Miałam szczęście uczestniczyć w znakomitym koncercie, który odbył się 19 marca w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych w Jarosławiu, w wykonaniu Rafała Blechacza, zwycięzcy XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie w 2005 roku. Artysta otrzymał wówczas również wszystkie nagrody specjalne za najlepsze wykonania: mazurków, poloneza, koncertu i sonaty, a także nagrodę publiczności. Wydarzyło się to po raz pierwszy w historii Konkursów Chopinowskich.
W 2007 roku ukończył studia pianistyczne w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy w klasie prof. Katarzyny Popowej-Zydroń.
Jako zwycięzca Konkursu Chopinowskiego zaczął koncertować w najbardziej prestiżowych Salachna świecie. W 2006 roku podpisał ekskluzywny kontrakt z niemiecką wytwórnią fonograficzną Deutsche Grammophon. Jest drugim w historii, po Krystianie Zimermanie, polskim artystą związanym z tą prestiżową firmą.
W pierwszej części wieczoru w Jarosławiu przy drugi, fortepianie zasiadł Maciej Wota, absolwent Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie fortepianu i w klasie organów, laureat wielu konkursów pianistycznych, a od roku 2028 jest asystentem w Katedrze Fortepianu UMFC. Maciej Wota jest rodzinnie związany z Jarosławiem. Usłyszeliśmy Koncet fortepianowy c-moll op.37 Ludwiga van Beethovena , w którym solistą był Rafał Blechacz, a partie orkiestry na fortepianie grał Maciej Wota.
W części drugiej Rafał Blechacz wystąpił z utworami Fryderyka Chopina, a usłyszeliśmy wspaniałe kreacje: Barkaroli Fis- dur op. 60, Ballady As-dur op. 47, Mazurków op.50 i Scherza cis-moll op. 39. Koncert prowadził pan Boguslaw Pawlak. To był wspaniały wieczór, który na długo pozostanie w pamięci wszystkich, którzy mieli szczęście być na tym koncercie.
Dodam jeszcze, że organizatorami tego wydarzenia byli: Zespół Państwowych Szkół Muzycznych im. F. Chopina w Jarosławiu, Centrum Kultury i Promocji w Jarosławiu i Towarzystwo Muzyczne w Jarosławiu.
Dziękuję pani Grażynie Seredzie, dyrektorce ZPSM w Jarosławiu za zaproszenie i umożliwienie zarejestrowania wywiadu z maestro Rafałem Blechaczem i dzięki temu mogę zaprosić Państwa na spotkanie z mistrzem.
Dobrą wiadomość mamy dla wszystkich Pana fanów. Niedawno skończył Pan nagranie płyty, na której będzie utrwalony także wykonywany w Jarosławiu Koncert fortepianowy c-moll op. 37 Ludwiga van Beethovena.
To prawda, Już w lipcu tego roku płyta będzie dostępna, a oprócz Koncertu c-moll Beethovena, znajdzie się na niej także Koncert c-moll Mozarta. To taki projekt c-molowy.
Dwadzieścia jeden lat temu, w październiku 2005 roku został Pan zwycięzcą XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie, chyba najważniejszego konkursu pianistycznego na świecie.. Przyznano Panu też nagrody za najlepsze wykonanie: mazurków, poloneza, koncertu i sonaty. To był początek Pana wielkiej kariery.
Może ryzykownie jest mówić, że Konkurs Chopinowski w Warszawie jest najważniejszy, ale na pewno jest jednym z trzech, może czterech najważniejszych, bo rzeczywiście po wygraniu tego konkursu, czuje się, że drzwi do sal koncertowych świata są rzeczywiście pootwierane. Są możliwości nie tylko do koncertowania na całym świecie, ale także kontrakty płytowe są zagwarantowane.
Często mówi się o tym, że nie przyjmuje Pan wielu zaproszeń i rzadko pojawia się Pan na polskich estradach. Wczoraj przez chwilę przeglądałam w Internecie Pana profil i odniosłam wrażenie, że trochę w narzekaniach jest sporo przesady.
Dla mnie zagranie 40 czy 50 koncertów rocznie, to jest dużo. Niektórzy pianiści grają po 100, a nawet 120 koncertów każdego roku. Ja nie mógłbym tak funkcjonować. 50 koncertów to jest dużo, ale przy tej ilości mogę mieć czas na inspiracje, na poszerzanie programu o nowe utwory. Uważam, że gram sporo koncertów. Niedawno wróciłem z tournée po Japonii, koncertowałem na Litwie, niedługo także mam zaplanowane koncerty.
Sporo czasu zajmują Panu nagrania, że wrażenia z wielu wydarzeń zapisuje Pan i być może niedługo powstanie książka.
Mam już dużo doświadczeń, nazbierało się już sporo materiałów i jest szansa, że książka powstanie.
Jarosław nie jest wielkim miastem. Jak się Pan czuje w takich niewielkich aglomeracjach?
Bardzo lubię takie kameralne miejsca. Chopin też je bardzo lubił grać w takich mniejszych przestrzeniach. Ma się wtedy poczucie, że jest się bliżej słuchacza i muzyka nas otacza. Należy podkreślić, że w czasach Chopina dużo koncertów odbywało się w arystokratycznych salonach, a publiczność gromadziła się wokół wykonawców. Dzisiaj grałem w niewielkiej, trochę selektywnej Sali Zespołu Szkół Muzycznych w Jarosławiu, ale fortepian brzmi tutaj bardzo dobrze. W pierwszej części grał ze mną bardzo dobry pianista Maciej Wota, który realizował partie orkiestry w Koncercie c-moll Beethovena. Chcę także podkreślić, nasz pobyt w Jarosławiu został bardzo dobrze zorganizowany. Mieliśmy wystarczająco dużo czasu, aby w komfortowych warunkach przygotować się do koncertu
Pianiści Maciej Wota i Rafał Blechacz dziękują jarosławskiej publiczności po wykonaniu Koncertu c-moll L. van Beethovena, fot. Centrum Kultury i Promocji w Jarosławiu.
Pana mentorem i przyjacielem je c-mollst Krystian Zimerman wspaniały człowiek i wielki artysta.
Mam szczęście, że obdarzył mnie przyjaźnią i bardzo mi w życiu pomógł w niezwykle trudnym okresie. Zaraz po wygranym Konkursie Chopinowskim podzielił się ze mną swoim, wówczas 30-letnim doświadczeniem.
Niedawno dowiedziałam się, że zaczął Pan uczyć w swojej macierzystej uczelni Akademii Muzycznej w Bydgoszczy.
To jest trochę za dużo powiedziane, bo tylko raz po raz robię króciutkie kursy muzyczne. Natomiast nie mam regularnych studentów. Przy obecnej działalności koncertowej praca etatowa nie byłaby możliwa.
Wspomniał Pan o zaplanowanych niedługo koncertach.
31 marca mam recital w Mediolanie, później lecę do Korei wykonać Koncert c-moll Beethovena, a potem mam jeszcze parę koncertów w Europie, z tego co pamiętam w Hamburgu i Poznaniu. W drugiej połowie czerwca będę grał ze skrzypaczką Kim Bomsori w Azji; głównie w Chinach i Hongkongu,
Jak Pan sobie radzi z dalekimi podróżami, zmianami stref czasowych i klimatu?
Jeżeli są duże zmiany stref czasowych, to przyjeżdżam w to miejsce minimum 5 dni, a nawet tydzień wcześniej przed pierwszym koncertem. Po takim czasie na adaptację zaczynam grać pierwsze koncerty. Dlatego te wyjazdy trwają tak długo. Dawniej trwały jeszcze dłużej, bo nie podróżowało się samolotami, a statkami. Na przykład Rubinstein czy Rachmaninow płynęli do Stanów Zjednoczonych trzy tygodnie i koncertowali tam przynajmniej przez trzy miesiące, albo nawet pół roku.
Życie „na walizkach” to codzienność artystów.
To prawda, ale jest też czas, kiedy jestem dłużej w domu, z rodziną i przyjaciółmi. Jest mi to bardzo potrzebne. Zawsze bardzo czekam na to czekam.
Ma Pan gotową receptę dla rozpoczynających karierę pianistów co robić, żeby być w najwyższej formie przez długie lata?
Według mnie, nie ma gotowej recepty dla wszystkich. Trzeba potrafić obserwować siebie. W jakich sytuacjach dobrze się czuję, a w jakich nie. Nie należy powtarzać błędów. Trzeba wiedzieć ile czasu potrzeba na przygotowanie nowego programu, a ile na przypomnienie sobie, który kiedyś już grali. To jest wszystko bardzo ważne, aby zawsze wychodzić na scenę ze świadomością, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy aby zaprezentować się jak najlepiej.
Inspiruje Pana publiczność?
Tak, potrzebuję kontaktu z publicznością. Najtrudniejszy dla mnie był czas pandemii, kiedy nie było koncertów i publiczności w salach koncertowych nie było. Także brakuje mi publiczności podczas nagrań i czasami próbuję sobie wyobrażać publiczność.
Wiem, że jest Pan zafascynowany organami. Czy koncertuje Pan na tym instrumencie?
