Wydrukuj tę stronę
Nie zamieniłbym wiolonczeli na inny instrument
Marcin Zdunik - wiolonczela fot. arch. Filharmonii Podkarpackiej

Nie zamieniłbym wiolonczeli na inny instrument

        Proponuję Państwu dzisiaj spotkanie z prof. Marcinem Zdunikiem, wybitnym polskim wiolonczelistą i kameralistą, który również improwizuje, aranżuje i komponuje. Artysta wystąpił w wielu renomowanych salach na świecie i jest zapraszany do udziału w prestiżowych festiwalach muzycznych. Był wielokrotnie nagradzany na międzynarodowych konkursach i festiwalach muzycznych.

       W 2007 roku został laureatem I nagrody, Grand Prix oraz 9 innych nagród w VI Międzynarodowym Konkursie Wiolonczelowym im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie. W 2008 roku reprezentował Polskie Radio w Bratysławie na Międzynarodowym Forum Młodych Wykonawców organizowanym przez Europejską Unię Radiową (EBU) zwyciężając i zdobywając tytuł New Talent 2008. W 2009 roku otrzymał nagrodę Gwarancja Kultury przyznaną przez TVP Kultura.                W kwietniu 2021 otrzymał tytuł profesora sztuki w dyscyplinie sztuki muzyczne.

Rozmowa z maestro Marcinem Zdunikiem została zarejestrowana 26 lutego 2026 roku.

Z niecierpliwością czekamy na jutrzejsze wydarzenie w Filharmonii Podkarpackiej. Jednym z utworów będzie Koncert wiolonczelowy e-moll op. 85 Edwarda Elgara – dzieło, które bardzo dawno nie było w naszej Filharmonii wykonywane. Mówi się, że jest ono bardzo trudne zarówno dla solisty jak i orkiestry.

         Nawet pan Jacek Rogala podkreślił, że Orkiestra Filharmonii Podkarpackiej dawno tego utworu nie grała. Na świecie jest on często wykonywany, bo to jeden z najbardziej reprezentacyjnych, a może nawet najlepszy utwór Elgara obok słynnych Wariacji Enigma. Brytyjczycy szczycą się tym koncertem szczególnie i wykonują go przy wszystkich nadarzających się okazjach.

         Jest to bardzo piękna osobista kompozycja, Ciekawa jest historia tematu głównego w pierwszej części, który podobno przyśnił się Elgarowi w momencie gdy leżał po operacji w szpitalu, i kiedy się przebudził, poprosił o ołówek i kartkę papieru, aby ten temat zanotować.

         Jest to utwór szczególny, bardzo narracyjny, epicki, tworzący od początku do końca jedną wielką opowieść. Dlatego chociaż podział na części istnieje, to jest on przez Elgara ukryty. Nie ma przerw pomiędzy częściami, chociaż wyraźnie pierwsza część jest połączona z drugą, a trzecia z czwartą. Jedynie po drugiej, bardzo energicznej, żartobliwej części, następuje uduchowione Adagio i jest moment na wyciszenie.

Wykonując Koncert wiolonczelowy e-moll Elgara solista, dyrygent i orkiestra muszę ze sobą ściśle współpracować.

         Tak, ponieważ jest dużo dowolności w zakresie tempa. Jest dużo miejsc gdzie trzeba zwolnić, przyspieszyć, albo grać ad libitum i bez tego trójstronnego kontaktu (orkiestra, solista, dyrygent) wykonanie się nie uda.

Myślę, że ta współpraca przebiegała harmonijnie.

       To prawda. Muzycy Orkiestry Filharmonii Podkarpackiej grają bardzo pięknie, znakomicie reagowali na wszystko co proponowaliśmy z dyrygentem, a także sami zaproponowali pewne rozwiązania. Nad wszystkim czuwa Jacek Rogala i dlatego wszyscy jesteśmy zadowoleni.      Koncert jest oczywiście wyjątkowym spotkaniem ze słuchaczami, wyjątkowym świętem, ale cieszę się także na każdą próbę.

Pamiętam wspaniały koncert, który odbył się w Sali Wydziału Muzyki UR na finał Rzeszowskiej Jesieni Muzycznej w październiku  2024 roku. Jego  wykonawcami byli: Szymon Nehring – fortepian, Jakub Jakowicz – skrzypce, Marcin Zdunik – wiolonczela. Program wypełniły wspaniałe utwory: Trio B-dur „Arcyksiążęce” op. 97 Beethovena, Trio fortepianowe C-dur op. 87  Brahmsa i prawykonanie Pana Tria fortepianowego.
Publiczność przyjęła Was entuzjastycznie.

