Wydrukuj tę stronę
Z prof. Marcinem Baranowskim nie tylko o Kursach w Łańcucie
prof. Marcin Baranowski - skrzypek, kameralista, pedagog fot. Bartak Barczyk

Z prof. Marcinem Baranowskim nie tylko o Kursach w Łańcucie

Kończą się już 52. Międzynarodowe Kursy Muzyczne im. prof. Zenona Brzewskiego w Łańcucie.
Dla prawie 400 uczestników obydwu turnusów to był czas wytężonej pracy pod okiem znakomitych mistrzów. Jednym z nich był prof. dr hab. Marcin Baranowski, skrzypek, kameralista, laureat konkursów muzycznych, zaliczany do grona najwybitniejszych polskich profesorów gry na skrzypcach. Miałam szczęście, że pomimo braku czasu prof. Marcin Baranowski zgodził się na utrwalenie prawie pół godzinnej rozmowy i mogę Państwa zaprosić na spotkanie.

Panie Profesorze, był Pan na kursach w Łańcucie w ubiegłym roku, ale także przyjeżdżał Pan tu wcześniej.

          Miałem długą przerwę, bo 20 lat mnie tu nie było. Wcześniej byłem zapraszany przez pięć lat, a potem była ta przerwa. Jeździłem także na kursy do Buska-Zdroju. Tam było także było mnóstwo uczestników i po pewnym czasie okazało się, że w czasie wakacji muszę mieć przerwę na urlop. Nie można przez całe wakacje pracować.

Od lat podczas Międzynarodowych Kursów Muzycznych w Łańcucie realizowany jest program nakreślony przez prof. Zenona Brzewskiego, który był pomysłodawcą oraz kierownikiem artystycznym i naukowym tych kursów. Czy zaobserwował Pan dużo zmian po latach?

         Generalnie nic się nie zmieniło i wszystko toczy się swoim rytmem. Jednak wcześniej więcej było uczestników starszych, którzy byli już na studiach i przygotowywali się do konkursów muzycznych, a w tej chwili w mojej klasie jest jeden student, trójka licealistów, którzy zamierzają startować w konkursach, a reszta to młodsze osoby. Poziom wieku się obniżył.
          Pierwsze kursy w Łańcucie odbyły się 52 lata temu. Dosyć długo były to jedyne kursy w Polsce, nie miały żadnej konkurencji i dopiero jak się ustój zmienił zaczęto organizować ich więcej. W tej chwili jest taka ilość, że często zastanawiam się skąd bierze się tylu uczestników, bo jest to spory wydatek, a zainteresowanie ciągle jest.


Podobnie jest z konkursami muzycznymi, których w Polsce organizowana jest zawrotna ilość. Coraz to więcej organizowanych jest konkursów dla dzieci, które uczą się gry na instrumencie dopiero kilka miesięcy. Czy powinno być aż tyle konkursów?

         Ja obserwuję konkursy, w których mam wpływ na uczestników. Tych, w których uczestniczą dzieci rozpoczynające naukę (klasy 1 i 2) nie oceniam, bo przecież dziecko uczące się w pierwszej klasie nie ma szans ze starszymi kolegami. Dla nich udział w konkursie jest sprawdzianem i mogą zaprezentować się na scenie. W tych najmłodszych grupach nie ma osób przegranych i wszyscy otrzymują wyróżnienia, żeby im nie podcinać skrzydeł na samym początku nauki. Moim zdaniem konkursów jest dużo i mają one różną rangę, natomiast ciągłe sprawdzanie się jest dobre.                     Czasem nauczyciele przesadzają, bo dzieci grają długo ten sam program uczestnicząc w różnych konkursach i nie robią postępów. Trzeba także pracować z dziećmi nad nowym repertuarem i nad rozwojem.
Często także rodzice nalegają, żeby ich dziecko uczestniczyło w konkursach, argumentując, że córka przyjaciół bierze udział w konkursach, a nasza córka nie. Jeżeli rodzice nalegają, żeby dziecko koniecznie zostało wysłane na konkurs, to jest droga do nikąd.

Coraz to częściej podczas różnych występów solowych, zarówno dzieci jak i ukształtowanych już muzyków, na pulpitach są nuty, co oznacza, że wykonawca nie umie go na pamięć.

