Z kart historii Festiwalu Bravo Maestro. Wspomnienia Tomasza Strahla
Tomasz Strahl - wiolonczelista, rektor UMFC w Warszawie fot z arch Centrum Paderewskiego w Kąśnej Dolnej

Z kart historii Festiwalu Bravo Maestro. Wspomnienia Tomasza Strahla

        30. Festiwal Bravo Maestro zakończył się przed tygodniem. W czasie trwania i tuż po zakończeniu tego święta muzyki, mogli Państwo śledzić wszystkie festiwalowe wydarzenia.
Proponuję Państwu jeszcze jedno spotkanie ze znakomitym artystą, który występował w Kąśnej Dolnej na pierwszej edycji festiwalu.

        Pierwszymi osobami, które spotkałam przed koncertem finałowym 30. Festiwalu Bravo Maestro byli panowie Łukasz Gaj, dyrektor Centrum Paderewskiego W Kąśnej Dolnej i prof. dr hab. Tomasz Strahl, jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich wiolonczelistów, ceniony solista i kameralista. Od 2024 roku piastuje prestiżowe stanowisko rektora Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie.
Znany jest jako entuzjasta muzyki dawnej, który równie chętnie i z wielkim powodzeniem wykonuje oraz propaguje dzieła kompozytorów współczesnych. Styl jego gry definiuje synteza doskonałości technicznej oraz wrażliwości i śpiewności brzmienia. Krytycy muzyczni i słuchacze cenią go przede wszystkim za wyjątkową kulturę dźwięku i niezwykłą świadomość wykonawczą.
Ponieważ próba już się zakończyła, a było jeszcze sporo czasu do rozpoczęcie koncertu prof. Tomasz Strahl zgodził się na krótką rozmowę.

Mam nadzieję, że pamięta Pan swój pobyt sprzed 30. lat w Kąśnej Dolnej na pierwszej edycji Bravo Maestro.

        Doskonale pamiętam pierwszy festiwal. Zanim się rozpoczął, to już jego legenda ruszyła w Polskę, ponieważ festiwal wyprzedził swoją epokę i wprowadził kameralistykę polską w XXI wiek.
Nikomu wcześniej, ani później nie udało się stworzyć takiej formuły, żeby do jednego tak przepięknego miejsca przyjechała plejada najwybitniejszych polskich skrzypków, altowiolistów, wiolonczelistów i pianistów. Wedy to miejsce wyglądało znacznie gorzej, bo po powojennych zaniedbaniach dworek i jego otoczenie, powoli zaczynały dzięki staraniom gospodarzy, ukazywać swoje piękno.
          Wszyscy ci wybitni soliści, których na co dzień można było spotkać w salach koncertowych, a byli to: Vadim Brodski, Wanda Wiłkomirska, Konstanty Andrzej Kulka, Stefan Kamasa, Krzysztof Jabłoński, Waldemar Malicki, Ewa Pobłocka… Ja wówczas jako młody debiutant dołączyłem do tego grona i byłem po prostu oszołomiony, ale zaszczycony i uradowany. Ten festiwal odegrał też bardzo ważna rolę promocyjną, bo tutaj przyjeżdżała TVP Program II i bywało tak, że godzinę po koncercie oglądaliśmy już relację i krótki fragment tego wydarzenia. Głośno było o Kąśnej w całej Polsce.
         Graliśmy w składach, które nigdy się później nie powtórzyły. Zaistniały tylko tu – na przykład : Waldemar Malicki – fortepian, Wanda Wiłkomirska – skrzypce i Tomasz Strahl wiolonczela, albo Vadim Brodski – skrzypce, Konstanty Andrzej Kulka – skrzypce, Stefan Kamasa – altówka, Andrzej Ratusiński – fortepian.
Ta nowa formuła tego festiwalu była czymś bardzo oryginalnym oraz wielkim i przetrwała aż po dzień dzisiejszy.

Stojąca obok dworu oficyna, w której obecnie podczas festiwalu mieszkają artyści, nie była jeszcze zamieniona na hotel i wszyscy mieszkali dosyć daleko od dworu.

