Zofia Stopińska

Zofia Stopińska

email Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Filharmonia Podkarpacka - Elsner, Mendelssohn, Cherubini

AB 26 października 2018, PIĄTEK, GODZ. 19:00
ORKIESTRA SYMFONICZNA FILHARMONII PODKARPACKIEJ
MARCELLO BUFALINI - dyrygent
MAURIZIO BAGLINI - fortepian

W programie:
J. Elsner - Uwertura do opery "Leszek Biały"
F. Mendelssohn - Koncert fortepianowy e - moll (rekonstrukcja Marcello Bufalini)
L. Cherubini - Symfonia D - dur

Nasza gra ma sprawiać przyjemność. To jest najważniejsze

        Często zastanawiam, się co robą młodzi muzycy, którzy kilka lub kilkanaście lat temu byli uczniami szkół muzycznych II stopnia na Podkarpaciu, wiele się o nich mówiło i pisało, bo wyróżniali się nadzwyczajnym talentem i pracą, a także z wielkim powodzeniem uczestniczyli w ogólnopolskich i międzynarodowych konkursach muzycznych. Później rozpoczęli studia w polskich lub zagranicznych uczelniach i dzisiaj prowadzą ożywioną działalność artystyczną, ale my o ich sukcesach dowiadujemy się często przypadkowo i z dużym opóźnieniem.
Pomyślałam, że warto by było nawiązać z nimi kontakt i dowiedzieć, się co aktualnie robią.
        Niedawno spotkałam Jakuba Gerulę - młodego pianistę, który kilka tygodni temu z bardzo dobrym wynikiem ukończył studia w Akademii Muzycznej w Katowicach, w klasie fortepianu prof. Wojciecha Świtały i prof. Huberta Salwarowskiego, a wcześniej studiował w Hochschule für Musik und Tanz Köln i w Escola Superior de Música de Catalunya w Barcelonie.
        Jakub Gerula talent i miłość do muzyki odziedziczył po rodzicach, którzy są świetnymi wiolonczelistami, grają w Orkiestrze Symfonicznej Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie i prowadzą działalność pedagogiczną.
        Aktualnie młody, świetnie wykształcony pianista rozpoczyna działalność artystyczną na własny rachunek. Czego nauczył się w czasie studiów i jakie ma plany na przyszłość, dowiedzą się Państwo czytając zarejestrowaną rozmowę.

        Zofia Stopińska: Miło mi rozmawiać z Panem po latach. Ostatni raz spotkaliśmy się w studiu Polskiego Radia Rzeszów, podczas realizacji płyty, którą Zespół Szkół Muzycznych nr 2 im. Wojciecha Kilara w Rzeszowie wydawał z okazji Roku Chopinowskiego. Pan był jednym z wybranych młodych wykonawców, ale nie pamiętam już tytułu utworu Fryderyka Chopina, który Pan wówczas grał.

        Jakub Gerula: Była to Ballada F-dur op.38, bardzo miło wspominam to moje pierwsze doświadczenie ze studiem nagraniowym.

        Pamiętam jednak, że nagraliśmy ten utwór bardzo szybko.

        - Ja też byłem zaskoczony. Podobno najlepiej jest nagrać utwór w całości i najlepsza jest pierwsza lub ostatnia próba. Wtedy udało się na szczęście nagrać wszystko za pierwszym razem, w zasadzie nic nie trzeba było dogrywać ani montować.

        Zapamiętałam Pana również dlatego, że bardzo Pana zainteresowało wszystko, co dotyczyło nagrań, pozostał Pan w studiu i pilnie śledził naszą pracę, a później długo rozmawialiśmy na tematy dotyczące realizacji dźwięku. Myślałam nawet, że może zajmie się Pan zawodowo nagraniami.

        - Faktycznie, bardzo mnie to interesowało i nawet zacząłem poważnie myśleć o tym, miałem nawet epizod na kierunku Realizacja Nagłośnienia, ale po roku stwierdziłem, że jednak wolę trzymać się tego w czym jestem dobry, zwłaszcza, że zarówno studia, jak i sprzęt nagraniowy są dość kosztowne, a ponadto na wszystko czasu nie starczy.
         Zdecydowałem, że skupię się na grze na fortepianie i zrobię wszystko, aby po studiach dalej grać. Rozmawiałem z wieloma profesorami, którzy mnie inspirują i podziwiam ich za to, że mając rodziny i zajmując się nie tylko pedagogiką, potrafią mimo presji ciągle koncertować na najwyższym poziomie, jednak uważam, że są to ludzie nadzwyczaj utalentowani.

        Będąc uczniem ZSM nr.2 im. Wojciecha Kilara w Rzeszowie wygrywał Pan różne konkursy pianistyczne, a po ukończeniu edukacji w rodzinnym mieście rozpoczął Pan studia za granicą.

        - Tak, a stało się to dzięki temu, że mając bardzo udany rok poprzedzający maturę, udało mi się wygrać kilka nagród na konkursach pianistycznych, m.in w Łodzi. Po koncercie laureatów podeszła do mnie jedna z jurorek i pytała mnie o moje plany odnośnie studiów. Wtedy granie na fortepianie wychodziło mi najlepiej i nie interesowałem się za bardzo niczym innym, ale nie miałem jeszcze konkretnych planów – powiedziałem, że pewnie spróbuję zdać egzamin do Akademii Muzycznej w Katowicach albo w Warszawie, ale może uda mi się dostać gdzieś za granicę. Pani profesor stwierdziła, że zagraniczne studia to bardzo dobry pomysł i zasugerowała mi nawiązanie kontaktu z pewnym profesorem, który uczy w Kolonii w Niemczech, jest znanym pedagogiem i wszyscy jego studenci świetnie grają. Chciałem nawiązać ten kontakt i jak się dużo później okazało, e-mail, który napisałem w języku rosyjskim z pomocą mojej pani profesor Żanny Parchomowskiej, do dzisiaj nie został przez niego prawdopodobnie przeczytany, bo po prostu nie czytał setek takich korespondencji, które przysyłali mu młodzi ludzie, którzy pragnęli studiować w jego klasie. Zacząłem się interesować tą uczelnią i pisać także do innych profesorów, którzy najczęściej odpisywali, że nie mają czasu mnie przesłuchać, ale polecali innego pedagoga z tej uczelni lub uczelni "konkurencyjnych", co było dla mnie miłym zaskoczeniem. W klasie maturalnej udało mi się umówić na przesłuchania z trójką profesorów: z Dϋsseldorfu i Kolonii. Bardzo mi się spodobało, że tamtejsi profesorowie nie myśleli tylko o swojej klasie i kiedy poznawali kogoś, kto reprezentuje wysoki poziom, a nie mogli go przyjąć do swojej klasy, lub nie było miejsc na uczelni – polecali inną uczelnię lub innego profesora.
        Dopiero wtedy zauważyłem, jak wysoki poziom nauczania mamy w Polsce w podstawowych i średnich szkołach muzycznych. Takiego systemu nauczania praktycznie nie ma w wielu innych krajach, a już na pewno nie za darmo.
        Z trójki profesorów, dla których grałem, najbardziej zafascynował mnie prof. Jacob Leuschner. Grałem wtedy m.in Sonatę e-moll op.90 Ludwiga van Beethovena, a on bez nut zaczął ją grać i pokazywać mi swoje pomysły, byłem tym bardzo zainspirowany.
        Jak się potem okazało, prof. Leuschner miał w repertuarze wszystkie sonaty Mozarta, Schuberta i Beethovena i grał je z pamięci podczas cyklu koncertów. Byłem zachwycony jego interpretacjami, przede wszystkim utworów kompozytorów niemieckich. Egzamin wstępny poszedł mi świetnie i udało mi się dostać do profesora, którego wybrałem, mimo że zdawało wtedy około 340 osób. Ale jak wspomniałem, porównując się wtedy do studentów z całego świata, których edukacja muzyczna przebiegała w bardzo różny sposób, jak na swój wiek prezentowałem konkurencyjny poziom, z czego wielu zdolnych, ale nieśmiałych uczniów w Polsce nie zdaje sobie niestety sprawy. W Niemczech licencjat trwa cztery lata i studia przebiegają inaczej niż w Polsce. W naszych uczelniach pod koniec każdego semestru trzeba przygotować odpowiedni program i zdawać egzaminy praktyczne. W Niemczech student nie musi tak ściśle dostosowywać się do wymogów uczelni, a pierwszy egzamin jest dopiero po dwóch latach studiów i trwa jedynie 20 minut. Związane jest to z dużą ilością studentów na uczelni i dlatego egzaminy nie są organizowane w każdym semestrze. Daje to studentom większą swobodę i możliwości przygotowywania się do konkursów, bo można zająć się wyłącznie programem konkursowym.

        Czy ta swoboda odpowiadała Panu?

