Wydrukuj tę stronę
Waldemar Malicki: Granie kameralne jest dla mnie fascynujące.
Waldemar Malicki - fortepian fot. z arch. Filharmonii Podkarpackiej

Waldemar Malicki: Granie kameralne jest dla mnie fascynujące.

        Od 21 do 23 sierpnia 2026 roku odbył się 30 Festiwal Muzyki Kameralnej Bravo Maestro organizowany przez Centrum Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. Organizatorzy zaprosili trzech znakomitych artystów, którzy występowali podczas pierwszych edycji festiwalu: Vadima Brodskiego – wirtuoza skrzypiec i dyrektora artystycznego Bravo Maestro, pianistę Waldemara Malickiego, wiolonczelistę Tomasza Strahla.

        Festiwal zainaugurował Vadim Brodski i Orkiestra Arte Symfoniko pod dyrekcją Mieczysława Smydy koncertem zatytułowanym „BRODSKI THE BEATLES”. Drugi koncert zatytułowany „MALICKI PIANO” wykonali Waldemar Malicki i Kwintet Śląskich Kameralistów. Tegoroczną edycję zakończył , podobnie jak poprzednie, „MARATON MYZYCZNY – Dźwięki, które wracają”, a wykonawcami byli: Vadim Brodski – skrzypce, Waldemar Malicki – fortepian, Tomasz Strahl – wiolonczela, zaś gośćmi specjalnymi byli: Margherita Brodski – flet, Julian Brodski – saksofon i Bartłomiej Wezner – fortepian. Koncerty znakomicie prowadziła Regina Gowarzewska.

        Każdego wieczoru sala wypełniona była publicznością, która gorąco oklaskiwała znakomite kreacje i dziękowała wykonawcom owacjami na stojąco.

        Zapraszam Państwa na spotkanie z panem Waldemarem Malickim, jednym z najpopularniejszych pianistów polskich, solistów kameralistów i improwizatorów, artystą, którego wkrótce będziemy oklaskiwać w Rzeszowie.

Rozmawiamy na tarasie kawiarni Maestro mieszczącej się w oficynie dworku Ignacego Jana Paderewskiego w Kąśnej Dolnej, przed finałowym koncertem 30 Festiwalu Bravo Maestro. Był Pan jednym z artystów, którzy występowali tutaj w 1996 roku, podczas pierwszego festiwalu. Proszę podzielić się z nami wspomnieniami z tamtych koncertów.

        Prawdę mówiąc nie pamiętałem już nic, bo to było bardzo dawno. Raczej żyję dniem dzisiejszym, a nie wspomnieniami. Dopiero jak przyjechałem tutaj, to zacząłem sobie przypominać te koncerty, które odbywały się w warunkach można by powiedzieć wojennych, bo tylko niewielka część publiczności widziała wykonawców. My siedzieliśmy w dosyć małej sieni, a publiczność wypełniała wszystkie przylegające do niej pomieszczenia.
Jednocześnie panował niezwykły nastrój, bo występowali najlepsi polscy muzycy kameraliści i ja także się „załapałem” do tego grona.
Każdy z koncertów był wielkim wydarzeniem, które już nigdy się nie powtórzyło. Nie wiem czy dzisiaj można by było coś takiego zorganizować.

Później już nie występował Pan w Kąśnej Dolnej.

         Zająłem się innymi rzeczami, stworzyłem zespół, z którym występuję. Poszedłem w kierunku tego, co mi w duszy gra, czyli bawię ludzi. Bardzo lubię być blisko publiczności.

W roli solisty i kameralisty miałam szczęście oklaskiwać Pana dość często w Filharmonii Rzeszowskiej (obecnie Podkarpackiej) oraz podczas koncertów Muzycznego Festiwalu w Łańcucie. Występował Pan jako solista oraz towarzyszył Pan prawie wszystkim wybitnym śpiewaczkom i śpiewakom, a także wirtuozom gry na różnych instrumentach.

         Grałem w Rzeszowie i Łańcucie mnóstwo koncertów jako kameralista, bo zawsze uważałem, że urodziłem się kameralistą. Teraz więcej gram samodzielnie, albo uprawiam różne inne około muzyczne formy słowno-muzyczne, czyli różne humorystyczne specjalności, które jak się okazało też mi „leżą”.

