Wydrukuj tę stronę
O marzeniach, pasjach, muzyce i przyjaźni
Mirosław Dymon - akordeonista i pedagog, dr hab. prof. UR fot. z albumu M. Dymona

O marzeniach, pasjach, muzyce i przyjaźni

       W cyklu rozmów z artystami muzykami pochodzącymi z Podkarpacia zapraszam Państwa na spotkanie z dr hab., prof. UR Mirosławem Dymonem.
       To wszechstronnie wykształcony artysta, którego znam i podziwiam od wielu lat. Miał wiele zawodowych planów: najpierw zamierzał studiować medycynę, ale zmienił zdanie i kontynuował naukę gry na akordeonie w akademii muzycznej. Później rozwijał swoje zainteresowania z zakresu psychologii, muzykoterapii, teorii muzyki i pedagogiki.                                   Dotychczasowy dorobek naukowo-badawczy obejmuje szereg publikacji naukowych, w tym ponad 80 artykułów, z czego 26 opublikowano za granicą, oraz dwie monografie. W 1986 roku pan Mirosław Dymon rozpoczął pracę w Katedrze Wychowania Muzycznego Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie (obecnie Wydział Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego) jako asystent, a później był adiunktem, dziekanem, dyrektorem Instytutu Muzyki.
      Bardzo się cieszę, że mogłam porozmawiać z prof. Mirosław Dymon o jego pasjach i wyborach. To bardzo ciekawa historia.

Od lat związany jest Pan z Rzeszowem, a trwa to od rozpoczęcia nauki w Szkole Muzycznej II stopnia przy ulicy Chopina w Rzeszowie.

        Tak, od tego czasu jestem związany z Rzeszowem, bo wówczas zdecydowałem się kontynuować naukę gry na akordeonie u wspaniałego pedagoga doc. Krzysztofa Milczanowskiego, któremu zawdzięczam fakt, że zostałem muzykiem. Równolegle uczyłem się w wymagającym bardzo I Liceum Ogólnokształcącym w Rzeszowie. Początkowo myślałem, że zostanę tak jak tato lekarzem. Zagłębiając się coraz bardziej w muzykę dzięki wspaniałym nauczycielom takim profesorom jak: Krzysztof Milczanowski, Urszula Biskupska, Izabela Pajdakowa, Małgorzata Gajewska, którzy wycisnęli na mnie ogromne piętno i sprawili, że chodziłem do szkoły muzycznej z wielką radością. Miałem ponadprzeciętne zdolności i nauka nie sprawiała mi trudności. Do południa spędzałem czas na lekcjach w liceum w klasie o profilu biologiczno-chemicznym, a po południu w szkole muzycznej oraz na ćwiczeniu. W tej samej klasie w liceum uczyła się moja żona.
       Pod koniec nauki w liceum trzeba było zdecydować co dalej. Wybrałem studia muzyczne. Nauka w szkole muzycznej II stopnia trwała 5 lat, po maturze pozostał mi rok do ukończenia nauki. Dlatego postanowiłem przed studiami ukończyć szkołę muzyczną i w tym czasie coraz bardziej zaczęła mnie interesować muzyka.

Kontynuował Pan studia w klasie akordeonu doc. Krzysztofa Milczanowskiego na Wydziale Instrumentalnym Akademii Muzycznej w Krakowie, ale wkrótce po ich ukończeniu rozpoczął Pan kolejne studia na Wydziale Filozoficzno – Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.

       Zawsze marzyłem o mariażu: muzyki, sztuki i nauki. Przez całe dorosłe życie działałem dwukierunkowo: z bardzo dobrym wynikiem ukończyłem studia w Akademii Muzycznej w Krakowie, doktorat w UJ w zakresie psychologii muzyki, wyróżniony przez komisję doktorską możliwością zewnętrznej publikacji, później celująco ukończyłem Studia Podyplomowe w zakresie muzykoterapii w Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu. W 2011 roku uzyskałem stopień doktora habilitowanego w zakresie teorii muzyki i pedagogiki na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Ostravskiego. W tym czasie w Polsce trudno było znaleźć interdyscyplinarną dziedzinę łączącą sferę nauki i sztuki, i stąd wybór Ostravy.