        Pamiętam, że mieszkałem w Ciężkowicach, w domu, w którym wynajmowane były pokoje. Dzisiaj, po tej generalnej odnowie całego kompleksu, nie tylko dworu i hotelu, ale także otaczającego parku, sali koncertowej, parkingu i mostu, wszystko wygląda inaczej. To jest już inny świat.
        Pamiętam, stojącą powyżej dworku starą, opuszczoną szklarnię, w której wystąpili Michał Urbaniak i Janusz Olejniczak. Wtedy zauważyliśmy położoną trochę wyżej niszczejącą stodołę i mówiliśmy: jak by to było fajnie gdyby na miejscu tej stodoły wybudowano salę koncertową. Ale uważaliśmy, że to tylko marzenia, bo przecież to nie może się udać. Po latach okazało się to możliwe i dzisiaj koncerty odbywają się w pięknej, klimatyzowanej Sali Koncertowej Stodoła o bardzo dobrej akustyce.
         Wracając do pierwszych edycji. Pamiętam jak samochody, parkowały tuż za bramą wejściową do parku na trawie. W dworku było bardzo ciasno. Artyści siedzieli tuż przy głównym wejściu do dworku, a dla publiczności przygotowano miejsca na wprost, w salach po bokach i jeszcze na korytarzu. Było tak gorąco, że „można było się ugotować”, W tych warunkach nie można było przestrzegać przepisów przeciwpożarowych. Dzisiaj nikt by na to nie pozwolił.
          Jak tylko przebywali w swoim dworze położonym w pobliskich Lusławicach państwo Pendereccy, to przyjeżdżali do Kąśnej na koncerty. Obecni byli przedstawiciele władz samorządowych. Od początku ranga festiwalu Bravo Maestro była bardzo wysoka.

Początkowo w jedynej zachowanej na świecie posiadłości Ignacego Jana Paderewskiego nie było dobrego fortepianu koncertowego.

         To prawda, ale i ten problem został niedługo rozwiązany, bo obecny na jednej z pierwszych edycji szwajcarski pianista Urus |Ruchti , tak był urzeczony tym miejscem, że natychmiast po przez wyjeździe z Kąśnej, postanowił koncertować w największych miastach Francji, Szwajcarii i Niemiec, a honoraria i wolne datki przeznaczył na zakup fortepianu koncertowego Fazioli dla dworku Paderewskiego w Kąśnej.
          Pamiętam jak pierwsza dyrektor festiwalu pani Anna Knapik uroczyście go otwierała 23 sierpnia, bo wtedy festiwal Bravo Maestro odbywał się od 23 do 31 sierpnia, a Maraton Muzyczny odbył się 31 sierpnia.
Marzeniem każdego młodego muzyka był występ na tym festiwalu u boku najlepszych sławnych artystów. Wielu moich znakomitych kolegów tutaj grało – m.in. Rafał Kwiatkowski, Marcin Zdunik,. Podobnie było z altowiolistami i skrzypkami – grali to \Kuba Jakowicz, Janusz Wawrowski Katarzyna Duda…W ciągu lat rozszerzał się repertuar, pojawiły się koncerty z muzyką jazzową, dawną, były recitale wokalne, koncerty kwartetów smyczkowych. Występowali tutaj wszyscy polscy muzycy, którzy dzisiaj są rozpoznawalni wizerunkowo z imienia i nazwiska. Natomiast pierwsza edycja w 1996 roku była niezwykle elitarna, bo zaproszeni zostali najlepsi muzycy średniego i starszego pokolenia, natomiast z młodych muzyków byłem tylko ja i Lech Bałaban.
           Dla publiczności te koncerty były nie lada gratką, bo z pewnością po raz pierwsze mogła spotkać i posłuchać podczas jednego wieczoru wszystkich sławnych nie tylko w Polsce artystów, a byli to: Wanda Wiłkomirska, Vadim Brodski, Konstanty Andrzej Kulka, Stefan Kamasa, Andrzej Ratusiński, Janusz Olejniczak, Krzysztof Jabłoński, Ewa Pobłocka, i Waldemar Malicki.
           To się organizacyjnie udało w czasach, kiedy jeszcze nie było systemów bankowych, e-maili, telefonów komórkowych.

Ciekawa jestem w jaki sposób organizatorzy zdobywali i kopiowali materiał nutowy.