Początkiem tych pomysłów były improwizacje. Potrafił Pan wypełnić improwizacjami całe koncerty.

         Tak, nawet często prosiłem publiczność o tematy, a teraz już mi to przeszło i realizuję inne pomysły. Jestem zwolennikiem stałego rozwoju, ciągłej nauki i dlatego przez cały czas coś mnie interesuje i robię coś nowego.

Znany jest Pan szerokiemu gronu publiczności jako członek i wodzirej Filharmonii Dowcipu. Kilka razy słyszałam opinie, że ten program ma również walory edukacyjne, ponieważ można w nim poznać przepiękne melodie napisane przez największych kompozytorów m.in.: Mozata, Beethovena, Chopina… Czy tworząc je myśleli panowie o edukacji?

        Ja nawet spotkałem osoby, które dzięki tym programom rozpoczęły naukę w szkołach muzycznych i je ukończyły. Dla nas edukacja jest czymś nieoficjalnym, bo tak naprawdę edukacja służy nam do zabawy.
         Natomiast jeśli chodzi o popularność, to zauważyłem, że najbardziej jestem popularny wśród pracowników parkingów, bo w wolnym czasie oglądają nasze programy na małych telewizorkach.

Ciekawa jestem jak powstała Filharmonia Dowcipu.

         Najpierw zacząłem współpracować z Bernardem Chmielarzem, który jest najinteligentniejszym człowiekiem jakiego spotkałem w życiu. Robiliśmy takie muzyczne łamigłówki – krzyżówki, zabawne kombinacje itd. Bardzo nam się to podobało.
Na jeden z moich koncertów przyszedł reżyser Jacek Kęcik, który po koncercie podszedł do mnie i powiedział, że proponuje mi zmienić życie. Dołączyliśmy Bernarda i we trzech zaczęliśmy tworzyć treść naszych występów. Najpierw w malutkim składzie, a potem w coraz większym, aż powstała 19-osobowa orkiestra, kilkoro solistów i w tym składzie wyruszamy za chwilę w trasę po Polsce.

          Może to zabrzmi nietypowo, ale jest wielu inteligentnych muzyków, którzy robią różne ciekawe przeróbki, łamigłówki, krzyżówki, aranżacje, parodie… To w zasadzie pozostaje w środowisku muzycznym, ponieważ to jest nie zrozumiałe dla innych warstw środowiska, jak dla mnie niezrozumiałe byłyby zabawy geologów albo internistów.

          Mieliśmy szczęście, że spotkaliśmy Jacka Kęcika, który znał tylko trzy utwory z muzyki klasycznej. Po piętnastu latach pracy, nadal zna tylko te trzy utwory. Jacek był i jest genialnym filtrem. Jeżeli on coś rozumiał, to znaczyło, że to było dobre i można było iść w tym kierunku. Dzięki temu Filharmonia Dowcipu nie ugrzęzła w środowiskowych zabawach, tylko wręcz przeciwnie wypracowała coś, co jest zrozumiałe dla publiczności i daje jej przyjemność, prawdziwą zabawę i dwugodzinną dawkę energii, która wystarcza na długo.

Oglądając Wasze programy publiczność jest przekonana, że to wszystko co dzieje się na scenie, powstaje spontanicznie w czasie spektaklu. Jestem pewna, że tak naprawdę, wszystko jest dokładnie przygotowane.

          Oczywiście, my to przygotowujemy bardzo precyzyjnie. Dużo pracujemy nad tym, żeby to wyglądało jakbyśmy na ten pomysł wpadli podczas spektaklu.
Programy, które znają Państwo z nagrań to już jest klasyka, powiedziałbym nawet zaprzeszłość, ponieważ ostatni program nagraliśmy szesnaście lat temu. To była trwające niecałe dwa lata przygoda, która połączyła nasz zespół z „kabareciarnią” Zenona Laskowika.
Zabawiliśmy się wspólnie i takie piętno to odcisnęło, że wszyscy nas z tym kojarzą.

          Jest to dla nas teraz „kamieniem u nogi”, bo od tego czasu bardzo zmieniliśmy nasz styl. W naszych programach brak telewizyjnego garniru, a znacznie więcej zabawy muzyką.
Przez to dysponujący niektórymi salami, którzy nie zadają sobie trudu, żeby się zorientować co teraz robimy i na wszelki wypadek odmawiają nam możliwości koncertowania. Tak się dzieje we Wrocławiu, czy Szczecinie i dlatego tam nie możemy zagrać w pięknych salach.

