Wyświetlenie artykułów z etykietą: relacje

Labirynty losu

„Tannhäuser” w Operze Krakowskiej

           Każde spotkanie ze sztuką Richarda Wagnera, twórcy takich dramatów muzycznych, jak „Pierścień Nibelunga”, „Tristan i Izolda” czy „Śpiewacy norymberscy”, jest zawsze wielkim świętem i głębokim przeżyciem. Tak też było i tym razem, kiedy to po premierze 9 czerwca 2016 roku, po raz ósmy w dniu 5 kwietnia 2019 roku, Opera Krakowska zaprezentowała to wspaniałe dzieło wyraźnie skupionej i nastawionej kontemplacyjnie publiczności. Czas Wielkiego Postu, filozoficzna warstwa programowa, wartość muzyczno-literacka dzieła skłaniały do refleksji głębokiej, duchowej natury.
           Labirynty losu... Niektórzy porównują Wagnera z Beethovenem, u którego motyw losu, zwłaszcza w Symfonii c-moll, pojawia się z wielką mocą. Niewątpliwie obaj mistrzowie wytyczyli nowe szlaki w twórczości kompozytorskiej, dali ożywczy promień światła i otwarli szeroko wrota na nowe prądy sztuki.
          Tytułowy Tannhäuser, w którego wcielił się dojrzały artysta Tomasz Kuk, poszukuje prawdy swojego istnienia. Porzuca radosny, pełen uciech boski świat bogini Wenus, którą w sposób nadzwyczajny, z wielkim talentem wokalnym i dramatycznym kreuje Monika Ledzion-Porczyńska (rozpoczynała edukację muzyczną w Rzeszowie), by powrócić do świata prawdziwego, nie pozbawionego cierpień, ale bliskiego ludzkiej naturze. Czeka na niego dawna ziemska miłość, Elżbieta, czyli Agnieszka Kuk i śpiewający na jego cześć przyjaciele z Wolframem na czele, którego kreuje Adam Szerszeń. „Niezmienność boskiego światła nagle wydaje się nie do pogodzenia z mrokami ludzkiego losu” – pisze w programie spektaklu Tadeusz Sławek.
          Tannhäuser w pokucie za grzechy szuka ukojenia swej udręczonej duszy. Udaje się do papieża do Rzymu, nie znajdując jednak zrozumienia. Zostaje sam. Albowiem wspomniane dzieło Wagnera jest opowieścią o indywidualnym, osobistym poszukiwaniu sensu istnienia, kreowania własnego losu, niezależnie od wszelkich idei, zorganizowanych struktur i schematów tego świata. A więc rzecz o wolności, która jest trudna, pełna wyboistych ścieżek i niebezpieczeństw, ale którą może warto podjąć, by ocalić swoje człowieczeństwo, mimo cierpień i niepokojów człowieczego ciała i duszy.
           Ta warstwa egzystencjalna dotyczy nas wszystkich. Reżyser Laco Adamik wraz z autorką scenografii i kostiumów Barbarą Kędzierską stworzyli misterium godne dramatu muzycznego oszczędnymi środkami scenicznymi, pozwalając muzyce na pełną kreację dramatyczną dość przecież skomplikowanej fabuły dzieła. Ta tajemnica dźwiękowej narracji pozostaje niespożytą siłą, energią i potęgą wyrazu nadającą sens istocie dramatu, w którym świadomość i dusza człowiecza rwie się do poznania świata ziemskiego i pozaziemskiego.
Albowiem, jak powiada Laco Adamik w wywiadzie Jacka Marczyńskiego pt. „Niespokojny duch Wagnera” zamieszczonym w programie spektaklu: „Dychotomia człowieka, który składa się ze szczęścia i nieszczęścia, z młodości i starości, z miłości i odrzucenia, przejawia się we wszystkich sferach naszej egzystencji.”
           Orkiestra Opery Krakowskiej pod wprawną ręką Tomasza Tokarczyka spisała się znakomicie. Soliści, a także chóry - dziecięcy i dorosły, balet, w trudnym spektaklu mogli czuć się swobodnie i bezpiecznie. Dzieło Wagnera zajaśniało pełnym blaskiem i głębią wyrazu.