        Ja także często wspominam ten wyjątkowy wieczór i gorące przyjęcie przez publiczność.

Często występuje Pan jako kameralista?

         Gram dużo muzyki kameralnej. Repertuar kameralny jest bardzo bogaty i różnorodny. Cechuje go pewna intymność kontaktów między muzykami i intymność kontaktów muzyków ze słuchaczami. Jest coś unikalnego w koncercie kameralnym, czego nigdy się nie osiągnie w koncercie symfonicznym. Nigdy bym nie chciał zrezygnować z kameralistyki, podobnie jak z komponowania, bo są to dla mnie bardzo ważne przestrzenie działalności i spełniania się.

Marcin Zdunik RJM 2024 Koncert Nehring Jakowicz Zdunik 1Jakub Jakowicz - skrzypce, Szymon Nehring - fortepain, Marcin Zdunik - wiolonczela, koncert finałowy VIII Rzeszowskiej Jesieni Muzycznej, fot. SPMK

Przed tygodniem w Warszawie odbyło się prawykonanie kolejnego Pana dzieła.

        Prawie godzinny utwór zatytułowany Warsaw. Glimps  opisuje Warszawę. To moje rodzinne miasto, bardzo je kocham i jestem zachwycony jego różnorodnością.

         Wiele ludzi, którzy przyjechali do Warszawy i zamieszkali w niej na stałe, czuje się bardzo dobrze. Dzielnice mają różne charaktery. W niektórych panuje zgiełk szybkiego życia w wielkim mieście, można sobie znaleźć osiedle w pobliżu lasu, można zamieszkać obok parku, w starych kamienicach lub w nowoczesnych apartamentach. Jest w Warszawie także mnóstwo cudownych klubów muzycznych. Są rozmaite centra muzyki klubowej, jazzowej… Zewsząd można czerpać inspiracje.

         Moje inspiracje „opisałem” w tym utworze. Odbyło się prawykonanie i jeszcze jeden koncert. Zostały one nagrane i zmieszczone będą w Internecie.  Mam nadzieję, że będzie możliwość wykonywania tego utworu na kolejnych koncertach.

          Skomponowałem Warsaw. Glimps na duży skład kameralny: trzy instrumenty dęte (flet, klarnet i waltornia), skrzypce, wiolonczelę i kontrabas. Na skrzypcach grał jako prymariusz Jakub Jakowicz oraz dwoje perkusistów, w tym Miłosz Pękala, który jest Rzeszowianinem. Moja małżonka Żaneta Sławińska wykonała partię wokalną opartą na poezji Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, który osiedlił się w Warszawie i zakochał się w niej.  

Komponuje Pan z potrzeby serca czy na zamówienie.

        Nie żyję z komponowania, zajmuję się przede wszystkim wykonawstwem i pedagogiką. Piszę wyłącznie z potrzeby serca, natomiast koleje losu doprowadziły do tego, że mam sporo zamówień, które są niezwykle motywującym czynnikiem. Za miesiąc mam premierę swojego Oratorium pasyjnego na podstawie Gorzkich żali, na dwa chóry i orkiestrę. Zaplanowane są dwa koncerty, a nagranie będzie emitowane później w TVP Kultura.  Napisanie takiego utworu wymaga ogromnego zaangażowania i wielotygodniowej pracy.

        Zazwyczaj ciężko jest tak się zmotywować, żeby codziennie wygospodarować kilka godzin na komponowanie. Kiedy jest zamówienie, zaplanowane prawykonanie, zabezpieczone fundusze to trzeba usiąść i pisać. Ten deadline jest czynnikiem niezwykle motywującym. Przyznam, że pod wpływem presji czasu mam lepsze pomysły, działam szybciej i bardziej intuicyjnie. Muzyka wtedy płynie bardziej z serca.

Wiem, że ma Pan dar improwizacji. Czy często go Pan wykorzystuje?

        Owszem, nawet gram całe recitale solowe improwizowane. Czasami komentując różne utwory, a często są to moje improwizacje. Improwizacja może być: na temat, w konkretnym stylu, albo może być nowym utworem. Improwizowanie zawsze sprawiało mi wielką radość. To jest wielka frajda.

Przy tak różnorodnej działalności artystycznej trzeba wszystko dokładnie planować i realizować. Jak wyglądają najbliższe plany koncertowe?