Nie gram, a nawet nigdy o tym nie pomyślałem. Fascynuje mnie specyfika tego instrumentu, potęgi brzemienia, tajemniczości ogromnych możliwości jakie dają organy, zmiany rejestrów, barw i myślenie polifoniczne. Uwielbiam utwory Bacha wykonywane na organach. Dosyć rzadko mam okazję zasiadać przy organach. Jak jestem w mojej rodzinnej miejscowości, to zawsze idę do kościoła parafialnego, aby spędzić trochę czasu przy organach.
Jest Pan bardzo wrażliwy na cierpienie. Nie unika Pan kontaktów z takimi osobami.
Nigdy nie unikałem. W miarę możliwości gram dla podopiecznych Puckiego Hospicjum pw. Św. Ojca Pio. Mam nadzieję, że ta muzyka niesie światło, nadzieję i chwile zapomnienia chorym przebywającym w tym hospicjum.
Maestro Rafał Blechacz po wykonaniu utworów F. Chopina żegna się z okalskującą artystą na stojąco publicznością, fot. Centrum Kultury i Promocji w Jarosławiu.
Koncertuje Pan wyłącznie na fortepianach firmy Steinway & Sons?
Tak, mam nawet podpisany kontrakt z firmą Steinway. Wszędzie w salach koncertowych przygotowują mi fortepian Steinwaya. Z radością dzisiaj grałem na bardzo dobrym instrumencie, który jest własnością Szkoły Muzycznej w Jarosławiu.
Z zachwytem słuchałam jak potrafił Pan wyczarować tak cudowne dźwięki podczas koncertu. Utwory Chopina były dla mnie muzycznymi obrazami. Dźwięki wychodzące spod Pana palców dotykały do najgłębszych zakamarków duszy. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja oklaskiwać Pana w Polsce południowo-wschodniej.
Ja także mam nadzieję, że będą okazje. Nie tak dawno koncertowałem w Centrum Paderewskiego w Kąśnej Dolnej, gdzie na terenie parku znajduje się piękny dworek Ignacego Jana Paderewskiego. Wiem, że w tych stronach jest wiele pięknych miejsc, w których organizowane są koncerty i chętnie je kiedyś odwiedzę.
Bardzo dziękuję za wspaniały, pełen wrażeń i wzruszeń koncert oraz za miłą rozmowę.
Bardzo dziękuję.
Zofia Stopińska
Gorąco Państwu polecam spotkanie z prof. dr hab. Piotrem Palecznym, jednym z najwybitniejszych polskich pianistów naszych czasów, pedagogiem, profesorem belwederskim i Profesorem Honorowym Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. Jest laureatem i jurorem prestiżowych międzynarodowych konkursów pianistycznych, cenionym autorytetem muzycznym, charyzmatycznym organizatorem życia muzycznego i ambasadorem polskiej kultury w świecie.
13 marca 2026, maestro Piotr Paleczny wystąpił w Rzeszowie z Koncertem fortepianowym d-moll KV 466 Wolfganga Amadeusa Mozarta z towarzyszeniem Orkiestry Filharmonii Podkarpackiej pod batutą Pawła Przytockiego.
Ramy tego wieczoru stanowiły: Adagietto z V Symfonii cis-moll Gustawa Mahlera i Poemat symfoniczny „Stanisław i Anna Oświecimowie” Mieczysława Karłowicza. Bardzo dobre wykonania utworów Mahlera i Karłowicza były gorąco oklaskiwane, ale to Mozart w kreacji maestro Piotra Palecznego fascynował najbardziej. Przez cały czas czuło się, że mistrz całym sercem zaangażowany jest w kreację dzieła oraz współpracę z orkiestrą i dyrygentem. Burza oklasków trwała długo po zakończeniu utworu. Maestro Piotr Paleczny na bis wykonał także dzieło Mozarta; Fantazję d-moll KV 397. Grał równie pięknie i fascynująco.
Ogromnie się cieszę, że mogłam się spotkać z maestro Piotrem Palecznym w Rzeszowie. Zapraszam do lektury.
W zaproszeniu na koncert w Rzeszowie maestro Paweł Przytocki wspomniał, że Koncert fortepianowy d - moll KV 466 W. A. Mozarta wykonali Panowie wspólnie 30 lat temu w Hiszpanii.
Mnie także o tym przypomniał, ale nie mogę tego potwierdzić, ponieważ nie pamiętam.
Często jest Pan proszony o wykonanie tego utworu?
Bardzo dawno grałem go publicznie, a szkoda, bo jest on bardzo piękny. To jeden z najgłębszych koncertów fortepianowych Mozarta, podczas którego można dużo publiczności powiedzieć. Najczęściej proszony jestem o koncert Chopina. Tak jest od 1970 roku, czyli od zdobycia III nagrody w Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie.
Od wielu lat zasiada Pan w jury tego konkursu.
Trzy edycje później, w 1985 roku, byłem już jurorem Konkursu Chopinowskiego i do tej pory nim jestem. Grozi mi rekord, bo będę także w jury XX Konkursu, czyli po raz dziesiąty, a nikt takiego wyniku nie ma.
Maestro Piotr Paleczny i Maestro Paweł Przytocki , koncert w Filharmonii Podkarpackiej , 13 marca 2026 roku, fot Filharmonia Podkarpacka
Przygotowując się do rozmowy, analizowałam jak Polakom wiodło się do tej pory w Konkursach Chpinowskich. Lista będzie dosyć długa, bo trzeba wymienić dużo nazwisk, ale warto przypomnieć, kto był w gronie laureatów i finalistów. Czterokrotnie P:olacy zwyciężali: Halina Czerny-Stefańska (1949), Adam Harasiewicz (1955), Krystian Zimenrmann (1975) i Rafał Blechacz (2005).
W gronie laureatów II nagrody w dotychczasowych edycjach byli: Stanisław Szpinalski (1927), Barbara Hesse-Bukowska (1949), a III nagroda przypadła: Róży Etkin (1927), Bolesławowi Konowi (1932), Witoldowi Małcużyńskiemu (1937), Waldemarowi Maciszewskiemu (1949), Marcie Sosińskiej (1965), Piotrowi Palecznemu (1970), a tylko raz Polak Jakub Kuszlik (2021)otrzymał IV nagrodę.
Zdobywcami V nagrody wśród uczestniczących w historii dotychczasowych konkursów byli: Władysław Kędra (1949), Ewa Pobłocka (1980) i Piotr Alrxewicz (2025), zaś wśród zdobywców VI nagrody zostali: Ryszard Bakst (1949), Elżbieta Głąbówna (1965), Janusz Olejniczak 1970 i Magdalena Lisak (1985).
W gronie polskich finalistów i nagrodzonych byli m.in.: Jan Ekier (VIII miejsce w 1938 r.), Lidia Grychtołówna (VI miejsce) i Andrzej Czajkowski (VIII miejsce) w 1955 r., Józef Stompel (1860 ), Katarzyna Popova-Zydroń i Elżbieta Tarnawska (1975), Radosław Sobczak (2000), Paweł Wakarecy (2010), Szymon Nehring (2015) i Kamil Pacholec (2021).
W ostatnich dwóch dekadach Polacy wyraźnie nie mają szczęścia. Myślę, że nie brakuje im talentu, mają doskonałych nauczycieli, bo przecież wielu zagranicznych laureatów studiuje w polskich akademiach muzycznych. Może nie mają wystarczająco dużej wytrwałości i determinacji?.
Chyba wytrwałości i determinacji. Obserwatorzy tego konkursu bardzo byli zdziwieni dlaczego jury, które wybierało wśród zgłoszonych do konkurs uczestników, zaprosiło najwięcej Chińczyków? Stało się tak dlatego, że grali najlepiej.
Jurorzy, tak jak powinni, traktują poważnie wszystkich uczestników eliminacji. Jak każdemu, także grupie jurorów może się czasem zdarzyć pomyłka. W ocenie brana jest średnia arytmetyczna. Część uczestników i obserwatorów jest zadowolona, a część jest zdziwiona.
Podpisując umowę na uczestnictwo w pracach jury, jednocześnie każdy godzi się na to, że inni jurorzy będą mieli inne zdania. Na przykład mój faworyt, może nie być faworytem wszystkich jurorów. Trzeba się z tym pogodzić.
Zainteresowanie Międzynarodowym Konkursem Pianistycznym im. Fryderyka Chopina, ilość chętnych do udziału, transmisje na cały świat tego wydarzenia i gromadząca się w sali Filharmonii Narodowej w Warszawie publiczność , najlepiej świadczą o jego randze. Międzynarodowe jury ma za zadanie wybrać najlepszych z najlepszych, ale zakwalifikowanie się do drugiego etapu, a nawet sam udział w konkursie jest bardzo ważny.
Oczywiście, że tak. Konkurs Chopinowski w Warszawie różni się od wszystkich pozostałych konkursów pianistycznych. Na tym konkursie gra się wyłącznie utwory Fryderyka Chopina. Nie można wykazać się znajomością i umiejętnościami w grze dzieł mistrzów innych epok. Tutaj liczy się tylko Chopin. To jest bardzo trudny konkurs.
Coraz więcej pianistów z całego świata chce w tym wydarzeniu uczestniczyć. Do ostatniej edycji było ponad 600 zgłoszeń. Z tego należało wybrać 80 osób. Udział w konkursie jest dużym osiągnięciem dla młodego pianisty.
Zwycięzca ma zagwarantowaną karierę przynajmniej na parę lat, natomiast prawdziwy konkurs dla pozostałych laureatów rozpoczyna się dopiero po zakończeniu.