Czy Filharmonia Dowcipu jest stałym zespołem?

          W znacznym stopniu tak, chociaż są także stałe zastępstwa. Wszyscy się bardzo lubimy i nie ma w naszym zespole żadnych konfliktów. Staramy się, aby zawsze panował uśmiech i dobry nastrój, który przekłada się na sukces podczas koncertu.
Mamy szczęście grać ze znakomitymi muzykami. W składzie naszego zespołu grają muzycy, którzy występowali w orkiestrze Krystiana Zimermana. Nasi muzycy wywodzą się z najlepszych polskich orkiestr i staramy się, aby przez cały czas się u nas bardzo dobrze czuli, bo w tym tkwi jądro sukcesu.

Do niedawna byłam przekonana, że Pan już zrezygnował z wykonawstwa klasycznej muzyki kameralnej. Zmieniłam zdanie po koncercie w ramach tego cyklu w Mielcu, gdzie wystąpił Pan z maestro Krzysztofem Jakowiczem. To był rewelacyjny koncert jak za dawnych lat, kiedy panowie często występowali razem.

           Nie da się ukryć, że Krzysztof robi jeszcze lepsze show od mojego. Wprowadza niesamowity humor i energię. Jest ciągle młodym człowiekiem, bo nie ma jeszcze nawet 90-ciu lat, a ma duszę dwudziestolatka.
           Staram się przestawiać mózg kiedy chcę zagrać normalnie i ciągle udaje mi się występować solo i kameralnie, jeżeli jakaś instytucja jest zainteresowana.

Po długiej przerwie, 9 października tego roku będzie Pan solistą koncertu inaugurującego 72, sezon artystyczny w Filharmonii Podkarpackiej. W Pana wykonaniu z towarzyszeniem Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Podkarpackiej pod batutą Adama Klocka usłyszymy Błękitną Rapsodię George’a. Gershwina i New York Picture Teresy Procaccini .
Melomani doskonale pamiętają koncerty z Pana udziałem i z pewnością sala będzie wypełniona.

         Chcę powiedzieć, że po wielu, wielu latach planuję wystąpić w Rzeszowie dwa razy w tym sezonie. Pierwszy raz w październiku podczas otwarcia sezonu artystycznego Filharmonii Podkarpackiej i później w kwietniu przyjedziemy z Filharmonią Dowcipu i zagramy w sali Filharmonii dwa koncerty . Wystąpimy z programem „Filmowy świat”, w którym żartujemy sobie z różnych nietypowych spotkań : na przykład Jamesa Bonda z Hansem Klosem…

          Po raz ostatni wystąpimy z tym programem, bo już wykonywaliśmy go raz w wielu miastach Polski, a ponieważ były pełne sale, postanowiliśmy wystąpić jeszcze raz w jedenastu polskich miastach – miedzy innymi w Rzeszowie. Później odłożymy go na półkę i skupimy się nad nowym programem.

Wczoraj wystąpił Pan w Sali Koncertowej Stodoła w Kąśnej Dolnej z Kwintetem Śląskich Kameralistów, a przed nami jeszcze Maraton Muzyczny. Będzie Pan powracał tutaj w następnych edycjach festiwalu Bravo Maestro?

            Tutaj jest niesamowicie. Jedyna pewna rzecz w życiu to jest zmiana i na szczęście tutaj zmiana jest na lepsze. Można tu zaprosić kogokolwiek z tzw. wielkiego świata i będzie zachwycony pięknem tego miejsca, duchem, który tu panuje i koncertami w wykonaniu wspaniałych muzyków. Publiczność jest także niezwykła. Sala Koncertowa Stodoła jest nie tylko piękna, ale posiada świetną akustykę, a na estradzie stoi dobry Steinway.

Bardzo dziękuję za spotkanie.

          Ja również dziękuję.

Zofia Stopińska


.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Udostępnianie, wykorzystywanie, kopiowanie jakichkolwiek materiałów znajdujących się na tej stronie bez zezwolenia zabronione.
Copyright by KLASYKA NA PODKARPACIU | Created by Studio Nexim | www.nexim.net