Wydrukuj tę stronę
Nie wyobrażam sobie życia bez koncertów
Marian Mosior - klarnet fot. z arch. Filharmonii Podkarpackiej

Nie wyobrażam sobie życia bez koncertów

Miło mi zaprosić Państwa na spotkanie z panem Marianem Mosiorem - klarnecistą, aranżerem, pedagogiem oraz wspaniałym, życzliwym człowiekiem. Ten znakomity artysta muzyk związany jest od 60. lat z Filharmonią Podkarpacką, najpierw przez ponad trzy dekady jako członek orkiestry, a później meloman. Od lat spotykamy się często w piątkowe wieczory w Filharmonii Podkarpackiej przed koncertami albo w przerwach, ale przed laty miałam szczęście oklaskiwać Mariana Mosiora jako solistę, kameralistę i muzyka orkiestrowego naszej Filharmonii.

Naszą rozmowę rozpoczynamy od wspomnień. Naukę gry na klarnecie rozpocząłeś w Rzeszowie.

        Wychowało mnie rzeszowskie środowisko muzyczne. W Rzeszowie ukończyłem średnią szkołę muzyczną w klasie klarnetu prof. Stefana Kielara, a moimi kolegami byli związani później z Filharmonią: Antoni Walawender, Józef Nawojski, Edward Sondej – pięć lat chodziliśmy do jednej klasy w Średniej Szkole Muzycznej w Rzeszowie.
        W 1962 roku odbył się w Warszawie Ogólnopolski Konkurs Średnich Szkół Muzycznych, w którym zdobyłem II miejsce, bo to był konkurs dla instrumentów dętych drewnianych i pierwsze zajęła flecistka. Dzięki temu udało mi się dostać na studia na Wydziale Instrumentalnym w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie.

Po studiach postanowiłeś wrócić w rodzinne strony.

        Pod koniec studiów dowiedziałem się, że jest zapotrzebowanie na klarnecistę w Rzeszowie. Po rozmowie z profesorem postanowiłem złożyć odpowiednie dokumenty i starać się o przyjęcie do Orkiestry Symfonicznej w Rzeszowie. Przesłuchania zakończyły się dla mnie pomyślnie i w 1965 roku rozpocząłem pracę.
        Nie była to moja pierwsza praca, bo podczas studiów w PWSM w Warszawie, przez dwa lata grałem w Orkiestrze Reprezentacyjnej Wojska Polskiego w Warszawie, ale nie w zespole marszowym tylko w koncertowym. To była prawdziwa szkoła gry w orkiestrze. Dęte instrumenty: flety, klarnety , oboje i fagoty grały bardzo trudne partie (odpowiadające pierwszym i drugim skrzypcom w orkiestrze symfonicznej). Jak zostałem członkiem Orkiestry Symfonicznej w Rzeszowie, to wszystko wydawało mi się łatwiutkie do grania.

Przez wiele lat byłeś muzykiem tego zespołu i dlatego proszę o wspomnienia. Opowiedz o orkiestrze, swoich szefach i kolegach.

       Do pracy przyjmował mnie ówczesny dyrektor Józef Maroń, którego starania i wytrwałość przyczyniły się do powstania obecnej siedziby Filharmonii. Pomimo, że byłem młodym muzykiem wkrótce zostałem wybrany do rady zakładowej oraz rady artystycznej i dość długo działałem społecznie.
Dyrektorem artystycznym i dyrygentem był Janusz Ambros, a drugim dyrygentem był Tadeusz Chachaj.
        Później przyszedł czas na zmiany. W 1970 roku odszedł Tadeusz Chachaj, w następnym roku Józef Maroń przeszedł na stanowisko zastępcy dyrektora, a rok później odszedł z Rzeszowa Janusz Ambros i na stanowisku II dyrygenta zatrudniony został Andrzej Jakubowski.
        Wtedy też dyrektorem i dyrygentem naszej orkiestry został Stanisław Michalek. Bardzo go ceniłem i lubiłem grać pod jego batutą, bo był świetnym muzykiem. Pamiętam jak znakomicie przygotował wykonanie Carmina Burana Carla Orffa. Wystąpiliśmy z tym utworem najpierw w Rzeszowie, a później w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Gorąco nas przyjęła w Warszawie publiczność, a wysoki poziom orkiestry i dyrygenta pochwalił w recenzji Andrzej Chłopecki, któremu szczególnie podobało się wykonanie Suity Artura Malawskiego.
        Później szefami artystycznymi naszej orkiestry byli: Andrzej Rozmarynowicz, Bogdan Olędzki, Józef Radwan, Adam Natanek…
Zapraszani byli także do prowadzenia koncertów znakomici dyrygenci polscy i zagraniczni.