Andrzej Szypuła

IV Międzynarodowy Konkurs Wokalistyki Operowej im. Adama Didura

          Zapraszam Państwa do przeczytania mojej relacji z IV Międzynarodowego Konkursu Wokalistyki Operowej im. Adama Didura, który odbył się od 31 marca do 7 kwietnia 2019 r., organizowany był przez Operę Śląską w Bytomiu we współpracy z Akademią Muzyczną im. K. Szymanowskiego w Katowicach, a kierownictwo nad jego organizacją i przebiegiem sprawował Łukasz Goik – Dyrektor Opery Śląskiej.
Patronat honorowy nad tym wydarzeniem objął Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda, a w komitecie honorowym byli: Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. dr hab. Piotr Gliński, Wojewoda Śląski, Jarosław Wieczorek, Marszałek Województwa Śląskiego Jakub Chełstowski, Prezydent Miasta Bytom – Mariusz Wołosz i Prezydent Miasta Katowice – Marcin Krupa.

          IV Międzynarodowy Konkurs Wokalistyki Operowej im. Adama Didura był wydarzeniem szczególnym i jubileuszowym, bowiem była to dziesiąta edycja w całej historii, a odbyła się dokładnie w czterdziestolecie powołania pierwszego Konkursu.
          Do tegorocznej edycji zakwalifikowało się 76 uczestników z 13 krajów, m.in. Chin, Brazylii, Australii, Libanu, Izraela, Rosji i Polski. Z powodzeniem uczestniczyło w nim dwoje świetnych, młodych artystów urodzonych na Podkarpaciu: sopranistka Paula Maciołek i baryton Paweł Trojak, który znalazł się wśród finalistów. Wszystkie informacje dotyczące Konkursu, jego przebiegu i zapis transmisji z II i III etapu znajdą Państwo na stronie www.adamdidur.com, natomiast w relacji przybliżymy tę imprezę wspólnie z jurorami, uczestnikami finału i reprezentującym organizatorów panem Łukaszem Goikiem – Dyrektorem Opery Śląskiej.

Jurorzy

Pan Wiesław Ochman – przewodniczący Jury, światowej sławy tenor, artysta-malarz i reżyser zaliczany do grona najwybitniejszych artystów operowych.

           Czy Pana zdaniem udział młodych śpiewaków w konkursach jest jedyną drogą na sceny teatrów operowych?
           - Konkursy są ważne dla młodych ludzi, żeby się pokazali, żeby się zaprezentowali, ale czy coś naprawdę w stu procentach z tego wynika? W teatrach operowych całego świata występują też śpiewacy, którzy raczej nie wygrywali konkursów, ale jest też taka grupa młodych artystów, którzy jeżdżą z jednego konkursu na drugi i śpiewają. To są tzw. śpiewacy konkursowi.

           Konkurs im. Adama Didura stawia wysoko poprzeczkę młodym śpiewakom.
           - Jest to faktycznie trudny Konkurs, ponieważ jest to par excellence konkurs operowy – muzyki operowej i głosów operowych. To nie jest taka prosta sprawa, bo trzeba się przebić przez orkiestrę, trzeba mieć odpowiednią nośność głosu, trzeba mieć świadomość muzyczną śpiewania w operze. Ten Konkurs jest także trudny dlatego, że w ostatnim etapie trzeba zaśpiewać jedną arię razem z aktorstwem i to jest bardzo trudne, bo wówczas najlepiej widzimy, jak wykonawca się porusza i wygląda na scenie, itd.

           Gdyby Pan był jedynym jurorem i sam decydował o wszystkich nagrodach, czy Pana werdykt byłby taki sam?
           - Oczywiście, dlatego, że są głosy, które nie podlegają jakiejkolwiek weryfikacji i myśmy o tym zdecydowali, a poza tym matematyka podpowiada pewne rzeczy. Przewodniczyłem w bardzo wielu konkursach i nigdy – niezależnie ilu było jurorów – czterech, pięciu, sześciu, nigdy nie było dokładnie tych samych ocen. To znaczy, że ktoś świetnie śpiewa i ma od wszystkich jurorów na przykład po 24 punkty, bo ktoś oceni go na 23, inni na 24, 25, 21, a różnice zależą od tego, jak juror pojmuje technikę śpiewu, bo my oceniamy całość występu: siłę głosu, energię, przekaz muzyczny i dykcję, a z dykcją bywają kłopoty.
           Gdybym oceniał sam, to przyznałbym te nagrody, które zostały przyznane przez wszystkich jurorów, może w finale znalazłaby się jeszcze śpiewaczka z Izraela, bo uważałem, że powinna znaleźć się w finale, ale to jest jedyna różnica.