Jak obserwuję, co drugi dzień grają koncerty. Przyjmują wszystkie zaproszenia. Na przykład Eric Lu wykonał po zakończeniu konkursu w październiku do końca grudnia 2025 roku ponad 50 koncertów. To jest ogromny wysiłek dla pianisty.
Piotr Paleczny - fortepian, podczas koncertu z Orkiestrą Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie, 13 marca 2026 , fot. Filharmonia Podkarpacka
Jestem przekonana, że każdy solista, a przede wszystkim jego opiekun, powinien jednak umiejętnie wybierać. To jedyna recepta na długą karierę. Pan z pewnością nie był w stanie grać wszędzie gdzie Pana zapraszano.
Oczywiście, że tak. Przyjmuję tylko te zaproszenia, które dam radę zrealizować, Tak samo robili i robią Krystian Zimermann i Rafał Blechacz. Melomani często im zarzucają, że zbyt rzadko koncertują. Podróże bywają wprost zabójcze, a głównie tournée.
Jeden z moich studentów Tomoharu Ushida z Japonii, nie zakwalifikował się do finału Konkursu Chopinowskiego, chociaż moim zdaniem powinien był wejść. Nie był też finalistą, ale został laureatem Medici.tv Audience Prize w ostatniej edycji w konkursie pianistycznym Leeds International Piano Competition. Otrzymał nagrodę dzięki głosom kilkunastu tysięcy melomanów z całego świata, którzy obserwowali konkursowe transmisje Medici.tv.
Można się zastanawiać komu wierzyć, czy parunastu jurorom, czy bezstronnej publiczności.
Tomoharu Ushida teraz w ciągu miesiąca ma tournée w Japonii, które obejmuje 20 recitali. Gra tam wyłącznie utwory Brahmsa. Wkrótce będzie grał koncert Beethovena i znowu ma zaplanowane tournée w Korei. Później przyjedzie do mnie na lekcje, bo w dalszym ciągu jest moim studentem. Jak będę prowadził kurs we Włoszech to także się spotkamy na lekcjach. Tomoharu Ushida jest fantastycznym, wszechstronnym pianistą. W obydwu konkursach nie dostał się do finału, ale robi karierę.
Maestro, jak długo jest Pan związany z Uniwersytetem Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie?
Dopiero od 1998 roku. Bardzo późno zacząłem uczyć, bo już po ukończeniu 50-ciu lat. Wcześniej nie miałem na to czasu. Ówczesny rektor prof. Andrzej Chorosiński zdołał mnie przekonać mówiąc, że powinienem wykształcić następców.
Może nie wypada się chwalić, ale od mojego konkursu w 1970 roku do dzisiaj, tylko dwóch studentów naszej warszawskiej uczelni zdobyło tytuł laureata Konkursu Chopinowskiego. Obaj są Japończykami i studiowali w mojej klasie. Szkoda, że nie ma Polaków.
Kilka tygodni temu ogłosił Pan program 81. Międzynarodowego Festiwalu Chopinowskiego w Dusznikach Zdroju. Jest to najstarszy działający nieprzerwanie festiwal pianistyczny na świecie. Od 1993 roku jest Pan dyrektorem artystycznym tego festiwalu.
Ten Festiwal cieszy się ogromną estymą wśród zapraszanych pianistów. Publiczność słuchająca ich recitali, wybiera swojego faworyta. Moim zdaniem niepotrzebnie, bo powinni raczej cieszyć się możliwością wysłuchania wybitnie utalentowanych artystów, a nie oceniać.
W tym roku będziemy gościć w Dusznikach wielu młodych pianistów, ponieważ Festiwal odbędzie się w dwusetną rocznicę pobytu i koncertów 16-letniego Chopina w Dusznikach Zdroju. w tej samej Sali, na tej samej estradzie.
W większości będą to laureaci Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego im Fryderyka Chopina w Warszawie, ale będą też zwycięzcy m.in.: Międzynarodowego Konkursu im. Królowej Elżbiety w Brukseli, zwycięzca w Międzynarodowym Konkursie Marquerite Long i Jacques Thibaud w Paryżu, zwycięzca w Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Ignacego Jana Paderewskiego w Bydgoszczy .
Powinien też się pojawić zdobywca Złotego Medalu w Międzynarodowym Mistrzowskim Konkursie Pianistycznym im. Artura Rubinsteina w Tel-Awiwie. Ten konkurs powinien odbyć się w maju tego roku. Po raz czwarty zostałem zaproszony do jury.
Artur Rubinstein był nie tylko wybitnym pianistą, ale również bardzo wrażliwym człowiekiem, który nienawidził wojny. Osobiście znałem mistrza Rubinsteina, nawet miałem z nim lekcje.
Jak wszyscy wiemy, obecnie Izrael prowadzi wojnę i wiem, że Artur Rubunstein nie byłby zadowolony gdyby konkurs jego imienia odbywał się w czasie, kiedy giną codziennie ludzie.
Jest to jeden z najważniejszych konkursów pianistycznych na świecie, ale Konkurs Chopinowski jest prawdopodobnie najważniejszym konkursem pianistycznym, a jak panował COVID-19, to konkurs został przesunięty na następny rok. Napisałem do organizatorów, że to nie jest czas na konkurs i jeśli wojna będzie trwać, to powinien być przesunięty na czas, kiedy wszystko się uspokoi.
Piotr Paleczny - fortepian i Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Podkarpackiej pod batutą Pawła Przytockiego, fot. Filharmonia Podkarpacka
Co tak naprawdę w życiu się liczy: rodzina, miłość, wygoda, spokój, dobrobyt, kariera?
Wszystko po trochu jest ważne. Trudno mi tak jednoznacznie powiedzieć. Żona zmarła 15 lat temu. Dla mnie pewien etap życia się skończył. W Polsce jestem sam, bo mój syn i wnuk mieszkają w cudownym miejscu w południowej Hiszpanii i dobrze się im powodzi. Ja zawsze byłem związany z Polską .
Po Konkursie Chopinowskim mogłem wyemigrować i wygodnie żyć gdzie indziej, ale uważałem, że nie potrafię. Nie widzę potrzeby wyjazdu na stałe, a szczególnie w moim wieku.
Co miałem w życiu zrobić, to już zrobiłem i nie oczekuję, że zrobię dużo więcej. Staram się moje doświadczenia przekazywać młodym adeptom pianistyki i dlatego nie jestem na emeryturze. To nie jest tylko moja decyzja, ale przede wszystkim rektoratu, który zaproponował mi właściwie dozgonnie etat w UMCH i mam kontakt z młodzieżą. To jest dla mnie najważniejsze.
Poza tym mam sporo koncertów i kursów w Polsce i za granicą, które również polegają na kontaktach z młodzieżą. Żyję wśród młodych i to mi bardzo pomaga w dobrym samopoczuciu i zdrowiu.
Bardzo dawno Pan w Rzeszowie nie występował.
To prawda, że mnie tu nie było dość długo, ale to nie moja wina. Z moich zapisów wynika, że we wrześniu 2007 roku i pod batutą Marka Pijarowskiego wykonałem partie solowe w IV Symfonii Karola Szymanowskiego.
Później 24 października 2014 roku wykonałem w Rzeszowie z orkiestrą pod batutą śp. Wojciecha Michniewskiego Koncert e-moll Fryderyka Chopina.
Nigdy też nie byłem zaproszony na festiwal do Łańcuta, który odbywa się od kilkudziesięciu lat.
Kończymy spotkanie z nadzieją, że niedługo usłyszymy Pana ponownie w Rzeszowie. Dziękuję za rozmowę.
Ja również dziękuję.
Zofia Stopińska
Koncert symfoniczny
AB 27 marca 2026 r., piątek, godz. 19:00
SALA KONCERTOWA FILHARMONII PODKARPACKIEJ
ORKIESTRA SYMFONICZNA FILHARMONII PODKARPACKIEJ
JIŘÍ PETRDLÍK – dyrygent
W programie:
A. Bruckner – VIII Symfonia c – moll „Apokaliptyczna”
Symfonie stanowią w dorobku Antona Brucknera (1824–1896) fundament jego twórczości. Poza ośmioma symfoniami pozostawił niewiele innych kompozycji, przeważnie chóralnych (w tym między innymi Requiem d-moll).
VIII Symfonia c-moll „Apokaliptyczna” jest swoistym podsumowaniem dorobku symfonicznego Brucknera i ostatnim w pełni ukończonym dziełem tego gatunku. Powstała w 1886 roku. Ze względu na monumentalne rozmiary utworu, wykonywana bywa zwykle jako jedyny punkt programu.
Równie imponująca jest obsada orkiestry — zwłaszcza instrumenty dęte zostały wzmocnione, niekiedy nawet trzykrotnie.
Tonacja symfonii odwołuje się do „Symfonii Losu” Beethovena, co dodatkowo podkreśla ideową treść dzieła: walkę człowieka z przeznaczeniem. Monumentalne Finale ujawnia ogromną inwencję i kunszt Brucknera — w trzech grupach tematycznych tej części zgromadził kompozytor wyjątkowo wiele melodii i motywów. W triumfalnej kodzie piętrzą się jednocześnie główne tematy wszystkich czterech części. Gdy Bruckner pisał końcowe akordy ostatniej części, miał ponoć wykrzyknąć: „Alleluja…! To Finale to najbardziej znaczący moment w moim życiu.”