Dymon Mirosław Dymon z akordeonem 800Mirosław Dymon - akordeon, fot. z albumu Artysty

Warto wspomnieć, że w klasie akordeonu prof. Krzysztofa Milczanowskiego w Szkole Muzycznej II stopnia w Rzeszowie, a później podczas studiów w Krakowie studiowali bardzo zdolni młodzi akordeoniści z Podkarpacia.

       W tym samym czasie grę na akordeonie zgłębiali: wirtuoz akordeonu Paweł Paluch, Leszek Teper, Jurek Kołodziej, Bogusław Sękowski, wszyscy ze Szkoły Muzycznej II stopnia przy ulicy Chopina w Rzeszowie. Byliśmy bardzo zaprzyjaźnieni i trzymaliśmy się razem.
Wymiarem tej naszej przyjaźni był działający w latach 1983 – 1987 kwintet akordeonowy „Sonores V”. Jako student zostałem zaproszony do tego zespołu. Szefem był doc. Krzysztof Milczanowski. Podczas czterech lat działalności daliśmy ponad 100 koncertów , w większości na terenie obecnych województw: podkarpackiego, małopolskiego i lubelskiego. Graliśmy oryginalne kompozycje na akordeon, transkrypcje i opracowania popularnych utworów z różnych epok.
       Wielką popularnością cieszył się w tym czasie Kwintet Warszawski, który założył i przez wiele lat prowadził prof. Lech Puchnowski, akordeonista i pedagoga zwany „twórcą polskiej akordeonistyki”.
Pamiętam koncert tego zespołu w Rzeszowie kiedy z „otwartymi buziami” słuchaliśmy fantastycznego koncertu. To także wpłynęło na moją decyzję kontynuowania studiów w zakresie gry na akordeonie.

Pamiętam czasy jak uczyliście się w szkole II stopnia, braliście udział w różnych konkursach i konkurowaliście ze sobą, ale także wspieraliście się, trzymaliście kciuki za kolegów.

      Oczywiście, że była rywalizacja, ale w dobrym sensie tego słowa. Dostęp do wydawnictw nutowych, a szczególnie nowych kompozycji był bardzo ograniczony. Podczas każdego konkursu wymienialiśmy różnego rodzaju doświadczenia i przede wszystkim nuty. Zawsze wracaliśmy z nowymi utworami lub opracowaniami i powoli nasz repertuar stawał się coraz bogatszy. Zawsze także wiele się uczyliśmy i mieliśmy ambicje, aby dorównać najlepszym akordeonistom.
       Każdy wyjazd na konkurs wymagał wielu przygotowań i zabiegów. Trzeba było przejść przez różne sita eliminacyjne. Dzisiaj bierze się paszport i jedzie się na konkurs. Wtedy ilość uczestników czy zespołów z danego kraju była ograniczona, a wszystkie sprawy proceduralne były bardzo skomplikowane i trudne. Zawsze jednak najważniejsza była muzyka.
Mnie zawsze najbardziej inspirowała gra w zespole.
       Wspominając w gronie kolegów lata nauki w Rzeszowie, mówiliśmy o rzeszowskiej szkole akordeonowej, która wyróżniała się szczególnie artykulacją. Nasz profesor Krzysztof Milczanowski w pewnym okresie był także pianistą i to była artykulacja pianistyczno-akordeonowa, a wzbogacona wskazówkami prof. Puchowskiego sprawiała, że razem oddychaliśmy, razem rozpoczynaliśmy, rozwijaliśmy i kończyliśmy każdy dźwięk. To były podstawy naszej szkoły.

Długie poszukiwania i interdyscyplinarne studia były Panu bardzo potrzebne.