Do 1974 roku siedzibą Orkiestry Filharmonii Podkarpackiej był Wojewódzki Dom Kultury w Rzeszowie.

         Doskonale pamiętam warunki, w jakich pracowaliśmy w Wojewódzkim Domu Kultury w Rzeszowie – garderoby w piwnicach z wieszakami, na scenie sali, w której odbywały się próby i koncerty zawieszone były miękkie kotary, stąd dźwięk był bardzo surowy i delikatnie mówiąc akustyka była trudna.
        Bywały różne proporcje brzmieniowe, ponieważ w obsadzie orkiestry, a szczególnie w instrumentach smyczkowych brakowało skrzypków, altowiolistów, wiolonczelistów. Dopiero w późniejszych latach zaczęli być doangażowywani grający na instrumentach smyczkowych muzycy z Ukrainy, a także zatrudnieni zostali bardzo dobrzy polscy wioliniści i te proporcje uległy zmianie.
        W ostatnich dekadach w smyczkach jest pełna obsada i angażowani są młodzi, świetni muzycy po studiach. Tak samo jest w grupie instrumentów dętych i perkusji. Miło słuchać brzmienia orkiestry podczas koncertów.

Dosyć długo trwała budowa gmachu Filharmonii Podkarpackiej.

        Mnóstwa zabiegów i starań wymagało zaprojektowanie i budowa gmachu filharmonii. Pamiętam, że podczas uroczystości położenia kamienia węgielnego pod ten gmach grał Tosiek Walawender.
        Jak w 1974 roku przenieśliśmy się do nowej siedziby warunki się zmieniły. Poszczególne grupy instrumentów mają swoje garderoby z szafkami, korytarze są przestronne, a sala koncertowa znakomita, słynąca z doskonałej akustyki.

Marian Mosior Kwintet dęty Leon Koczewski flet Ludwik Sowiński obój Stanisław Turczyn waltornia Bolesław Antoniak fagot Marian Mosior klarnet

Lata 70. XX wieku, Kwintet dęty w składzie:  Leon Koczewski - flet, Ludwik Sowiński - obój, Stanisław Turczyn - waltornia, Bolesław Antoniak - fagot, Marian Mosior - klarnet, fot. z arch. Filharmonii Podkarpackiej.

Przeglądając programy koncertów zauważyłem, że wielokrotnie występowałeś jako solista podczas koncertów symfonicznych.

        Często miałem okazję grać partie solowe z towarzyszeniem orkiestry. Na zakończenie studiów w PWSM w Warszawie przygotowałem m.in. Koncert klarnetowy Wolfganga Amadeusa Mozarta, który najpierw wykonałem z Orkiestrą Filharmonii Narodowej. W 1966 roku wykonałem ten koncert z towarzyszeniem orkiestry w WDK w Rzeszowie. Prawie każdego roku lub co dwa lata grałem w Rzeszowie koncerty solowe na klarnet. Po koncercie Mozarta grałem m.in. koncerty: Carla Stamitza, Carla Marii von Webera, Preludia taneczne Witolda Lutosławskiego… Dużo koncertowałem z orkiestrą.