         Tendencja grania z nut przyszła do nas z Zachodu i mnie to nie przeszkadza. Podam przykład – wybitny skrzypek Gidon Kremer całe życie gra koncerty z nut i jak ktoś gra tak wspaniale, to tego pulpitu się nie widzi, tym bardziej, że w tej chwili ekrany tabletów są nieduże. Natomiast niechęć grania z pamięci bierze się z tego, że młodzież ma coraz to większe problemy żeby nauczyć się czegoś na pamięć. Jak sięgam pamięcią wstecz, na lekcjach języka polskiego mnóstwo rzeczy uczyliśmy się na pamięć. Pamięć trzeba ćwiczyć i wtedy ona jest.
Nigdy nie uczyłem się utworu na pamięć celowo, tylko ćwicząc wszystko wchodziło mi w głowę i ręce. Jestem pewien, że czasu spędzonego z instrumentem jest u młodych ludzi po prostu za mało. To jest powód trudności w opanowaniu utworu na pamięć.

Od lat prowadzi Pan klasę skrzypiec w Akademii Muzycznej w Poznaniu. Czy ilość godzin przeznaczonych na lekcje ze studentami jest wystarczająca? Chodzi mi o wyróżniających się studentów biorących udział w konkursach.

         To jest absolutnie za mało. Jeżeli trzeba kogoś przygotować na poziomie konkursowym z czternastoma pozycjami. Przegranie całego programu zajmuje trzy godziny. Chcąc przygotować studentów do konkursu poświęcam mnóstwo prywatnego czasu. Tak samo pianiści, którzy ze mną współpracują, też nie liczą przydzielonych godzin, bo nie da się tego zrobić.
Jeżeli jest cel, człowiek, który daje mi największą przyjemność tego, że przychodzę do pracy, uczę i wiem, że każde moje słowo, które jest ważne i zostaje zrealizowane, przybliża nas do celu. Takie jest życie nauczyciela.

W Pana klasie ukończyło studia bardzo dużo świetnych skrzypków, którzy występują jako soliści, kameraliści, grają w orkiestrach…

         To jest cała armia ludzi. Jestem dumny, ze ostatnio mój absolwent wygrał konkurs na koncertmistrza Orkiestry Filharmonii Narodowej, w Orkiestrze Sinfonia Varsovia mam dwóch pierwszych koncertmistrzów oraz w Teatrze Wielkim w Warszawie też koncertmistrzami są moi wychowankowie. Także u mnie studiował koncertmistrz w Staatskapelle Dresden, który przeniósł się do Filharmonii Gdańskiej, jest tych ludzi bardzo dużo.
        Pewnie to samo z siebie się nie bierze, ja także poświęciłem im bardzo dużo czasu i wszyscy przyjeżdżali do mnie na kursy latem, żeby nie mieć tej „dziury pedagogicznej” przez prawie trzy miesiące. Wtedy się robiło najwięcej. Taki pobyt na kursie, czasami nawet tylko przez tydzień solidnej pracy z własnym pedagogiem, daje tyle, co miesiąc pracy w ciągu roku.
Mają zapewnione jedzenie i noclegi, skupiają się wyłącznie na grze i wtedy postępy są bardzo duże.
Są tacy, którzy twierdzą, że praca na kursach pod kierunkiem swego profesora jest czymś nieetycznym. Ja nikogo nigdy nie zmuszam, ale jeśli ktoś z moich studentów ma ochotę przyjechać, to z chęcią z nim pracuję.

Niedługo w Poznaniu rozpocznie się jeden z najważniejszych konkursów skrzypcowych – Konkurs im. Henryka Wieniawskiego. Zakwalifikowana do udziału w tym konkursie została Pana studentka.

         Tak, to Zosia Olesik, którą traktuję jak „przyszywaną córkę”, bo nasza współpraca rozpoczęła się od jej czwartej klasy szkoły muzycznej I stopnia, a ponieważ teraz jest na drugim roku studiów, to łatwo policzyć, że to jest mnóstwo czasu spędzonego wspólnie. Pracujemy bardzo dużo także poza czasem lekcji, również w czasie wakacji.
          Do konkursu o tej randze trzeba przygotowywać się latami. Wszystko musi być przygotowane.
Dla mnie również bardzo cenne jest to, ci ludzie są ze mną długo i właściwie mogliby szukać szczęścia gdzieś za granicą, ale oni nie chcą. Widocznie jestem im potrzebny, a to wcale nie jest prosta sprawa, żeby być atrakcyjnym dla tak zdolnego człowieka. Trzeba naprawdę mieć mu do zaproponowania coś, czego on jeszcze nie wie.

Czy na konkursy jedzie się po nagrodę?