prof. Izabela Kłosińska, znakomita sopranistka związana na stałe ze stołecznym Teatrem Wielkim, pedagog Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie.

          Wszyscy wokół podkreślają, że Międzynarodowy Konkurs Wokalistyki Operowej im. Adama Didura jest ważnym i trudnym konkursem.
          - To rzeczywiście bardzo ważny konkurs, ale chcę jeszcze podkreślić, że także bardzo trudny, bo oprócz tego, że trzeba przejść przez trzy etapy, to jeszcze w III etapie, kiedy odporność psychiczna i fizyczna uczestników jest mocno nadwerężona, to jeszcze trzeba się wykazać wspaniałą grą aktorską na scenie. W trzecim etapie uczestnicy występowali w dwóch blokach – rannym i wieczornym. Zauważyliśmy, że to bardzo duży wysiłek dla finalistów. Mobilizacja na tę wieczorną rundę w kostiumie i z orkiestrą była dużym wyzwaniem, a nie każdy ma doświadczenia ze sceną i był to dla nich egzamin. Rywalizacja była duża i do końca trwania konkursu wyczuwało się wielkie napięcie.

          Czy jurorzy byli zgodni w ocenach?
           - W większości tak. Każdy z nas siedział oddzielnie i punktował niezależnie. Zdarzało się, że występował student, którego pedagog zasiadał w jury, to pedagog nie punktował występu swojego studenta. W końcowej fazie Konkursu okazało się, że byliśmy bardzo zgodni i nie było dużych różnic w punktacji uczestników, a to na konkursach zdarza się rzadko. Pracowaliśmy bardzo spokojnie, merytorycznie, bez sensacji i pretensji. Oprócz nagród regulaminowych, mogliśmy przyznać sporo bardzo ciekawych nagród specjalnych, które pomogą młodym śpiewakom zaistnieć w tym zawodzie, a to jest dla nich bardzo ważne. Oby im to bardzo dobrze służyło.

           Obserwowałam wszystkie etapy i wszystko przebiegało zgodnie z wcześniej ustalonym planem.
           - Tak, bo wszystko było wspaniale zorganizowane, na medal. Organizatorzy wykazali się wielkim profesjonalizmem.

Małgorzata Walewska – mezzosopranistka, jedna z najbardziej uznanych polskich śpiewaczek operowych.

           Nie było okazji po spektaklu opery „Aida”, którym zainaugurowany został 31 marca IV Międzynarodowy Konkurs Wokalistyki Operowej im. Adama Didura, więc czynię to dopiero dzisiaj – bardzo dziękuję za wspaniałą kreację partii Amneris.
          - Bardzo dziękuję, to była dla mnie wielka przyjemność i chcę także podziękować, że państwo tak licznie przybyli.

           Wśród publiczności byli także wszyscy uczestnicy konkursu i pewnie świadomość tego wiązała się z pewnym obciążeniem.
          - Tak, było to wyzwanie, pewnego rodzaju weryfikacja, ponieważ nie można później wymagać czegoś, jak się samemu tego nie potrafi.
Oczywiście przychodzi pewien wiek, że do zawodu podchodzi się już teoretycznie, ale mam nadzieję, że w moim przypadku jeszcze mam trochę czasu i mogę jeszcze śpiewać na scenie.

          Udowodniła to Pani w niedzielę wspaniałym śpiewem i grą aktorską. Jestem zachwycona.
          - Udało się to także dlatego, że kocham tę rolę i każdy występ w „Aidzie” sprawia mi ogromną przyjemność.

