pracę orkiestry oraz pracowników administracyjnych i technicznych.
Pod Pana batutą utrwalonych zostało bardzo dużo utworów, w tym prawykonań muzyki polskiej. Znajduje Pan także czas na nagrania w ostatnich latach.
Faktycznie mam na swoim koncie sporo nagrań. Jak nagrywałem z zespołami radiowymi, to utrwalaliśmy bardzo dużo nowej muzyki polskich kompozytorów, bo byłem dyrygentem gościnnym i zapraszano mnie głównie do rejestrowania współczesnej twórczości. Dokumentowanie dorobku naszych twórców jest głównym celem Polskiego Radia.
Teraz w każdym sezonie staram się zamawiać jeden lub dwa nowe utwory, które prawykonujemy w Filharmonii Świętokrzyskiej.
Niedawno odbył się u nas Koncert Laureatów Międzynarodowego Konkursu Kompozytorskiego „Żeromski 2025”, podczas którego prawykonane zostały utwory trzech laureatów.
W tej chwili już mniej nagrywam, ale regularnie staram się nagrywać z własną orkiestrą, czyli z Filharmonią Świętokrzyską. Steramy się zdobyć na to pieniądze, bo dotacja wystarcza nam na bieżącą działalność, a nagrywanie płyt jest dość kosztowne. W ostatnich latach udało nam się nagrać dwie płyty: z wszystkimi formami koncertującymi Ryszarda Bukowskiego, zapomnianego już trochę wrocławskiego kompozytora (swego czasu bardzo ważnej postaci polskiego życia muzycznego, a szczególnie we Wrocławiu). Mogliśmy sfinalizować te nagrania dzięki pomocy wdowy po Ryszardzie Bukowskim. Bardzo się cieszę, że niedawno nagraliśmy płytę z muzyką Karola Anbilda, który przez 35 lat był dyrektorem Filharmonii Świętokrzyskiej. Jego zasługi w rozwoju tej instytucji są ogromne, bo to dzięki niemu przetrwała bardzo trudne czasy.
Zapomnieliśmy trochę o tym, że Karol Anbild był kompozytorem. Może dzięki tej płycie ktoś zechce sięgnąć po jego utwory i od czasu do czasu je przypomnieć. W szczególności polecam neoklasyczny, bardzo ciekawy Koncert fortepianowy.
Jestem dumny, że utrwaliliśmy i przypominamy utwory zapomnianych twórców: Ryszarda Bukowskiego i Karola Anbilda.
Filharmonia Świętokrzyska organizuje bardzo ciekawe festiwale muzyczne.
Najważniejszym naszym festiwalem są Świętokrzyskie Dni Muzyki, poświęcone muzyce polskiej w różnych odmianach gatunkowych i stylistycznych. Najczęściej jest to muzyka, której nie prezentowaliśmy do tej pory w Kielcach. Nawet jeśli jest to muzyka dawna, to dla festiwalu jest nowa, bo nieznana.
Mamy Festiwal Filmu i Muzyki, poświęcony Mistrzom muzyki, kina i szeroko pojętej sztuki oraz wakacyjny cykl Lato w Filharmonii, który odbywa się przez całe dwa miesiące. Jak tylko możemy to organizujemy go „pod chmurką” na naszym dziedzińcu koncertowym.
Blisko współpracujemy od lat z Międzynarodowym Festiwalem im. Krystyny Jamroz w Busku Zdroju.
Od lat jest Pan pedagogiem Akademii Muzycznej w Łodzi. Aktualnie kieruje Pan Katedrą Dyrygentury i stąd pytanie dotyczące nauki dyrygowania. Nie ma chyba jednej metody. Z każdym studentem trzeba pracować indywidualnie. Student dyrygentury powinien mieć także specjalne predyspozycje.
Oczywiście, każdy artysta ma inne emocje, inaczej czuje, inaczej buduje dramaturgię. Znajomość partytury i stylu kompozytora jest punktem wyjścia. Kiedyś był taki zwyczaj, że na dyrygenturę przyjmowano osoby, które ukończyły już studia na innym kierunku muzycznym. Chodziło o to, żeby naukę dyrygowania rozpoczynali dojrzali już artystyczne muzycy. Myślę, że to było bardzo dobre.
Obecnie czasy się zmieniły i przyjmuje się również ludzi bezpośrednio po ukończeniu nauki w liceum muzycznym. Dostrzegam pewne kłopoty w takich sytuacjach. Rozpoczynający studia dyrygentury młody człowiek po maturze musi się naprawdę bardzo poświęcić. Natomiast zgodzę się z panią, że potrzebny jest pewien dar, pewna naturalność.
Możemy nauczyć techniki i pewnych gestów, ale rozpoczynanie frazy, tak zwany auftakt (przedtakt), jeżeli człowiek nie ma tego w talencie, nie otrzymał tego jako daru, to jest niemal niemożliwe, żeby tego nauczyć.
Na wiele kierunków studiów przyjmuje się na podstawie matury, ale na dyrygenturę nadal konieczny jest egzamin i nie wszyscy się dostają.