       Pod kątem naukowym, psychologicznym, interesowało mnie wszystko co dotyczy zdolności muzycznych, pamięci muzycznej, tremy i stąd zainteresowania procesem twórczym. Literatura na ten temat jest bogata głównie dzięki publikacjom Joya Paula Guilforda, amerykańskiego psychologa i pedagoga, a w Polsce Prof. dr hab. Edwarda Nęcki (promotora moje pracy doktorskiej) oraz prof. dr hab. Marii Manturzewskiej, z którą współpracowałem już jako młody naukowiec. To generalnie dzięki Nim mój rozwój w dziedzinie psychologii był coraz głębszy i wyznaczył drogę dla moich twórczych poszukiwań, których wspólnym mianownikiem stała się psychologia i muzyka. Ogromnie mnie to zafascynowało, bo jako pedagog wykorzystuję tę wiedzę psychologiczną , która jest bardzo pomocna podczas właściwego kształtowania artystycznej osobowości każdego muzyka. Stąd psychologia twórczości, a później muzykoterapia.
        Susanne Langner twierdzi, że „muzyka to dźwiękowy obszar uczuć człowieka” i to jest prawda, bo niektórzy muzycy bardziej preferują przedstawienie emocji muzyką niż słowem. Ja też często wolę moje stany emocjonalne opowiedzieć za pomocą muzyki. Muzyka jest uniwersalnym międzynarodowym językiem, chociaż bardzo ważny jest również kontekst jej występowania i specyficzne uwarunkowania.
Muzycy potrafią się porozumiewać nawet nie znając dobrze języków, którymi się porozumiewają.

Dymon Kwintet akordeonowy zdjęcie 2 800Podkarpacki Kwintet Akordeonowy "Ambitus V” , fot. z albumu M. Dymona

Jak Pan wspomniał, podczas studiów wielkim powodzeniem cieszył się kwintet akordeonowy „Sonores V”, a 20 lat temu w Instytucie Muzyki z inicjatywy Pana i Pawła Palucha powstał Podkarpacki Kwintet Akordeonowy „Ambitus V”. Panowie są pracownikami naukowo – artystycznymi Wydziału Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego, a pozostali członkowie zespołu to wasi wychowankowie.

       Miłość do muzyki kameralnej pozostała i pragnęliśmy rozwijać się artystycznie. Pomysł stworzenia kwintetu akordeonowego powstał podczas spotkania z Pawłem Paluchem w restauracji „Prohibicja” w Rynku w Rzeszowie, której właścicielami byli trzej znani artyści.
W miejsce „Sonores V” powstał „Ambitus V”. Zapaliliśmy się do tego projektu i pomyśleliśmy o trzech naszych wychowankach Mariuszu Siuście, Tomku Blicharzu i Michale Stefaniku. Są absolwentami Akademii Muzycznej w Katowicach i Wydziału Edukacji w Uniwersytecie Rzeszowskim.
Przyjęli nasze propozycje z radością i zaczęliśmy wspólnie pracować.
       Z pierwszym koncertem wystąpiliśmy w Letnim Pałacu Lubomirskich przy ul. Dekerta w Rzeszowie zostaliśmy gorąco przyjęci przez publiczność.
Początkowo wzorowaliśmy się na opracowaniach Kwintetu Warszawskiego.