          Co jest najtrudniejsze w pracy jurora?
          - Już samo siedzenie przez tyle godzin jest bardzo kłopotliwe, ale przez cały czas ma się jeszcze świadomość, że nie można nikomu zrobić krzywdy, nie można się zdekoncentrować, a także trzeba notować wszystkie szczegóły, bo czasami drobiazgi decydują o tym, kto jest pierwszy, a kto drugi i trzeba mieć argumenty, dlaczego postawiło się taką, a nie inną ocenę. Wszystko było transmitowane przez Internet i nagrane, można sobie odsłuchać każdy występ i to zobowiązuje.
           Poziom Konkursu był bardzo wysoki i pierwszy etap, który odbył się w pięknej auli Akademii Muzycznej w Katowicach, miał niestety pewne wady, gdyż akustyka tej Sali powodowała, że wszyscy byli świetni i trzeba się było dobrze zastanowić, kogo przepuścić do drugiego etapu. Limit mówił o 30 osobach, ale regulamin dopuszczał, że jurorzy mogą zakwalifikować więcej osób i zdecydowaliśmy na podstawie średniej punktów postawionych przez wszystkich jurorów, że dopuścimy 36 osób, wykorzystaliśmy ten limit do maksimum i jestem z tego bardzo zadowolona, ponieważ dopiero w akustyce teatru wszystko można był sprawdzić. Żałuję, że do kolejnego etapu nie przeszedł jeden z chińskich śpiewaków, który miał jasną tenorową barwę, pewność siebie i ja punktowałam go dosyć wysoko, ale myślę, że w finale znaleźli się wszyscy, na których nam zależało.
           Chciałabym także powiedzieć, że nikogo nie skrzywdziliśmy, ale nie można tak powiedzieć, bo wszyscy, którzy nie zostali dopuszczeni do kolejnych etapów, czują się skrzywdzeni.
           Żałuję także, że nie było czasu na spotkania z uczestnikami, bo można by było porozmawiać z uczestnikami na temat ich występów. Powinni znać dokładną opinię jurorów. Myślę, że jesteśmy to winni wszystkim, którzy nie zostali dopuszczeni do kolejnych etapów konkursu.Podczas takich rozmów można ich trochę podtrzymać na duchu, bo wtedy mieliby świadomość, że wcale nie byli źli, ale byli tacy, którzy byli lepsi.
To chyba jedyne, czego mi na tym Konkursie brakowało.

Finaliści IV Międzynarodowego Konkursu Wokalistyki Operowej im. Adama Didura

Marcelina Beucher – sopran, absolwentka Akademii Muzycznej im. K. Lipińskiego we Wrocławiu.

          Gratuluję Pani serdecznie III Nagrody i nagród specjalnych. Nagroda Prezydenta Miasta Bytom – Mariusza Wołosza, a przede wszystkim Nagroda Publiczności, najlepiej świadczą o tym, że jest Pani ceniona i kochana przez melomanów, którzy także śledzili przebieg Konkursu i postanowili Panią specjalnie uhonorować.
           - Bardzo się cieszę z tej nagrody, bo przyznała mi ją wspaniała publiczność. Dla mnie to bardzo ważna nagroda.

           Myślę, że udział w tym konkursie zaowocuje wieloma propozycjami, chociaż pewnie i tak Pani czas jest wypełniony pracą.
           - Mam trochę pracy i zdarzyło mi się sporo interesujących ról na scenie już zaśpiewać, ale bardzo się cieszę z Nagrody Dyrektora Generalnego Lwowskiej Opery Narodowej Wasyla Wowkuna, którą jest udział w spektaklu „Traviata” w sezonie artystycznym 2019/2020. Będzie to spełnienie marzenia o tym, aby zaśpiewać w rodzinnych stronach mojej babci, która pochodzi ze Stanisławowa.