        - Po dłuższych obserwacjach stwierdziłem, że jednak nie jest to tryb pracy, który mi odpowiada, bo jest on zupełnie inny niż ten, do którego byłem przyzwyczajony. Ja muszę mieć jakiś cel i najlepiej kogoś nad sobą, kto mnie do tego motywuje. Taką mam naturę.
         Cykle koncertów w wykonaniu mojego Profesora, były także pewnym ważnym etapem w jego karierze, bo przygotowywał się do przejęcia profesury najwyższej rangi w Detmold. Bardzo dużo pracował nad własnym repertuarem i koncertował, ale przez to miał mniej czasu dla studentów, chociaż lekcje były świetne pod względem merytorycznym. Rozumiem jego chęć do robienia własnej kariery i gdybym był na jego miejscu, pewnie robił bym to samo. Kiedy ukończyłem trzeci rok studiów, prof. Jacob Leuschner przeniósł się już do Detmold i na czwartym roku miałem okazję pracować z prof. Ilją Schepsem, którego znałem już dużo wcześniej, bo pracowałem z nim w Bydgoszczy podczas kursów pianistycznych i pod jego opieką mogłem ćwiczyć z orkiestrą koncerty fortepianowe. Prof. Scheps chętnie przyjął mnie do swojej klasy.
        Na ostatnim roku stwierdziłem, że warto wykorzystać jeszcze możliwości, jakie daje status studenta i w ramach programu Erasmus studiowałem dodatkowo rok w Barcelonie . Bazując na poprzednich doświadczeniach sprzed studiów, bez kompleksów napisałem maila do profesora Pierre Réacha, w którym zapytałem, czy byłby zainteresowany pracą ze mną. Wysłuchując moich nagrań odpisał, że jak najbardziej mogę przyjechać. Był to jeden z najmilszych i najbardziej kulturalnych artystów, jakich miałem okazję poznać. Dodatkowo zatroszczył się o całą część biurokratyczną, co w Hiszpanii jest dość sporym problemem, ale jest to raczej kwestia kultury i mentalności. Dopiero w środku wakacji zostałem poinformowany, że rozpoczynam studia od września, więc wziąłem kilka desperackich lekcji hiszpańskiego od koleżanki i ruszyłem w nieznane. Nie da się w kilku zdaniach i bez alkoholu streścić tego całego doświadczenia. Nie był to najbardziej produktywny okres mojego życia, natomiast zdecydowanie nadrobiłem w innych aspektach, które bardzo zmieniły moje postrzeganie świata, ludzi, podejście do muzyki i niewątpliwie mają wpływ na moją grę.
        Po roku wróciłem do Kolonii, żeby zagrać recital dyplomowy i zdałem egzamin wstępny w Akademii Muzycznej w Katowicach.

        Dlaczego po ukończeniu studiów w Hochschule fűr Musik und Tanz Köln postanowił Pan studiować jeszcze w Polsce i wybrał Pan Akademię Muzyczną w Katowicach?

        - Zawsze myślałem o tym, że jeśli miałbym kiedyś studiować w Polsce, to właśnie w Katowicach. Uczelnia ta zawsze kojarzyła mi się z wysokim poziomem w katedrze fortepianu, świetnymi profesorami, takimi jak prof. Świtała czy prof. Raubo, którzy prezentują światowy poziom i można powiedzieć, że głupotą jest jeżdżenie po świecie mając takich pedagogów na miejscu. Budynek Akademii jest piękny i przebywanie w nim to czysta przyjemność, warunki do studiowania są bardzo dobre, miasto jest niedrogie w porównaniu z Kolonią czy Barceloną, ludzie są fantastyczni, a do tego dostałem się również na drugi kierunek, który mnie interesował.
        Jeśli chodzi o sam powrót do Polski, to złożyło się na niego wiele czynników. Po powrocie z Hiszpanii musiałbym szukać na nowo mieszkania i zaczynać wszystko organizować od początku, wielu moich znajomych już wtedy skończyło studia lub przeniosło się gdzie indziej lub wrócili do swojej ojczyzny. Mimo, że czułem się świetnie w "wielkim świecie", to jednak mentalność ludzi była zupełnie inna i większość studentów nie czuła się tam jak u siebie w domu. Cztery lata w Niemczech mi wystarczyły. Rok w Barcelonie był niezwykłym doświadczeniem, ale na dłuższą metę nie mógłbym się tam realizować zawodowo. Dodatkowo będąc 5 lat za granicą mimo wszystko zastanawiałem się, co by było, gdybym nie wyjechał, jak wyglądałoby moje życie. Może ominęło mnie coś ważnego, może jakaś fajna dziewczyna? Kto wie. Żeby się przekonać, musiałem spróbować.

        Zamierza Pan zamieszkać na stałe w Katowicach?

        - Na ten moment chcę zostać w Katowicach, bo mogę się tam realizować w wielu aspektach, mam tam mnóstwo możliwości dalszego rozwoju w dziedzinie muzyki i nie tylko. Znajomość języków otworzyła mi bardzo dużo możliwości pracy, do której nie spodziewałbym się, że mógłbym się nadawać. Katowice to rzeczywiście miasto muzyki, odbywa się tam bardzo dużo wydarzeń kulturalnych. Jest tam jedna z najlepszych obecnie sal koncertowych na świecie, siedziba NOSPR, gdzie nawet miałem przyjemność wystąpić w maju, a w grudniu będę miał kolejną okazję. Niedawno odbywał się Międzynarodowy Konkurs Muzyczny im. Karola Szymanowskiego, który był dużym, bardzo interesującym wydarzeniem. Koncertów jest tak dużo, że trudno nadążyć i znaleźć czas, żeby wszystkiego posłuchać. Na Akademii mamy też słynny wydział jazzu, który regularnie odwiedzam, bo uwielbiam jazz, a poziom studentów jest naprawdę wysoki. Uważam, że powinniśmy się od nich uczyć.

        Mówił Pan, że na początku studiów w Niemczech zafascynowany był Pan pedagogiem, który świetnie grał utwory kompozytorów niemieckich. Jaka muzyka najbardziej porywa Pana teraz?

        - Powiem szczerze, że przez pierwsze trzy lata pobytu w Niemczech nie zagrałem ani jednego utworu Fryderyka Chopina, natomiast na pierwszy recital dyplomowy zatęskniłem i poświęciłem cały program tylko temu kompozytorowi. Ostatnio po śledzeniu Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego na Instrumentach Historycznych, mam ochotę pograć Chopina z nieco świeżym spojrzeniem.
        Zawsze najbardziej ceniłem muzykę niemiecką, zwłaszcza Beethovena i Brahmsa, ale uwielbiam też Bacha, chociaż nie są to utwory, w których można błysnąć wirtuozerią, ale sama muzyka, ogromna inteligencja i mądrość w niej zawarta, stawia go moim zdaniem na pierwszym miejscu w historii muzyki. Bardzo lubię też sam język niemiecki i uważam, że ma dużo cech wspólnych z muzyką niemiecką, jest bardzo logiczny, ładnie brzmi (w zależności od tego, kto się nim posługuje) i mam do tej kultury wielki szacunek.
        Bardzo lubię też kompozytorów francuskich, na ostatni recital dyplomowy przygotowałem program złożony z utworów Claude’a Debussy’ego i także świetnie się czuję w tej muzyce, bo pozwala mi na operowanie ciekawymi barwami w zależności od instrumentu i akustyki sali. Grałem też niedawno Koncert na lewą rękę Maurice’a Ravela, który będę miał przyjemność zagrać w Filharmonii Podkarpackiej dwukrotnie w czerwcu następnego roku.

        Interesuje Pana muzyka kameralna?

        - Oczywiście, nawet w tym roku przygotowany mieliśmy z wiolonczelistą cały program na konkurs, ale z nagłych powodów zdrowotnych musieliśmy w ostatniej chwili z niego zrezygnować. Bardzo chętnie gram różne programy kameralne, zwłaszcza z wiolonczelą, bo gdzieś w środku czuję jej brzmienie (pewnie dzięki rodzicom). Uważam, że mieszanka dwóch instrumentów oraz komunikacja na scenie z kimś, kto ma coś do powiedzenia swoją grą, jest dwukrotnie ciekawsza niż granie solo. Przyznam jednak, że łatwiej jest mi grać solo, bo wiąże się to z mniejszą odpowiedzialnością – wychodząc na scenę sam jestem odpowiedzialny tylko za siebie, natomiast im więcej osób w składzie, tym rola fortepianu jest bardziej odpowiedzialna.

        Zaskoczył mnie Pan, bo zawsze wydawało mi się, że na scenie w grupie wykonawcy czują się raźniej.

         - Mnie się wydaje, że to tylko pozornie tak wygląda. Każdy instrument ma swoje problemy, z którymi pozostali wykonawcy muszą się liczyć, a także muszą się wszyscy nawzajem słuchać. Grałem już kwintety i sekstety fortepianowe i było to ciekawe doświadczenie, pianista ma najgorzej, bo mając na przykład 6 partii instrumentów w nutach, musi przewracać strony czasem co 30 sekund, może to wydawać się głupie, ale jednak jest to dość irytujące. Tak samo spotykanie się z problemami typu organizacja prób (ciężko jest zebrać 6 osób na regularne próby), albo chociażby problem dominacji jednej osoby w zespole. Nie ma lekko. Trzeba się jakoś dopasowywać.