        Za dwa tygodnie wystąpię z  Koncertem e-moll  Elgara  w Kielcach, później odbędzie się wspomniane Oratorium pasyjne, w którym także  biorę udział jako wykonawca, w Słupsku będę grał Wariacje na temat Rokoko Czajkowskiego, z Koncertem wiolonczelowym Elgara wystąpię w Jeleniej Górze. Mam dość dużo planów na koncerty symfoniczne w najbliższych miesiącach.

Dokonał Pan wielu nagrań płytowych. Z tych starszych pamiętam krążek zarejestrowany z orkiestrą pod batutą Jana Staniendy. Były nagrody i wyróżnienia.

       Wspomniała pani o mojej pierwszej płycie, która ukazała się w 2009 roku. Ciekawa płyta została nagrana z Filharmonią Narodową pod dyrekcją Andrzeja Boreyki z  polskimi koncertami wiolonczelowymi: Grażyny Bacewicz, Miłosza Magina, Aleksandra Tansmana i Henryka Jabłońskiego. Utrwaliliśmy dzieła kameralne Chopina z Szymonem Nehringiem i Ryszardem Groblewskim. Bardzo ważną dla mnie płytę nagraliśmy z chórem „Camerata Silesia” z utworami na chór i wiolonczelę. Otrzymałem cztery Fryderyki jako solista i były też Fryderyki za płyty, na których byłem jednym z wielu wykonawców. Te nagrody są dowodem na to, że środowisko muzyczne docenia moją działalność i jest to powód do satysfakcji, ale największą radością jest głos wzruszonego słuchacza.

W repertuarze ma Pan zarówno utwory minionych epok od renesansu poczynając, aż po utwory powstające aktualnie. Myślę, że w przygotowaniach bardzo pomocne są studia w Instytucie Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego.

        Były one bardzo kształcące, poszerzyły mój horyzont patrzenia na sztukę, dały mi mnóstwo wiedzy kontekstualnej i spowodowały, że mam poczucie świadomego poruszania się po przebogatym świecie muzyki.

        Polecam je również moim studentom i w mojej klasie są osoby studiujące dodatkowo muzykologię. Uważam, że jest to ważne uzupełnienie w działalności instrumentalisty.

Prowadzi Pan klasy wiolonczeli w Akademii Muzycznej w Gdańsku i w Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Wiąże się to z systematyczną obecnością w tych uczelniach. Nie jest to proste przy tak intensywnej działalności artystycznej.

        Te wszystkie przestrzenie się w moim życiu wzajemnie dopełniają i pomagają sobie. Działalność wykonawcy pomaga mi w komponowaniu. Na przykład znajomość możliwości wydobycia dźwięku, wiedza o procesie instrumentacji wynikają z mojej działalności wykonawczej. Z kolei moja działalność w zakresie komponowania pozwala mi często spojrzeć zupełnie inaczej na utwory innych kompozytorów, które gram, bo patrzę na nie z większą świadomością tego, w jaki sposób zostały „uszyte”.

        Podobnie działalność pedagogiczna często pomaga mi w działalności wykonawczej, a działalność wykonawcza pomaga mi w pedagogice. To wzajemnie się uzupełnia i dzięki temu można to wszystko pogodzić. Wymaga to świetnej organizacji.

Zdunik Marcin 2026 koncert w RzeszowieMarcin Zdunik - wiolonczela, koncert w Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie 27 lutego 2026 roku, fot. arch. Filharmonii Podkarpackiej

Dla każdego koncertującego instrumentalisty bardzo ważny jest dobry instrument. Gra Pan na wymarzonej wiolonczeli?

       Aktualnie gram na bardzo pięknym, wypożyczonym instrumencie, który został zbudowany w 1800 roku przez lutnika w Południowym Tyrolu i ma cechy dobrego, starego instrumentu włoskiego. Gra na nim daje mi mnóstwo radości i satysfakcji.

Grałem na różnych instrumentach m.in. przez wiele lat były to piękne, nowe wiolonczele zbudowane przez wybitnego polskiego lutnika Wojciecha Topę. Później przez kilka lat grałem na 100-letnim instrumencie niemieckim.

Instrument jest ważnym partnerem w tym co robię. Dużo ważniejszymi partnerami w mojej działalności są ludzie oraz moja wyobraźnia w zakresie kompozycji i w zakresie tworzenia nowych konceptów muzycznych. Wokół tego koncentruję swoje starania. Upatruję największego potencjału przede wszystkim w ludziach. Czerpanie inspiracji od ludzi daje najwięcej możliwości rozwoju i inspiracji.

Wiolonczela jest pięknym, śpiewającym instrumentem naśladującym głos ludzki.