          Kilka razy miałam przyjemność oklaskiwać Panią na scenie Opery Śląskiej i myślę, że znajomość akustyki tej sali dobrze wpłynęła na prezentacje w II i III etapie Konkursu.
          - Owszem, ale chcę podkreślić, że bardzo dobra atmosfera była w trakcie Konkursu. Wszyscy sobie pomagali, zewsząd płynęła dobra energia, współpracowaliśmy ze wspaniałymi dyrygentami i doświadczoną orkiestrą, a przede wszystkim bardzo dobra była organizacja. To wszystko powodowało, że nie mieliśmy żadnych stresów związanych z tym, co działo się wokół i mogliśmy się skupić wyłącznie na sprawach artystycznych: na współpracy z pianistą, z orkiestrą i dyrygentem oraz na swoim śpiewaniu. Ten Konkurs jest bardzo długi i trudny, a czekanie na kolejne wyniki wpływało także na przyśpieszone bicie serca, bo w kilka minut wiele się zmieniało w życiu uczestników. Mało jest konkursów takich jak ten, stricte operowych, a w ostatnim etapie śpiewa się trzy arie z towarzyszeniem orkiestry. Uważam, że jest to jeden z najważniejszych konkursów na świecie.

          Mam jeszcze do Pani prośbę o zawiadomienie nas o występach we Lwowie, bo z pewnością będą nimi zainteresowani czytelnicy „Klasyki na Podkarpaciu”, którzy często wybierają się do Lwowa na spektakle operowe.
           - Z pewnością przyślę informacje o terminie mojego pobytu i występów we Lwowie. Bardzo się cieszę na spotkania zarówno z ukraińską, jak i polską publicznością.

Szymon Mechliński – baryton, absolwent Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu.

           Gratuluję Panu udziału w Konkursie i w efekcie III nagrody oraz kilku ważnych nagród specjalnych.
           - Cieszę się, że otrzymałem III nagrodę ex aequo z Marceliną Beucher z Polski i Aleksandrą Rybakovą z Rosji, ale bardzo ważne są dla mnie wszystkie nagrody specjalne, bo one pozwolą, abym więcej zaczął śpiewać w Polsce, bo ostatnio występuję głównie za granicą.
           Bardzo się cieszę z nagrody dyrektora Teatru Wielkiego-Opery Narodowej, bo jest to zaproszenie do udziału w uroczystym, plenerowym koncercie, który odbędzie się 5 maja 2019 roku, w dniu urodzin Stanisława Moniuszki. Występ w tym koncercie będzie dla mnie wielkim zaszczytem.

           Czy podczas minionego tygodnia przeżywał Pan chwile niepokoju albo miał Pan jakieś problemy?
           - Miałem trochę problemów w I etapie, ponieważ byłem jeszcze trochę chory. Na ten konkurs przyjechałem razem z kolegą Sergeyem Kaydalovem, który otrzymał wyróżnienie, prosto z kontraktu w Operze w Lyonie we Francji, gdzie śpiewaliśmy w „Czarodziejce” Piotra Czajkowskiego i ostatni spektakl mieliśmy w niedzielę w ubiegłym tygodniu. Jedynie dzięki uprzejmości organizatorów, którzy pozwolili nam wystąpić w drugim dniu I etapu i wystąpić poza kolejnością, udało nam się wziąć udział w tym konkursie.

           Niedawno ukończył Pan Akademię Muzyczną w Poznaniu w klasie śpiewu prof. Iwony Kowalkowskiej.
           - To prawda, ale czas szybko biegnie i już minęły trzy lata od ukończenia studiów.

           Odziedziczył Pan dobre geny i głos po ojcu Jerzym Mechlińskim, który jest świetnym barytonem. Czy nie chciał Pan się uczyć u taty?
           - Dość długo uczyłem się u taty, ale pod koniec studiów musiałem przejść do klasy prof. Iwony Kowalkowskiej, bo mój tato był ciągle zajęty występami oraz pedagogiką i nie zdążył „zrobić” doktoratu, przez co musiał odejść z uczelni. Przez cały czas się jeszcze uczę i już czwarty rok jeżdżę na prywatne lekcje do prof. Giorgia Zancanaro.

           Kiedy i gdzie z najbliższym czasie usłyszą Pana polscy melomani?
           - Myślę, że to będzie wspomniany już koncert plenerowy 5 maja 2019 roku w Warszawie. Mam nadzieję, że uda mi się tak ustalić terminy występów we Francji, abym mógł zaśpiewać w Polsce w 200. rocznicę urodzin Stanisława Moniuszki.

Arkadiusz Jakus – bas, absolwent Akademii Muzycznej im. G. i K Bacewiczów w Łodzi.