         Na pewnym etapie powinno się jechać po nagrodę. Doświadczenia zbiera się w szkołach muzycznych I i II stopnia, kiedy jeszcze nie do końca wiadomo czy młody człowiek wiąże swoją przyszłość z zawodem muzyka. Utalentowani studenci, którzy dużo pracowali i mają poczucie, że są dobrze przygotowani zasługują na nagrodę. Ale nie mogą być przekonani, że koniecznie muszą ją dostać, jednak w tej sytuacji trudno mówić, że jadą na konkurs żeby się sprawdzić.
          Fakt, że Anne - Sophie Mutter przyjęła w poczet swoich stypendystów Zofię Olesik był olbrzymim wyróżnieniem. Na masterclassy Zosia przygotowała Koncert skrzypcowy Sibeliusa i sądziła, że zagra jedną część. Maestra poprosiła o drugą, a później o trzecią część. Po wykonaniu całości publicznie ją pochwaliła i powiedziała, że bierze Zosię pod skrzydła swojej fundacji (Anne - Sophie Foundation).
          Jesienią 1997 roku skrzypaczka powołała do życia Stowarzyszenie Przyjaciół Fundacji Anne –Sophie Mutter, a w 2008 roku została powołana fundacja, która wspiera wybitnie utalentowanych młodych muzykujących na instrumentach smyczkowych. Do tej pory było 25 stypendystów. Zosia jest pierwszą Polką, która to stypendium otrzymała. To jest bardzo ważne wyróżnienie, chociaż nie jest to duża pomoc finansowa, ale jest możliwość umówienia się na lekcje z Anne – Sophie Mutter oraz korzystając z jej kontaktów osobistych, otrzymać polecenia do wykonania koncertu, czy możliwość innych studiów.
          Bardzo się także bardzo ucieszyłem z tego wyróżnienia, bo okazało się, iż można w Polsce kogoś tak nauczyć grać, że mistrzyni tej klasy się zachwyciła. Większa przyjemność nie mogła mnie spotkać.

Laureatów ważnych konkursów skrzypcowych, którzy uczyli się w Pana klasie jest sporo.

          To prawda, ale proszę zwrócić uwagę w jakim tempie zmienia się świat jeżeli chodzi o grających na instrumentach. Poziom, który jest w Korei i Chinach rośnie w zawrotnym wprost tempie. Ta piramida osób, która się uczy ciągle rośnie.
W Korei każda dziewczyna, która gra na instrumencie na rynku zwanym matrymonialnym jest wyżej.
Tam dużo kobiet uczy się grać i jest z czego wybierać.
         Chińczycy także przygotowali sobie już kadrę, zapraszają różnych pedagogów. Sam byłem w Chinach 16 razy i wiem jak to bywa. Uczą się i mają już część swoich profesorów, którzy uczą już bardzo dobrze. Często także Chińczycy studiują w Europie. Jak się wybiera z 1,400 milionów ludzi, to się zawsze znajdzie dużo wybitnie utalentowanych.
Proszę sobie sprawdzić narodowości, które zakwalifikowały się do tegorocznego Konkursu im. Henryka Wieniawskiego, ile jest osób z Azji.

Podobnie było w Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina.

         Tak, ale myślę, że zrozumienie muzyki Wieniawskiego nie jest wielkim problemem, zaś zrozumienie specyfiki muzyki Chopina jest o wiele trudniejsze. Okazuje się, że oni już wszystko potrafią zrozumieć, są chętni i wytrwali, kupują instrumenty, poziom ich gry ciągle rośnie.
Cały czas się uczą i są na to środki.

Ostatnio Pana działalność skupia się wyłącznie na pedagogice.

          Przez całe lata grałem w Orkiestrze Kameralnej „Amadeus”. Dużo mam doświadczeń z tej pracy, bo mielimy kontakty z solistami na światowym poziomie. W pewnym momencie była już taka ilość różnych rzeczy, która na mnie czekała w pedagogice i stwierdziłem, że tego się nie da dalej łączyć. Nie mogłem regularnie prowadzić lekcji ze studentami. Miałem mnóstwo propozycji letnich kursów, a w czasie wakacji odbywały się festiwale, w których orkiestra Amadeus występowała. Nigdy nie wiedziałam, czy mogę poprowadzić kurs w wakacje.
Rozstaliśmy się po przyjacielsku, bo maestra Agnieszka Duczmal zrozumiała, że mam plany na życie związane z pedagogiką. Już 24 lata temu poświęciłem się pedagogice.
          Bardzo lubię uczyć, ale mam coraz mniej czasu, bo od 22 lat oprócz Akademii Muzycznej w Poznaniu, długo także pracuję w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy i uczę w Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej im. Jadwigi Kaliszewskiej w Poznaniu. Z tej szkoły pochodzą wszyscy moi wychowankowie, którzy byli laureatami konkursów międzynarodowych.
          Uważam, że wiele trzeba z młodymi skrzypkami pracować jeszcze przed studiami. Tego nie można osiągnąć w czasie studiów – mam tu na myśli nagrody na konkursach światowych, czy stanowiska koncertmistrzów w orkiestrach o światowej renomie. Taką wizję miała prof., Jadwiga Kaliszewska, która powołała słynną „Poznańską Szkołę Talentów”. Pierwszym sławnym absolwentem tej szkoły był Bartek Nizioł. W tej szkole każdy uczeń ma 3 godziny instrumentu tygodniowo i piątki są wolne, ale w pozostałe dni jest więcej lekcji.