        Pana życie z pewnością związane będzie z uprawianiem zawodu muzyka.

         - Ja też mam taką nadzieję, chociaż nie wiem, czy uda mi się żyć i utrzymywać się uprawiając tylko ten zawód. Mam bardzo cenne doświadczenia po roku spędzonym w Hiszpanii, kiedy grałem dla ludzi, którzy nie byli związani z muzyką i zrozumiałem, że najważniejsze jest to, żeby publiczność miała przyjemność z jej słuchania i przebywania z nią. Świetnie grających pianistów jest bardzo dużo, zrobić coś ciekawego i oryginalnego jest bardzo trudno, ale musimy być kreatywni i mieć ciągle własne pomysły, aby słuchacze byli zainteresowani występami. Nasza gra ma sprawiać przyjemność ludziom, którzy po trudnym dniu mogą odpocząć przychodząc na koncert, aby posłuchać dobrej muzyki. To jest najważniejsze.

         Od pierwszych chwil życia słuchał Pan muzyki, bo rodzice są muzykami. Dzieci także nimi już są, bo Pan jest pianistą, a siostra pięknie gra na waltorni. Czy gdyby Pan dzisiaj wybierał po raz drugi zawód – też zostałby Pan muzykiem?

         - Mając tyle niezwykłych doświadczeń uważam, że muzyka to jedna z najwspanialszych rzeczy w życiu i warto jej się poświęcić. Nie musi to być koniecznie muzyka klasyczna, czy fortepian, samo obcowanie z nią jest niesamowicie rozwijające i pozwala nam stawać się lepszymi ludźmi. Natomiast to, czy chciałbym z tego żyć, to już temat na inną dyskusję. Chętnie spotkam się z Panią za kolejne 8 lat.

Z Jakubem Gerulą - młodym pianistą, absolwentem  Hochschule für Musik und Tanz Kõln i Akademii Muzycznej w Katowicach rozmawiała Zofia Stopińska 18 października 2018 rokuü

Stanisław Wisłocki – życie i dzieło

Z Rzeszowa w świat

        „Już od najwcześniejszych lat Stanisław Wisłocki obcował z muzyką. Gdy się urodził w Rzeszowie 7 lipca 1921 roku, w jego domu odbywały się częste, rodzinne koncerty kameralne. Obok ojca – Władysława, oficera 17 Pułku Piechoty, kapelmistrza pułkowej orkiestry, w zmieniających się kameralnych składach spotykali się bracia matki Michaliny z Wojciechowskich i liczni przyjaciele domu. Była wśród nich także zdolna pianistka Emilia Kozłowska-Grotowska (przyszła matka Jerzego Grotowskiego). Koncerty odbywały się przy otwartym balkonie mieszkania babci Wojciechowskiej na I piętrze przy ul. Krakowskiej 1. Parter budynku zajmowała pani Kadlewiczowa, pierwsza nauczycielka gry na fortepianie Stanisława Wisłockiego. Podczas jednego z kameralnych wieczorów schubertowskich jeden z muzyków zapytał zasłuchanego Stasia, który utwór najbardziej mu się podobał. Ku zaskoczeniu zebranych sześcioletni słuchacz bezbłędnie zanucił całą partię skrzypiec granego przed chwilą kwartetu. Zainteresowanie muzyką było tak silne, że ojciec zabierał małego Stasia na próby orkiestry. Podczas jednej z takich prób w sali rzeszowskiego „Sokoła” Staś niepostrzeżenie wszedł na krzesło i zaczął dyrygować, głośno wypowiadając swe uwagi skierowane do wybranych muzyków. Rozbawieni sytuacją członkowie orkiestry nie podejrzewali wówczas, że w przyszłości Stanisław Wisłocki stanie się jednym z najwybitniejszych dyrygentów polskich XX wieku. Niespodziewanie szybkie postępy muzyczne sprawiły, że jego dalszą edukacją pianistyczną zajął się ceniony rzeszowski pedagog prof. Mirski. I tak upłynęło siedem rzeszowskich lat. Po komunii Stasia jego rodzice przenieśli się do Przemyśla. I choć rzeszowski okres trwał stosunkowo krótko, to tam właśnie ukształtowała się przyszłość tego muzyka. Kilkanaście lat później, we wrześniu 1945 roku, wracając z wojennej tułaczki, swe pierwsze kroki Stanisław Wisłocki skierował właśnie do Rzeszowa.”
        Tak wspomina wybitnego polskiego dyrygenta, pianistę, kompozytora i pedagoga Stanisława Wisłockiego (1921-1998), pochodzącego z Rzeszowa jego krewny Tadeusz Deszkiewicz na łamach „Kamertonu” nr 3-4(32-33)1998, s.53-56. Warto dodać, iż Stanisław Wisłocki zadebiutował jako dyrygent wiosną 1937 roku z orkiestrą złożoną z uczniów Gimnazjum im. Kazimierza Morawskiego w Przemyślu. Tam też rozpoczął studia muzyczne pod kierunkiem Seweryna Barbaga z Konserwatorium Lwowskiego, a kontynuował w czasie wojny w Akademii Muzycznej w Timisoarze w Rumunii u prof. George Simonisa - kompozycja i dyrygentura i Emila Michaila - fortepian. W latach 1942-1945 pozostawał pod artystyczną opieką George Enescu, znakomitego rumuńskiego kompozytora i dyrygenta. Potem przyszła światowej sławy kariera artysty, który swoje pracowite życie całkowicie wypełnił muzyką. Dyrygował orkiestrami w Warszawie, Katowicach, Poznaniu, gdzie w 1979 roku z WOSPR zrealizował cykl „Beethoven nasz współczesny” dyrygując wszystkimi symfoniami mistrza z Bonn na pamięć, a rok później „Brahms – Nowy Romantyzm”. Występował w USA, Kanadzie, Japonii, Ameryce Południowej, w 1981 roku w Buenos Aires wystawił „Króla Rogera” K. Szymanowskiego. Wykładał na uczelniach muzycznych w Warszawie i Poznaniu, wykształcił całą rzeszę znakomitych polskich dyrygentów, takich jak m.in. Tomasz Bugaj, Szymon Kawalla, Jacek Kaspszyk, Jerzy Kurczewski, Wojciech Michniewski, Andrzej Straszyński, Tadeusz Wojciechowski, Sławek A. Wróblewski.
        31 maja 2018 roku minęło 20 lat od śmierci Stanisława Wisłockiego. Rzeszowskie Towarzystwo Muzyczne wraz z Filharmonią Podkarpacką im. Artura Malawskiego w Rzeszowie uczciło tę rocznicę Ogólnopolską Konferencją Naukową pt. „Stanisław Wisłocki – życie i dzieło. 20 lat od śmierci artysty”, która miała miejsce w sali kameralnej Filharmonii w dniu 13 października 2018 roku w sobotę w godz.9.00-13.00. Wzięło w niej udział pięcioro referentów: prof. dr hab. Marta Wierzbieniec, dyrektor Filharmonii Podkarpackiej im. Artura Malawskiego w Rzeszowie: „Wprowadzenie”, mgr Andrzej Szypuła, prezes Rzeszowskiego Towarzystwa Muzycznego: „Stanisław Wisłocki – z Rzeszowa świat” oraz z Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie: prof. dr hab. Krystyna Juszyńska, pracownik naukowy Katedry Teorii Muzyki Wydziału Kompozycji, Dyrygentury i Teorii Muzyki: „Działalność dyrygencka i pedagogiczna Stanisława Wisłockiego”, prof. dr hab. Sławek A. Wróblewski, dziekan Wydziału Dyrygentury Chóralnej, Edukacji Muzycznej, Muzyki Kościelnej, Rytmiki i Tańca, pochodzący z Markowej koło Rzeszowa: „Opus 51... Wspomnienia ostatniego ucznia”, mgr Przemysław Zych, asystent w Katedrze Dyrygentury Wydziału Kompozycji, Dyrygentury i Teorii Muzyki: „Stanisław Wisłocki jako kompozytor”. Film o Stanisławie Wisłockim pt. „Rumuńskie wspomnienia” zrealizowany przez TVP z TV Rumunia w 1985 roku przez Elżbietę Urodę i Janusza Cegiełłę znakomicie dopełnił całą konferencję. Na zakończenie miały miejsce promocje książek muzycznych: „Bohdan Wodiczko. Dyrygent wobec nowoczesnej kultury muzycznej” Michała Klubińskiego (TAiWPN „Universitas” Kraków 2017), „Roman Palester – Słuch absolutny. Niedokończona biografia i listy z lat wojny” (FUW-PWM Warszawa-Kraków 2017) w opracowaniu i z komentarzem Zofii Helman oraz „Mycielski. Szlachectwo zobowiązuje. Rozmowy o kompozytorze” Beaty Bolesławskiej-Lewandowskiej, pochodzącej z Rakszawy koło Rzeszowa (PWM 2018), która wymienione promocje prowadziła. Patronat medialny nad konferencją objęło Polskie Centrum Informacji Muzycznej POLMIC Warszawa.
        Dzień wcześniej, 12 października 2018 roku, w koncercie piątkowym w sali dużej Filharmonii Podkarpackiej słuchaliśmy Uwertury D-dur Karola Lipińskiego, Koncertu na fortepian i orkiestrę Stanisława Wisłockiego i II Symfonii D-dur Ludwiga van Beethovena op. 36. Koncertowi i konferencji towarzyszyła wystawa „Stanisław Wisłocki – życie jednego muzyka” przygotowana przy współpracy z Wojewódzkim Domem Kultury w Rzeszowie przez Tadeusza Deszkiewicza z Warszawy, który opatrzył koncert interesującym słowem.
        O Koncercie na fortepian i orkiestrę Stanisława Wisłockiego słów parę. Kompozytor zaczął go pisać w czasie wojny, a ukończył w 1948 roku. Zadedykował go Nadii Boulanger, która hołdowała estetyce neoklasycznej. Rzeszowskie wykonanie tego dzieła było znakomite. Ogromne gratulacje należą się pianiście Michałowi Drewnowskiemu, który z wielką precyzją i solistycznym rozmachem realizował partię fortepianu, a także orkiestrze naszej Filharmonii, która mimo okrojonego składu (część muzyków poleciała do Rzymu realizować koncert) spisała się znakomicie! Dyrygent Massimiliano Caldi pokazał swój wielki kunszt kapelmistrzowski, znajomość orkiestry i wyrafinowany smak muzyczny we wszystkich dziełach piątkowego koncertu w naszej Filharmonii.
        Koncert na fortepian i orkiestrę Stanisława Wisłockiego nie jest łatwy do wykonania. Kompozytor, zarazem dyrygent i pianista zawarł w nim wiele ze swej wiedzy, talentu, wrażliwości, temperamentu. Kontrastujące ze sobą trzy części utworu: Allegro scherzando, Andante molto cantabile i Allegro giocoso urzekały liryzmem, skupioną wirtuozerią, jasnością formy, przejrzystością faktury, szczerością wypowiedzi i tym, co nie da się w nutach zapisać – ciepłym wzruszeniem. Ta estetyczna nić porozumienia łącząca wykonawców i słuchaczy jest największą tajemnicą sztuki.
        II Symfonia D-dur op. 36 wielkiego L. van Beethovena, jakby „na oczyszczenie duszy”, dopełniła nastrój niezwykłego muzycznego spotkania i pozostawiła wrażenie prawdziwego artystycznego wydarzenia w naszej Filharmonii, które, jak się zdaje, w swym niepowtarzalnym kształcie, niczym tajemniczy kwiat paproci, zakwita tylko raz...