           Rozmawiam z panem Arkadiuszem Jakusem, który otrzymał Nagrodę Prezydenta Rady Głównej Business Centre Club – Andrzeja Kubasiewicza, dla najlepszego basa Konkursu im. Adama Didura. Gratuluję serdecznie. Dobre głosy basowe są poszukiwane.
           - To prawda, jesteśmy najbardziej deficytowym „materiałem” na rynku operowym. Bardzo się cieszę, że zaszczycono mnie nagrodą specjalną dla najlepszego basa podczas Konkursu, którego patron był jednym z najwybitniejszych basów wszechczasów.

           Znaleźć się w finale IV Międzynarodowego Konkursu Wokalistyki Operowej im. Adama Didura nie było łatwo.
           - Ma pani rację, naprawdę było trudno, bo repertuar był wymagający i konkurencja ogromna, bowiem przyjechali na ten Konkurs wspaniali śpiewacy z całego świata. Trzeba było się bardzo dobrze przygotować i skupić w czasie trwania Konkursu, aby znaleźć się w finale. Bardzo się cieszę, że jestem w gronie finalistów.

           Byli tutaj w charakterze obserwatorów dyrektorzy teatrów operowych i placówek organizujących życie muzyczne w Polsce, może otrzyma Pan propozycje udziału w spektaklach i koncertach.
           - Mam taką nadzieję, aktualnie współpracuję z Teatrem Wielkim w Łodzi. Może w przyszłym sezonie będzie mnie można słuchać i oglądać na deskach tego Teatru, a ponieważ urodziłem się w Sandomierzu, mam także nadzieję na występy w rodzinnych stronach.

          Może udział w tym Konkursie i fakt, że śpiewa Pan podczas Finałowej Gali będzie dobrym początkiem współpracy z Operą Śląską.
           - Byłbym zaszczycony, bo świetnie się tutaj czułem podczas Konkursu. Od pierwszego dnia atmosfera jest wspaniała. Zarówno w Bytomiu, jak i w Katowicach, byliśmy ciepło przyjęci. Podziwiam organizatorów, bo wszystko było „dopięte na ostatni guzik”. IV Międzynarodowy Konkurs Wokalistyki Operowej będę bardzo miło wspominał i polecał młodszym kolegom udział w następnej edycji.

Organizatorzy

Łukasz Goik - Dyrektor Opery Śląskiej

           O chwilę rozmowy poprosiłam także Pana Łukasza Goika – Dyrektora Opery Śląskiej, bo to Pana placówka organizowała ten Konkurs. To było wielkie wyzwanie.
          - To prawda, ale w Operze Śląskiej nie boimy się trudnych wyzwań. Ponieważ od ostatniej edycji Konkursu minęło już kilka lat, postanowiliśmy wszystko odpowiednio i myślę, że to się udało.

           Na ten sukces pracowało kilka, a może nawet kilkanaście osób.
           - Jestem niezmiernie dumny z mojego zespołu, który okazał się bardzo sprawny we wszelkich sprawach organizacyjnych i w każdym momencie mogłem na niego liczyć.
          Jestem także szczęśliwy, bo cały czas słyszę, że poziom Konkursu jest bardzo wysoki. Wiele komplementów usłyszałem o naszych akompaniatorach, a byli to: Grzegorz Biegas, Mirella Malorny-Konopka, Olena Skrok, Larisa Czaban i Natalya Gaponenko. Możemy ich z pewnością zaliczyć do najlepszych pianistów w Polsce.

          Do Jury zaprosił Pan także znakomitych artystów.
          - Jestem także dumny, że moje zaproszenie przyjęli tak znakomici artyści, jak: prof. Izabela Kłosińska, wybitna sopranistka związana ze stołecznym Teatrem Wielkim i Uniwersytetem Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie, pani Małgorzata Walewska, jedna z najbardziej uznanych polskich śpiewaczek operowych, pan Andrzej Dobber, światowej sławy baryton, dr Michael Nemeth, menadżer kultury i muzykolog związany z Uniwersytetem Karla Franzensa w Grazu, prof. Feliks Widera, ceniony tenor związany z Operą Śląską od ponad 40 lat oraz dziekan Wydziału Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, Wasyl Wowkun, ukraiński reżyser, scenarzysta, kulturolog, Dyrektor Generalny Lwowskiej Opery Narodowej, a także wspaniały pan Wiesław Ochman, tenor, artysta-malarz, reżyser, zaliczany do grona najwybitniejszych artystów operowych, który przewodniczył Jury.
          To wspaniałe grono przez cały tydzień słuchało i oceniało występy młodych artystów. Bardzo cieszy mnie fakt, że wśród laureatów jest tylu młodych zdolnych Polaków, ale są także utalentowane osoby z zagranicy.
          IV Międzynarodowy Konkurs Wokalistyki Operowej im. A. Didura przechodzi do historii i cieszę się, że mamy tyle powodów do dumy.