        Za to jest tak ceniona. Nie bez przyczyny w muzyce symfonicznej wiele śpiewnych tematów powierzanych jest wiolonczeli. Bardzo często pieśni pisane na głos i fortepian, transkrybowane są przez wiolonczelistów, i znakomicie się sprawdzają, kiedy partię wokalną wykonujemy na wiolonczeli. 

Ten instrument ma również potężne możliwości wykonawcze, których w  standardowym repertuarze nie wykorzystujemy. Ma ogromne możliwości modulacji barwowej. Ja to często wykorzystuję w procesie improwizowania. Na wiolonczeli można tworzyć przeróżne brzmienia używając technik barwowych, flażoletowych, perkusyjnych… Można też imitować na wiolonczeli różne instrumenty.

Z całą pewnością nie zamieniłbym wiolonczeli na inny instrument.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

     Ja również bardzo dziękuję.

 

Chcę się w kilku zdaniach podzielić wrażeniami z całego wieczoru.

Urokliwe pełne zadumy Dwie melodie elegijne op. 34 Edwarda. Griega, w wykonaniu  Orkiestry Filharmonii Podkarpackiej pod batutą Jacka Rogali, oraz epicki, chwilami dramatyczny, ale też bardzo piękny i śpiewny, Koncert wiolonczelowy e-moll op. 85 Edwarda  Elgara, wypełniły pierwszą część koncertu. Partie solowe wspaniale wykonał Marcin Zdunik. Grał na starym instrumencie zbudowanym przez lutnika z Południowego Tyrolu. Wiolonczela „śpiewała” pod palcami mistrza zarówno w ekspresyjnych jak i głębokich, ciepłych fragmentach. Słychać i widać było, że gra na niej dawała mu radość i satysfakcję. Przez cały czas solista prowadził dialog z zespołem. Utwór został entuzjastycznie przyjęty przez publiczność. Dziękując dwiema własnymi improwizacjami Marcin Zdunik potwierdził, że jest wybitnym wirtuozem i kompozytorem.

Drugą część koncertu wypełniła po raz pierwszy wykonana w Rzeszowie tragikomiczna suita Siedem grzechów głównych Joanny Wnuk-Nazarowej.

Kompozytorka, poproszona o przybliżenie idei dzieła, opowiedziała między innymi: „Do napisania utworu skłoniło mnie zamówienie pana Jacka Rogali, dyrektora Filharmonii Świętokrzyskiej. Premierowe wykonanie odbyło się dwa lata temu w tejże Filharmonii. Od początku przyświecała mi myśl aby użyć starodawnych nazw grzechów, które były bardzo konkretne, soczyste i wyraźne.

Dziękuję muzykom Filharmonii Podkarpackiej za to, że chcą grać moje utwory, bo to „trzecie życie”, które mi Pan Bóg dał, zajmuje mi wyłącznie komponowanie i spotkania z muzykami oraz z publicznością. Nie chowam kompozycji do szuflady, nie czekam kiedy ktoś je wykona tylko mam zamówienia.” 

Z wielką uwagą publiczność wysłuchała niezwykle barwnej, pełnej różnorodnych rytmów i nastrojów postimpresjonistycznej suity na wielką orkiestrę symfoniczną. Blasków i kolorów dodawały ciekawie skomponowane partie instrumentów perkusyjnych i nietypowo wykorzystywane brzmienia dętych. Na wyobraźnię oddziaływały również pojawiające się na ekranie, wzorowane na malowidłach z okresu renesansu, obrazy. Pychę ilustrowała muzyka pełna dynamicznych kontrastów, Chciwość kojarzyła się ze Skąpcem Moliera, a w Obżarstwie rozbrzmiewały fragmenty dawnych pieśni biesiadnych (m.in. angielska, niemiecka i polska). W większości części pojawiały się też elementy wywołujące uśmiech. Trochę inne pod tym względem okazało się kończące suitę Lenistwo. Rodzące się tematy nie były rozwijane – tak, jakby nikomu nie chciało się pracować.  Orkiestra precyzyjnie reagowała na każdy gest batuty. Po zakończeniu Siedmiu grzechów głównych długo trwały oklaski  dla kompozytorki, orkiestry i dyrygenta.

Zofia Stopińska

Wszelkie prawa zastrzeżone. Udostępnianie, wykorzystywanie, kopiowanie jakichkolwiek materiałów znajdujących się na tej stronie bez zezwolenia zabronione.
Copyright by KLASYKA NA PODKARPACIU | Created by Studio Nexim | www.nexim.net