Andrzej Szypuła

 

 

 

Grać tak pięknie, żeby muzyką zjednać sobie i porwać publiczność

        Pierwsza część koncertu abonamentowego, który odbył się 12 października 2018 roku w Filharmonii Podkarpackiej, poświęcona była muzyce polskiej. Wieczór rozpoczęła Uwertura D-dur Karola Lipińskiego w wykonaniu Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Podkarpackiej pod batutą Massimiliano Caldiego. Uwertura D-dur powstała w 1814 roku, w okresie, gdy kompozytor pracował we lwowskim teatrze operowym. Ten młodzieńczy utwór o pięknych, śpiewnych tematach, zapowiadający nieprzeciętny talent kompozytorski Karola Lipińskiego, został bardzo interesująco wykonany przez naszych filharmoników.
        Drugim utworem był Koncert na fortepian i orkiestrę Stanisława Wisłockiego, który urodził się w Rzeszowie. Wcześniej pojawił się na scenie pan Tadeusz Deszkiewicz – Prezes Zarządu Polskiego Radia dla Ciebie, Doradca Prezydenta RP, dziennikarz, publicysta i krytyk muzyczny, który jest siostrzeńcem prof. Stanisława Wisłockiego, i przybliżył publiczności sylwetkę tego znakomitego dyrygenta, kompozytora i pianisty. Po bardzo interesującym wystąpieniu pana Tadeusza Deszkiewicza, na scenie pojawili się: Michał Drewnowski – znakomity pianista młodego pokolenia, i maestro Massimiliano Caldi, i wysłuchaliśmy Koncertu na fortepian i orkiestrę Stanisława Wisłockiego, który przez samego kompozytora uważany był za jedno z najlepszych jego dzieł.
Długie i gorące brawa świadczyły najlepiej o tym, że utwór i wykonanie bardzo się spodobały publiczności.
        Po przerwie, w wykonaniu Orkiestry zabrzmiała radosna i pogodna II Symfonia D-dur op. 36 Ludwiga van Beethovena i również została bardzo ciepło przyjęta przez publiczność.
       Pan Michał Drewnowski znalazł czas na rozmowę dla czytelników „Klasyki na Podkarpaciu”.

        Zofia Stopińska: Miło mi, że w Filharmonii Podkarpackiej mogę rozmawiać z panem Michałem Drewnowskim, który wykonał z Orkiestrą Filharmonii Podkarpackiej, pod batutą Massimiliano Caldiego, Koncert na fortepian i orkiestrę – Stanisława Wisłockiego, Rzeszowianina z urodzenia, wspaniałego dyrygenta, kompozytora i pianisty. Rodzinny dom kompozytora znajdował się przy ulicy Krakowskiej 1 – niedaleko kościoła Bernardynów i Galerii Rzeszów.

        Michał Drewnowski: Spacerowałem wczoraj po południu dość długo po śródmieściu Rzeszowa i oczywiście byłem w okolicy, gdzie przed laty stał dom rodzinny prof. Stanisława Wisłockiego. Jestem w Rzeszowie już po raz kolejny, ale zawsze to miasto urzeka mnie swoją atmosferą, jest naprawdę piękne i dobrze się tutaj czuję.
        Fakt, że mogłem wykonać utwór prof. Stanisława Wisłockiego w mieście, w którym się urodził, miał ogromny wpływ na moją kreację. Był artystą wszechstronnym i doskonałym w kilku dziedzinach muzyki. Potrafił pięknie grać na fortepianie, był wspaniałym dyrygentem i bardzo dobrym kompozytorem, o czym dzisiaj nie pamiętamy. Utwory prof. Stanisława Wisłockiego są wykonywane bardzo rzadko, prawie okazjonalnie. W tym roku minęła w maju 20-ta rocznica śmierci kompozytora i wiem, że w Poznaniu został wykonany jedynie jego Nokturn na orkiestrę.
        Ja także kiedy po raz pierwszy sięgnąłem po nuty z Koncertem Stanisława Wisłockiego, uczyniłem to z dużą rezerwą, bo uległem, tak jak większość myśleniu, że jak ktoś nie jest znany jako kompozytor, to jego twórczość nie jest ciekawa. Niekiedy historia bardzo rzetelnie ocenia kompozytorów, ale często historia zapomina o nich i ich piękne utwory pozostają zakurzone w bibliotekach, a instytucje prowadzące działalność muzyczną ograniczają się do grania repertuaru powszechnie znanego.
Znalazłem nagranie tego koncertu w wykonaniu wspaniałej pianistki pani Lidii Grychtołówny pod batutą kompozytora i już podczas pierwszego przesłuchania ten utwór zrobił na mnie ogromne wrażenie. Byłem wstrząśnięty, że tak wspaniałe dzieło było mi zupełnie nieznane. Przemiłe zaskoczenie zbiegło się z faktem, że mój przyjaciel Przemysław Zych, asystent w Katedrze Dyrygentury Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie, pisze doktorat i prowadzi prace badawcze nad dorobkiem kompozytorskim tego wielkiego polskiego artysty. Kiedy zaproponował mi udział w nagraniu Koncertu na fortepian i orkiestrę Stanisława Wisłockiego – natychmiast się zgodziłem. To był utwór, który chciałem mieć w repertuarze i nagrać go.

        Wiem, że prof. Stanisław Wisłocki nie zabiegał o to, aby jego kompozycje były często wykonywane, był wspaniałym dyrygentem i świetnym pedagogiem, który wykształcił wielu znakomitych dyrygentów, natomiast znakomite kompozycje pozostawały w cieniu.

        - Prof. Stanisław Wisłocki w jednym ze swoich wywiadów dostępnych w sieci, gdzie każdy może go odszukać i wysłuchać, mówił, że miał różny stosunek do swojej twórczości w czasie swojego życia – od pozytywnego do takiego, kiedy wycofał wszystkie swoje utwory z wydawnictw i nie pozwalał nikomu ich wykonywać. Był bardzo wymagającym człowiekiem, ale wymagając wiele od orkiestr, którymi dyrygował, przede wszystkim wymagał od siebie. Najczęściej, zupełnie niesłusznie, podchodził do swej pracy i dorobku twórczego zbyt ostro i krytycznie.
Wydaje mi się, że w tej dziedzinie porównywać możemy prof. Stanisława Wisłockiego z wielkim Leonardem Bersteinem, który chciał być kompozytorem i czuł się kompozytorem, a okazało się, że ma ogromny talent do dyrygowania. Obydwaj zaczęli swoją działalność jako dyrygenci i byli wybitnymi dyrygentami, a ta działalność tak ich pochłonęła, że nie przywiązywali wagi do swej twórczości.