Jak długo trzeba codziennie ćwiczyć na instrumencie, aby bardzo dobrze grać.

         To jest dobre pytanie. To zależy od tego ile dana osoba ma do przygotowania, do czego się przygotowuje i każdy ma swój limit. Uważam,, że głowa uczy się grać, a nie ręce. Ten czas poświęcony instrumentowi jest różny. Moim zdaniem minimum to cztery godziny dziennie. Jednak sądzę, że wystarczy pięć godzin solidnie poćwiczyć, ale warto podzielić ten czas na dwie części. Profesor Jadwiga Kaliszewska, który była także moją nauczycielką, nigdy nie interesowała się jak długo ktoś ćwiczy, interesował ją skutek.
        Ja też nie pytam, ile ktoś ćwiczy. Jeśli trzeba zwracam uwagę, że za mało ćwiczy. Też interesuje mnie skutek i każdy musi wiedzieć, ile czasu potrzebuje, żeby to uzyskać.
Jestem pewien, że wszyscy, którzy są zakwalifikowani do Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego ćwiczą codziennie minimum po pięć godzin.

Słyszałam, ze trudno dostać się do Pana klasy.

        Nie jest łatwo, ale duży wpływ na to mają ograniczenia godzin, które pedagog może mieć w każdym tygodniu. Z kolei jak kogoś przyjmuję do klasy, to później nie wyrzucam. Każdemu uczniowi muszę poświęcić trzy godziny tygodniowo.
Mam czterdzieści pięć godzin lekcji w tygodniu i uważam, że to dużo, bo jak już wspominałem zwykle lekcja u mnie trwa dłużej.

Uważam, że uczniowie szkół drugiego stopnia i studenci powinni także obowiązkowo grać muzykę kameralną.

         Wiem, że młodzież uwielbia grać muzykę kameralną. W szkołach średnich często jest z tym kłopot, bo czasami jest trudno zebrać skład. Montowanie kwartetu smyczkowego bez wiolonczeli, czy altówki jest niemożliwe, a granie kameralne niezwykle rozwija.
Wiem, że Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach organizuje takie spotkania dla młodych kameralistów w ramach funduszu Zdolni. Młodzież uwielbia tam jeździć, bo tam się spotykają najlepsze osoby z całej Polski i w przeciągu dwóch tygodni przygotowują utwory na bardzo wysokim poziomie. To bardzo rozwija i mam okazję obserwować, jak po takich kursach kameralnych wzrasta u młodzieży świadomość słuchania muzyki.
         Możliwość doskonalenia gry w zespołach kameralnych jest także podczas trwania Międzynarodowych Kursów Muzycznych w Łańcucie. To jest bardzo cenne.

Myślę, że przyjedzie Pan za rok na kursy do Łańcuta.

         Muszę to jeszcze skonsultować z rodziną, która w tej chwili jest na wczasach. W tym roku jestem tutaj z uwagi na Konkurs im. Henryka Wieniawskiego. Tegoroczne wakacje mam wypełnione czterema kursami. Jeśli organizatorzy łańcuckich kursów mnie zaproszą, to przyjadę do Łańcuta na pewno jak nie w 2027, to z pewnością w 2028 roku. W czasie kolejnych wakacji muszę mieć czas na odpoczynek.

Ciekawe koncerty odbywają się codziennie w trakcie trwania kursów w Miejskim Domu Kultury w Łańcucie.

         Oczywiście, że tak. Mam jednak codziennie bardzo dużo lekcji. Taką ilość dźwięków, którą mój mózg przyjmuje mam podczas lekcji. Niczym się te kursy nie różnią od mojej codziennej pracy. Nie można być przez cały czas bombardowanym dźwiękami. Potrzebny jest odpoczynek w ciszy.
Najlepiej odpoczywam jak siedzę na łódce na środku jeziora, słyszę tylko ptaki, pachnie woda. Nie ma znaczenia czy ryba bierze, czy nie. Ja po prostu odpoczywam.

Mam nadzieję, że niedługo będzie okazja do ponownego spotkania podczas kolejnych Międzynarodowych Kursów Muzycznych w Łańcucie.
Bardzo dziękuję za rozmowę.

          Ja również mam taką nadzieję i bardzo dziękuję.

Zofia Stopińska

Wszelkie prawa zastrzeżone. Udostępnianie, wykorzystywanie, kopiowanie jakichkolwiek materiałów znajdujących się na tej stronie bez zezwolenia zabronione.
Copyright by KLASYKA NA PODKARPACIU | Created by Studio Nexim | www.nexim.net