JIŘÍ PETRDLÍK /1977/ jest uznawany za jednego z najbardziej uznawanych europejskich dyrygentów swojego pokolenia. Studiował grę na fortepianie, puzonie i dyrygenturę (1995-2000 w Konserwatorium w Pradze, 2000-2005 w Akademii Sztuk Scenicznych w Pradze) u prof. Miroslava Košlera, prof. Miriam Němcovej, prof. Jiří Bělohlávka, prof. Radomila Eliški, prof. Františka Vajnara, prof. Tomáša Koutníka i innych. Ukończył studia w klasie mistrzowskiej głównego dyrygenta orkiestry Filharmonii w Nowym Jorku prof. Kurta Masura we Wrocławiu i głównego dyrygenta Filharmonii BBC prof. Jiří Bělohlávka.
W latach 2002-2009 był stałym dyrygentem Teatru Narodowego w Brnie i dyrektorem muzycznym Teatru Miejskiego w Brnie. Od 2004 r. jest zatrudniony jako stały dyrygent w Teatrze im. J. K. Tylta w Pilźnie. Petrdlík regularnie współpracuje gościnnie z prestiżowymi międzynarodowymi scenami operowymi (np. W Mesynie, Tuluzie, Warszawie, Północnym Teksasie, Pradze, Szegedzie, Kairze, Aleksandrii itp.).
W dziedzinie muzyki symfonicznej Jiří Petrdlík dyryguje czołowymi orkiestrami czeskimi i zagranicznymi (Praska Orkiestra Symfoniczna, Czeskie Radio SO, Czeskie Narodowe SO, Filharmonia Janáček w Ostrawie, Morawska Filharmonia w Ołomuńcu, Północnoczeska Filharmonia w Teplicach, Wrocławska Filharmonia, Orkiestra Filharmonii Śląskiej w Katowicach, Orkiestra MTM w Warszawie, KSO w Toronto, Iwasaki Philharmonic ao) i regularnie pojawia się jako gość na różnych festiwali muzycznych w Europie, Japonii, Chinach, Kanadzie i USA. Od sezonu 2010/11 z powodzeniem rozwija bogatą współpracę artystyczną z Kairską Orkiestrą Symfoniczną, gdzie został mianowany Dyrektorem Artystycznym Generalnym i Głównym Dyrygentem w latach 2011-15.. W sezonie 2014/15 Petrdlík został zaproszony do Alte Oper w Frankfurcie, a w sezonie 2015/16 był gościnnym dyrygentem w Wiener Musikverein. Od tego czasu rozwijał bogatą współpracę artystyczną jako stały dyrygent gościnny Orkiestry Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie. Od roku 2015 Petrdlík regularnie organizuje prestiżowe noworoczne trasy koncertowe w Chinach z wybitnymi europejskimi orkiestrami.
Petrdlík prowadził także szeroką działalność jako chórmistrz (od 2009 r. Dyrektor artystyczny praskiego chóru mieszanego), muzykolog (Uniwersytet Karola w Pradze) – zdobył tytuł doktora), wydawca i pedagog (kierownik wydziału dyrygentury Konserwatorium im. Jaroslava Ježka w Pradze) i z powodzeniem wziął udział w kilku konkursach (np. w konkursach: Prague Cantat, American Opera Competition, D. Flick Conductor Competition London). Jest przewodniczącym Jury Konkursu „Praga Kantat” i Towarzystwa Fibicha, a od 2017 r. Został dyrektorem unikalnego w skali światowej festiwalu melodramatu koncertowego „Melodramfest” i głównym dyrygentem międzynarodowej orkiestry Carpathia. Od sezonu 2020/21 jestem dyrektorem artystycznym zespołu opery w Teatrze im. J. K. Tyla Plzeň.
Szeroki repertuar Petrdlíka zawiera kompozycje różnych gatunków muzycznych, stylów i okresów. W dziedzinie dyskografii Petrdlík często zwraca uwagę na rzadko pojawiające się tytuły (np. Ezio Glucka – światowa premiera praskiej wersji opery Beethovena – Habsburskich kantat, Foerster – Glagolitic Mass, Fibich – Missa brevis, Prokofieva – Eugeniusz Oniegin, Arend – Astral Travels i in.)
Biuro Koncertowe
Filharmonii Podkarpackiej
im. Artura Malawskiego w Rzeszowie
tel. + 48 17 862 85 07
www.filharmonia.rzeszow.pl
Proponuję Państwu spotkanie z prof. Marcinem Zdunikiem, wybitnym polskim wiolonczelistą i kameralistą, który również improwizuje, aranżuje i komponuje. Artysta wystąpił w wielu renomowanych salach na świecie i jest zapraszany do udziału w prestiżowych festiwalach muzycznych. Był wielokrotnie nagradzany na międzynarodowych konkursach i festiwalach muzycznych.
W 2007 roku został laureatem I nagrody, Grand Prix oraz 9 innych nagród w VI Międzynarodowym Konkursie Wiolonczelowym im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie. W 2008 roku reprezentował Polskie Radio w Bratysławie na Międzynarodowym Forum Młodych Wykonawców organizowanym przez Europejską Unię Radiową (EBU) zwyciężając i zdobywając tytuł New Talent 2008. W 2009 roku otrzymał nagrodę Gwarancja Kultury przyznaną przez TVP Kultura. W kwietniu 2021 otrzymał tytuł profesora sztuki w dyscyplinie sztuki muzyczne.
Rozmowa z maestro Marcinem Zdunikiem została zarejestrowana 26 lutego 2026 roku.
Z niecierpliwością czekamy na jutrzejsze wydarzenie w Filharmonii Podkarpackiej. Jednym z utworów będzie Koncert wiolonczelowy e-moll op. 85 Edwarda Elgara – dzieło, które bardzo dawno nie było w naszej Filharmonii wykonywane. Mówi się, że jest ono bardzo trudne zarówno dla solisty jak i orkiestry.
Nawet pan Jacek Rogala podkreślił, że Orkiestra Filharmonii Podkarpackiej dawno tego utworu nie grała. Na świecie jest on często wykonywany, bo to jeden z najbardziej reprezentacyjnych, a może nawet najlepszy utwór Elgara obok słynnych Wariacji Enigma. Brytyjczycy szczycą się tym koncertem szczególnie i wykonują go przy wszystkich nadarzających się okazjach.
Jest to bardzo piękna osobista kompozycja, Ciekawa jest historia tematu głównego w pierwszej części, który podobno przyśnił się Elgarowi w momencie gdy leżał po operacji w szpitalu, i kiedy się przebudził, poprosił o ołówek i kartkę papieru, aby ten temat zanotować.
Jest to utwór szczególny, bardzo narracyjny, epicki, tworzący od początku do końca jedną wielką opowieść. Dlatego chociaż podział na części istnieje, to jest on przez Elgara ukryty. Nie ma przerw pomiędzy częściami, chociaż wyraźnie pierwsza część jest połączona z drugą, a trzecia z czwartą. Jedynie po drugiej, bardzo energicznej, żartobliwej części, następuje uduchowione Adagio i jest moment na wyciszenie.
Wykonując Koncert wiolonczelowy e-moll Elgara solista, dyrygent i orkiestra muszę ze sobą ściśle współpracować.
Tak, ponieważ jest dużo dowolności w zakresie tempa. Jest dużo miejsc gdzie trzeba zwolnić, przyspieszyć, albo grać ad libitum i bez tego trójstronnego kontaktu (orkiestra, solista, dyrygent) wykonanie się nie uda.
Myślę, że ta współpraca przebiegała harmonijnie.
To prawda. Muzycy Orkiestry Filharmonii Podkarpackiej grają bardzo pięknie, znakomicie reagowali na wszystko co proponowaliśmy z dyrygentem, a także sami zaproponowali pewne rozwiązania. Nad wszystkim czuwa Jacek Rogala i dlatego wszyscy jesteśmy zadowoleni. Koncert jest oczywiście wyjątkowym spotkaniem ze słuchaczami, wyjątkowym świętem, ale cieszę się także na każdą próbę.
Pamiętam wspaniały koncert, który odbył się w Sali Wydziału Muzyki UR na finał Rzeszowskiej Jesieni Muzycznej w październiku 2024 roku. Jego wykonawcami byli: Szymon Nehring – fortepian, Jakub Jakowicz – skrzypce, Marcin Zdunik – wiolonczela. Program wypełniły wspaniałe utwory: Trio B-dur „Arcyksiążęce” op. 97 Beethovena, Trio fortepianowe C-dur op. 87 Brahmsa i prawykonanie Pana Tria fortepianowego.
Publiczność przyjęła Was entuzjastycznie.
Ja także często wspominam ten wyjątkowy wieczór i gorące przyjęcie przez publiczność.
Często występuje Pan jako kameralista?
Gram dużo muzyki kameralnej. Repertuar kameralny jest bardzo bogaty i różnorodny. Cechuje go pewna intymność kontaktów między muzykami i intymność kontaktów muzyków ze słuchaczami. Jest coś unikalnego w koncercie kameralnym, czego nigdy się nie osiągnie w koncercie symfonicznym. Nigdy bym nie chciał zrezygnować z kameralistyki, podobnie jak z komponowania, bo są to dla mnie bardzo ważne przestrzenie działalności i spełniania się.