        Wracając do Koncertu na fortepian i orkiestrę Stanisława Wisłockiego – jest nadzieja, że ten utwór zostanie nagrany, wydany i znajdzie się na półkach sklepów z muzyką klasyczną?

        - Mam nadzieję, że to nie będzie moje pierwsze i zarazem ostatnie wykonanie tego utworu podczas koncertu. Zamierzamy także z moim kolegą Przemkiem Zychem nagrać ten utwór. Okazało się, że jest bardzo dużo utworów Stanisława Wisłockiego jeszcze nie wydanych, znajdujących się w prywatnym archiwum i po szybkim przejrzeniu niewielkiej części tych utworów mogę powiedzieć, że większość z nich jest po prostu piękna. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie zajmę się nimi, a jeżeli chodzi o ten koncert, który sam Wisłocki uważał za najbardziej udany, będę go polecał wszędzie, bo warto, żeby ta muzyka gościła na estradach polskich filharmonii.

        Ma Pan szczęście do odnajdywania ciekawych, nieznanych utworów. Nie tak dawno polecaliśmy uwadze czytelników płytę ze wspaniałymi dziełami Tadeusza Majerskiego – lwowskiego twórcy. To niezwykle cenna, unikatowa płyta. W ubiegłym roku utrwalił Pan na płycie utwory fortepianowe. Krążek jest hołdem dla zmarłego niedawno Andrzeja Nikodemowicza – wspaniałego kompozytora ze Lwowa, który osiadł na stałe w Lublinie. Na płycie są: Suita fortepianowa Tadeusza Majerskiego, ciekawe 24 Mini-Preludia Mariusza Dubaja i 19 Ekspresji Andrzeja Nikodemowicza.

        - Z pewnością szczęście mi sprzyja, że trafiają mi się dzieła wybitne. Wynika to z mojej pasji i potrzeby sięgania po utwory nowe. Nie zawsze są to dzieła współczesne, bo często są też zapomniane. Mogę powiedzieć, że odkryłem Tadeusza Majerskiego i poświęciłem mu dziesięć lat swojego życia, rekonstruując Koncert fortepianowy, nagrywając praktycznie 95% jego dzieł. Bardzo kocham muzykę, ale nie sprawia mi wielkiej przyjemności granie ciągle tego samego repertuaru. Podam przykład – za każdym razem, kiedy jestem proszony o wykonanie recitalu chopinowskiego, to muszę mnóstwo energii włożyć, żeby chcieć odkryć coś nowego, bo inaczej bym popadał w rutynę. Grając uwielbianego przez publiczność Poloneza As-dur, muszę za każdym razem szukać czegoś nowego, żeby obudziła się we mnie energia i wiara w to, że jestem w stanie coś ciekawego stworzyć. To w sposób naturalny przychodzi mi, kiedy przygotowuję i wykonuję utwory takich kompozytorów, jak Majerski, Nikodemowicz czy Wisłocki, bo ja uwielbiam pracę nad nowymi utworami, chociaż nie wykonuję wszystkiego, co znajduję. Wcześniej dokładnie muszę zapoznać się z utworem i wiedzieć, że będę mógł dany utwór wykonać zgodnie z tym, co kompozytor zawarł w nutach oraz muszę mieć pewność, że stworzę interesującą kreację.

        Dawno nie słyszałam na żywo duetu „Doppio espresso”, czasami sięgam tylko po świetną płytę. Nie wiem, czy jeszcze ten duet działa.

        - Oczywiście, że tak. Przygotowujemy teraz projekt na 30 listopada i wystąpimy w Krośnie z okazji jubileuszu Regionalnego Centrum Kultur Pogranicza, które pod różnymi nazwami nieprzerwanie działa od 70-ciu lat. Spotykamy się rzadziej niż kiedyś, bo mój muzyczny partner Daniel Eibin jest niezwykle zajęty, ponieważ oprócz tego, że jest pianistą, pełni funkcję dyrektora Zespołu Szkół Muzycznych w Krośnie. Podziwiam go, że chciał się zająć kierowaniem tak dużą szkołą i dobrze sobie z tym radzi. Ja bym się nie zdecydował na tak dużo obowiązków.

        Na szczęście tych dodatkowych obowiązków związanych z prowadzeniem Zespołu Szkół Muzycznych nie słychać, kiedy zasiada do fortepianu. Nadal jest świetnym pianistą. Cieszę się także, że duet fortepianowy „Doppio espresso” istnieje i pewnie nadal staracie się proponować ciekawe programy złożone z mało znanych utworów.

        - Z Danielem Eibinem poznaliśmy się podczas studiów w Polsce, a później studiowaliśmy razem w Genewie. Kiedy postanowiliśmy razem grać, to długo zastanawialiśmy się, po jaki repertuar będziemy sięgać, bo nie wyobrażaliśmy sobie, że będziemy ciągle grać to samo czy to, co grają wszyscy. Postawiliśmy na muzykę nowoczesną. Mamy na swoim koncie bardzo dużo koncertów i płytę z muzyką amerykańską – sięgaliśmy po utwory: Bersteina, Piazzolli, Zieglera. Mamy także w programie wszystkie utwory na cztery ręce Juliusza Zarębskiego. Zawsze staraliśmy się tworzyć wartościowe programy, które nas porywały, a dzięki temu mieliśmy szanse porwać publiczność. Duetów fortepianowych, które są świetne, ale cały czas grają to samo, jest bardzo dużo, a my staraliśmy się i nadal staramy się być inni. Bardzo miło wspominamy koncert „Doppio espresso” w Filharmonii Narodowej, gdzie zaprezentowaliśmy bardzo różnorodny, ale „morderczy” program i bardzo nam się to opłaciło, bo otrzymaliśmy duże brawa i na zakończenie owacje na stojąco. Dowodzi to najlepiej, że melomani są otwarci na różne ciekawe propozycje.

        Aktualnie prowadzi Pan działalność koncertową i uczy Pan w dwóch dość odległych miastach.

        - Wykładam w Akademii Muzycznej w Łodzi, gdzie mam wspaniałych studentów i bardzo lubię z nimi pracować i przebywać. Jednocześnie mam klasę fortepianu w Zespole Szkół Muzycznych w Radomiu, gdzie także pracuję z bardzo zdolną młodzieżą. Mam tam tylko czterech uczniów, ale każdy z nich ma przed sobą przyszłość. Myślę, że każdy z nich będzie mógł kontynuować naukę gry na fortepianie w akademii muzycznej. Oczywiście nie muszą, ale żeby mieli taką okazję. Czasami wielka pasja i miłość do muzyki budzą się w ostatniej klasie liceum. Miałem w ubiegłym roku szkolnym uczennicę, u której ta miłość obudziła się w ostatniej klasie i przez rok zrobiła tak ogromne postępy, że bez problemu zdała do Akademii Muzycznej w Łodzi i studiuje z zapałem.

        Zastanawiam się, czy można dobrze i wygodnie żyć będąc tylko muzykiem.

        - Zawsze mówię swoim uczniom i studentom, że jeśli chcą dobrze żyć albo mieć dużo pieniędzy – to w żadnym wypadku nie powinni zostawać muzykami. Jeśli chcą być dobrymi muzykami, to muszą się liczyć z tym, że będą żyć na przyzwoitym poziomie pod warunkiem, że będą ciągle nad sobą pracować. Tylko jednostkom udaje się wygrywać najważniejsze konkursy, za którymi idą nagrody finansowe i propozycje koncertów na całym świecie. Ogromna pasja i miłość jest jedyną drogą do tego, żeby zostać muzykiem.

        Czy podczas koncertu czuje Pan wsparcie albo obojętność publiczności?

        - Oczywiście, że tak, ale ja uważam, że wychodząc na scenę, nie powinniśmy się starać grać wyłącznie dla kogoś. Najpierw musimy zagrać dla siebie tak pięknie, żeby muzyką zjednać sobie i porwać publiczność. Tak samo jest z miłością – nie można pokochać kogoś, jednocześnie nienawidząc siebie. Żeby pokochać kogoś, trzeba najpierw pokochać, a przynajmniej polubić siebie. Tak samo jest na estradzie; musimy kochać i akceptować to, co robimy, aby wykonywana przez nas muzyka trafiła do serc publiczności.

        Jaka muzyka będzie dominować w programach Pana recitali i koncertów w tym sezonie?