          Możemy już zapowiedzieć, że Konkurs będzie kontynuowany.
          - Oczywiście, że tak. Ten Konkurs jest bardzo potrzebny przede wszystkim dla młodych śpiewaków operowych, o czym świadczy najlepiej ilość uczestników; z 13 krajów zakwalifikowało się do niego 76 uczestników. Konkurs jest także bardzo potrzebny dla naszego środowiska, bowiem przesłuchania miały charakter otwarty i wielu melomanów przychodziło, aby posłuchać występów we wszystkich etapach. Sporo osób obserwowało II i III etap tego Konkursu, słuchając transmisji z przesłuchań i relacji naszego Studia Festiwalowego. V Międzynarodowy Konkurs Wokalistyki Operowej im. Adama Didura odbędzie się za cztery lata.

          Myśli Pan z pewnością o zaproszeniu laureatów do udziału w spektaklach i koncertach organizowanych przez Operę Śląską.
          - Oczywiście, będziemy się spotykać z nimi na scenie Opery Śląskiej, a nasza wierna publiczność będzie miała okazję podziwiać ich i oklaskiwać.

          Wszystkie rozmowy zarejestrowałam 7 kwietnia 2019 r. w Operze Śląskiej w Bytomiu. Bardzo dziękuję panu Łukaszowi Goikowi – dyrektorowi Opery Śląskiej w Bytomiu, za zaproszenie na Konkurs im. Adama Didura.
           Patron tego wspaniałego wydarzenia uznawany jest za jednego z najwybitniejszych basów wszechczasów. Po wycofaniu się z kariery śpiewaka operowego, rozpoczął pracę pedagogiczną, a po wojnie założył Operę Śląską w Bytomiu.
          Postać Adama Didura w sposób szczególny łączy też teatr operowy z Podkarpaciem. Chcę podkreślić, że Adam Didur urodził się w 24 grudnia 1873 roku, w leśniczówce majątku Wola Sękowa koło Sanoka. Od 28 lat w Sanoku organizowane są Festiwale im. Adama Didura, w których zawsze swój udział ma Opera Śląska w Bytomiu. Być może tegoroczna jesienna edycja będzie okazją kolejnych reminiscencji z IV Konkursu im. Adama Didura?

Zofia Stopińska

„Pielgrzym z Dobromila”

200 lat od premiery u Czartoryskich w Sieniawie

„Ojczyzno! Nie mogłam Cię obronić, niechaj przynajmniej Cię uwiecznię.”
Księżna Izabela z Flemmingów Czartoryska po III rozbiorze Polski