Jakub Jakowicz - skrzypce, Szymon Nehring - fortepain, Marcin Zdunik - wiolonczela, koncert finałowy VIII Rzeszowskiej Jesieni Muzycznej, fot. SPMK
Przed tygodniem w Warszawie odbyło się prawykonanie kolejnego Pana dzieła.
Prawie godzinny utwór zatytułowany Warsaw. Glimps opisuje Warszawę. To moje rodzinne miasto, bardzo je kocham i jestem zachwycony jego różnorodnością.
Wiele ludzi, którzy przyjechali do Warszawy i zamieszkali w niej na stałe, czuje się bardzo dobrze. Dzielnice mają różne charaktery. W niektórych panuje zgiełk szybkiego życia w wielkim mieście, można sobie znaleźć osiedle w pobliżu lasu, można zamieszkać obok parku, w starych kamienicach lub w nowoczesnych apartamentach. Jest w Warszawie także mnóstwo cudownych klubów muzycznych. Są rozmaite centra muzyki klubowej, jazzowej… Zewsząd można czerpać inspiracje.
Moje inspiracje „opisałem” w tym utworze. Odbyło się prawykonanie i jeszcze jeden koncert. Zostały one nagrane i zmieszczone będą w Internecie. Mam nadzieję, że będzie możliwość wykonywania tego utworu na kolejnych koncertach.
Skomponowałem Warsaw. Glimps na duży skład kameralny: trzy instrumenty dęte (flet, klarnet i waltornia), skrzypce, wiolonczelę i kontrabas. Na skrzypcach grał jako prymariusz Jakub Jakowicz oraz dwoje perkusistów, w tym Miłosz Pękala, który jest Rzeszowianinem. Moja małżonka Żaneta Sławińska wykonała partię wokalną opartą na poezji Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, który osiedlił się w Warszawie i zakochał się w niej.
Komponuje Pan z potrzeby serca czy na zamówienie.
Nie żyję z komponowania, zajmuję się przede wszystkim wykonawstwem i pedagogiką. Piszę wyłącznie z potrzeby serca, natomiast koleje losu doprowadziły do tego, że mam sporo zamówień, które są niezwykle motywującym czynnikiem. Za miesiąc mam premierę swojego Oratorium pasyjnego na podstawie Gorzkich żali, na dwa chóry i orkiestrę. Zaplanowane są dwa koncerty, a nagranie będzie emitowane później w TVP Kultura. Napisanie takiego utworu wymaga ogromnego zaangażowania i wielotygodniowej pracy.
Zazwyczaj ciężko jest tak się zmotywować, żeby codziennie wygospodarować kilka godzin na komponowanie. Kiedy jest zamówienie, zaplanowane prawykonanie, zabezpieczone fundusze to trzeba usiąść i pisać. Ten deadline jest czynnikiem niezwykle motywującym. Przyznam, że pod wpływem presji czasu mam lepsze pomysły, działam szybciej i bardziej intuicyjnie. Muzyka wtedy płynie bardziej z serca.
Wiem, że ma Pan dar improwizacji. Czy często go Pan wykorzystuje?
Owszem, nawet gram całe recitale solowe improwizowane. Czasami komentując różne utwory, a często są to moje improwizacje. Improwizacja może być: na temat, w konkretnym stylu, albo może być nowym utworem. Improwizowanie zawsze sprawiało mi wielką radość. To jest wielka frajda.
Przy tak różnorodnej działalności artystycznej trzeba wszystko dokładnie planować i realizować. Jak wyglądają najbliższe plany koncertowe?
Za dwa tygodnie wystąpię z Koncertem e-moll Elgara w Kielcach, później odbędzie się wspomniane Oratorium pasyjne, w którym także biorę udział jako wykonawca, w Słupsku będę grał Wariacje na temat Rokoko Czajkowskiego, z Koncertem wiolonczelowym Elgara wystąpię w Jeleniej Górze. Mam dość dużo planów na koncerty symfoniczne w najbliższych miesiącach.
Dokonał Pan wielu nagrań płytowych. Z tych starszych pamiętam krążek zarejestrowany z orkiestrą pod batutą Jana Staniendy. Były nagrody i wyróżnienia.
Wspomniała pani o mojej pierwszej płycie, która ukazała się w 2009 roku. Ciekawa płyta została nagrana z Filharmonią Narodową pod dyrekcją Andrzeja Boreyki z polskimi koncertami wiolonczelowymi: Grażyny Bacewicz, Miłosza Magina, Aleksandra Tansmana i Henryka Jabłońskiego. Utrwaliliśmy dzieła kameralne Chopina z Szymonem Nehringiem i Ryszardem Groblewskim. Bardzo ważną dla mnie płytę nagraliśmy z chórem „Camerata Silesia” z utworami na chór i wiolonczelę. Otrzymałem cztery Fryderyki jako solista i były też Fryderyki za płyty, na których byłem jednym z wielu wykonawców. Te nagrody są dowodem na to, że środowisko muzyczne docenia moją działalność i jest to powód do satysfakcji, ale największą radością jest głos wzruszonego słuchacza.
W repertuarze ma Pan zarówno utwory minionych epok od renesansu poczynając, aż po utwory powstające aktualnie. Myślę, że w przygotowaniach bardzo pomocne są studia w Instytucie Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Były one bardzo kształcące, poszerzyły mój horyzont patrzenia na sztukę, dały mi mnóstwo wiedzy kontekstualnej i spowodowały, że mam poczucie świadomego poruszania się po przebogatym świecie muzyki.
Polecam je również moim studentom i w mojej klasie są osoby studiujące dodatkowo muzykologię. Uważam, że jest to ważne uzupełnienie w działalności instrumentalisty.
Prowadzi Pan klasy wiolonczeli w Akademii Muzycznej w Gdańsku i w Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Wiąże się to z systematyczną obecnością w tych uczelniach. Nie jest to proste przy tak intensywnej działalności artystycznej.
Te wszystkie przestrzenie się w moim życiu wzajemnie dopełniają i pomagają sobie. Działalność wykonawcy pomaga mi w komponowaniu. Na przykład znajomość możliwości wydobycia dźwięku, wiedza o procesie instrumentacji wynikają z mojej działalności wykonawczej. Z kolei moja działalność w zakresie komponowania pozwala mi często spojrzeć zupełnie inaczej na utwory innych kompozytorów, które gram, bo patrzę na nie z większą świadomością tego, w jaki sposób zostały „uszyte”.
Podobnie działalność pedagogiczna często pomaga mi w działalności wykonawczej, a działalność wykonawcza pomaga mi w pedagogice. To wzajemnie się uzupełnia i dzięki temu można to wszystko pogodzić. Wymaga to świetnej organizacji.
Marcin Zdunik - wiolonczela, koncert w Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie 27 lutego 2026 roku, fot. arch. Filharmonii Podkarpackiej
Dla każdego koncertującego instrumentalisty bardzo ważny jest dobry instrument. Gra Pan na wymarzonej wiolonczeli?
Aktualnie gram na bardzo pięknym, wypożyczonym instrumencie, który został zbudowany w 1800 roku przez lutnika w Południowym Tyrolu i ma cechy dobrego, starego instrumentu włoskiego. Gra na nim daje mi mnóstwo radości i satysfakcji.
Grałem na różnych instrumentach m.in. przez wiele lat były to piękne, nowe wiolonczele zbudowane przez wybitnego polskiego lutnika Wojciecha Topę. Później przez kilka lat grałem na 100-letnim instrumencie niemieckim.
Instrument jest ważnym partnerem w tym co robię. Dużo ważniejszymi partnerami w mojej działalności są ludzie oraz moja wyobraźnia w zakresie kompozycji i w zakresie tworzenia nowych konceptów muzycznych. Wokół tego koncentruję swoje starania. Upatruję największego potencjału przede wszystkim w ludziach. Czerpanie inspiracji od ludzi daje najwięcej możliwości rozwoju i inspiracji.
Wiolonczela jest pięknym, śpiewającym instrumentem naśladującym głos ludzki.
Za to jest tak ceniona. Nie bez przyczyny w muzyce symfonicznej wiele śpiewnych tematów powierzanych jest wiolonczeli. Bardzo często pieśni pisane na głos i fortepian, transkrybowane są przez wiolonczelistów, i znakomicie się sprawdzają, kiedy partię wokalną wykonujemy na wiolonczeli.
Ten instrument ma również potężne możliwości wykonawcze, których w standardowym repertuarze nie wykorzystujemy. Ma ogromne możliwości modulacji barwowej. Ja to często wykorzystuję w procesie improwizowania. Na wiolonczeli można tworzyć przeróżne brzmienia używając technik barwowych, flażoletowych, perkusyjnych… Można też imitować na wiolonczeli różne instrumenty.
Z całą pewnością nie zamieniłbym wiolonczeli na inny instrument.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Ja również bardzo dziękuję.
Chcę się w kilku zdaniach podzielić wrażeniami z całego wieczoru.
Urokliwe pełne zadumy Dwie melodie elegijne op. 34 Edwarda. Griega, w wykonaniu Orkiestry Filharmonii Podkarpackiej pod batutą Jacka Rogali, oraz piękny i śpiewny, Koncert wiolonczelowy e-moll op. 85 Edwarda Elgara, wypełniły pierwszą część wieczoru. Partie solowe wspaniale wykonał Marcin Zdunik. Wiolonczela „śpiewała” pod palcami mistrza zarówno w ekspresyjnych jak i głębokich, ciepłych fragmentach. Słychać i widać było, że gra na niej dawała mu radość i satysfakcję. Przez cały czas solista prowadził dialog z orkiestrą. Utwór został entuzjastycznie przyjęty przez publiczność. Dziękując dwiema własnymi improwizacjami Marcin Zdunik potwierdził, że jest wybitnym wirtuozem i kompozytorem.