        - Jeśli mam zaproszenie na recital, to staram się zawsze, aby program był urozmaicony. Żeby publiczność doceniła i polubiła muzykę współczesną, to nie można proponować całego recitalu złożonego wyłącznie ze współczesnych utworów, bo nikt by tego nie wytrzymał. Zawsze staram się wykonać kilka utworów znanych kompozytorów i do tego dołożyć trochę ciekawej muzyki nowej. Będę miał w tym sezonie recital w Londynie i zamierzam pomiędzy utworami Chopina i Paderewskiego, „przemycić” utwory Kisielewskiego i Majerskiego. Będą też koncerty monograficzne, bo wiem, że w maju na Forum Lutosławskiego w Lublinie będę grał recital złożony wyłącznie z utworów Mariusza Dubaja, ale to jest wyspecjalizowany festiwal muzyki współczesnej.
         Będę wykonywał bardzo ciekawy program, podczas którego będę muzykiem i aktorem. Za dwa tygodnie, w operze w Nancy, „wcielę się” w postać Ignacego Jana Paderewskiego i wykonamy wspólnie z Marcinem Rogalskim w roli narratora – dziennikarza, który przeprowadza wywiad, spektakl muzyczno-teatralny, którego reżyserką jest Jessica Dalle, a autorami scenariusza są: Marek Rogalski i Magdalena Sokołowicz. „Paderewski – pianista, który został premierem” – to bardzo duże wyzwanie. Tekst mam już opanowany na pamięć i na scenie muszę to zestawić z utworami, i różnymi sytuacjami. Trochę się tego boję, ale lubię takie wyzwania.

        Sądzę, że przygotowania do koncertu w Rzeszowie przebiegały w miłej atmosferze.

        - Bardzo się cieszę, że mogłem pracować i występować pod batutą Massimiliano Caldiego, bo jest to znakomity dyrygent i świetny, wszechstronnie wykształcony muzyk. Kiedyś występowaliśmy wspólnie w Koncercie na trzy fortepiany Mozarta i maestro Caldi grał partię jednego fortepianu oraz dyrygował. Bardzo lubię pracować z Massimiliano Caldim, ale takich świetnych dyrygentów jest niewielu.

        Po znakomitym koncercie w Rzeszowie, na kolejne spotkanie z panem Michałem Drewnowskim zapraszamy Państwa do Krosna.

        - Zapraszam serdecznie 30 listopada do Regionalnego Centrum Kultur Pogranicza w Krośnie, gdzie wystąpię w duecie z Danielem Eibinem.

Z dr Michałem Drewnowskim – znakomitym pianistą i pedagogiem Akademii Muzycznej w Łodzi rozmawiała Zofia Stopińska 12 października 2018 roku w Rzeszowie.

XXXV PRZEMYSKA JESIEŃ MUZYCZNA - KONCERT INAUGURACYJNY

POLSKA MUZYKA FILMOWA BARTOSZ CHAJDECKI

21.10.2018, niedziela, godz. 18.00, Zamek Kazimierzowski

Polonez – Czas Honoru,

Wojna – Czas Honoru,

Warszawa – Czas Honoru,

Łapanka – Czas Honoru,

Egzekucja – Czas Honoru,

Miłość – Czas Honoru,

Concertino na skrzypce solo i smyczki

Tango – suita Destination Unknown

Górato – wariacje na temat FASDESA na skrzypce solo i smyczki

Getto – Czas Honoru

Marsz ku ścianie – suita Destination Unknown

Pociągi zagłady – suita Destination Uknown

Walc Wyzwolenia

Krok po kroku – Młody Piłsudski

Wolność – Powstanie Warszawskie.

PRZEMYSKA ORKIESTRA KAMERALNA

PIOTR TARCHOLIK – skrzypce/dyrygent

BARTOSZ CHAJDECKI – kompozycje, aranżacje, słowo

JACEK SZWAJ – fortepian

BARTOSZ CHAJDECKI – (ur. 1980 roku w Krakowie) – kompozytor muzyki teatralnej, telewizyjnej i filmowej. Obdarzony wielką wyobraźnią i swobodą twórczą. Przez ostatnią dekadę stworzył muzykę do kilkudziesięciu spektakli teatralnych w Polsce i na świecie oraz do filmów fabularnych, dokumentalnych, oraz seriali tv. Akademię Muzyczną w Krakowie ukończył z wyróżnieniem prezentując prace o autonomiczności muzyki filmowej. Od najmłodszych lat związany z muzyką, (komponować zaczął w wieku 12 lat), zainspirowany przez Zbigniewa Preisnera, którego liczne wskazówki i uwagi pozwoliły mu opanować podstawy sztuki kompozycji. Na przełomie wieków Bartosz Chajdecki współpracował jako kompozytor i konsultant muzyczny z prestiżowymi instytucjami kulturalnymi, do których należy Teatr Samuela Becketta w Londynie, DeMarco Venue w Edynburgu, Wildwood Opera Festival w Little Rock (Arizona - USA), Yale School of Drama (New Haven - USA), Brazylijski SESC, New York School of Visual Arts (Nowy York - USA). Po jednym z koncertów w Londynie i wykonaniu autorskiego „Destination Unknown”, Bartoszem Chajdeckim zainteresowało się EAJC (European Association for Jewish Culture), które w 2004 roku zadecydowało o przyznaniu mu stypendium na dalszy rozwój twórczości. Przełomem w jego karierze było skomponowanie muzyki do niezwykle popularnego serialu „Czas Honoru”, za którą w 2011 r. został nominowany w kategorii Telewizja przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Krytyków Muzyki Filmowej w Los Angeles.

FILMOGRAFIA:

2017 – WOJENNE DZIEWCZYNY, reż. M. Rogalski

2017 – MOCK, reż. Ł. Palkowski

2017 – THE LAST WITNESS, reż. P. Szkopiak

2017 – TIERE, reż. G. Zgliński 2017 – BELLE EPOQUE, reż. M. Gazda

2016 – BIKINI BLUE, reż. J. Marszewski

2016 – DOPADO, reż. P. Więckowski

2016 – LE TEMPS D’ANNA, reż. G. Zgliński

2016 – JESTEM MORDERCĄ, reż. M. Pieprzyca

2016 – PROSTA HISTORIA O MORDERSTWIE, reż. A. Jakubik

2016 – MOJE CÓRKI KROWY, reż. K. Dębska

2014 – BOGOWIE, reż. Ł. Palkowski

2014 – CZAS HONORU. POWSTANIE, reż. J. Hryniak

2014 – WKRĘCENI, reż. P. Wereśniak

2014 – WARSAW UPRISING, reż. W. Pasikowski

2013 – CHCE SIĘ ŻYĆ reż. M. Pieprzyca

2013 – POWSTANIE WARSZAWSKIE reż. J. Komasa

2013 – BACZYŃSKI reż. K. Piwowarski

2013 – M JAK MIŁOŚĆ, serial TV

2012 – AMBASSADA reż. J. Machulski

2012 – MISJA AFGANISTAN, serial Canal + reż. M. Dejczer

2012 – 2008 – CZAS HONORU (5 serii), serial TV reż. M. Kwieciński, M. Rogalski

2012 – WSZYSTKO PRZED NAMI, serial TV reż. P. Wereśniak, K. Dębska

2011 – SIŁA WYŻSZA, serial TV reż. W. Adamczyk

2010 – CHICHOT LOSU, serial TV reż. M. Dejczer

NAGRODY:

2012 – Nagroda „Bo wARTo!” w ramach rozdania nagród MocArty

2011 RMF Classic

2011 – Międzynarodowy Festiwal Filmu i Muzyki TRANSATLANTYK – „Transatlantyk Oceans Award

2011” – za najciekawszą muzykę filmową młodego kompozytora

2011 – Nominacja Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Muzyki Filmowej IMFCA za najlepszą muzykę do serialu telewizyjnego – „Czas Honoru”

2010 – CZAS HONORU Nowy Jork (New York Festivals) Srebrny Medal w kategorii: akcja

2010 – CZAS HONORU Houston (World Fest Independent Film Festival) Platinum Award

1998 – Nagroda Fringe First na Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym w Edynburgu w 1998 roku za spektakl A Little Requiem for Kantor.