To są dosyć drogie studia, bo podczas lekcji dyrygentury student pracuje z trzema pedagogami jednocześnie. Oprócz profesora uczącego dyrygentury potrzebni są jeszcze dwaj etatowi akompaniatorzy. Drugą z komplikacji jest to, że wioliniści, grający na instrumentach dętych czy pianiści okres studiów spędza ze swoim instrumentem, natomiast dyrygent uczy się swojego fachu przy dwóch fortepianach, ale to nie jest właściwy instrument. Student dyrygentury tylko od czasu do czasu ma szanse stawać przed orkiestrą i poznać w jaki sposób jego gest, czy ruch oddziałuje na orkiestrę. Staramy się jak najwięcej takich okazji stwarzać naszym studentom, ale to jest bardzo trudne i kosztowne.
Orkiestra Filharmonii Podkarpackiej pod batutą Jacka Rogali podczas koncertu 01.03.2024, fot. z archiwum Filharmonii Podkarpackiej
Wracając do programów koncertów. Trzeba proponować publiczności bardzo dobre wykonania i nowe utwory.
Publiczność można zaciekawić nawet trudniejszą współczesną muzyką. Może nie wszystkim się ona spodoba, ale dla dyrygenta, który dostaje partyturę z nowym utworem to także jest niespodzianka.
Chodzi o to, żeby odkrywać nowe muzyczne lądy, żeby zagłębić się w nowe dźwięki, nowe barwy, odkryć coś, czego nie było. Ja takie koncerty porównuję z wizytami w galeriach plastycznych. W jednym obrazie zafrapuje nas struktura, faktura, w drugim kolor, w trzecim geometria, w czwartym pomysł malarza…
Z muzyką jest bardzo podobnie. Może nas coś szokować, ale przykuje naszą uwagę , zainteresuje nas i wejdziemy w świat, w którym jeszcze nie byliśmy. Nasza myśli, nasza wyobraźnia podąży w jakimś kierunku.
Czekam na piątkowy wieczór, na Koncert wiolonczelowy Elgara i solistę Marcina Zdunika, ale szczególnie na Siedem grzechów głównych Joanny Wnuk-Nazarowej. Ciekawa jestem jak wygląda muzyczny obraz: pychy, rozpusty, gniewu czy lenistwa.
To wymaga otwarcia słuchaczy, żeby, słuchali i patrzyli podczas wykonania, jak na sceny teatralne. W tym kierunku otworzyli wyobraźnię.
Nie znajdziemy w tej muzyce pięknych melodii, jak u Brahmsa czy Czajkowskiego, bo po 150-ciu latach od tamtej twórczości, w muzyce odkrywamy zupełnie inne nastroje, zupełnie inne elementy, bo te podstawowe elementy dzieła są dzisiaj zupełnie inne. Pojawia się jakiś rój dźwięków, jakiś kolor, jakiś rytm, a niekoniecznie pięknie zharmonizowana melodia. Od nas zależy jak się nastawimy do słuchania. Trzeba otworzyć swoją wyobraźnię i poddać się temu, co kompozytor chce nam powiedzieć i wtedy możemy przeżyć coś ciekawego.
Gorąco zapraszamy na ten koncert, ale będziemy mogli także oklaskiwać Pana w Rzeszowie ponownie i to już niedługo w zupełnie innym programie.
W kwietniu wystąpimy z Olgą Bończyk, znaną aktorką, piosenkarką i moją przyjaciółką od czasów licealnych. Bardzo sobie ją cenię, bo rzadko się zdarza, żeby aktorka i piosenkarka miała za sobą całą ponad 17-letnią edukację muzyczną. Przez wiele lat była pianistką, potem również śpiewaczką. Olga ma ogromną kulturę śpiewu, poczucie frazy i jest niezwykle profesjonalna.
Rozpoczynała w zespole Spirituals Singer Band i nawet muzyka gospelowa czy jazzowa nie są jej obce.
W tej chwili współpracuje ze świetnym triem: Piotrem Brąglem, Andrzejem Święsem i Krzysztofem Szmańdą. W programie koncertu znajdą się znane przeboje z drugiej połowy XX wieku w zupełnie nowych jazzowych aranżacjach świetnie zrobionych przez Piotra Brągla.
W nowych aranżacjach te dawne piosenki brzmią pięknie i zupełnie inaczej. Premiera tego programu odbyła się w Kielcach i już trzeci rok pojawiamy się od czasu do czasu w polskich filharmoniach i jesteśmy gorąco przyjmowani. Występ w Rzeszowie poprzedzi koncert w Gorzowie, a w tym roku mieliśmy już koncert w Koszalinie.
To jest dla mnie miła odmiana, ale to także jest muzyka naszych czasów. Inna gatunkowo i stylistycznie, ale też wymagająca. To jest też wyzwanie dla mnie i dla Zespołu Arso Ensemble.
Zapraszam gorąco do Filharmonii Podkarpackiej na dwa różnorodne koncerty 27 lutego i 28 kwietnia 2026 roku
Dziękuję za rozmowę.
Ja także bardzo dziękuję
Zofia Stopińska