Podkreślmy, że koncerty odbywały się nie tylko w Rzeszowie.

        Orkiestra często występowała z koncertami na terenie naszego województwa w: Sanoku, Krośnie, Jarosławiu, Przemyślu, Tarnobrzegu… Przez pewien czas, prawie co roku wyjeżdżaliśmy z koncertami do Ciechocinka w ramach Festiwalu Orkiestr Symfonicznych.
         Wyjeżdżaliśmy także na Węgry, do Czechosłowacji, Bułgarii, Ukrainy. Dosyć długo Filharmonia Rzeszowska utrzymywała kontakty z Filharmonią w Szumen w Bułgarii. Tamtejsza orkiestra koncertowała u nas, a my występowaliśmy w Szumen. Była też wymiana muzyków solistów. Pamiętam, że nasza rada artystyczna wytypowała na kilka koncertów w Szumen – Józia Nawojskiego (trąbka), Witka Staszczyszyna (puzon) i mnie (klarnet). Byliśmy tam cały miesiąc, stąd był czas na odpoczynek, zwiedzanie i wiele atrakcji.
         W latach 70-tych ubiegłego wieku, prężnie działał w Filharmonii Rzeszowskiej kwintet dęty w składzie: Leon Koczewski – flet, Marian Mosior – klarnet, Ludwik Sowiński- obój, Bolesław Antoniak – fagot i Stanisław Turczyn – waltornia. Koncertów kameralnych było dużo, bo działały jeszcze w tym czasie kwartet smyczkowy, trio fortepianowe.
        Pragnę podkreślić, że przez cały czas mojej pracy w Filharmonii, w zespole panowała dobra, sprzyjająca pracy atmosfera. Jedynie na początku, przez pewien czas orkiestra podzielona była na dwie grupy – jedni woleli współpracować z dyrektorem artystycznym Januszem Ambrosem, a drudzy z Tadeuszem Chachajem. Moim zdaniem obaj byli bardzo dobrymi, utalentowanymi muzykami i dyrygentami, chociaż ich upodobania różniły się. Dyrektor Ambros obdarowany został przez naturę słuchem absolutnym, był bardzo pracowitym i precyzyjnym dyrygentem dbającym o każdy szczegół, a w centrum jego zainteresowań była muzyka poważna.
         Pan Tadeusz Chachaj był także wspaniałym dyrygentem i aranżerem, był bardzo przedsiębiorczy i ogromną wyobraźnią. Z jego inicjatywy, z orkiestry symfonicznej wyłoniony został big-band, dla którego Tadeusz Chachaj aranżował różne utwory.
         Grałem w Orkiestrze Filharmonii Rzeszowskiej ponad 30 lat. Jak przeszedłem na emeryturę to został przyjęty mój uczeń Wiesio Brudek, ale po kilku latach wyjechał do Sanoka, a z kolei jego miejsce zajął mój syn Robert Mosior, który do tej pory jest członkiem Orkiestry Filharmonii Podkarpackiej.

Robert Mosior jest znakomitym klarnecistą i z pewnością jesteś z niego dumny.

         Oczywiście, że jestem dumny i chcę się pochwalić osiągnięciami syna, bo Robert w 1987 roku zdobył II miejsce w Międzynarodowym Konkursie Klarnetowym im. C. M. Webera w Warszawie, a w 1989 roku wygrał w Międzynarodowym Konkursie Klarnetowym im. K. Kurpińskiego we Włoszakowicach. Uczestniczyło w tym konkursie 31 klarnecistów z całego świata i jurorzy przyznali I miejsce Robertowi.
         W rodzie Mosiorów Robert jest trzecim klarnecistą, bo drugim byłem ja, a pierwszym był mój tato, znanym klarnecistą i saksofonistą.
         Przypomina mi się ciekawa historia z mojej młodości. Warunkiem przyjęcia do szkoły muzycznej było wtedy posiadanie własnego instrumentu. Rozpoczynając naukę grałem na starym, przedwojennym instrumencie taty, z bardzo prymitywnymi klapami i poduszkami. Przez pond rok męczyłem się ćwicząc na nim. Dopiero później, grając z wujkami w rodzinnym zespole na weselach i zabawach, odłożyłem trochę pieniędzy i mogłem już kupić sobie lepszy instrument średniej klasy. Natomiast Robert rozpoczynał naukę na bardzo dobrych instrumentach i szybko robił postępy.