          31 marca 2019 roku minęło 200 lat od premiery operetki, jak ją wówczas nazywano, pt. „Pielgrzym z Dobromila”, która miała miejsce w pałacu w Sieniawie, siedzibie Czartoryskich, 40 km od Rzeszowa. Podobno główną rolę grał sam książę Adam Czartoryski. Tę uroczą śpiewogrę doby przedmoniuszkowskiej z librettem Adama Kłodzińskiego według powieści księżnej Izabeli z Flemmingów Czartoryskiej z muzyką Wincentego Lessla grano na jej 72 urodziny, po czym, zapewne po kilku jeszcze występach, rzecz poszła w zapomnienie.
          186 lat później, 19 grudnia 2004 roku w Teatrze „Maska” w Rzeszowie śpiewogra na nowo ujrzała światło dzienne. A stało się to za sprawą śpiewaczki i pedagoga dr Anny Szałygi-Kuźmy pochodzącej z Dobromila (dziś woj. lwowskie), która w antykwariacie muzycznym, całkiem przypadkowo, natrafiła na libretto śpiewogry („Libretta oper polskich z lat 1800-1830”, PWM 1959).
          Praca nad rekonstrukcją dzieła była długa i żmudna. Brakowało zapisów muzycznych Wincentego Lessla (ok.1750-ok.1825), nadwornego kapelmistrza i kompozytora dworu Czartoryskich w Puławach i Sieniawie. Drogą badań muzykologicznych, opracowano stronę muzyczną dzieła. Partyturę opracował Andrzej Jakubowski, reżyserował Jerzy Czosnyka z moim kierownictwem muzycznym, a wraz z solistami grała orkiestra kameralna pod moją dyrekcją złożona z muzyków rzeszowskiej Filharmonii i pedagogów Zespołu Szkół Muzycznych Nr 1 w Rzeszowie.
          Po wspomnianej premierze w Teatrze „Maska” w Rzeszowie „Pielgrzyma” graliśmy jeszcze 21 razy, zawsze przy wielkim aplauzie publiczności, m.in. w Teatrze „Fredreum” w Przemyślu, auli Uniwersytetu Rzeszowskiego, Zamku w Łańcucie, Domu Kultury w Puławach, Zamku Królewskim w Warszawie, Akademii Muzycznej we Wrocławiu i Lwowie, Arsenale Muzeum Czartoryskich w Krakowie, gdzie podczas spektaklu można było obejrzeć oryginalne wydania książki księżnej Izabeli pt. „Pielgrzym w Dobromilu czyli nauki wieyskie”, a także portret księżnej.
          „Ruch Muzyczny” nr 8 z kwietnia 2008 roku, piórem Moniki Patryk w artykule pt. „Coś z niczego czyli wskrzeszenie Pielgrzyma z Dobromila” pisał: „Księżna, patrząc na ten spektakl w krakowskim Muzeum Czartoryskich z portretu, słuchała - jak sądzę - owych śpiewów nader życzliwie. Była bowiem świadkiem czegoś, co dla „uwiecznienia Ojczyzny”, do którego tak dążyła, ma wartość znacznie większą niż pusty tytuł na pożółkłych kartkach za szkłem muzealnej gablotki.”
          Uroczysta prezentacja odrodzonego „Pielgrzyma” w pałacu Czartoryskich w Sieniawie miała miejsce 5 marca 2005 roku. Justyna Woś w Gazecie Codziennej „Nowiny” z 1-3 kwietnia 2005 roku pisała: „Sala balowa pałacu w Sieniawie rozświetlona kandelabrami, nobliwa publiczność. Na urodziny księżnej Izabeli licznie zjechała okolica. Oklaski, kwiaty, gratulacje. Działa nostalgiczny czar ramotki. Ożywiony teatr dworski przenosi widzów w czasie. Do świata, którego już nie ma.”
          Co dalej? Jak słychać, za sprawą Fundacji im. Wincentego i Franciszka Lesslów w Puławach i jej prezesa Tomasza Mazura, barytona Opery Poznańskiej, w czerwcu 2019 roku przed pałacem Czartoryskich w Puławach odbędzie się kolejna prezentacja „Pielgrzyma z Dobromila”.
           Warto przypomnieć, że Puławy, dawna rezydencja Czartoryskich, była na przełomie XVII i XVIII wieku żywym ośrodkiem polskości – kulturalnym, oświatowym, filantropijnym, a także ośrodkiem literackiego sentymentalizmu. Ośrodek ten, po upadku Powstania Kościuszkowskiego, został przeniesiony do Sieniawy, nic nie tracąc ze swej prężności. Podobnie jak w Puławach, działał w Sieniawie teatr, orkiestra, odbywały się spektakle muzyczne i teatralne.
           Trzeba nieustannie sięgać do korzeni naszej narodowej tożsamości. Naród, który traci pamięć – ginie. Obyśmy tej pamięci, umiłowania tradycji i naszej narodowej kultury, nigdy nie utracili.

Andrzej Szypuła

Już wkrótce...

Wkrótce w tym miejscu pojawią się relacje.

Subskrybuj to źródło RSS