        Kwintet Warszawski nadal działa, ale tworzą go już inni artyści, a „Ambitus V” występuje przez cały czas w tym samym składzie.
Nasz kwintet powstał w 2005 roku i świętujemy 20-lecie. Pierwszy koncert w ramach naszego jubileuszu odbył się w Filharmonii Podkarpackiej. Cieszymy się, że podczas tego wieczoru połączona została (nauka – medycyna) z muzyką i zapoczątkowaliśmy nowy cykl o nazwie AWF – „Akademicy” w Filharmonii. Koncert kwintetu „Ambitus V” stanowił ramy wykładu prof. dr hab. nauk medycznych Artura Mazura, który mówił o związkach medycyny z muzyką. Pierwszą część naszego występu wypełniła muzyka klasyczna, a na zakończenie zabrzmiały tanga Astora Piazzolli i polskich kompozytorów. Mamy plany na następne jubileuszowe koncerty i będziemy je realizować.
         Chcemy, aby wzorem naszego jubileuszu 15-lecia zaprosić naszych wychowanków: prof. Grzegorza Stopę, który działa w środowisku akademickim w Wiedniu, Pawła Sławińskiego, który niedawno obronił doktorat w Akademii Muzycznej w Poznaniu, doktorantkę Wydziału Muzyki UR Weronikę Surę. Myślę, że przyjadą z instrumentami i także wystąpią.
Będzie okazja do szerokiego spojrzenia na to, co udało się osiągnąć w tych 20. latach.
        Skład naszego kwintetu jest ten sam, ale zdarza się, że czasem ktoś z nas z ważnych powodów nie może wystąpić, to zastępują ich młodsi wychowankowie z klas Pawła Palucha i mojej.

W ostatnich dwóch dekadach bardzo wzbogaciła się literatura na akordeon. Najlepszym dowodem jest repertuar, który proponuje „Ambitus V”.

       To prawda i myślę, że nadal będą w naszych koncertach nowości, bo mamy dużo kontaktów z kompozytorami, którzy piszą na akordeon. Jednym z nich jest działający w rzeszowskim środowisku Dominik Lasota. To bardzo zdolny kompozytor młodszego pokolenia i świetny aranżer. Napisał dla nas „Suitę Rzeszowską” i obiecał, że jeszcze coś dla nas skomponuje.
         Dodatkowo gramy jeszcze solistycznie i staramy się pokazać akordeon w innym anturażu , czego dowodem są płyty „Kamizelka” i „Emily”, czy „Muzyka z tysiąca i jednej nocy” oraz „Metamorfozy”. Niedawno byliśmy na tournée dzięki grantowi po zdobyciu I miejsca w projekcie. Koncertowaliśmy w Rumunii, Słowacji i na Węgrzech.
Dzięki takim działaniom Rzeszów jest promowany nie tylko w Polsce, ale również za granicą.

 Dymon koncert. w Filharmonii Kwintet 800Podkarpacki Kwintet Akordeonowy "Ambitus V" podczas koncertu jubileuszowego w Filharmonii Podkarpackiej, fot. z albumu M. Dymona

Zapraszają Was także ośrodki organizujące życie muzyczne na Podkarpaciu. Niedawno byliście w Jarosławiu i Przemyślu.

        Dokładnie, 18.12.2025 odbyła się promocja płyty „Ozura” z inspiracji dr Macieja Kieryła, anastezjologa – muzykoterapeuty, twórcy Mobilnej Rekreacji Muzycznej, która od blisko 30. lat jest wykorzystywana w szpitalach i ośrodkach prowadzących terapię.
Ozura to jest skrót kilku słów, określających takie stany jak: odreagowanie, zrytmizowanie, uwrażliwienie, relaksacja i aktywizacja. Pan dr Maciej Kierył wyobraził sobie, że to wszystko można przedstawić muzycznie. Podchwyciliśmy ten projekt w muzycznym sensie. Działający w rzeszowskim środowisku dr Dominik Lasota skomponował znakomity utwór na niekonwencjonalny skład 9-ciu instrumentów: akordeon, flet, fortepian, gitara, kwartet smyczkowy wibrafon. Odległe dla nas barwy instrumentów brzmią świetnie. Dyrygował prof. Sławek Wróblewski z Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie. Państwo ocenią te brzmienia najlepiej sięgając po płytę. Prawykonanie odbyło się w Przemyskim Centrum Kultury i Nauki ZAMEK. Recenzował płytę dr Maciej Kierył, który był inspiratorem, a po wysłuchaniu utworu mile zaskoczony i uradowany.
Proponował, żeby go odwiedzić i omówić następne projekty.
       Okazuje się, że muzyka może być katalizatorem umożliwiającym pewnego rodzaju pozytywny bilans odpowiadający za równowagę emocjonalną, swoistą homeostazę organizmu.