Drugą część koncertu wypełniła po raz pierwszy wykonana w Rzeszowie tragikomiczna suita Siedem grzechów głównych Joanny Wnuk-Nazarowej.
Kompozytorka, poproszona o przybliżenie idei dzieła, opowiedziała między innymi: „Do napisania utworu skłoniło mnie zamówienie pana Jacka Rogali, dyrektora Filharmonii Świętokrzyskiej. Premierowe wykonanie odbyło się dwa lata temu w tejże Filharmonii. Od początku przyświecała mi myśl aby użyć starodawnych nazw grzechów, które były bardzo konkretne, soczyste i wyraźne.
Dziękuję muzykom Filharmonii Podkarpackiej za to, że chcą grać moje utwory, bo to „trzecie życie”, które mi Pan Bóg dał, zajmuje mi wyłącznie komponowanie i spotkania z muzykami oraz z publicznością. Nie chowam kompozycji do szuflady, nie czekam kiedy ktoś je wykona tylko mam zamówienia.”
Z wielką uwagą publiczność wysłuchała niezwykle barwnej, pełnej różnorodnych rytmów i nastrojów postimpresjonistycznej suity na wielką orkiestrę symfoniczną. Blasków i kolorów dodawały ciekawie skomponowane partie instrumentów perkusyjnych i nietypowo wykorzystywane brzmienia dętych. Na wyobraźnię oddziaływały również pojawiające się na ekranie, wzorowane na malowidłach z okresu renesansu, obrazy. Pychę ilustrowała muzyka pełna dynamicznych kontrastów, Chciwość kojarzyła się ze Skąpcem Moliera, a w Obżarstwie rozbrzmiewały fragmenty dawnych pieśni biesiadnych (m.in. angielska, niemiecka i polska). W większości części pojawiały się też elementy wywołujące uśmiech. Trochę inne pod tym względem okazało się kończące suitę Lenistwo. Rodzące się tematy nie były rozwijane – tak, jakby nikomu nie chciało się pracować. Orkiestra precyzyjnie reagowała na każdy gest batuty. Po zakończeniu Siedmiu grzechów głównych długo trwały oklaski dla kompozytorki, orkiestry i dyrygenta.
Zofia Stopińska
Tegoroczną edycję Festiwalu Muzyki Fortepianowej im Marii Turzańskiej w Jarosławiu zakończył „WIECZÓR Z BEL CANTO” podczas którego wystąpiła Edyta Piasecka obdarowana przez naturę niezwykłej urody sopranem koloraturowym. Artystce towarzyszył kameralny zespół instrumentalny złożony z muzyków Filharmonii Podkarpackiej w składzie: Robert Naściszewski – skrzypce, Jagoda Pietrusiak –Kasprzyk –flet, Orest Telwach – skrzypce, Urszula Ostrouch – altówka, Anna Naściszewska – wiolonczela, Sławomir Ujek – kontrabas, Marcin Kasprzyk – fortepian.
Cieszę się, że mogłam się spotkać z panią Edytą Piasecką przed koncertem i zapraszam Państwa do lektury.
Program koncertu w Jarosławiu jest bardzo wymagający. Jak przebiegała współpraca z muzykami Jarosławskimi i Filharmonii Podkarpackiej.
Przed chwilą zakończyła się próba, wybraliśmy trudny program, mamy w nim m.in. czardasze z operetek „Księżniczka Czardasza” Kalmana i „Cygańska miłość” Lehara, do tego arie: Małgorzaty „z klejnotami” z opery „Faust” Gounoda, „Gianni Schicchi” Pucciniego oraz aria Elizy „Przetańczyć całą noc” z musicalu "My Fair Lady”.
Zespół Filharmonii Podkarpackiej to świetni muzycy. Znamy się od dawna, wiele razy już występowaliśmy razem. Cieszę się również, że znowu spotykam się z panem Marcinem Kasprzykiem, który jest wybitnym pianistą i akompaniatorem.
Pierwszy raz odwiedzam Jarosław. Sala koncertowa Zespołu Szkół Muzycznych w Jarosławiu jest bardzo piękna i nowoczesna, ale też bardzo selektywna dźwiękowo.
W październiku ubiegłego roku znalazłam udostępnione na Facebooku, zarejestrowane podczas Pani koncertu, nagranie „Exultate jubilate” Mozarta. Zachwyciłam się niezwykłą urodą oraz lekkością Pani sopranu i cudownymi koloraturami. Niedawno przeczytałam w komentarzu, że jest Pani najwspanialszą polską Violettą. Najlepszym potwierdzeniem tych słów jest fakt, że od lat jest Pani często zapraszana, aby śpiewać partie Violetty w „Traviacie” Giuseppe Verdiego.
To był trzeci rok studiów. Niedługo po konkursie zadebiutowałam w Operze Krakowskiej partią Królowej Nocy w „Czarodziejskim flecie” Mozarta. Wkrótce zostałam zaproszona do wykonania partii Violetty w „Traviacie”. Zdecydowałam się nawet na pisanie pracy magisterskiej o postaci Violetty Valery.
To był udany debiut. Do tej pory często jestem zapraszana przez polskie teatry operowe do zaśpiewania partii Violetty.
Przypominam sobie wtedy słowa prof. Ryszarda Karczykowskiego, który często mi powtarzał: „Dobry głos oczywiście musi być, ale są partie, do których trzeba się urodzić”. Albo jest się w danej postaci osobą z „krwi i kości”, albo się tą osobą nigdy nie będzie. Ja ją czuję całym ciałem.
„Traviatta” w każdym teatrze to inna realizacja reżyserska. Miałam przyjemność występować w tej roli już w Operze Narodowej, Bytomiu, Lublinie, Wrocławiu, w Krakowie nawet w dwóch różnych wersjach. Podczas ostatniej reżyserii Pani Pia Patrum w Łodzi czułam się tak, jak w wykonaniu koncertowym. Na dużej scenie jest siłą rzeczy mniej elementów, za które można „się schować” – jestem ja, mój głos i muzyka. To duże wyzwanie, ale kocham Violettę i cieszę się, że dzięki tej różnorodności realizacyjnej cały czas mogę odkrywać ją na nowo.
W dotychczasowej działalności artystycznej śpiewała Pani w: Belgii Holandii, Danii, USA i Kuwejcie. Była Pani solistką lub współpracowała Pani chyba z wszystkimi polskimi teatrami operowymi w Polsce, długo by wymieniać dyrygentów i orkiestry. Jak rozmawiałyśmy ostatnio, nie byłą Pani związana na stałe z żadnym teatrem operowym na stałe.
Byłam solistką etatową w trzech różnych teatrach, w pewnym momencie postanowiłam spróbować bardziej elastycznego trybu pracy.
Bardzo dbam o utrzymanie głosu w dobrej formie. Cały czas to kontroluję. Taka elastyczność pozwala mi na większe zróżnicowanie typów, a przede wszystkim rozmiarów scen. Dobrze na mnie działają naprzemienne występy z koncertami kameralnymi, a po nich powroty na wielkie sceny i odwrotnie.
Edyta Piasecka - sopran koloraturowy, fot. Centrum Kultury i Promocji w Jarosławiu
Co robić, aby długo zachować najwyższą formę tak potrzebną śpiewającym pierwszoplanowe role: niezawodny głos, zgrabną sylwetkę i sprawność fizyczną, bo wymagania w tym zawodzie są ogromne.
To jest nie lada wyzwanie. Trzeba dbać o siebie, o odpowiednią ilość snu, bardzo dużo ćwiczyć i to nie jest tylko kwestia dobrego wyglądu, ale przede wszystkim sprawności fizycznej naszego ciała.
Nasz świat ciągle przyspiesza. Soliści, śpiewacy mają coraz mniej przerw na odpoczynek. Nasze struny głosowe i nasze ciało potrzebują czasu na regeneracje, a musimy być w dobrej formie praktycznie non stop. Musimy także być odporni na stres. Myślę, że śmiało można porównać obciążenia którym są poddani śpiewacy do tych których doznają zawodowi sportowcy.
Wolę popracować mocno, a później odpocząć biorąc udział tylko w kameralnych koncertach i później znowu wrócić do teatru.
Każdy śpiewak dba o siebie i chce jak najdłużej śpiewać. Mamy wielkie gwiazdy, które już długo występują i mają świeże piękne głosy. Są młode osoby, które w bardzo młodym wieku przyjmują role, którym mogą podołać tylko bardzo doświadczone śpiewaczki i często są to udane debiuty, które nie są przekuwane na stabilną i długotrwałą karierę. Miarą dobrego śpiewaka jest długi dystans.
Kilka lat temu zaczęła Pani uczyć śpiewu. Wiem, że także stara się Pani uczyć swoich wychowanków sztuki estradowej organizując różne koncerty z ich udziałem.
Wszystko zaczęło się podczas pandemii, bo to wtedy zaczęłam uczyć. Bardzo mnie to wciągnęło, bo także ja sama bardzo dużo uczę się od mlodych.