           Niektórzy coś tam przywieźli, bo pierwsze ustalenia programowe odbyły się wiosną 1996 roku. Niektóre nuty były przysłane z Centralnej Biblioteki Muzycznej i z biblioteki Akademii Muzycznej w Krakowie.
           To było bardzo trudne logistyczne, ponieważ dla kilkunastu muzyków trzeba było przygotować materiały na 5 lub 6 koncertów. Do tego jeszcze na finał czyli \Maraton Muzyczny, gdzie były potrzebne również potrzebne były materiały pisane, bo na przykład Waldemar Malicki miał wtedy swoje pomysły aranżacyjne i też musiał wszystko wcześniej wszystko przygotować.
           Pamiętam jak chyba w 2000 roku dołączył do nas Krzysztof Jakowicz razem z Kubą. Pamiętam, że graliśmy wtedy muzykę węgierską na pograniczu lżejszej muzy.. Ze zdobyciem nut były ogromne kłopoty.

Ja z kolei pamiętam okolicznościowe koszulki z nadrukami Bravo Maestro i szczególnie młodzi melomani zabiegali o zdobycie odpisów wszystkich artystów. Mam nawet zdjęcie, jak maestra Wanda Wiłkomirska, Waldemar \Malicki i Pan występowaliście w tych koszulkach.

           Od pierwszego koncertu w 1996 roku panowała podczas Festiwalu Bravo Maestro nadzwyczajna atmosfera. Publiczność była od początku bardzo zainteresowana i przyjmowała nas gorąco. O tym wydarzeniu było głośno nie tylko w Polsce.

Wiele się zmieniło wokół nas w czasie ostatnich 30 lat.

          To jest zupełnie inny świat, Wypiękniał dworek, mieszkamy w wygodnym hotelu Domu Pracy Twórczej i kawiarnia Maestro, a na miejscu walącej się stodoły stoi piękna Sala Koncertowa Stodoła.
          Jestem zachwycony i składam wyrazy szczerego uznania panu dyrektorowi, władzom samorządowym oraz Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które wydało sporo pieniędzy, żeby jedyna zachowana na świecie posiadłość Ignacego |Jana Paderewskiego, pierwszego premiera niepodległej Polski wróciła do świetności.

Każdego roku pod koniec sierpnia, w czasie festiwalu Bravo Maestro można posłuchać Pana gry w Kąśnej Dolnej

          Zawsze jak był telefon z Kąśnej to rezerwowałem sobie czas na przyjazd, choćby tylko na jeden dzień. |To jest szczególne miejsce. Ten festiwal odegrał ogromną rolę w mojej osobistej karierze (kontakty, koncerty, rozpoznawalność). Także jako muzyk wzbogaciłem się grając z wielkimi mistrzami, a przede wszystkim wystąpiłem w maestrą Wandą Wiłkomirską.
Poznałem tę artystkę jako 5-letnie dziecko, kiedy wystąpiła w Jeleniej Górze na zaproszenie mojego ojca, który był wówczas dyrektorem tamtejszej Orkiestry Symfonicznej.
          Kiedy miałem około 10 lat pani Wanda Wiłkomirska była u nas w domu i musiałem zagrać na wiolonczeli. Nie był to najlepszy występ, bo ja nie byłem cudownym dzieckiem i maestra od razu odkryła, że nie lubię ćwiczyć.
Przypomniałem jej o tym w podczas następnego spotkania w Kąśnej Dolnej i wtedy usłyszałem: „Ja tak do ciebie powiedziałam? To niemożliwe”.
          Puenta była następująca. Maestro Antoni Wit, ówczesny dyrektor Filharmonii Narodowej, zorganizował 11 stycznia 2009 roku uroczyste 80-lecie urodzin Wandy Wiłkomirskiej, bo przecież przez 22 lata wielka artystka była solistką Filharmonii Narodowej. Graliśmy wtedy z Waldemarem Malickim i Kają Danczowską Trio d-moll op. 49 Feliksa Mendelssohna-Barthody’ego w dużej Sali Filharmonii Narodowej. To było moje ostatnie spotkanie z Wandą Wiłkomirską.

Bardzo się cieszę, z dzisiejszego spotkania podczas 30. Festiwalu Bravo Maestro i mam nadzieję na następne. Dziękuję bardzo za wspomnienia i poświęcony mi czas.

           Ja także dziękuję za rozmowę. Do zobaczenia.

Zofia Stopińska