Jest duże zainteresowanie takimi projektami, a działalność artystyczna i naukowa są naczyniami połączonymi.

        Chciałbym bardzo dbać o to, żeby jak najczęściej spotykać się z publicznością. Wszystko co dotyczy emocji jest bardzo ważne. Zarówno twórcy, wykonawcy oraz publiczność potrzebują naturalnego kontaktu z odbiorcami. Sam bardzo lubię słuchać muzyki na koncertach, na żywo. Oczywiście nagrania na płytach są świetne, ale dla mnie wyjście na koncert jest świętem.
       Myślę, że gdyby ludzie słuchali więcej muzyki to świat byłby lepszy.
Kiedyś Jerzy Waldorf powiedział, że „muzyka łagodzi obyczaje” i tak jest, ale „łagodzi” też emocje.

Fundamentem zespołowego działania są dobra atmosfera i przyjaźń.

       To jest bardzo ważne. Chcę powiedzieć o przyjaźni i współpracy z Pawłem Paluchem, który jest moim najbliższym kolegą. Spotykamy się na różnej niwie i znamy się co najmniej od 30. lat.
        W czasie nauki w Szkole Muzycznej II stopnia w Rzeszowie spotykaliśmy się kilka razy w tygodniu na zajęciach z: kształcenia słuchu, historii muzyki, form muzycznych, harmonii… Pamiętam, że na kształceniu słuchu prowadzonym przez panią Urszulę Biskupską byliśmy wyróżniającymi się uczniami i bardzo nas to zbliżyło do siebie. Pani Biskupska potrafiła motywować dobrych uczniów i dlatego stworzyła dla nas specjalną grupę.            Oprócz Pawła Palucha i mnie w tej grupie byli m.in.: Zbyszek Jakubek, Zdzisek Szymczyk, Jarek Pelc… To nam bardzo pomagało w opracowywaniu i słyszeniu utworów oraz w interpretacji. Aby grać piękne dźwięki, muzyk musi je słyszeć. Dużo nad tym pracowaliśmy, a często nawet robiliśmy sobie różne psikusy. Nigdy nie było nudno.
        Nawet zabawialiśmy się podczas spacerów czy podróży autobusem i słysząc różne dźwięki padały pytania – jaki to dźwięk? Coraz bardziej otwieraliśmy się na świat „słuchowy” i przede wszystkim ciągle kształciliśmy słuch.

W ten sposób nasza rozmowa zatoczyła koło – rozpoczęła się od czasów Szkoły Muzycznej II stopnia i powróciliśmy do tych lat na zakończenie. Pewnie te lata mają ogromny wpływ na wszystkich, którzy zdecydowali się na pracę pedagogiczną i z pewnością starają się aby uczniowie grali pięknym dźwiękiem, słuchali muzyki wykonywanej na żywo…

        Uczestnictwo w koncertach jest bardzo ważne, bo tworzy się wyjątkowa relacja pomiędzy wykonawcami i słuchaczami. Warto ciągle poszerzać zainteresowania muzyczne, bo to wpływa na emocjonalność człowieka, a słuchając dzieł wspaniałych kompozytorów próbujemy tej sfery „dotknąć”.

Z pewnością będziemy się spotykać na koncertach. Dziękuję poświęcony mi czas i rozmowę.

       Ja również bardzo dziękuję.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Udostępnianie, wykorzystywanie, kopiowanie jakichkolwiek materiałów znajdujących się na tej stronie bez zezwolenia zabronione.
Copyright by KLASYKA NA PODKARPACIU | Created by Studio Nexim | www.nexim.net