JACEK SZWAJ – pianista, wokalista i kompozytor. Ukończył z wyróżnieniem studia na Akademii Muzycznej w Poznaniu, w klasie fortepianu jazzowego dra hab. Wojciecha Olszewskiego. Na poznańskiej uczelni studiował również dyrygenturę chóralną w klasie prof. Marka Gandeckiego. Obecnie jest wykładowcą w Katedrze Jazzu Akademii Muzycznej oraz w POSM II st. im Mieczysława Karłowicza w Poznaniu. Koncertuje głownie solo oraz z projektem JACEK SZWAJ TRIO, który współtworzy wraz z Damianem Kostką (kontrabas) i Mateuszem Brzostowskim (perkusja).  Jest pianistą Hanny Banaszak, współpracował w różnych projektach ze znakomitymi artystami sceny polskiej i międzynarodowej, między innymi: Leszkiem Możdżerem, Janem A.P. Kaczmarkiem, Krzesimirem Dębskim, Bartoszem Chajdeckim, Chico Freemanem, Marcusem Wyattem, Sią Macuzeni, Vinxem, Krzysztofem Ścierańskim, Krzysztofem Przybyłowiczem, Zbigniewem Wromblem, Agą Czyż, Wojciechem Myrczkiem, Sławkiem Uniatowskim oraz znanymi polskimi chórami gospel: Gospel Joy i Brian Fentress & Regeneration. Współtworzy także projekt jordańskiego wokalisty Humama Ammari Jacek Szwaj jest laureatem wielu prestiżowych nagród, m.in: zdobywcą Pierwszej Nagrody i tytułu Transatlantyk Instant Composer 2012, na konkursie Instant Composition Contest 2012 w ramach Międzynarodowego Festiwalu Filmu i Muzyki Transatlantyk. Ten doroczny konkurs natychmiastowej improwizacji do obrazu jest do dzisiaj jedynym tego typu wydarzeniem na świecie.

PRZEMYSKA ORKIESTRA KAMERALNA – jest zespołem złożonym z doskonałych instrumentalistów młodego i średniego pokolenia wykształconych w najlepszych polskich uczelniach muzycznych. Powstała w roku 2002 z inicjatywy Andrzeja Gurana. Współpracują z nią na stałe liderzy i koncertmistrzowie czołowych orkiestr w Polsce takich jak Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach, Capella Cracoviensis, Sinfonietta Cracovia. Zespół działa pod patronatem Urzędu Miasta i Towarzystwa Muzycznego w Przemyślu. Dyrygentem, a zarazem solistą i koncertmistrzem orkiestry, niemal od początku jej istnienia, jest PIOTR TARCHOLIK, wybitny skrzypek koncertujący na całym świecie. Przemyska Orkiestra Kameralna występowała ze znakomitymi artystami, takimi jak: Kevin Kenner, Krzysztof Jakowicz, Adam Wodnicki, Tomasz Strahl, Piotr Pławner, Waldemar Malicki, Iwona Hossa Katarzyna Wiwer, Arkadiusz Krupa, Mariusz Pędziałek, Marek Rzepka, Zdzisław Łapiński, Bartosz Bryła, Władimir Zubicki, Klaudiusz Baran, Michał Nagy a także z wybitnymi dyrygentami polskimi i zagranicznymi. Orkiestra współpracowała również z Węgierskim Chórem Kameralnym Cantus Agriensis pod dyrekcją Petera Pal Gergely, Chórem Katedralnym z Paderborn pod dyrekcją Thomasa Berninga, zespołami Skaldowie, Seb Bernatowicz Trio, Motion Trio, Open Trio, JM Trio, Shockolad. Zespół koncertuje regularnie w Przemyślu oraz innych miastach Polski i Europy propagując w sposób szczególny twórczość polskich kompozytorów. Orkiestra brał  udział w wielu prestiżowych  festiwalach muzycznych i międzynarodowych projektach muzycznych w Polsce i za granicą, m. in. w takich jak: Festiwal Zespołów Kameralnych w Wilanowie (Polska), Festiwal Musica Sacra Paderborn (Niemcy), Festiwal Kultury Polskiej  Lwów (Ukraina), Festiwal Oratoryjno-Kantatowy Eger (Węgry), Migracje-Integracja-Tożsamość-Edukacja-Kultura Wiedeń (Austria). Repertuar orkiestry obejmuje kompozycje od baroku po współczesność, ze szczególnym uwzględnieniem arcydzieł przeznaczonych dla orkiestr smyczkowych. Oprócz dzieł z gatunku muzyki klasycznej z powodzeniem wykonuje utwory utrzymane w lżejszej stylistyce, muzykę filmową, musicalową i popularną. Przemyska Orkiestra Kameralna ma na swoim koncie dedykowane jej prawykonania najnowszych kompozycji m. in. Marcina Markowicza i Nadima Husni oraz nagrania zarejestrowane i wyemitowane  na antenie Polskiego Radia oraz Telewizji Polskiej. Orkiestra obchodziła w ubiegłym roku 15-lecie swojej działalności.

JAVIER CAMARENA CONTRABANDISTA FEAT. CECILIA BARTOLI

Spis utworów:
[1] GARCÍA: Cara gitana del alma mia (El gitano por amor)*
[2] GARCÍA: Yo que soy contrabandista (El poeta calculista)
[3] ROSSINI: Sì, ritrovarla io giuro (La Cenerentola)
[4] GARCÍA: Vous dont l’image toujours chère (La Mort du Tasse)*
[5] ZINGARELLI: Là dai regni dell’ombre, e di morte (Giulietta e Romeo)
[6] ROSSINI: Amor... (Possente nome!) (Armida) Duet with CECILIA BARTOLI
[7] GARCÍA: Ô ciel ! de ma juste furie comment réprimer le transport? (Florestan ou Le Conseil des dix)*
[8] ROSSINI: Cessa di più resistere (Il barbiere di Siviglia)
[9] GARCÍA: Formaré mi plan con cuidado (El poeta calculista)
[10] ROSSINI: S’ella mi è ognor fedele ... Qual sarà mai la gioia (Ricciardo e Zoraide)
*światowa premiera fonograficzna

JAVIER CAMARENA tenor
CECILIA BARTOLI mezzosopran
Les Musiciens du Prince — Monaco
GIANLUCA CAPUANO dyrygent

MUZYKA NAM BLISKA

DUX 1342 JENNER, MĄDRAWSKI • MUZYKA NAM BLISKA • BARSZCZ, SACIUK

Muzyka nam bliska - takim tytułem zapraszamy Państwa w kolejną muzyczną podróż. Tym razem szlak wyznaczy nam klarnet, instrument o niezwykłych możliwościach technicznych i wyrazowych. Obecny jest w składach orkiestr i zespołów, a barwą swą, nieco ciemną, modulowaną, głęboką, przywodzi na pamięć brzmienia romskich i żydowskich kapel, wędrujących z muzyką po europejskim kontynencie. Wyrazistość brzmienia klarnetu zachęcała od dawna wielkich kompozytorów do powierzania mu ważnych ról, do eksperymentowania z jego barwą, możliwościami technicznymi i współbrzmieniem z innymi instrumentami. Na niniejszej płycie prezentujemy Państwu kilka spotkań z klarnetem w różnych odsłonach, w wykonaniu i interpretacji doskonałego muzyka, Mariusza Barszcza oraz towarzyszących mu artystów.

CD DUX 1342Total time: [64:01]

Gustav Jenner
Sonata G-dur op. 5 na klarnet i fortepian (1898)
1. Allegro moderato e grazioso [8:48]
2. Adagio espressivo – Vivace [9:17]
3. Allegretto grazioso [5:34]
4. Allegro energico [6:53]

Claude Pascal
Six Pièces Varieés na klarnet i fortepian (1965)
5. Incantation [3:04]
6. Pastorale [1:26]
7. Fantoches [2:21]
8. Jardin a la française [1:57]
9. Eaux dormantes [2:55]
10. Ronde [1:42]

Jerzy Mądrawski
Epitafium na skrzypce, klarnet basowy i akordeon (2014)
11. Epitafium | Epitaph (2014) na skrzypce, klarnet basowy i akordeon for violin, bass clarinet and accordion [6:51]

Jerzy Mądrawski
Metamorfozy na klarnet basowy i akordeon (2015)
12. Metamorfozy | Metamorphoses (2015) na klarnet basowy i akordeon for bass clarinet and accordion [3:59]

Paweł Korepta
Intermissum na klarnet solo (2017)
13. Intermissum (2017) na klarnet solo | for clarinet solo [5:01]

Jacek Rogala
Postcard from Recoletana klarnet solo (2017)
14. Postcard from Recoleta (2017) na klarnet solo | for clarinet solo [4:14]

Wykonawcy:
Jerzy Mądrawski /akordeon/
Małgorzata Skorupa /skrzypce/
Mariusz Barszcz /klarnet, klarnet basowy/
Piotr Saciuk /fortepian/

DUX, DUX 1342, 2018

Nagrania zostały zrealizowane w sali kameralnej oraz studiu nagrań Akademii Muzycznej im. Grażyny i KIejstuta Bacewiczóe w Łodzi w grudniu 2017 r. oraz od lutego do kwietnia 2018 r.

Krzysztof Sztekmiler - reżyseria nagrania

Robert Schumann - Liederkreis, Dichterliebe

DUX 1509 SCHUMANN • LIEDERKREIS, DICHTERLIEBE • ŚWIDZIŃSKI, ANTES

Rok 1840 w odniesieniu do kompozytorskiej spuścizny Roberta Schumanna potocznie określany jest mianem roku pieśni. Wtedy właśnie Schumann skomponował znaczną część kompozycji na głos z fortepianem. Data 1840 jest przełomowa dla kompozytora także z innego względu.
Po wielu, przynoszących wyłącznie fortepianowe dzieła latach, Schumann w końcu przełamuje swoistą rutynę i wykazuje zainteresowania szerszym spektrum gatunkowym.
Prezentowany album, związanego nie tylko z warszawskimi scenami operowaymi, znakomitego pedagoga, tenora Leszka Świdzińskiego, z udziałem pianistki Zofii Antes, obejmuje dwa popularne cykle schumannowskich pieśni: Liederkreis, Op. 39 oraz Dichterliebe, Op. 48.