Ukochałam soprany, ale lubię także uczyć: mezzosoprany, tenory i głosy kontra-tenorowe. Mam także satysfakcję, że moi uczniowie często stają w szranki konkursowe i zdobywają nagrody, a osoby które się usamodzielniły dobrze sobie radzą na różnych estradach.
Od ubiegłego roku jestem przewodniczącą jury Międzynarodowego Festiwalu Pieśni Legionowej i staram się aby uczestniczyły w tym wydarzeniu także osoby śpiewające klasycznie. Zapraszam do udziału także śpiewaków operowych, studentów akademii muzycznych, uczniów klas śpiewu szkół muzycznych II stopnia. W konkursie mogą uczestniczyć także dobrze śpiewający amatorzy. Pieśni legionowe są naprawdę bardzo piękne.
Kolejna edycja tego konkursu odbędzie się już niedługo bo 17 maja.
Edyta Piasecka - sopran, przy fortepianie Marcin Kasprzyk, fot. Centrum Kultury i Promocji w Jarosławiu
Mamy dla Państwa również zaproszenie do Iwonicza Zdroju, gdzie odbędzie się po raz pierwszy festiwal o nazwie „Carpatia Cameralis”, a Pani jest dyrektorem artystycznym tego wydarzenia.
Od dosyć dawna pragnęłam mieć festiwal, o którym marzę. Po spotkaniu z Wojciechem Bardowskim, który jest dyrektorem festiwalu, wszystko wskazuje na to, że te marzenia się spełnią. Wojciech pochodzi z Podkarpacie i także marzył o festiwalu w rodzinnych stronach.
Po długich dyskusjach postanowiliśmy, że połączymy nasze preferencje, czyli w pierwszym dniu królować będzie muzyka klasyczna z uwzględnieniem sakralnej. Między innymi usłyszą Państwo najpiękniejsze odsłony „Ave Maria”. W drugim koncercie będą zarówno piosenki francuskie jak i największe hity muzyki filmowej oraz trochę operetki.
Chcieliśmy, żeby to był festiwal o randze międzynarodowej. W każdej edycji występować będą śiewający w swoich ojczystych językach artyści reprezentujący różne narodowości. W tym roku będziemy mogli posłuchać śpiewaków z Azji, a konkretnie z Korei i Chin.
Poprosiłam ich także, aby wspólnie wykonali arię operową i pieśń w języku polskim. Podczas tego koncertu usłyszymy także inne języki: czeski, niemiecki, francuski. Solistom towarzyszył będzie znakomity pianista Rafał Hołub.
Dyrektorka Gminnego Ośrodka Kultury i Czytelnictwa w Iwoniczu Zdroju, Dorota Sokołowska Świstak poprosiła nas, aby program koncertu był dla szerokiego grona publiczności, stąd będzie trochę rozrywki w stylu francuskim, proponujemy muzykę filmową oraz arie i duety z operetek. Zaśpiewają: Maria Hubluk, ja i Wojciech Bardowski, a towarzyszyć nam będzie zespół orkiestry kameralnej.
Festiwal Carpatia Cameralis odbędzie się 17 i 18 kwietnia tego roku. Zapraszam serdecznie.
Mam nadzieję, że wyjedzie Pani z Jarosławia z dobrymi wrażeniami i zachce Pani tu wrócić.
Bardzo dziękuję za zaproszenie do Jarosławia. Dobrze się tu czuję i chętnie tu wrócę.
Jak już napisałam, z panią Edytą Piasecką, gwiazdą koncertu finałowego tegorocznej edycji Festiwalu Muzyki Fortepianowej im. Marii Turzańskiej w Jarosławiu, rozmawiałam przed koncertem.
To był cudowny wieczór. Z podziwem słuchałam koloraturowego, przepięknie brzmiącego głosu maestry Edyty Piaseckiej, która zachwycała także urodą i kreacjami. Bardzo dobrze spisali się również muzycy towarzyszący, którzy rozpoczęli koncert Uwerturą do operetki „Zemsta nietoperza” Johanna Straussa, a w trakcie koncertu wykonali: walce: „Odgłosy wiosny” Straussa i Walca Musetty” z opery „Cyganeria” Pucciniego, Polkę trisch trasch i Polkę Anna Straussa, oraz „Oblivion” i „Libertango” Piazzolli.
Koncert zakończył się gorącą owacją zachwyconej publiczności, a na bis maestra Edyta Piasecka z towarzyszeniem zespołu wykonali - czardasz Ilony „Kiedy skrzypki grają” z operetki Cygańska miłość . Koncert pozostanie na długo w pamięci wszystkich, którzy mieli szczęście na nim być.
Zofia Stopińska
AB 20 marca 2026 r., piątek, godz. 19:00
SALA KONCERTOWA FILHARMONII PODKARPACKIEJ
ORKIESTRA SYMFONICZNA FILHARMONII PODKARPACKIEJ
DAVID GIMÉNEZ – dyrygent
DUŠICA BIJELIĆ – sopran
W programie:
R. Wagner – Wesendonck-Lieder
R. Wagner – Tristan i Izolda:
Preludium
Miłosna śmierć Izoldy
L. van Beethoven – VI Symfonia F-dur „Pastoralna”op. 68
Tristan i Izolda Richarda Wagnera (1813–1883) to najbardziej nowatorski z dramatów muzycznych kompozytora, a zarazem jedno z najwspanialszych dzieł muzycznej literatury scenicznej. Podczas koncertu wykonane zostaną fragmenty utworu: Preludium — wstęp do Tristana i Izoldy — oraz instrumentalny finał dramatu, Miłosna śmierć Izoldy.
Wagner tak pisał o swoim Preludium: „Przechodzi uczucie [miłości] poprzez wszystkie fazy beznadziejnej walki z namiętnością, by pogrążyć się z powrotem w omdleniu, wygasnąć jakby w śmierci.”
Rozdzierająca tęsknota podkreślana jest przez samodzielnie prowadzone głosy instrumentów, splatające się w osobliwe harmonie, w tym słynny „akord tristanowski”. Nastrojowym i treściowym dopełnieniem Preludium jest Miłosna śmierć Izoldy, wykorzystująca przede wszystkim motywy z aktu II, w tym „motyw miłosnej śmierci” i „motyw miłosnego zachwytu”.
Równolegle do pracy nad dramatem muzycznym Wagner komponował cykl pieśni do słów Mathilde Wesendonck, którą uważał za swoją artystyczną muzę. Tak powstały Wesendonck-Lieder (1857 – 1858). Zarówno w tym cyklu, jak i w Tristanie i Izoldzie zawarł Wagner ból tragicznej, nieszczęśliwej miłości, która łączyła go z panią Wesendonck. Szczególną pozycję w cyklu pieśni zajmuje utwór Im Treibhaus („W szklarni”), który kompozytor określił jako „studium do Tristana i Izoldy”. Zapowiada on preludium do trzeciego aktu opery, wykazuje również harmoniczne konotacje pomiędzy cyklem pieśni a Tristanem i Izoldą.
VI Symfonia F-dur „Pastoralna” op. 68 Ludwiga van Beethovena (1770–1827) jest kolejnym przykładem w jego twórczości, kiedy muzyka ściśle wiąże się z określoną ideą poetycką. W tej symfonii Beethoven wkracza na teren muzyki programowej, choć jak sam pisał: „Malowanie dźwiękami w muzyce instrumentalnej traci na sile, o ile posuwa się za daleko.”
Kompozytor nadał tytuły nie tylko całemu dziełu, ale także jego poszczególnym pięciu częściom. Nie należy jednak traktować tego zamysłu jako chęci ilustracyjnego przedstawienia obrazków z życia wiejskiego, lecz raczej jako odzwierciedlenie doznań, jakie wywołuje u wrażliwego człowieka obcowanie z przyrodą. Takie rozumienie muzyki programowej stanowiło olbrzymi krok naprzód wobec wcześniejszych tradycji symfonicznych.
DAVID GIMÉNEZ
Urodzony w Barcelonie David Giménez studiował fortepian i kompozycję na Conservatori del Liceu w swoim rodzinnym mieście. Następnie odbył studia drugiego stopnia z dyrygentury na wiedeńskim uniwersytecie Hochschule für Musik u Karla Österreichera oraz na londyńskiej Royal Academy of Music pod kierunkiem Sir Colina Davisa.
Od czasu swojego debiutu w 1994 r. z hanowerską Orkiestrą NDR występował na całym świecie, dyrygując najbardziej znane orkiestry i solistów w takich salach koncertowych jak Royal Albert Hall, Berlin Philharmonie, Salle Pleyel, Vienna Konzerthaus, tokijska Suntory Hall oraz w nowojorskich Carnegie Hall i Avery Fisher Hall. W trakcie swojej kariery David Giménez dyrygował orkiestrami takimi jak Vienna Philharmonic, London Symphony, Philharmonia, Münchner Philharmoniker, Orchestre de Paris oraz Filarmonica della Scala.
Opera odgrywa ważną rolę w kalendarzu występów Maestro Giméneza, który wykonuje szeroki wachlarz sztuk operowych w teatrach takich jak Teatro alla Scala, Vienna Staatsoper, Royal Opera House Covent Garden, Zurich Opera, Berlin Deutsche Oper, Théâtre du Champs Elysées, Washington Opera, barceloński Gran Teatre del Liceu, madrycki Teatro Real czy Sydney Opera House.
