Kontemplacja i wzruszenie
Na pierwszym planie Iwona Lubowicz - sopran i Aneta Łukaszewicz - mezzosopran fot. Filharmonia Podkarpacka

Kontemplacja i wzruszenie


„Stabat Mater” G.B. Pergolesiego

          Cierpienie Matki Bożej pod krzyżem przy umierającym Synu Jezusie Chrystusie, to temat przejmującej sekwencji wprowadzonej przez kościół katolicki do liturgii, wykonywanej podczas Wielkiego Postu.
          „Stabat Mater dolorósa iuxta crucem lacrimósa, dum pendébat Filius” – „Stała Matka Boleściwa obok krzyża ledwo żywa, gdy na krzyżu wisiał Syn”. Ta jakże głęboka w swym wyrazie sekwencja, której autorstwo jest przypisywane włoskiemu franciszkaninowi Jacopone da Todi żyjącemu w XIII wieku, stała się inspiracją twórczą dla wielu kompozytorów, by wspomnieć takich mistrzów, jak J. de Près, G.P. da Palestrina, J. Haydn, G. Rossini, F. Schubert, K. Szymanowski czy K. Penderecki.
          Giovanni Battista Pergolesi (1710-1736) napisał „Stabat Mater” na zamówienie neapolitańskiego bractwa Cavalieri della Virgine dei Dolori. Miał 25 lat, gdy tworzył to dzieło. Kilka miesięcy potem zmarł na gruźlicę w wieku 26 lat.
          Czemu to dzieło, zwane także misterium scenicznym, określane jako najpopularniejsze „Stabat Mater” ostatnich trzech stuleci, napisane na skromny zespół wykonawczy, zyskało takie wielkie uznanie i żywą popularność? Wtedy, w latach 30. XVIII w., urzekało patosem i melodyjnością, głębią wyrazu, wpisując się zarazem w nurt przedklasyczny, a więc, po baroku, nowej epoki pełnej elegancji, wyrafinowanej prostoty, gracji, określanych stylem „galant”. Dzieło to, podobnie jak opera komiczna „La serva padrona” tego samego kompozytora, wyznaczało nowe drogi w muzyce religijnej i nie tylko. Obydwa utwory G.B. Pergolesiego do dziś zachwycają swoim niepowtarzalnym urokiem i ekspresją.
          Kontemplacja i wzruszenie... Z uwagą słuchałem „Stabat Mater” G.B. Pergolesiego 12 marca 2021 roku w naszej Filharmonii w świetnym wykonaniu Iwony Lubowicz – sopran i Anety Łukaszewicz – mezzosopran z towarzyszeniem naszej orkiestry pod dyrekcją Pawła Kosa-Nowickiego. Obie solistki z Polskiej Opery Królewskiej zachwyciły publiczność cudownym, anielskim brzmieniem idealnie zestrojonych głosów, precyzją wykonania, głębią wyrazu poruszającego wyobraźnię odbiorców i orkiestry, która starannie, z wyczuciem stylu, towarzyszyła natchnionym artystkom. A przecież pamiętam pierwsze wokalne kroki – od początku nadzwyczaj udane! – Iwony Leśniowskiej-Lubowicz pochodzącej z Kolbuszowej w Zespole Szkół Muzycznych nr 1 w Rzeszowie pod okiem nieodżałowanego pedagoga śpiewu solowego Anny Budzińskiej.
           Dobrze się stało, że nasza Filharmonia, jeszcze przed ostatnimi obostrzeniami pandemicznymi, zaznaczyła pięknym, wzruszającym koncertem głęboki czas Wielkiego Postu. Pełnym otuchy dopełnieniem koncertu stała się Symfonia G-dur nr 88 J. Haydna napisana w 1787 roku, pełna pogody i humoru, z bisowanym na końcu finałem w formie ronda, zapowiadającym koniec pandemii i wszystkich nieszczęść tego świata.

Andrzej Szypuła