CD DUX 1509 Total time: [55:07]

Robert Schumann
Liederkreis, Op. 39 (1840) słowa: Joseph Freiherr von Eichendorff (Intermezzo, 1837)
1. In der Fremde [02:12]
2. Intermezzo [01:52]
3. Waldgesprach [02:08]
4. Die Stille [01:33]
5. Mondnacht [03:28]
6. Schone Fremde [01:17]
7. Auf einer Burg [02:46]
8. In der Fremde [01:29]
9. Wehmut [02:15]
10. Zwielicht [03:02]
11. Im Walde [01:24]
12. Fruhlingsnacht [01:21]

Robert Schumann
Dichterliebe, Op. 48 Miłość poety op. 48 (1840) słowa: Heinrich Heine (Buch der Lieder – Lyrisches Intermezzo, 1822–1823)
13. Im wunderschonen Monat Mai [01:51]
14. Aus meinen Tranen spriesen [01:06]
15. Die Rose, die Lilie, die Taube [00:43]
16. Wenn ich In deine Augen seh [01:55]
17. Ich will meine Seele tauchen [00:59]
18. Im Rhein, im heiligen Strome [02:12]
19. Ich grolle nicht [01:35]
20. Und wussten s die Blumen [01:20]
21. Das ist ein Floten und Geigen [01:25]
22. Hor ich das Liedchen klingen [02:34]
23. Ein Jungling liebt ein Madchen [01:06]
24. Am leuchtenden Sommermorgen [02:31]
25. Ich hab im Traum geweinet [02:41]
26. Allnachtlich im Traume [01:14]
27. Aus alten Marchen winkt es [02:33]
28. Dichterliebe, Op.48,Die alten, bosen Lieder ...... [04:34]

Wykonawcy:
Leszek Świdziński /tenor/
Zofia Antes /fortepian/

Nagranie zrealizowano w Małym Studio Koncertowego Centrum Edukacji Muzycznej w Warszawie 1-2 maja 2016 r.

Prof. dr hab. Paweł Skrzypek - konsultacja artystyczna

Jakub Zaczkowski, Marek Lipski - reżyseria nagrania, montaż, mastering

Juliusz Łuciuk - CHORAL WORKS

DUX 1463 ŁUCIUK • DZIEŁA CHÓRALNE

Album Dzieła Chóralne Juliusza Łuciuka nagrany przez Chór Filharmonii Częstochowskiej Collegium Cantorum pod kierunkiem Janusza Siadlaka to część projektu Muzyczny Pomnik Juliusza Łuciuka, na który składają się też jesienne koncerty stworzone we współpracy z kompozytorem i jego bliskimi. Projekt daje wgląd w życie kompozytora, jego historię oraz historię jego rodu.
Dzieła Chóralne Juliusza Łuciuka to płyta, która powstała przy współpracy z kompozytorem. Czuwał on nad jej realizacją i ostatecznym kształtem pilnując, aby jego myśl kompozytorska została wyrażona przez artystów jak najdokładniej. Znajdują się tu utwory dotąd nierejestrowane na płytach, a także specjalnie dla maestro Janusza Siadlaka skomponowane zupełnie nowe dzieło – Kołysanka o Kołysce do słów Gałczyńskiego.

CD DUX 1463 Total time: [58:39]

Juliusz Łuciuk
Dzikie wino (1958) na chór mieszany, słowa: Konstanty Ildefons Gałczyński
1. Dzikie wino | Virgin Ivy (1958) na chór mieszany | for mixed choir, słowa | words: Konstanty Ildefons Gałczyński [3:03]

Juliusz Łuciuk
Missa gratiarum actione (1974) na chór mieszany
2. Kyrie [1:16]
3. Gloria [2:51]
4. Credo [5:02]
5. Sanctus – Benedictus [1:26]
6. Agnus Dei [1:37]

Juliusz Łuciuk
Hymnus de Caritate (1977) na chór mieszany słowa: Marek Skwarnicki (Pierwszy List św. Pawła do Koryntian)
7. Hymnus de Caritate (1977) na chór mieszany | for mixed choir, słowa | words: Marek Skwarnicki (Pierwszy List św. Pawła do Koryntian First Letter of St Paul to Corinthians) [5:36]

Juliusz Łuciuk
Suita Maryjna (1983) na chór mieszany, słowa ks. Jan Twardowski
8. Suita Maryjna | St Mary’s Suite (1983) na chór mieszany | for mixed choir, słowa | words: ks. | rev. Jan Twardowski [10:04]

Juliusz Łuciuk
O, ziemio polska (1987) na chór mieszany, słowa: Jan Paweł II
9. O, ziemio polska | Oh, Polish Land (1987) na chór mieszany | for mixed choir, słowa | words: Jan Paweł II | John Paul II [3:04]

Juliusz Łuciuk
Modlitwa do św. Jana Kantego (1990) na chór mieszany, słowa: Marek Skwarnicki
10. Modlitwa do św. Jana Kantego | A Prayer to St Jan Kanty (1990) na chór mieszany | for mixed choir, słowa | words: Marek Skwarnicki [5:27]

Juliusz Łuciuk
Oremus pro Pontifice Joanne Paulo Secundo (1992) na chór mieszany, słowa: łaciński tekst modlitwy z “Liber Usualis”
11. Oremus pro Pontifice Joanne Paulo Secundo (1992) na chór mieszany | for mixed choir, słowa | words: łaciński tekst modlitwy z “Liber Usualis” | latin prayer from the “Liber Usualis” [2:30]

Juliusz Łuciuk
Sonet słowiański IX (1995) na chór mieszany, słowa: Karol Wojtyła
12. Sonet słowiański IX | Slavic Sonnet IX (1995) na chór mieszany | for mixed choir, słowa | words: Karol Wojtyła [6:50]

Juliusz Łuciuk
Ave Maria (2012) na chór mieszany
13. Ave Maria (2012) na chór mieszany | for mixed choir [5:39]

Juliusz Łuciuk
Kołysanka o kołysce (2017)*, na chór mieszany, słowa: Konstanty Ildefons Gałczyński
14. Kołysanka o kołysce | The Lullaby about a Cradle (2017)*, na chór mieszany | for mixed choir, słowa | words: Konstanty Ildefons Gałczyński [4:12]

Wykonawcy:
Chór Filharmonii Częstochowskiej Collegium Cantorum
Janusz Siadlak /dyrygent/
Małgorzata Beata Siadlak /sopran/
Tetyana Boretska-Kruk /sopran/

DUX, DUX 1463, 2018

Nagranie zrealizowane w sali koncertowej Filharmonii Częstochowskiej im. Bronisława Hubermana 27 - 30 listopada 2017 r.

Marcin Domzał, Marcin Guz - reżyseria nagrania

Mieczysław Karłowicz - Odrodzenie

Swój rocznicowy sezon 2018 Orkiestra Symfoniczna Filharmionii im. Mieczysława Karłowicza rozpoczęła od wydania albumu z jedyną klasyczną symfonią swego patrona. Wydarzenie to tym ciekawsze, że zrealizowane w technice SACD nagranie jest pierwszym, które wspólnie ze szczecińskimi filharmonikami przeprowadził maestro Rune Bergmann, zafascynowany twórczością Karłowicza dyrektor artystyczny tej instytucji.
Wybór Odrodzenia na początek jubileuszu nie jest przypadkowy, kompozycja ta bowiem, znakomicie obrazując całe spektrum emocji i stanów ducha towarzyszących nam w kluczowych momentach życia, w swoisty sposób znajduje także odzwierciedlenie w bogatej historii orkiestry i jej miasta. Niejednoznaczność programowa i emocjonalna symfonii powoduje, że poprawne jej wykonania mogą mieć nawet diametralnie różny charakter. Szczególnie więc warto zapoznać się z najnowszą interpretacją Rune Bergmanna, który znany z energii, żywiołowości i niekonwencjonalnego podejścia do pracy, wymieniany jest wśród najwybitniejszych dyrygentów krajów skandynawskich.

CD DUX 1477 Total time: [46:13]

Mieczysław Karłowicz
Symfonia e-moll Op. 7 "Odrodzenie"
1. ANDANTE. ALLEGRO [18:59]
2. ANDANTE NON TROPPO [11:28]
3. VIVACE [5:51]
4. ALLEGRO MAESTOSO [9:52]

Wykonawcy:
Orkiestra Symfoniczna Filharmonii im. M. Karłowicza w Szczecinie
Rune Bergmann /dyrygent/

 Nagrania zrealizowano w sali symfonicznej Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie podczas sesji we wrześniu 2017 r.

Subskrybuj to źródło RSS