Będąc obdarzonym wyjątkowym wyczuciem głosów Maestro Giménez regularnie współpracuje ze śpiewakami operowymi takimi jak José Carreras, Plácido Domingo, Anna Netrebko, Roberto Alagna, José Cura, Bryn Terfel, Joseph Calleja i Charles Castronovo.
Maestro Giménez był także członkiem jury podczas kilku konkursów, jak np. podczas Międzynarodowego Konkursu Śpiewaków Operowych wykonujących utwory Verdiego w Parmie, Operalia a także podczas konkursu dla kompozytorów odbywającym się w Reina Sofia w Madrycie. W 2022 r. został powołany na dyrektora artystycznego festiwalu Sounds of Oradea Festival w rumuńskim Oradea, a w 2024 r. mianowany głównym dyrygentem Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie.
W trakcie obecnego sezonu Maestro Giménez dyrygował m.in. Royal Philharmonic, National Orchestra of Belgium, Orchestra dell´Arena di Verona, Orchestra della Rai Torino, paryską Orchestre de l´Ille de France oraz Orquestra de Barcelona.
Niedawno rozpoczął także sezon operowy barcelońskiego Opera House (Gran Teatre del Liceu) serią koncertów poświęconych Giuseppe Verdiemu, a także został wybrany na dyrektora muzycznego nowej opery El Juez, skomponowanej przez Christiana Kolonovitsa, której światowa premiera miała miejsce w Bilbao oraz podczas austriackiego festiwalu Erl Festival. Z tą operą Maestro Giménez debiutował w nowym Teatrze Maryjskim w St. Petersburgu oraz w Theater an der Wien.
Inne ważne wydarzenia z jego udziałem obejmują produkcje operowe takie jak Traviata, Lunatyczka oraz Carmen (Sofia Opera oraz Las Palmas Opera). Maestro Giménez prowadził również koncerty na całym świecie odbywające się w ramach tournee pożegnalnego Jose Carrerasa, a ostatnio podczas tournee Roberto Alagni po Francji i Belgii.
Maestro Giménez dokonywał nagrań dla wytwórni a Decca, BMG Classics, Koch-Schwann, Erato oraz Discmedi.
Dušica Bijelić - sopran liryczny, fot. arch. Filharmonii Podkarpackiej
Sopranistka liryczna Dušica Bijelić jest znana jako fascynująca i wszechstronna artystka od londyńskiej Opery Królewskiej po wiodące sceny operowe w całej Europie i Stanach Zjednoczonych. Przez brytyjską gazetę „The Independent” ta była uczestniczka programu Jette Parker Young Artist została nazwana jedną z „błyskotliwych młodych gwiazd sztuki”. Podczas występów łączy charakterystyczną dla niej promienistość głosu z dramatyczną głębią.
Już jako dziecko Dušica Bijelić podbijała serca widzów, recytując wiersze podczas konkursów recytatorskich, dzięki czemu stała się dziecięcą gwiazdą telewizji i prowadziła programu dla dzieci w państwowej telewizji serbskiej. Urodziła się w Bośni i Hercegowinie, ale wychowała w Serbii, gdzie w wieku 8 lat rozpoczęła naukę śpiewu, którą kontynuowała podczas studiów w Belgradzie, Wiedniu, Rzymie oraz Nowym Jorku, współpracując ze sławnymi mentorami i uczestnicząc w wielu klasach mistrzowskich, w tym m.in. prowadzonych przez Renée Fleming w Carnegie Hall.
Dušica Bijelić jest laureatką licznych międzynarodowych konkursów. Zajęła pierwsze miejsce podczas Carreer Bridges (Nowy Jork), pierwsze miejsce w konkursie im. Nikoli Cvejicia zdobyła nagrodę Huang Tzu w Szanghaju, nagrodę publiczności na Festiwalu Rossiniego w Wildbad. Była ponadto finalistką Konkursu Operowego w Paryżu oraz Międzynarodowego Konkursu Śpiewaków im. Ferruccio Tagliaviniego.
Od 2019 r. jest główną sopranistką Theater Bielefeld, gdzie zaśpiewała partie hrabiny Almavivy, Małgorzaty, Mimì, Rusałki, Tatiany, Rosalindy, Micaëli, Zazy, Alice Ford, Blanche (Tramwaj zwany pożądaniem), Stelli/Antonii (Hoffmann) oraz Ellen Orford (Peter Grimes). Występowała także jako solistka podczas wystawień największych dzieł koncertowych, m.in. w Glorii Poulenca, Requiem Brahmsa oraz w Requiem Verdiego.
Można ją było podziwiać m.in. w londyńskiej Operze Królewskiej, w Teatro Real Madrid, Teatro Verdi Trieste, Carnegie Hall, Alice Tully Hall, Opera de Wallonie, na festiwalu Aix-en-Provence Festival oraz w Operze Narodowej w Rio de Janeiro w ramach tournée. W ostatnim czasie wystąpiła ponadto w dwóch koncertach galowych z udziałem José Carrerasa. Warto odnotować, że w ramach kolejnego projektu zaśpiewa w Bielefeld partię Leonory (Trubadur).
Biuro Koncertowe
Filharmonii Podkarpackiej
im. Artura Malawskiego w Rzeszowie
tel. + 48 17 862 85 07
Przypominamy, że 10 kwietnia 2026 r. mija termin składania zgłoszeń na VII Ogólnopolski Konkurs Muzyki Polskiej – Jarosław 24-25 kwietnia 2026.
Karty zgłoszeń, regulamin oraz wszystkie inne informacje o konkursie znajdują się na stronie:
https://www.gov.pl/web/zpsmjaroslaw/vii-ogolnopolski-konkurs-muzyki-polskiej—jaroslaw-24-25-kwietnia-2026
Blisko 150 młodych muzyków z 30 szkół muzycznych z całej Polski weźmie udział w jubileuszowej, 20. edycji Ogólnopolskiego Konkursu Młodych Instrumentalistów im. Stefanii Woytowicz, która odbędzie się 18–20 marca 2026 roku w Jaśle. Do rywalizacji zgłosili się uczniowie, zarówno z południa kraju – m.in. z Nowego Targu i Krynicy – jak i z odległego Gdańska, co tylko potwierdza ogólnopolski zasięg i rosnącą rangę wydarzenia.
Konkurs organizowany przez Jasielski Dom Kultury oraz Państwową Szkołę Muzyczną I st. w Jaśle, od lat przyciąga najzdolniejszych uczniów szkół muzycznych w kraju. To wyjątkowa okazja, by zaprezentować swoje umiejętności przed wybitnymi jurorami i zdobyć doświadczenie sceniczne, które często staje się początkiem dalszej artystycznej drogi.
Uczestnicy wykonują dwa utwory – w tym obowiązkowo kompozycję polskiego twórcy – prezentując różnorodność stylów, technik i muzycznej wrażliwości. O randze konkursu świadczy także skład jury, w którym zasiądą uznani artyści i pedagodzy z najważniejszych polskich akademii muzycznych: dr Ewa Mizerska (flet) z Akademii Muzycznej im. K. Lipińskiego we Wrocławiu, ad. dr Łukasz Nędza (saksofon) z Akademii Muzycznej w Krakowie, ad. dr Jakub Waszczeniuk (trąbka) z Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie, prof. dr hab. Paweł Zawadzki (fortepian) z Akademii Muzycznej we Wrocławiu, prof. dr hab. Oriana Masternak (skrzypce) z Akademii Muzycznej w Krakowie oraz ad. dr Adam Krzeszowiec – (wiolonczela), reprezentujący Akademię Muzyczną w Katowicach.
To znakomite gremium wyłoni laureatów sześciu kategorii, którzy powalczą o Grand Prix podczas koncertu finałowego 20 marca br. o godz. 18.30. Ten koncert to nie tylko prezentacja najlepszych wykonań, ale również od lat budowany prestiż, który staje się dla młodych muzyków pierwszym poważnym krokiem na profesjonalną scenę. Dla wielu młodych instrumentalistów Grand Prix to tytuł, który otwiera drzwi do dalszych sukcesów, festiwali i stypendiów. Koncert Laureatów adresowany jest do wszystkich miłośników muzyki, więc stwarza niepowtarzalną okazję, by zobaczyć na żywo młodych artystów, którzy już teraz zachwycają techniką i wrażliwością, a w przyszłości mogą stać się ważnymi postaciami polskiej sceny muzycznej.
jdk

19 marca 2026r., godz.17.00
Zespół Państwowych Szkół Muzycznych w Jarosławiu
Program:
Ludwig van Beethoven - Koncert fortepianowy c moll nr 3 w opracowaniu na 2 fortepiany
Fryderyk Chopin : Barcarolle Op. 60
Ballada op. 47 nr 3
3 Mazurki op. 50
Scherzo cis moll nr 3
Wykonwcy:
Rafał Blechacz – fortepian
Maciej Wota – fortepian ( I cz. koncertu)
Bogusław Pawlak – prowadzenie koncertu
Organizatorem koncertu jest
Zespół Państwowych Szkół Muzycznych im. Fryderyka Chopina w Jarosławiu
Współorganizatorzy/Partnerzy:
Towarzystwo Muzyczne w Jarosławiu
Centrum Kultury i Promocji w Jarosławiu
Mecenat
Galeria Stara Ujeżdżalnia w Jarosławiu
Rotary Club Jarosław
Centrum Językowe ENGLISHPLUS Przemysław Paszko
Honorowy patronat:
Burmistrz Miasta Jarosławia