 Klarnety Marian Mosior Wiesław Król xx Kazimierz Markowicz

Grupa klarnetów z lat 70. i późniejszych. U dołu Marian Mosior, u góry: Wiesław Król, Józef Buda i Kazimierz Markowicz, fot. z arch. Filharmonii Podkarpackiej

Nie można pominąć faktu, że długo byłeś także kierownikiem muzycznym „Resovii Saltans”.

         Z wielką przyjemnością wspominam ten czas. Oprócz koncertów w Polsce często występowaliśmy za granicą. Byliśmy gorąco oklaskiwani prawie we wszystkich krajach europejskich, koncertowaliśmy w :Brazylii, Kanadzie, Chinach, Korei…
         Pamiętam jak w Koninie zdobyliśmy I nagrodę w ogólnopolskim konkursie za najlepsze wykonanie tańców rosyjskich, a nagrodą był miesięczny pobyt w ówczesnym Związku Radzieckim.
        Było bardzo dużo pracy, bo pracowałem na pełnym etacie w Filharmonii Podkarpackiej, na pół etatu byłem zatrudniony w Uniwersytecie Rzeszowskim (wcześniej WSP) i szkole muzycznej. Moi wychowankowie grają w różnych ośrodkach muzycznych na świecie - w Polsce, Stanach Zjednoczonych, we Francji…
         Podczas koncertów z „Resovią Saltans” wykonywane były napisane i zaaranżowane przeze mnie programy. Jako prowadzący grałem całe koncerty na pamięć.

Wiem, że nie odłożyłeś klarnetu po przejściu na emeryturę.

        Po przejściu na emeryturę jestem nadal częstym gościem w Filharmonii, bo nie wyobrażam sobie życia bez koncertów. Codziennie chodzę na basen, bo pływanie jest najważniejsze dla zdrowia, natomiast dla równowagi psychicznej , dla odprężenia, są bardzo ważne koncerty. Wybierając się na koncert biorę pod uwagę: dyrygentów, solistów i programy. Mam abonament i jestem obecny na większości koncertów, ale mniej więcej 10 % koncertów pomijam, szczególnie te z lżejszą muzyką, bo wolę utwory Brahmsa, Beethovena…
         Będąc emerytem nie odłożyłem klarnetu do futerału. Długo jeszcze grałem w Zespole Pieśni i Tańca „Resovia Saltans”, bo wykonywane były całe programy, które opracowywałem. Pisałem utwory dla baletu, dla wokalistów i dla kapeli. Jako prowadzący całe koncerty grałem na pamięć.
W ostatnich latach zdarza się, że proszą mnie, aby zagrać na ślubie, a często też muzyką żegnam kolegów którzy odchodzą.

Wiem, że podczas jednego spotkania trudno podsumować sześć dekad działalności, opowiedzieć o muzycznych pasjach, trudnej pracy muzyków, wybitnych artystach, z którymi występowałeś, ale mam nadzieję, że może niedługo uda nam się spotkać ponownie.
Dziękuję za rozmowę.

          Ja także bardzo dziękuję.

Zofia Stopińska

Wszelkie prawa zastrzeżone. Udostępnianie, wykorzystywanie, kopiowanie jakichkolwiek materiałów znajdujących się na tej stronie bez zezwolenia zabronione.
Copyright by KLASYKA NA PODKARPACIU | Created by Studio Nexim | www.nexim.net